Pilawski: Co dalej? Lewica po wyborach cz. 1.

[2007-10-31 07:45:33]

I. Lewica i Demokraci

Na początku kampanii wyborczej liderzy koalicji Lewica i Demokraci wyznaczyli sobie cel: uzyskanie poparcia nie mniejszego niż osiągnięte łącznie w wyborach parlamentarnych w 2005 r. przez Sojusz Lewicy Demokratycznej, Socjaldemokrację Polską i Partię Demokratyczną (17,65 proc.).

Cel nie został osiągnięty. Ani na poziomie kraju, ani nawet w żadnym z 41 okręgów.

Na poziomie kraju wynik LiD - 13,15 proc. - jest gorszy o 4,50 proc. od łącznego wyniku SLD, SdPl i PD z 2005 r.

Ten sam cel nie został wykonany po raz drugi w ciągu niespełna roku. Przed debiutem wyborczym LiD - wyborami samorządowymi w listopadzie 2006 r. Wojciech Olejniczak zapowiedział, że koalicja w wyborach do sejmików województw najbardziej przypominających wybory parlamentarne, powinna co najmniej powtórzyć łączny wynik trzech partii z 2005 r.

Choć w dwóch województwach – lubuskim i kujawsko-pomorskim – LiD przekroczył 20 proc., to na poziomie kraju uzyskał poparcie 14,25 proc.
Wynik uzyskany przez LiD w wyborach parlamentarnych był gorszy niż w wyborach do sejmików województw. Co więcej, w czterech okręgach – radomskim, płockim, olsztyńskim i sieradzkim – LiD uzyskał poparcie mniejsze niż SLD w 2005 r. (11,31 proc.). Choć w pozostałych 37 okręgach poparcie dla LiD było większe niż dla SLD w 2005 r., to w sześciu – wrocławskim, bydgoskim, nowosądeckim, krośnieńskim, rybnickim, sosnowieckim – LiD uzyskał wynik lepszy jedynie o niecały procent od SLD w 2005 r.

W 2005 r. w jednym okręgu (sosnowieckim) łączne poparcie dla SLD, SdPl i PD przekroczyło 30 proc., a w 11 – było wyższe niż 20 proc. 21 października 2007 r. tylko w okręgu sosnowieckim LiD zdołał przekroczyć 20 proc.

W 2005 r. w dwóch okręgach (nowosądeckim i tarnowskim) łączne poparcie dla trzech partii było mniejsze niż 10 proc. LiD nie zdołał pokonać tej bariery aż w ośmiu okręgach (poza wymienionymi także w krakowskim, radomskim, rzeszowskim, krośnieńskim, siedleckim i podwarszawskim).

Najlepszy wynik LiD – w porównaniu w wynikiem SLD w 2005 r. – osiągnął w okręgu toruńskim (o 6,57 proc. wyższy). W okręgach opolskim, częstochowskim i konińskim wynik LiD był o 4 proc. wyższy niż SLD uzyskany w poprzednich wyborach.

W skali kraju poparcie dla LiD było o 1,74 proc. wyższe niż dla SLD w poprzednich wyborach. Mimo to LiD będzie miał w Sejmie 53 posłów – o dwóch mniej niż wprowadził SLD w 2005 r.

SLD w 2005 r. w dwóch okręgach (bydgoskim i warszawskim) zdobył po trzy mandaty. Ta sztuka nie udała się LiD w żadnym okręgu. W obu wymienionych okręgach LiD uzyskał po dwa mandaty. LiD uzyskał jeden mandat – o jeden mniej od SLD w 2005 r. – w okręgu sieradzkim. Podobnie jak SLD w poprzednich wyborach, LiD nie zdołał uzyskać żadnego mandatu w dwóch okręgach: tarnowskim i nowosądeckim. Jedynie w okręgu konińskim LiD zdobył o jeden mandat więcej niż SLD w 2005 r.

LiD - jako jedyne spośród czterech ugrupowań, które dostały się do Sejmu - nie zwiększył swej reprezentacji poselskiej. Liczba posłów PO zwiększyła się o 76, PiS – 11, Polskiego Stronnictwa Ludowego – 6. Po wyborach w 2005 r. PiS i PO miały łącznie 288 posłów, obecnie 375 (do zmiany konstytucji potrzeba poparcia 307 posłów). W 2005 r. PO i PiS w stuosobowym Senacie obsadziły 83 miejsca, w 2007 – 99. SLD w 2005 r., podobnie jak LiD w 2007 r., nie zdobył żadnego miejsca w Senacie. W wyborach 21 października mandat uzyskał startujący – jako niezależny kandydat – dawny czołowy polityk lewicy Włodzimierz Cimoszewicz.

