Tunia Błachno: Myślę, więc jestem… człowiekiem

[2013-03-16 11:55:24]

Nawiązywanie do Kartezjusza w kontekście praw zwierząt może wydawać się niefortunne, gdyż chyba żaden inny filozof nie kojarzy się silniej z przedmiotowym, a nawet okrutnym traktowaniem zwierząt. Przekonanie o istnieniu analogii między wyciem psa a skrzypieniem nienaoliwionej maszyny długo zalegało w umysłach podążających za Kartezjuszem i inspirowało do rozprucia żaby czy porażenia kota prądem. Na szczęście szeroko pojęty rozwój ludzkości stopniowo oswajał nas z uznaniem zwierząt za podobne do ludzi i nikt już dzisiaj nie może obwieścić, że zwierzęta nie czują bólu, bez narażenia się tym samym na drwinę czy wyzwanie od ignorantów. Podobnie raczej nikt nie dyskutuje z tym, że zwierzęta mogą odczuwać przeróżne emocje, np. strach (a jeśli dyskutuje, to zaiste jest ignorantem).

Jednak doniesienia etologiczne dostarczające dowodów na istnienie bogatego życia wewnętrznego zwierząt są przez sceptyków często podważane – z dwóch powodów. Po pierwsze, naturalnym psychologicznym mechanizmem obronnym jest ten uzasadniający nasze postępowanie. Jeśli żyjemy w świecie, który opiera się na wykorzystywaniu zwierząt, to dużo łatwiej jest nam wierzyć w to, że zwierzęta nie martwią się tym stanem rzeczy, gdyż są zwyczajnie zbyt głupie. Bujdą musi być doniesienie o przywiązaniu, analogicznym do ludzkiego, młodego prosiaka do maciory, bo wtedy kupienie wieprzowiny wzbudzi być może jakieś niepotrzebne i uciążliwe wątpliwości moralne. Po drugie, przyznanie poszczególnych cech życia wewnętrznego zwierzętom traktujemy, świadomie lub nie, jako atak na nasze człowieczeństwo, ponieważ chcemy wierzyć w różnice nie tylko ilościowe, lecz także i jakościowe między nami – gatunkiem wybranym – a innymi zwierzętami. Komunikacja, rozbudowane stosunki społeczne, inteligencja, emocje wtórne – z wielkim bólem oddajemy monopol na to wszystko, ale jednego bastionu człowieczeństwa bronimy wyjątkowo zaciekle: myślenia.

Zaprogramowane?

Nie będę przytaczać szeregu historyjek o tym, jak to ptaki nauczono liczyć, a małpy rozpoznawały siebie w lustrze, za to przywołam historię opowiedzianą przez Normana Malcolma: Pies ściga kota, który pędzi w kierunku dębu, lecz w ostatniej chwili nagle skręca i znika na pobliskim klonie. Pies nie widzi tego manewru, po podejściu do dębu, staje na tylnych łapach, drapie pień, jakby próbował się na niego wspiąć, i szczeka z podnieceniem ku gałęziom w górze [1]. Jestem pewna, że większość z nas, poproszona o skomentowanie tej sytuacji, odpowie: Ten pies myśli, że kot jest na dębie!. Sceptyk, przyłapany na przypisaniu psu zdolności myślenia, zaraz cofnie swoje słowa i stwierdzi, że czasownik myśleć jest tutaj użyty metaforycznie, bo przecież wiadomo, że pies tak naprawdę nie może myśleć. Rzeczywiście, jeśli w definicję myślenia wpiszemy to, że jest dostępne tylko ludziom, to zamykamy dyskusję, Argument rozstrzygający brzmi: zwierzę nie może myśleć, ponieważ jest zwierzęciem.

Kiedy wedle naszych słów oblany wrzątkiem termostat myśli, że w pokoju jest za gorąco – wtedy faktycznie wyrażamy się w sposób metaforyczny, gdyż doskonale wiemy, dlaczego urządzenie obniża temperaturę: nie z powodów swoich stanów mentalnych, ale programatora, którego działanie da się w pełni wyjaśnić na gruncie fizyki. Natomiast zachowania psa szczekającego pod dębem nie można sprowadzić do algorytmu, programu wszczepionego w jego mózg czy układu pracujących trybików. Ależ można! – przerywa sceptyk – wszelkie zachowanie zwierząt można wytłumaczyć (tutaj uwaga, słowo-wytrych, słowo-pogromca życia mentalnego zwierząt) instynktem.

