Paweł Matusz: Czy te oczy mogą kłamać?

[2012-11-25 13:07:13]

Geje i lesbijki (i to dokładnie w tej kolejności) wkroczyli/ły szturmem do głównego nurtu, choć zapłacili za to wysoką cenę. Małżeństwa osób tej samej płci stały się sztandarowym i nierzadko jedynym celem najważniejszych graczy w walce o prawa mniejszości seksualnych. Niepostrzeżenie okazała się ona walką o prawo do uzyskania ekskluzywnych heteronormatywnych przywilejów. Zapomnieliśmy, że małżeństwo (czy związek partnerski) to źródło niesprawiedliwej redystrybucji dóbr – choćby poprzez system ubezpieczeń społecznych lub starań o legalny pobyt w danym kraju. Skupiliśmy się na tzw. „różowych pieniądzach”, celebrując fakt, że rynek w końcu zauważa gejów (tak, przeważnie jedynie homoseksualnych mężczyzn) i czyni ich widocznymi. Powszechność homofobii sprawia, że trudno o krytykę tych przeoczeń ze strony tzw. środowiska: czy tego chcemy czy nie, legalizacja związków partnerskich i jakikolwiek obraz osoby LGBT w mediach w pewnym sensie przyczynia się do zmniejszenia jej poziomu. Ten skomplikowany stan rzeczy uporządkować pomoże analiza dwóch programów telewizyjnych, z których jeden emituje polska telewizja. Chodzi o udział gejów w programach: "Jak dobrze wyglądać nago" oraz "Queer eye for a straight guy" (w luźnym tłumaczeniu: Pedalskie/gejowskie spojrzenie na heteryka).

Prowadzącym tegoroczną London World Pride (ochrzczoną przez środowisko mianem Worst Pride – Najgorszego Pride’u z racji utrudnień, jakie londyńskie władze stwarzały organizatorom, np. zakazu platform na paradzie oraz wcześniejszego od planowanego startu wydarzenia) – imprezę z udziałem m.in. Boya George’a (brytyjski piosenkarz popularny w latach 80., ikona kultury gejowskiej) – był Gok Wan, znany właśnie z programu Jak dobrze wyglądać nago. Pokrótce: celem programu jest przemiana (tzw. makeover) głównej bohaterki każdego odcinka tak, aby polubiła ona swoje ciało. Program przypomina ekspresową i prowizoryczną sesję terapeutyczną. Mimo swoich pozornie szlachetnych założeń jest pasmem upokorzeń i przemocy o charakterze klasowym i genderowym. Prowadzący spełnia jednocześnie rolę stylisty, terapeuty, wyrozumiałego sprzymierzeńca, przyjaciela oraz nauczyciela kobiet występujących w programie. Gok Wan jest także fenomenem popkulturowym i w efekcie gejowskim reprezentantem w mediach głównego nurtu. Oto zdeseksualizowany oraz stereotypowo przegięty gej pomaga „przeciętnej” heteroseksualnej kobiecie odnaleźć się w heteromatriksie. Gej pokazuje kobiecie, jak stać się atrakcyjną w warunkach seksistowskiego społeczeństwa. I mimo że w programie walczy się ze stereotypami dotyczącymi kobiecego ciała, ostateczny wydźwięk jest jednoznaczny: problem leży w tobie, a nie wokół ciebie, popatrz na siebie z innej perspektywy, zmień się i uwierz w siebie. To indywidualistyczne przesłanie z pewnością nie ma nic wspólnego z prawdziwymi źródłami opresji kobiet. Skąd w tym wszystkim gejowska postać stereotypowego Goka Wana? Dlaczego na pozór idealny (w rzeczywistości wyidealizowany) front stworzony do walki z patriarchatem – kobiety i geje – staje się tu jego reproduktorem? Czyżby medialny sukces podglądactwa oraz nic nieznacząca obecność seksualnego dziwaka na scenie? Niestety, "Jak dobrze wyglądać nago" to jedynie przedsmak tego, co możemy zobaczyć na małym ekranie.

