Małgorzata Anna Maciejewska: A to Polska właśnie!

[2014-06-10 18:27:06]

Czyli logika polityczna w ćwiczeniach, Hańba! i polka-żydówka

Marta Konarzewska powiedziała w wywiadzie: "To, co się wylało po Eurowizji, to Polska. To, jaka jest naprawdę i czego się boi." Tego typu stwierdzenia słyszeliśmy wielokrotnie. Wydają się aż nadto proste i oczywiste. Niestety, ich prostota jest złudzeniem, a oczywistość opiera się na wieloznaczności, która sprawia, że w zależności od tego, jak będziemy je rozumieć, mogą być prawdziwe lub fałszywe. Jednak stawką nie jest tutaj wyłącznie logiczno-formalna higiena wypowiedzi. Kwestia ta ma poważne polityczne konsekwencje.

Czy Polska jest homo- i transfobiczna? Wydaje się, że trudno zaprzeczyć. Niewątpliwie Konarzewska ma rację, że w mediach czy internetowych komentarzach sporo się tego niedawno „wylało”. Trzeba jednak zapytać: jaka Polska? Cała? Czy tylko jakaś część? Jaki kwantyfikator domyślnie stoi przed tym zdaniem? Ponadto słówko „jest”, zwłaszcza w sąsiedztwie z „naprawdę”, może oznaczać, że chodzi tutaj o jakąś niezmienną, wrodzoną istotę polskości. Czy zatem Marta Konarzewska oraz inne osoby, które nie mają nic przeciwko Conchicie Wurst, za to razi je ewidentny seksizm występu Donatana i Cleo, przestają tym samym być Polkami i Polakami?

Zdanie „Polska jest seksistowska i homofobiczna” jest zatem prawdziwe, jeśli oznacza tylko istnienie takich postaw w Polsce, oraz fałszywe, jeśli uznamy, że stoi tam duży kwantyfikator stwierdzający, że wszyscy w Polsce takie postawy nieustannie przejawiają. Natomiast sugestia, że taka właśnie jest „najprawdziwsza” istota polskości prowadzi do wniosku – zaskakująco zgodnego z twierdzeniami nietolerancyjnych konserwatystów – że preferowanie Conchity nad „My, Słowianie” oznacza wyparcie się polskości. Zdradę narodową. Dlatego nikt, kto czuje się przywiązany do tego kraju, kultury czy języka po prostu nie może opowiedzieć się za brodatą degeneracją, ani też protestować przeciwko polskim zdrowym i normalnym cyckom.

A skoro seksizm i wojująca heteronormatywność są istotą polskości, to nie można być polską patriotką, jeśli się jest kobietą uważającą się za coś więcej niż dodatek do cyca, albo też osobą o nieheteronormatywnej seksualności. I w ten sposób takim ludziom zostaje odebrany ich kraj – całkowicie zgodnie z intencjami „zdrowej” prawicy. Co więcej, podobne konsekwencje czekają wszystkich, którzy chcieliby się opowiedzieć za równymi prawami dla grup dyskryminowanych.

Sprawia to, że wystąpienie przeciwko wykluczającej „normie” staje się gestem wymagającym rewolucji tożsamościowej dla osoby identyfikującej się z polskością. Nie trzeba chyba dodawać, że nie służy to promocji tolerancyjnych zachowań.
Co gorsza, samo stwierdzenie „Polska jest homofobiczna” nie różni się niczym od tez, że Żydzi to skąpcy, a blondynki to idiotki. Z małym kwantyfikatorem zdania te są prawdziwe: z pewnością istnieją skąpi Żydzi i głupie blondynki. Ale twierdzenie, że takie są wszystkie osoby z tych grup i że skąpstwo albo głupota wynika po prostu z samej przynależności do nich, to klasyczne myślenie stereotypami.