Wybory powiększyły przepaść między lewicą a prawicą.

Łączne poparcie dla SLD, SdPl i PD w wyborach do Sejmu 2005 r. było o 9,34 proc. niższe niż uzyskane przez zwycięskie Prawo i Sprawiedliwość (26,99 proc. głosów) oraz o 6,49 proc. mniej niż Platforma Obywatelska (zdobyła 24,14 proc. głosów). W wyborach 21 października LiD uzyskał poparcie niższe od zwycięskiej PO o 28,36 proc. (poparcie dla Platformy wyniosło 41,51 proc.) i o 18,96 proc. niższe od PiS (na PiS głosowało 32,11 proc. wyborców). Ten dystans jest większy niż dystans między SLD i PiS oraz SLD i PO w poprzednich wyborach (wyniósł wówczas odpowiednio 15,68 proc. i 10,83 proc.).

Dwie główne partie prawicy w 2005 r. poparła łącznie niewiele ponad połowa wyborców (51,13 proc.). W ubiegłorocznych wyborach do sejmików województw PO i PiS uzyskały razem niewiele więcej - 52,26 proc., podczas gdy LiD – 14,25 proc. Po niespełna roku w wyborach parlamentarnych obie partie prawicy uzyskały poparcie prawie trzech czwartych Polaków – 73,62 proc. 21 października głosowało na nie prawie 11,9 mln wyborców, na LiD – 2,1 mln.

W żadnym z 41 okręgów wyborczych LiD nie zdołał wyprzedzić PO ani PiS. W 2005 r. łączny wynik SLD, SdPl i PD w okręgu sosnowieckim był wyższy od rezultatów PiS i PO, a w kilku innych okręgach od wyniku jednej z tych partii. W wyborach do sejmiku województwa lubuskiego w 2006 r. LiD wyprzedził PiS.

Choć w skali kraju LiD zajął trzecie miejsce (w 2005 r. SLD był czwarty – przegrał z PiS, PO i Samoobroną), to prawie w co trzecim okręgu przegrał nie tylko z głównymi partiami prawicy, ale także z PSL. Tak było w okręgach: lubelskim, chełmskim, piotrkowskim, sieradzkim, nowosądeckim, tarnowskim, płockim, radomskim, siedleckim, podwarszawskim, krośnieńskim, rzeszowskim, kieleckim.

Sukcesem LiD byłoby przekroczenie 14,25 proc. poparcia uzyskanego w skali kraju w wyborach do sejmików województw w 2006 r. O dobrym wyniku koalicji można by mówić wówczas, gdyby wprowadziła do Sejmu liczniejszą niż SLD w 2005 r. reprezentację posłów, gdyby udało jej się zdobyć mandaty we wszystkich 41 okręgach.

Wynik uzyskany 21 października nie jest klęską LiD.

Klęska byłaby wówczas, gdyby koalicja uzyskała w skali kraju (jak to się stało w czterech okręgach) rezultat gorszy od uzyskanego przez SLD dwa lata wcześniej.

Wśród 53 posłów LiD jest 37 członków SLD, 10 – SdPl, 1 – Partii Demokratycznej i pięcioro bezpartyjnych. W poprzednim Sejmie spośród 55 posłów wybranych z list Sojuszu tylko Izabela Jaruga-Nowacka nie należała do tej partii. Tak małej reprezentacji w Sejmie SLD nigdy nie miał.

SLD nie ma ani jednego posła w okręgach: lubelskim, krakowskim, nowosądeckim, tarnowskim, krośnieńskim, gdańskim, bielskim, katowickim. Po znacznym osłabieniu reprezentacji SLD w samorządach po ubiegłorocznych wyborach dochodzi teraz redukcja biur poselskich, które stanowią jeden z ważnych elementów infrastruktury politycznej. W efekcie mogą nadal osłabnąć terenowe struktury SLD.