Idea "Queer eye for a straight guy" to pięciu, w domyśle homoseksualnych mężczyzn, którzy specjalizują się w modzie, winach, gotowaniu, wystroju wnętrz, kosmetykach, randkowaniu itp. Owa drużyna absolutnie przegiętych i stereotypowych gejów (nazwana Fab 5) w każdym odcinku ma za zadanie pomóc w przemianie heteroseksualnemu mężczyźnie, który nie ma za grosz gustu, dobrego smaku i nie dba o siebie, więc jego wartość na rynku matrymonialnym maleje. Tak jak Gok Wan, prowadzący mają pomóc bohaterowi odcinka wkroczyć do atrakcyjnego świata skodyfikowanych ról płciowych, gdzie męskość wyraża się przez konsumpcję określonych dóbr. Przemoc klasowa wiedzie prym: główne zadanie to oduczenie pacjenta „złego” gustu, wprowadzenie w świat bogactwa i sukcesu.

Sytuację komplikuje niejednoznaczność relacji homo-hetero. Jak pisze Eve Kosofsky – Sedgwick [1], relacje homospołeczne – czyli między osobami tej samej płci – w przypadku mężczyzn opierają się na homofobii. Mężczyźni budują „prawdziwą męską przyjaźń” dopóty, dopóki zaprzeczają homoseksualnemu pożądaniu, a jednocześnie oscylują wokół niego na zasadzie bliskości (jak pokazał Błażej Warkocki w książce "Homo niewiadomo". Polska proza wobec odmienności, świetnego przykładu dla teorii Kosofsky – Sedgwick dostarcza także proza Andrzeja Stasiuka [2]). Zachowania homospołeczne możemy zaobserwować choćby w czasie imprez sportowych, kiedy na oczach widzów sportowcy wymieniają się koszulkami, przytulają, całują, rzucają na siebie. A wszystko to w ramach przeważnie heteryckiej przyjaźni „prawdziwych” mężczyzn.

W "Queer eye" członkowie homoseksualnej piątki wyrażają swobodnie i w bardzo kampowy (czyli przegięty, autoironiczny, prześmiewczy) sposób swoje pożądanie wobec heteroseksualnego klienta. W ten sposób wystawiają oni na próbę kluczową linię podziału na to, co homospołeczne i homoseksualne. Z jednej strony pożądanie zostaje ujawnione, z drugiej jednak pozostaje kampowe, a więc autoironiczne – z góry skazane na niepowodzenie, upokorzenie i właśnie dlatego śmieszne. Odcinki programu są wręcz naszpikowane tego typu gagami. I tak na przykład zajmujący się modą Carlson z Fab 5 „całuje” jednego z heteroseksualnych bohaterów przez plastikowy przyrząd służący do pierwszej pomocy, a przy tym żartuje, że to najintymniejszy rodzaj zbliżenia, jakiego doświadczył z heterykiem i nie ma co liczyć na więcej.

W artykule "It’s Being So Camp As Keeps Us Going" Richard Dyer [3] słusznie zauważa, że kampowe zachowanie ma swoją drugą stronę: daleko idąca autoironia, używanie form żeńskich oraz stereotypowo kobiecych wyrażeń implikuje pogardę do homoseksualnego pożądania i seksizm. Dyer stwierdza także, że przypisywanie gejom roli ekspertów w dziedzinie mody, wystroju wnętrz czy ogólnie pojętego luksusu przyczynia się do budowania ich wizerunku jako ludzi frywolnych, zajmujących się rzeczami „niepotrzebnymi”. Dodatkowo zawody te pozostają poza realnym procesem produkcji dobrobytu i akumulacji kapitału. Są raczej jego efektem. Stanowią wyraz bogactwa i możliwości obracania pieniędzmi, ich mnożenia oraz wydawania. Wreszcie są narzędziem opresji kobiet. Dyer pisze, że w świecie, w którym pracują gejowscy styliści, kobiety stanowią jedynie środek wyrazu zamożności mężczyzny.