Licencja na myślenie

Ewolucyjne rozumienie zachowań człowieka zakłada, że wszelkie nasze reakcje podyktowane są wrodzonymi instynktami, biochemią mózgu czy wyuczonymi strategiami. Nie przeszkadza to równocześnie utrzymywać, że mimo ograniczeń, jakie nałożyła na nas natura, możemy myśleć, nawet jeśli to myślenie dałoby się uzasadnić biologicznie. Jeśli ktoś wciąż chce bronić wyjątkowości ludzi, ryzykuje zboczenie na dogmatyczną drogę rozumowania, która prowadzi do wniosku, że wszystkie zwierzęta włącznie z małpami działają czysto instynktownie, a jedynym wyjątkiem jest krańcowo od nich odmienny człowiek z nadbudowanym na instynkcie pełnym wyposażeniem mentalnym. Dlaczego? Bo jest człowiekiem.

Siewka na widok drapieżnika symuluje złamanie skrzydła, aby wydać się łatwiejszą ofiarą i tym samym odciągnąć uwagę wroga od gniazda z jajami. Nawet jeśli uważamy jej działanie za instynktowne, nie możemy zaprzeczyć, że jest ono, nomen omen, przemyślane i cechuje je pewna racjonalność. Jeśli zaś to nie indywidualny ptak jest podmiotem tych przemyśleń, kto zatem? Matka Natura? Ewolucja? Kod DNA? Daniel Dennett nazywa ten problem zagadką dryfującej racjonalności, którą dostrzegamy, ale równocześnie nie możemy lub nie chcemy jej nikomu przypisać. A przecież najpewniej było tak, że jacyś ptasi przodkowie zapoczątkowali taką strategię oszukiwania przeciwnika, która ze względu na swoją skuteczność została utrwalona. W takim wypadku przynajmniej pierwszy ptak oszust musiał pomyśleć. Musiał, ale nie mógł, bo przecież nie był człowiekiem.
Założenie o wrodzonych schematach zachowań u zwierząt nie tłumaczy, dlaczego w tej samej sytuacji różne osobniki zachowują się inaczej. Co więcej, nieprawdopodobne wydaje się, by selekcja ewolucyjna mogła zapewnić specyficzne i dokładne w każdym szczególe recepty radzenia sobie z różnymi wyzwaniami. Przecież dla zwierzęcia korzystniejsze jest np. przewidywanie zachowań innych zwierząt niż reagowanie dopiero wtedy, kiedy one zaczynają działać – myślenie jest z ewolucyjnego punktu widzenia po prostu bardziej opłacalne. Ale oczywiście tylko w przypadku ludzi, bo zwierzęta najwyraźniej podlegają jakiejś innej ewolucji, zbyt prymitywnej, aby zagwarantować im myślenie.

Myśli to nie słowa

Abstrahując od tego, czym jest akt myślenia i jaka jest prawda o tym, co się dzieje w zwierzęcym umyśle, wydaje się, że przypisanie zwierzętom zdolności do myślenia to najlepszy sposób na tłumaczenie ich zachowania. Jednak sceptyk uparcie twierdzi, że o takim wyjaśnieniu nie ma mowy i wyciąga asa z rękawa: zwierzęta nie myślą, bo nie posługują się językiem. Pies nie może myśleć, że kot jest na drzewie, ponieważ nie mówi sobie w głowie: Kot jest na drzewie. Tymczasem wydaje się, że słowa, które mamy w głowie, służą do opisu naszych myśli, ale nie są niezbędne do ich powstawania, przez co opis naszych przekonań jest wtórny wobec tego, co faktycznie myślimy.

Wyobraźmy sobie, że bohaterem naszej historyjki jest nie pies goniący kota, ale policjant ścigający złodzieja: przekonany o obecności przestępcy na dębie, wykrzykuje pod drzewem i groźnie wymachuje pałką. Analogicznie orzekamy: Ten policjant myśli, że złodziej jest na dębie, choć wcale nie mamy pewności, czy podmiot faktycznie wypowiada w swojej głowie zdanie o treści: Złodziej jest na dębie. Sceptyk, choć zgadza się, że nie jest to konieczne, obstaje przy swoim. Zauważa, że policjant przynajmniej jest w stanie takie zdanie pomyśleć. To prawda. Ale wyobraźmy sobie, że bohater naszej historii nie zna się na systematyce drzew i jest przekonany, że stał przed bukiem. Wobec tego zdanie, które potencjalnie może wypowiedzieć w swojej głowie to: Złodziej jest na buku (tak naprawdę policjant może sobie werbalizować w myśli przeróżne treści – Morderca siedzi na klonie, Facet, który uciekał, schował się na brzozie albo Muszę złapać tego gościa). Jednak okazuje się, że mało to nas obchodzi, bo dalej orzekamy (prawdziwie!): Policjant myśli, że złodziej jest na dębie. Przypisanie komuś konkretnej myśli nie ma związku z jej językowym odpowiednikiem w umyśle podmiotu, ale opiera się na obserwacji jego zachowania.