W gronie posłów - podobnie jak w poprzedniej kadencji – nie ma żadnego byłego przewodniczącego Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej i SLD. Aleksander Kwaśniewski zrezygnował z członkostwa w SdRP po objęciu w 1995 r. urzędu prezydenta. Józef Oleksy i Leszek Miller już w 2005 r. zostali pozbawieni przez władze SLD możliwości udziału w wyborach do Sejmu. W 2007 r. Józef Oleksy – w atmosferze skandalu związanego z ujawnieniem rozmowy z Aleksandrem Gudzowatym, został pozbawiony członkostwa w SLD. Leszek Miller, któremu ponownie odmówiono prawa do udziału w wyborach, opuścił szeregi SLD (w jego ślady poszedł były sekretarz generalny Marek Dyduch, który w 2005 r. był konkurentem Wojciecha Olejniczaka w wyborach na przewodniczącego SLD). Krzysztof Janik w 2005 r. nie został wybrany na posła mimo pierwszego miejsca na liście w okręgu tarnowskim. Także 21 października 2007 r. przepadł w wyborach.

W Sejmie VI kadencji nie będzie szefa lubelskiego SLD Grzegorza Kurczuka, który mimo pierwszego miejsca przegrał mandat z Izabellą Sierakowską, szefową lubelskiej SDPL. W kilku okręgach doszło do ostrej rywalizacji międzypartyjnej. W Chełmie kandydat SLD z numerem drugim pokonał "jedynkę" z SdPl, a w okręgu wałbrzyskim polityk Sojuszu pokonał rozstawionego z numerem jeden Jana Lityńskiego, dawnego działacza KOR, obecnie z Partii Demokratycznej. W okręgu zielonogórskim dotychczasowy poseł SLD Bogusław Wontor (numer trzy na liście) pokonał rozstawionego wyżej partnera z PD. W Kielcach Henryk Milcarz z SLD wszedł do Sejmu z numeru czwartego na liście kieleckiej – przekreślił posłowanie rozstawionemu z "dwójką" bliskiemu współpracownikowi Aleksandra Kwaśniewskiego – bezpartyjnemu Waldemarowi Dubaniowskiemu. W Łodzi do Sejmu weszła – mimo piątego miejsca – prof. Zdzisława Janowska z SdPl.

Zbyszek Zaborowski – szef katowickiego SLD – wycofał się z wyborów, gdy został postawiony przed faktem dokonanym, że w jego okręgu numerem jeden na liście LiD zostanie Andrzej Celiński z SdPl. Umieszczenie na czele krakowskiej listy Jana Widackiego zamknęło drogę do Sejmu szefowi małopolskiego SLD Kazimierzowi Chrzanowskiemu, który - podobnie jak Grzegorz Kurczuk i Zbyszek Zaborowski - był dotąd posłem. Z udziału w wyborach zrezygnował lider liberalnego skrzydła w SLD Jacek Piechota, który kilkakrotnie próbował walczyć o przywództwo w partii.

Z czołowych polityków SLD ze "starej gwardii" w nowym Sejmie postacią numer jeden pozostaje Jerzy Szmajdziński, szef klubu SLD w poprzedniej kadencji. Lista legnicka LiD, w której był "jedynką" uzyskała prawie 18-procentowe poparcie (przypadły jej dwa mandaty). Pozycja Jerzego Szmajdzińskiego w SLD-owskiej części klubu jest zdecydowanie najsilniejsza. Do Sejmu dostała się spora grupa jego bliskich współpracowników, w tym Wacław Martyniuk, Janusz Zemke, Tadeusz Iwiński, Janusz Krasoń. Jerzy Szmajdziński jest jedynym członkiem pięcioosobowego Politycznego Komitetu Porozumiewawczego LiD nie będącym szefem partii.
Rola Jerzego Szmajdzińskiego w SLD rośnie w związku z zapowiedzią Aleksandra Kwaśniewskiego wycofania się z polityki, a także jego przyznaniem się do odpowiedzialności za słaby wynik wyborów.

Aleksander Kwaśniewski, który na początku lat 90. dokonał "cudu" przeistoczenia rządzącej na mocy konstytucji Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w partię lewicy zdolną zwyciężać w wyborach parlamentarnych w ustroju demokratycznym, tym razem nie zdołał nawet nieznacznie poprawić wyniku wyborczego LiD.