Profesjonalizacja homoseksualistów czy samego homoseksualizmu służy zatem odwróceniu sensu samego pożądania. Fab 5 to nie homoseksualiści czy choćby geje. Oni są queer. Termin ten można tłumaczyć jako „pedały”, lecz niesie to za sobą zbyt wiele negatywnych konotacji. Błażej Warkocki sugeruje termin „homo niewiadomo”, który zdaje się najlepiej oddawać treść angielskiego pierwowzoru. Członkowie Fab 5 są de facto zdeseksualizowani. Przywołać tu można Wolę wiedzy Foucaulta: charakteryzują ich nie czyny, lecz przynależność gatunkowa do świata odmienności seksualnej. Są trochę jak wróżki, które zstępują do męskiego świata, aby go naprawić i odnowić za pomocą swoich supermocy. Owe supermoce to często zwykłe różnice klasowe, różnice gustu. Czy więc drużyna Fab 5 rzeczywiście przyczynia się do zmniejszenia homofobii? Czy może jedynie do utwierdzenia stereotypu męskiego „homoseksualizmu bez seksu”?

Sytuację komplikuje fakt, że prezentowany w "Queer eye" świat jest doszczętnie zmaskulinizowany. Po prostu nie ma w nim kobiet lub występują one na trzecim planie, w marginalnych rolach dziewczyn/narzeczonych/koleżanek (nie dotyczy to późniejszych sezonów, gdzie bohaterami są pary i transgenderowi mężczyźni, co otwiera drogę do nowych rozważań). Opisane powyżej, a służące do subordynacji kobiet narzędzia, którymi posługują się wykonawcy profesji stereotypowo kojarzonych jako gejowskie, w tym przypadku służą do klasowej przemiany heteroseksualnego mężczyzny. Widzimy więc, że przemoc płciowa jest ściśle powiązana ze strukturą klasową. Jak powiedziałby Engels, „pierwszy ucisk klasowy” [4] (czyli przemoc klasowa) wykorzystuje matrycę męskiej dominacji. A skoro oba zjawiska – dominacja klasowa i genderowa – wzajemnie się napędzają, narzędzia subordynacji różnych grup wykluczonych (więc także subwersywne działania tych grup) zmieniają się, działają w wielu kierunkach naraz i wchodzą w wielorakie sojusze.

Transformacja opresji płciowej w przemoc klasową z udziałem zdeseksualizowanych odszczepieńców oraz typowego przedstawiciela amerykańskiej klasy średniej – tak można by streścić program "Queer eye for a straight guy". Program działa na rzecz rozwoju konsumpcji: wyraź swoją męskość i pozycję społeczną za pomocą atrybutów takich jak luksus i „dobry gust”. Wszystkie te rzeczy można kupić. Ekipa Fab 5 to dowód na seksualno-płciowe korzenie mechanizmu dominacji. Mamy tu wszystko, co potrzebne do utrwalenia klasowych i genderowych oczywistości: pieniądze, sukces i magiczną przemianę. A także subtelne, zamaskowane odniesienie do seksualnej marginalności, co dodaje pikanterii i zwiększa oglądalność. Wreszcie – homoseksualistów o określonych cechach, pochodzących ze świata innego niż ten, w którym żyje przeciętny widz. Są oni więc egzotyczni, ale pod kontrolą. Czego nie mamy? Kobiet w znaczących rolach, kobiecej seksualności ani seksualności w ogóle – prócz ewidentnego heteroseksu, w którym tkwi gwóźdź programu. Zwiększcie moją władzę i atrakcyjność na rynku matrymonialnym – mówi główny bohater. I to właśnie jego status – a nie osób LGBT (czy raczej wąsko rozumianych gejów) – potwierdza program "Queer eye for a straight guy". Aktywnym podmiotem jest przeważnie biały Amerykanin z klasy średniej (z odpowiednią domieszką innych kolorów, zarówno jeśli chodzi o heretyków, jak i Fab 5, gdzie Jai przedstawiający się jako Portorykańczyk i Włoch jest główną zabawką erotyczną [5]).