Można by jednak powiedzieć, że przecież Marta Konarzewska tezą o homofobiczności Polski chce właśnie walczyć z uprzedzeniami i dokładnie tym jej teza różni się od zdań o Żydach i blondynkach, które wykluczają, a nie z wykluczeniem walczą. Czyżby? Spójrzmy w takim razie na zdanie: „islam to seksistowska dzicz”. Czyż w islamie nie dokonuje się zabójstw honorowych? Czy nie zmusza się ofiar gwałtu do poślubienia gwałcicieli? Nie wykonuje barbarzyńskich zabiegów obrzezania dziewczynek? Znów – i tak, i nie. Nie wszyscy i nie wszędzie. Za to taka retoryka świetnie sprawdza się jako usprawiedliwienie dla imperialistycznych „wojen z terroryzmem”, a ujęcie demokracji jako fundamentalnie obcej islamowi sprawia, że wrogów nigdy nie zabraknie. I naprawdę lepiej nie mieć śniadej cery w Ameryce świętującej rocznice zamachów. Tylko co wtedy z większością muzułmanów, którzy z ekstremizmem nie mają nic wspólnego? Niełatwo wydostać się z wmuszonej nam roli islamisty-antychrysta, a przemoc narzucająca taką etykietkę, boli tak samo jak inne uprzedzenia.

Dlatego jeśli zależy nam na walce z seksizmem i na prawach osób nieheteronormatywnych – a ja całym sercem się za tym opowiadam – trzeba porzucić tego rodzaju esencjonalizujące i naznaczające stwierdzenia, z jakimi mamy do czynienia na przykład w wypowiedzi Marty Konarzewskiej. Język ma znaczenie. Nie tylko wtedy, gdy mówimy „gej” a nie „pedał”; nie tylko wtedy, gdy walczymy o żeńskie końcówki.

Tym bardziej, że akurat o utworze Donatana i Cleo nie można powiedzieć „a to Polska właśnie!”, jeśli chodzi o jego warstwę muzyczną, która teoretycznie powinna być najważniejsza w konkursie piosenki. Powtórzmy to jeszcze raz: „My, Słowianie” nie ma nic wspólnego z polską muzyką ludową. Po prostu. Wprawdzie dla osób, które miały z nią jakąkolwiek styczność, sprawa jest aż nadto oczywista, ale jest ich w tym kraju tak niewiele, że nie natrafiłam nigdzie w dyskusji o tej piosence na ani jedno stwierdzenie tego faktu. Polska duma chwaląca się że, „mamy to, czego nie ma nikt inny”, nie zna zatem kompletnie swojej własnej kultury i ma do zaoferowania jedynie cycki. Nie, nie swoje. „My, Słowianie” (bo oczywiście nie Słowianki) oferują hojnie cycki swoich kobiet, a w celu budowania ludowego „imydżu” użyją bałkańskiego motywu muzycznego, bo polski byłby zbyt obciachowy. Jak wiadomo w Polsce wszyscy byli szlachta, a wiocha to wiocha – lepiej się z nią na salony Europy nie pchać.

Ale całe szczęście ta seksistowska tandeta to nie jest Polska. To znaczy oczywiście trochę też jest. Ale co to znaczy zdefiniować, czym jest Polska? Opisać ją, jaka jest teraz? Czy może raczej wskazać pewne wartości, jakie chcemy, żeby ucieleśniała? Na tym polega różnica między definicją sprawozdawczą i projektującą. Na przykład gdy osoby identyfikujące się z poglądami lewicowymi uznają pewne idee czy działania za nielewicowe, to chodzi im o to, że ich zdaniem są one niezgodne z tym, czym lewica powinna być, a nie o opis tego, czym ona w danym momencie jest, jakie postawy czy opinie można zaobserwować wśród różnych jej odłamów.

Te dwa rodzaje definicji zbiorowych tożsamości się uzupełniają. Z pewnością musimy wiedzieć, jaka rzeczywiście jest Polska tu i teraz, a krytyka tego stanu rzeczy jest niezbędna. Jednak ponieważ w sferze polityki takie definicje często mają moc samospełniających się przepowiedni, więc jeśli chcemy ową Polskę zmieniać, trzeba także używać tej nazwy projektująco i wskazywać, że Polska jest tam, gdzie rzeczywiście mamy z czego być dumne i dumni. Tam, gdzie nasze dziedzictwo jest wykorzystywane twórczo, oryginalnie, w dialogu z innymi kulturami i do tego jeszcze – postawmy wysoko poprzeczkę! – z politycznym przesłaniem radykalnie sprzeciwiającym się wykluczeniu.