Polityk, który osiągnął w swoim życiu politycznym w Polsce wszystko (przez dziesięć lat sprawował urząd prezydenta, odniósł symboliczne zwycięstwo w wyborach z Lechem Wałęsą), nie miał w sobie determinacji, woli walki, a nawet wewnętrznej dyscypliny pozwalającej na zachowanie dobrej formy w czasie kampanii. O nic zresztą nie walczył (nie kandydował do parlamentu, sam dementował zapowiedzi Wojciecha Olejniczaka, że jest kandydatem LiD na premiera).

W 1995 r. o zwycięstwie Aleksandra Kwaśniewskiego nad Lechem Wałęsą zdecydowała debata. Jarosław Kaczyński, główny architekt IV RP, wydawał się dla "twarzy LiD" znacznie łatwiejszym rywalem. Mimo to po debacie z nim notowania PiS poszły w górę, zaś LiD nie drgnęły.

W kolejnej debacie Aleksander Kwaśniewski pozwolił Donaldowi Tuskowi na zaapelowanie do wyborców LiD o głosowanie na PO – sam podobnego apelu nie wystosował.

Podobnie jak w 1995 r. na ostateczny wynik wyborów miała wpływ debata. Była to jednak debata bez udziału Aleksandra Kwaśniewskiego.

Były prezydent nie wykorzystał atutów koalicji, którą sam powołał do życia. Nie zrobili tego także autorzy kampanii wyborczej LiD. Nie wykorzystano kampanii do pokazania silnych stron Lewicy i Demokratów:

- LiD był jedyną formacją parlamentarna, która nie przyłożyła ręki do budowy IV RP: nie popierała lustracji, powołania Centralnego Biura Antykorupcyjnego, likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, dekomunizacji, dezubekizacji. To dopiero wymuszona opozycyjność i narastający sprzeciw społeczny wobec tzw. IV RP wymusił na Platformie Obywatelskiej zmianę kierunku politycznego, osłabienie bliskiego PiS skrzydła PO kojarzonego z Janem Rokitą. Niestety, to PO, a nie lewica, w oczach opinii publicznej jawiła się jako główny oponent ideowy IV RP;

- LiD był jedyną formacją konsekwentnie sprzeciwiającą się robieniu z historii narzędzia politycznego. Na listach wyborczych LiD znalazło się miejsce zarówno dla dawnego działacza Komitetu Obrony Robotników Andrzeja Celińskiego, działacza Wolnych Związków Zawodowych i "Solidarności" Bogdana Lisa, jak i byłego I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR Janusza Zemke oraz przewodniczącego Zarządu Głównego ZSMP – młodzieżowej przybudówki PZPR - Jerzego Szmajdzińskiego. Ludzie LiD ilustrowali anachroniczność dawnych podziałów. Gwarantowali, że nie będzie nowej wojny polsko-polskiej;

- LiD – poprzez różne biografie kandydatów – wskazywał na ciągłość polskiej historii i fakt, że PRL była także państwem polskim. Państwem, w którym wiele rzeczy robiono dobrze, w trosce o obywateli. To jednak Jarosław Kaczyński odwoływał się do budowanych w latach 70. trzystu tysięcy mieszkań rocznie, podkreślał konieczność obrony mieszkańców ziem zachodnich i północnych przed roszczeniami Niemiec. Nikt nie przypomniał, że tych ziem by nie było, gdyby do władzy w Polsce po wojnie nie doszli komuniści. Gdy politycy PiS mówili o zagarnięciu przez oligarchów majątku po 1989 r., to myśleli o majątku wytworzonym w okresie PRL i będącym własnością państwa, a nie prywatnych właścicieli. Gdy PiS straszył prywatyzacją szpitali przez PO, to miał na myśli przede wszystkim szpitale wybudowane w okresie PRL. Jednak politycy LiD w czasie kampanii na ten temat milczeli;

- Spośród ugrupowań parlamentarnych, jedynie w szeregach LiD byli jawni zwolennicy ustawowego ograniczenia wpływów Kościoła, aborcji, przyznania praw gejom. Jednak przed wyborami uniemożliwiono kandydowanie z LiD prof. Marii Szyszkowskiej, orędowniczki świeckiego państwa i tolerancji. Władze LiD początkowo zatwierdziły jej kandydaturę, po czym nazwisko Marii Szyszkowskiej skreślono i wpisano na listę Roberta Smoktunowicza, dotychczasowego polityka Platformy Obywatelskiej, którego w kampanii wsparł Andrzej Olechowski;