Czy Fab 5, czyli pięciu dziwacznych ekspertów, to dobra reprezentacja? Raczej próba esencjalizacji geja do obrazu, z którym widz pewnie nie ma wiele wspólnego. Jest to wizja przede wszystkim obca klasowo, z której geje nieraz gęsto muszą się tłumaczyć.
Czy jest zatem tak, jak chcieliby autorzy filmu dokumentalnego "Celluloid Closet" [6]? Przedstawiają oni historię kina z queerowego czy też homoseksualnego punktu widzenia. Stwierdzają, że zasadnicza zmiana, jaka zaszła w filmie pod koniec XX wieku, to brak cenzury, która zmuszała do symbolicznego i zakodowanego przedstawienia postaci homoseksualistów/ek (np. kobieta chodząca w butach na płaskim obcasie lub mężczyzna interesujący się kwiatami). Gdy jednak oglądam pięciu „typowych gejów” na małym ekranie, mam wątpliwości, czy ta zmiana faktycznie zaszła. Czy Fab 5 reprezentują osoby dyskryminowane ze względu na orientację seksualną? Wątpię. Są raczej idealnymi klientami. Zasypują nas nazwami marek i sklepów wprost z ulic Nowego Jorku. Czy ma to cokolwiek wspólnego z gejem, który w Polsce obejrzy fragment tego programu na Youtube? Niekoniecznie. Ma natomiast wiele wspólnego z nowymi rynkami zbytu: sprzedane licencje na program, sklepy, książki, kariery występujących w programie. Nowa potrzeba przemiany to potrzeba nowego produktu. Trudno nie zauważyć w programie nachalnej reklamy. Nasza queerowa piątka o swoim seksualnym pożądaniu mówi tylko z pogardą. Stanowi ono niedopowiedzenie, które przyciąga widzów przed telewizory. Nie zobaczysz już w książce geja jako przykładu dewiacji? Nie szkodzi. Oto on w nowej i odświeżonej wersji na ekranie twojego telewizora.

Prowadzący programy typu Jak dobrze wyglądać nago czy "Queer eye for a straight guy" mają coraz mniej wspólnego z tym, o co walczyli pierwsi aktywiści LGBT. Prawdziwą cenzurę i zawoalowane przedstawienia postaci innych orientacji niż heteroseksualna na małym i dużym ekranie zastąpiły dyktat zysku, kultura indywidualizmu oraz nierzeczywisty obraz geja, który jest bardziej konsumentem niż przedstawicielem gatunku homoseksualistów. Dziwaczne, brzydkie i niespotykane kreatury kiedyś przynosiły zysk obwoźnym cyrkom i komikom. Dziś zachodni świat bawi się nimi i zarabia na nich w odpicowanej wersji glamour. Bawi się według logiki stwarzania Innego na wzór niepodobny do samego siebie. W rzeczywistości im bardziej jest on podobny, tym bardziej należy go różnicować. Dlatego też bohaterowie Fab 5 bez swoich strojów i akcesoriów – przykładowo na policyjnych fotografiach – mogliby przypominać typowych mieszkańców Teksasu lub Warszawy. Tymczasem w programie przepaść pomiędzy heterykiem a gejem (jakkolwiek go zdefiniujemy) jest ogromna. Czy cokolwiek jest tu queer, czyli nieokreślone, nienormatywne czy niestabilne? Chyba tylko z nazwy.

Homofobiczną przepaść – gdzie pożądanie ma tylko jedną, niemożliwą do spełnienia, absurdalnie śmieszną wersję – maskuje wizja określonego stylu życia. W wizji tej heteryk jeździ po ulicach Nowego Jorku z grupką śmiesznych gejów w godzinach pracy większości „zwykłych” ludzi. Zachwyt budzą drogie akcesoria, meble i przysmaki importowane z drugiego krańca świata. W tym uniwersum, pełnym zdrowych słodyczy i magicznych produktów do ciała, homofobia oraz obowiązek praktyki tylko i wyłącznie heteroseksualizmu (np. przygotowanie kandydata do oświadczyn) stoi obok biernego, symbolicznego i męskiego homoseksualizmu (oczywiście nie jest on męski według twórców "Queer eye for a straight guy", bo męskość charakteryzuje tu bycie hetero, ale przez takie wyrażenie podkreślam brak kobiet w programie). Niewidzialna granica między nimi pozostaje nietknięta. Jedyne, co się zmienia, to męskość, która współcześnie wyraża się także poprzez konsumpcję. W służbie sukcesu telewizyjnego sprzeczności przestają zaprzątać umysł. Są tylko kontrowersją nabijającą liczniki oglądalności.