Niekonsekwentny sceptyk

Oczywiście sceptyk ma rację, że nigdy nie mamy pewności, co dzieje się w umyśle zwierzęcia. Konsekwentnie jednak powinien wątpić w myślenie każdego człowieka. Problem istnienia umysłów innych niż nasz pozostaje w filozofii do tej pory nierozwiązany. Istnieje szereg symptomów, które miałyby świadczyć o umiejętności myślenia u ludzi, ale nie możemy wykluczyć tego, że otaczają nas zaprogramowane zombie. Nie przeszkadza nam to żyć tak, jakbyśmy mieli pewność, że ludzie jednak, rzadziej lub częściej, myślą. Kiedy zaś zwierzęta wykazują objawy myślenia – wtedy włącza nam się tryb gatunkowego solipsysty, nieuznający istnienia umysłów innych niż ludzkie, i nagle niemożność naukowego udowodnienia myślenia zdaje się być rozstrzygająca.

Ja z kolei czasem wątpię w myślenie niektórych ludzi, kiedy ci są przekonani, że chociaż nerki czy płuca spełniają dokładnie te same funkcje u ludzi jak u zwierząt, to jednak mózg tylko u człowieka odpowiedzialny jest za takie zjawiska, jak myślenie, świadomość, racjonalność. I nieważne, że liczba genów, jakie dzielimy ze zwierzętami, sięga 98% u naczelnych, a natura non facit saltus – zwierzęta nie mogą myśleć, ponieważ nie są ludźmi.

Tunia Błachno



[1] Zainteresowanych odsyłam do bardzo ciekawej książki Ronalda Griffina pt. „Umysły zwierząt”.

Tekst ukazał się w „Bez Dogmatu”




drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Rekrutacja na Podyplomowe Gender Studies IBL PAN - do 19 października!
Warszawa, Pałac Staszica, ul. Nowy Świat 72
do 19 października 2018 roku
Spotkania z kandydatami na prezydenta Warszawy: Rafał Trzaskowski
Warszawa, ul. Kopernika 36/40 (OPZZ, II piętro, sala im. Wiadernego)
1 października (poniedziałek), godz. 16.30
Co po turbokapitaliźmie?
Wrocław, ul. Kołłątaja 31
27 września (czwartek), godz. 17.00
Pokaz filmu "Solidarność według kobiet" w Amsterdamie
Amsterdam, Cinema of the Dam'd, ul. Overtoom 301
29 września (sobota), godz. 19.00
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

26 września:

1932 - Decyzją polskiego MSW rozwiązano Ukraińską Włościańsko-Robotniczą Socjalistyczną Jedność (tzw. Sel-Rob).

1937 - W Warszawie odbył się zorganizowany przez Centralny Wydział Młodzieży PPS ogólnopolski zlot młodzieży socjalistycznej; wzięło w nim udział 15 tysięcy młodych socjalistów.

1939 - Delegalizacja Francuskiej Partii Komunistycznej pod zarzutem działalności antypaństwowej.

1941 - Krótko po starcie z lotniska w Smoleńsku rozbił się samolot z pierwszym składem Grupy Inicjatywnej PPR, która miała zostać przerzucona do Polski. W katastrofie zginął Jan Turlejski, a ranni zostali Jakub Aleksandrowicz, Czesław Skoniecki i Roman Śliwa.

1944 - Francja: W pierwszym powojennym rządzie komuniści objęli resorty zdrowia i lotnictwa.

1946 - Urodziła się Andrea Dworkin, amerykańska feministka radykalna, socjolożka, pisarka, inicjatorka antypornograficznego nurtu feminizmu.

1959 - Zmarł postrzelony przez buddyjskiego mnicha lewicowy premier Cejlonu Solomon Bandaranaike.

1968 - W RFN powstała Niemiecka Partia Komunistyczna.

1980 - W wyniku zamachu neonazistowskiej Wehrsportgruppe Hoffmann w Monachium 13 osób zostało zabitych, a ponad 200 odniosło rany.

2000 - "Bitwa o Pragę" - kilkanaście tysięcy osób demonstrowało przeciwko obradom Banku Światowego w Pradze czeskiej. Data ta uznawana jest za symboliczny początek ruchu alterglobalizacyjnego w Europie środkowej i wschodniej.

2001 - Uruchomiona została polska Wikipedia, wolna encyklopedia internetowa.


 
Lewica.pl na Facebooku