Na błędy popełnione w kampanii nałożyła się pasywność posłów SLD po 2005 r., którzy nie potrafili odnaleźć się w opozycji i przejąć – jak to robili posłowie PiS w czasie rządów lewicy – inicjatywy w Sejmie. Kierowany przez Jerzego Szmajdzińskiego klub SLD znajdował się w letargu. Piotr Gadzinowski, który 21 października 2007 r. przegrał walkę o mandat w okręgu warszawskim, w poprzedniej kadencji tłumaczył ospałość swych kolegów "taktyką krokodyla" – przez długi czas tkwiącego nieruchomo, by w odpowiednim momencie znienacka schwytać ofiarę. Jednak sejmowy "krokodyl" nie wyrządził prawicy szkód. Za to wciąż istnieje niebezpieczeństwo, że żarłoczna prawica po skonsumowaniu Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin zabierze się także za lewicę.

Największym zagrożeniem dla przyszłości lewicy, która przez lata miała opinię monolitu i na tym m.in. budowała swą siłę, jest kontynuowanie wojen wewnętrznych.

Toczą się one od jesieni 2001 r. Ich celem nie jest zmiana kierunku politycznego SLD, lecz kontrola nad lewicą. "Ojcami chrzestnymi" wojen na lewicy są Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller.

Pierwsza faza konfliktu zakończyła się w 2004 r. – Leszek Miller zrezygnował z kierowania rządem i SLD. Jednak atmosfera walki była już tak gorąca, że grupa polityków SLD z Markiem Borowskim dokonała rozłamu w Sojuszu Lewicy Demokratycznej, powołując nową partię - Socjaldemokrację Polską.

Ten krok podjęty przez zwolenników Aleksandra Kwaśniewskiego paradoksalnie umocnił przeciwników prezydenta w SLD, którzy wybrali na szefa partii Józefa Oleksego. Sojusz sparaliżowała walka zwolenników i przeciwników prezydenta. Rozwiązanie nastąpiło wiosną 2005 r., gdy Józefa Oleksego zastąpił popierany przez prezydenta Wojciech Olejniczak. Słabość podzielonej SLD odbiła się na wyniku partii w 2005 r. Po niepowodzeniu wyborczym liderzy Sojuszu nie podjęli żadnej otwartej poważnej debaty nad przyszłością SLD. Partia – przy biernej postawie członków - traciła samodzielność. Jej liderzy koncentrowali się na pozbawianiu wpływów swoich oponentów.

Wycofanie się Aleksandra Kwaśniewskiego z polityki i brutalne wyrzucenie z niej Leszka Millera nie oznacza, że wraz z odejściem "ojców chrzestnych" wojny, spory na lewicy wygasną. Wojna na lewicy pączkowała, pojawiały się wciąż nowe fronty, co obnażyła kampania wyborcza.

Wiele teraz zależy od relacji Wojciecha Olejniczaka z Jerzym Szmajdzińskim, Wojciecha Olejniczaka z Markiem Borowskim, Jerzego Szmajdzińskiego z Markiem Borowskim i Wojciecha Olejniczaka z Grzegorzem Napieralskim.

Odejście z polityki Aleksandra Kwaśniewskiego, osłabia Wojciecha Olejniczaka (w czasie kampanii u boku byłego prezydenta stał najczęściej przewodniczący SLD). Osłabienie skrzydła "prezydenckiego" (widać to było już w słabej reprezentacji jego kandydatów na listach LiD) umacnia pozycję Jerzego Szmajdzińskiego w SLD – nikt z aktywnych polityków Sojuszu nie zna tak dobrze mechanizmów działania tej partii, jak on.