Doskonałej analizy "Queer eye" dokonują twórcy "South Park" w odcinku "South Park is Gay" (odcinek 8, sezon 7): wszyscy mężczyźni mieszkający w South Parku (fikcyjnym i jednocześnie typowym amerykańskim prowincjonalnym miasteczku) przechodzą pod wpływem programu zbiorową przemianę. Zdumieni całą sytuacją Mr. Garrision i Mr. Slave (miejscowa para gejowska), przekonani, że cała męska populacja South Parku wyszła z szafy, udają się do baru, aby kogoś poderwać. Po kilku nieudanych próbach dowiadują się w końcu, że goście baru nie są homo-, lecz metroseksualni. Czy zatem nowo wynaleziona metroseksualność nie jest przypadkiem narzędziem utrzymania granicy między tym, co homospołeczne (grupa heteroseksualnych mężczyzn spędzająca razem czas, nieraz w sytuacjach intymnych lub granicznych, jak np. wspólne uprawianie sportu lub libacje) a tym, co homoseksualne? Za deklaracją: Jestem metroseksualny kryje się zdanie: Wyglądam jak gej, ale nim nie jestem. Wynalazek metroseksualizmu zmienia także sposób funkcjonowania gejów w homofobicznym otoczeniu: nie muszę „wychodzić z szafy” (czyli dokonywać coming outu), bo mogę wyglądać „jak gej” i jednocześnie nim nie być, deklarując się jako metroseksualista. Idźmy dalej tym tropem, a dojdziemy do takiej konkluzji: nie musisz być gejem, jeśli nawet wyglądasz jak gej, więc możesz pozostać w szafie na wieki.

Nawet krytyczne pisanie o tym programie zmusza do powielania stereotypów lub choćby operowania nimi. Już samo posługiwanie się słowem „gej” komplikuje sprawę, bo mowa poniekąd o stereotypie, a nie jego obiekcie. "Queer eye" to pochwała patriarchatu, gdzie dominują różne rodzaje męskości – przeczące sobie i uzupełniające się nawzajem, skonstruowane z pomocą narzędzi klasowych, rasowych i genderowych. Kobiety występują w tym programie jedynie jako gadżety, które dopełniają proces przemiany. Moralizatorski wniosek z Pedalskiego spojrzenia na heteryka jest taki, że w telewizyjnych produkcyjniakach tego typu każde oczy mogą kłamać.


Paweł Matusz



[1] E. Kosofsky Sedgwick, "Between Men. English Literature and Male Homosocial Desire", Nowy Jork 1985.

[2] B. Warkocki, "Homo niewiadomo. Polska proza wobec odmienności", Warszawa 2007.

[3] R. Dyer, "It’s Being So Camp As Keeps Us Going", Londyn-Nowy Jork 2002.

[4] F. Engels, "Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa", http://www.marxists.org/polski/marks-engels/1884/pochodzenie/02.htm.

[5] Por. B. Berila, D. Dibya Choudhuri, „Metrosexuality the Middle Class Way”, Genders OnLine Journal, 2005.

[6] "Celluloid Closed", reż. Jeffrey Friedman i Rob Epstein, 1995.

Tekst pochodzi z kwartalnika "Bez Dogmatu"

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst nastepny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla iOS i Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

"Będzie Wam gorzej" - debata
Warszawa, ul. Chmielna 15/9
22 października (środa), godz. 19.00
Wybory Samorządowe 2014
Internet
Oferta pracy!
http://www.infopraca.pl/praca/specjalista-od-videobloga/warszawa/10754082
Od zaraz
Rekrutacja na Podyplomowe Gender Studies IBL PAN
Warszawa, Pałac Staszica, ul. Nowy Świat 72
do 23 października br.
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-
NOWY NUMER MAGAZYNU "NIGDY WIĘCEJ"
Polska
wiosna-lato 2014
Szukam" Metody interpretacji historii Argentyny" N.Morano
Kampania Historia Czerwona i Czarno-Czerwona
RASIZM I PRZEMOC – ROSNĄCE ZAGROŻENIE!
Trwa batalia o Twoją prywatność. Włącz się!
cała Polska
aż wygramy;)

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

23 października:

1915 - 25 tysięcy kobiet na ulicach Nowego Jorku domagało się przyznania praw wyborczych.

1943 - Oddział Gwardii Ludowej dokonał zamachu na Bar Podlaski w Warszawie, zabijając 18 hitlerowców.

1956 - Początek powstania na Węgrzech.


 
Lewica.pl na Facebooku