Jednak Wojciech Olejniczak odniósł w tych wyborach najważniejsze w swej karierze zwycięstwo - znokautował w Łodzi Leszka Millera, który startując z pierwszego miejsca listy Samoobrony, zdobył dla niej poparcie 1,45 proc. wyborców (w 2005 r. na łódzką listę Samoobrony, której przewodził lokalny milioner Piotr Misztal uzyskał 8,63 proc. głosów). Leszek Miller od 1991 do 2005 r. był posłem z okręgu łódzkiego, podczas gdy Wojciech Olejniczak wystartował z niego po raz pierwszy. Leszek Miller mógł liczyć na wsparcie łódzkiej organizacji SLD, którą przez wiele lat kontrolował. Po klęsce przedwyborcze zapowiedzi Leszka Millera budowy nowej siły na lewicy brzmią niepoważnie.

Odejście Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera powinno zwiększyć samodzielność SLD. Po wyborach nadszedł czas dyskusji i kongresu, w czasie którego delegaci powinni zdecydować o przyszłości SLD i odpowiedzieć na pytanie, czym ma być LiD: rozszerzającą się koalicją wyborczą nawiązującą do dawnej formuły Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a może coraz ściślejszą formą integracji lewicy, a w perspektywie – nową partią.

Wojciech Olejniczak opowiada się za umacnianiem centrolewicy, lecz w samym SLD jest wielu niezadowolonych, że struktury i pieniądze Sojuszu zostały wykorzystane do umożliwienia powrotu do Sejmu "zdrajców" z Socjaldemokracji Polskiej. Zdaniem przeciwników LiD, SLD uzyskałby taki sam wynik startując w wyborach pod własnym szyldem i nie musiałby się dzielić mandatami poselskimi z innymi partiami. Jednak formuła zamknięcia Sojuszu wpychałaby SLD w objęcia Leszka Millera, który przed odejściem z partii wyrażał podobne opinie: "Sam SLD dzisiaj dostałoby tyle samo co LiD, albo nawet więcej głosów".

Na postawę SLD duży wpływ będzie miało zachowanie Marka Borowskiego. W SLD silna jest obawa, że przejmie on przywództwo w LiD. Do tego dochodzą emocje związane z "ustąpieniem" przywódcy SdPl pierwszego miejsca na liście warszawskiej i uzyskanie przez niego skromnego wyniku, który pozwolił na wprowadzenie do Sejmu poza liderem jedynie Ryszarda Kalisza (jednak w okręgu warszawskim, w którym toczył się bój gladiatorów: Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim, trudno było liczyć na lepszy wynik).

Dziesięcioosobowa grupa posłów SdPl z Markiem Borowskim musi wnieść element rywalizacji do klubu LiD. Posłowie Socjaldemokracji będą także zapewne walczyć w parlamencie o silniejszą pozycję swojej partii. W 2004 r. SdPl – na fali opinii siły powstałej ze sprzeciwu wobec skorumpowanego SLD Leszka Millera – zdołała wprowadzić trzech swoich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego (uzyskała poparcie 5,33 proc.). Jednak w wyborach do parlamentu w 2005 r. SdPl uzyskała tylko 3,89 proc. – wystarczyło na dotację dla partii z budżetu, nie wystarczyło na wejście do Sejmu. Notowania pozaparlamentarnej SdPl zjechały do jednego procenta. Partia musiała zdecydować: albo uwiąd albo pogodzenie się z SLD.

Uzyskując mandaty w dziesięciu okręgach w różnych regionach kraju (bydgoskim, lubelskim, łódzkim, warszawskim, podwarszawskim, bielskim, katowickim, sosnowieckim, pilskim i szczecińskim), a także dotacje dla partii z budżetu, SdPl może myśleć o rozbudowie struktur. Cztery spośród dziesięciu mandatów SdPl zdobyły posłanki. Reprezentacja SdPl, która uzyska dostęp do trybuny sejmowej i mediów, może sprawić niejedną niespodziankę.

Rozwój SdPl jest działaniem uzasadnionym, nawet jeśli w kolejnych wyborach obie partie będą startowały ze wspólnych list. Silny koalicjant może więcej, a partia, która pogodziła się ze swoją podrzędną rolą, kończy jak Unia Pracy, która z samodzielnej partii parlamentarnej przekształciła się w siłę raczej wirtualną niż realną. Mimo udziału w LiD, nie otrzymała ani jednej "jedynki" i nie wprowadziła do Sejmu ani jednego posła.

Podobnie jak w 2004 r., Socjaldemokracja może znowu stać się równorzędnym partnerem SLD. Jednak nie może budować swych wpływów na odbieraniu ich SLD, lecz wspólnej z SLD walce z prawicą. Rywalizacja między SLD i SdPl powinna być wykorzystana w ściganiu się na lepsze pomysły umacniania poparcia dla lewicy.

Mimo skromnej reprezentacji w Sejmie LiD ma silne atuty.

Kobiety LiD - Joanna Senyszn, Izabela Jaruga-Nowacka, Anna Bańkowska, Krystyna Łybacka, Jolanta Szymanek-Deresz, Zdzisława Janowska - mogą wiele zdziałać, wnosząc do Sejmu projekty ustaw będących realizacją kilku spośród "Stu konkretów": "Opowiadamy się za świadomym macierzyństwem. Kobiety, które nie chcą mieć dzieci, nie mogą być do tego zmuszane. Rodziny, które nie mogą ale chcą mieć dzieci, powinny uzyskiwać pomoc państwa. W tym celu, a także dla likwidacji ogromnego podziemia aborcyjnego, opowiadamy się za referendum w sprawie liberalizacji prawa o planowaniu rodziny - decyzję w tej sprawie powinno podjąć całe społeczeństwo. Opowiadamy się także za finansowaniem lub dofinansowaniem zabiegów in vitro. Konieczne jest także zapewnienie szerokiej dostępności środków antykoncepcyjnych i wprowadzenie oświaty seksualnej do szkół".

Kwestią dla LiD najważniejszą jest uniknięcie wojny na lewicy. Konflikt i podziały w klubie parlamentarnym LiD byłyby korzystne głównie dla prawicy – ułatwiałyby wyeliminowanie lewicy z przyszłego parlamentu (PO i PiS mogą solidarnie uchwalić ordynację wyborczą nie do przejścia dla słabszych od nich partii- a wtedy i SLD, i SdPl pozostałyby poza parlamentem).

Powrót SdPl może obudzić z kilkuletniego snu SLD. Ta partia – jeśli chce zachować pozycję – musi zerwać z nawykami tzw. aparatu i wykazać, że jest żywą, autentyczną, potrzebną siłą. Nie wystarczy deklarowanie kolejnego "zwrotu w lewo".

Kapitałem LiD są wybitni prawnicy – Marian Filar i Jan Widacki. Obrona demokracji, wolności, swobód obywatelskich należy do podstawowych powinności lewicy. LiD, który nie przyłożył, jak PO, ręki do projektowania i realizowania idei IV RP, ma prawo, by żądać demontażu wszystkich instytucji i uregulowań prawnych z nią związanych. I w tej dziedzinie inicjatywa powinna należeć do lewicy.

W poprzednim Sejmie w klubie SLD brakowało polemistów. Dzięki dopływowi "świeżej krwi" to się zmieni.

Podstawowym i najtrudniejszym wyzwaniem lewicy jest odbudowa kontaktów ze światem pracy. Przed wyborami LiD zabiegał o poparcie związkowców. Aleksander Kwaśniewski pojawił się w siedzibie OPZZ, przekonując, że LiD jest bardziej prosocjalny niż PiS. To za mało. Przede wszystkim lewica musi pokazać, że jej sojusz wyborczy z Partią Demokratyczną nie oznacza kapitulacji wobec neoliberalnych rozwiązań. Nawiązując do obietnicy złożonej przez PO ("By żyło się lepiej. Wszystkim"), warto walczyć w Sejmie o zawarte w "Stu konkretach" sprawy socjalne:

"Stworzymy - we współpracy ze związkami zawodowymi i organizacjami pozarządowymi - Narodowy Program Walki z Ubóstwem. (...)

Każdy lokator znajdujący się w trudnej sytuacji materialnej otrzyma dodatek mieszkaniowy.

Zwiększymy dostępność mieszkań czynszowych dla młodych rodzin i osób o skromnych dochodach poprzez umowy między państwem lub gminą a deweloperami.

Zmienimy niesprawiedliwy system wspomagania rodzin posiadających dzieci, dyskryminujący rodziny rolników, bezrobotnych i o niskich dochodach, które nie mogą skorzystać z ulgi podatkowej na dzieci w wysokości 1145 zł rocznie. Dla tych rodzin wprowadzimy zasiłki na dzieci w wysokości identycznej jak ulga podatkowa. Sukcesywnie wprowadzać będziemy zasiłki progresywne, rosnące wraz z wiekiem dziecka.

Wznowimy funkcjonowanie Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych. Rząd będzie zobowiązany do przedstawiania Sejmowi corocznego raportu o stanie dialogu społecznego.

Dokończymy - w pełnym dialogu ze związkami zawodowymi - reformę emerytalną, wprowadzimy emerytury pomostowe.

Dokonamy waloryzacji emerytur i rent w stopniu nie tylko wyrównującym inflację, ale zapewniającym emerytom odpowiedni udział we wzroście dochodu narodowego.

Płacę minimalną będziemy podwyższać w uzgodnieniu z Komisją Trójstronną. Nastąpi ratyfikowanie Konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy dotyczącej płacy godziwej.

Koniec z bezdomnością. Utworzymy system wsparcia finansowego dla samorządów budujących noclegownie i schroniska.

Podejmiemy działania służące osiągnięciu co najmniej 6-procentowego wskaźnika zatrudnienia osób niepełnosprawnych. Zapewnimy bezpłatny dostęp do sieci Internetu i ulgowy dostęp do dóbr kultury dla osób niepełnosprawnych".

Poważne potraktowanie przedwyborczych zobowiązań pomoże w integracji posłów LiD wokół wspólnych celów i wypracowaniu wspólnej strategii zachowania się w opozycji zarówno wobec PiS, jak i PO (wikłanie się w koalicję, popieranie rządu w zamian za posady lub inne synekury byłoby równie zgubne dla lewicy, jak wspieranie działań PiS mających na celę odzyskanie przez tę partię władzy).

Konflikty personalne, wojny międzypartyjne mogą zabić słabą lewicę. Jeśli zwycięży rozsądek i chęć działania w imię wspólnych celów, to za kilka lat lewica będzie co najmniej drugą siłą w Polsce.

Krzysztof Pilawski


Tekst pochodzi z broszury pod tytułem: "Co dalej? Lewica po wyborach" wydanej przy okazji debaty pod tą samą nazwą, która odbyła się 25 października w Warszawie, pod patronatem stowarzyszenia "Ziemia na Lewo", przy wsparciu polskiego przedstawicielstwa Fundacji im. Róży Luksemburg.

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Myślimy RAZEM. Zapisy i pierwsze seminarium - Hegemonia
Katowice, ul. Andrzeja 13/1
29 czerwca (czwartek), godz. 17.30-19.00
TRUMP precz! Demonstracja w czasie wizyty Trumpa w Warszawie
Warszawa
5-6 lipca
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Najnowszy numer "Dalej! pismo socjalistyczne"
www.dalej.org
wiosna-lato 2017
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

27 czerwca:

1816 - Amerykańskie okręty wojenne ostrzelały Algier.

1869 - W Kownie urodziła się Emma Goldman, teoretyczka anarchizmu, bojowniczka o prawa kobiet.

1875 - Zjazd zjednoczeniowy niemieckiej socjaldemokracji w Gotha. We wspólną partię łączą się niemieccy zwolennicy Marksa i Lassalle'a.

1893 - USA: Krach na giełdzie nowojorskiej.

1905 - Doszło do buntu załogi na pancerniku rosyjskiej floty czarnomorskiej Potiomkin.

1952 - Gwatemala: Postępowy prezydent Jacobo Arbenz ogłosił reformę rolną.

1960 - Zmarł Harry Pollitt, brytyjski działacz komunistyczny. Współzałożyciel KP Wlk. Brytanii w 1920, od 1956 jej przewodniczący.

1969 - USA: Stonewall riots – nowojorskie zamieszki, które wybuchły na tle dyskryminacji mniejszości seksualnych po ataku policji na pub "Stonewall Inn". Zapoczątkowało to amerykański i światowy ruch walki o prawa mniejszości seksualnych.

1973 - Zmarł Earl Browder, przywódca Partii Komunistycznej USA w latach 1932-45.

1993 - Irak: USA zbombardowały siedzibę irackiego wywiadu - na Bagdad spadły 23 pociski "Tomahawk".

2010 - Na Islandii zalegalizowano małżeństwa osób tej samej płci.

2010 - Umiarkowani członkowie partii Synaspismós opuścili koalicję SYRIZA i utworzyli partię Demokratyczna Lewica (DIMAR).


 
Lewica.pl na Facebooku