Czy mamy szanse to gdzieś znaleźć? Ależ żaden problem! Zostawmy nieszczęsnych Słowian, którzy dostali już stanowczo za dużo medialnej uwagi i dla odmiany popromujmy jakąś naprawdę dobrą polską muzykę. A tak się składa, że niedawno odbył się festiwal muzyki folkowej Nowa Tradycja, na którym można było posłuchać zarówno wiejskie mistrzynie i mistrzów, jak i ich kontynuatorów. Przy czym spektrum tych drugich było szerokie: od wiernej rekonstrukcji tradycyjnych środków wyrazu, po czerpanie z nich jedynie inspiracji do własnej ekspresji, łączonej czasami z elementami innych kultur. Jak zwykle nie zabrakło też występów zagranicznych muzyków, bo przecież poznając polską tradycję, która jest częścią światowej, interesujemy się też innymi. W tym roku ogromne wrażenie wywarł na mnie fenomenalny irańsko-turecki duet Kayhana Kalhora i Erdala Erzincana, który w jednej półtoragodzinnej improwizacji bez żadnych przerw zabrał słuchaczy w fascynującą emocjonalną podróż.

Na szczęście organizujące festiwal Polskie Radio – jedno z niewielu mediów realizujących swoją kulturową misję – udostępnia nagrania z całości festiwalu, więc ci, którzy nie byli, mogą się łatwo zapoznać z dużo ciekawszą niż eurowizyjna „a to Polską właśnie”. Polecam występy świetnych wiejskich śpiewaczek oraz muzykantów, ale tutaj przyjrzyjmy się nieco bliżej laureatom konkursu, żeby zobaczyć, w jakim kierunku zmierza nowo-tradycyjna Polska. Kto ciekaw, może też posłuchać rozmowy o tym, co jurorzy uznali za szczególnie wartościowe u nagrodzonych zespołów.

Drugą nagrodę otrzymała rodzinna Kapela Maliszów z Męciny Małej na Pogórzu. Ojciec Jan, syn Kacper i córka Zuzanna grają muzykę tradycyjną ze swoich okolic, ale też tworzą muzykę autorską szukając inspiracji w innych stronach świata.

W zeszłym roku zdobyli główną nagrodę oraz nagrodę publiczności w konkursie Stara Tradycja, który miał miejsce podczas festiwalu Wszystkie Mazurki Świata. Obecnie zaś przedstawili zupełnie inny program, w którym autorska interpretacja mazowieckich mazurków spotyka się ze szwedzką moraharpą, co zaowocowało także indywidualną nagrodą dla nastoletniego Kacpra. Są ze wsi, oczywiście, ale zakorzenienie wcale ich nie ogranicza, lecz daje świetny punkt wyjścia do poszukiwań własnej ekspresji. A horyzont mają nieporównanie szerszy niż to, co zawędrowało od nas w eurowizyjny „wielki świat”.

Trzecia nagroda i „Burza braw” od publiczności powędrowała do zespołu Dzikie Jabłka, który – skutecznie! – szuka wspólnego pulsu muzyki polskiej i afrykańskiej. Jest to prostsze niż mogłoby się wydawać, bo w jednej i drugiej podstawą są rytmy trójmiarowe, w przeciwieństwie do parzystych rytmów na dwa i cztery dominujących obecnie w muzyce rozrywkowej. Fuzja kultur jest udana, bo oba źródła inspiracji potraktowane są poważnie, a nie naskórkowo: bębniarze uczą się w Gwinei, a skrzypaczka Maria Stępień gra od wielu lat w kapelach tradycyjnych. W tym roku wystąpiła na Nowej Tradycji także w sekcji Muzyka Źródeł razem z kapelą Dobrzeliniacy.

Jednak podczas gdy powyższe zespoły mieszczą się w estetyce kojarzonej z muzyką folkową, to zespół Trzy Dni Później, laureat Grand Prix, znacznie poza nią wykracza i dla jury był to jak najbardziej atut. Trzon zespołu tworzą trzy kobiety śpiewające ze sobą już od kilkunastu lat, a ich przeplatające się, doskonale zgrane głosy tworzą niezwykłą fakturę dźwięku uzupełnioną minimalistycznym akompaniamentem altówki i elektroniki. Na konkurs przygotowały autorskie opracowania pieśni ludowych ze zbiorów Oskara Kolberga, które wymykają się jednoznacznym definicjom gatunkowym i równie dobrze mogłyby zostać zaprezentowane na festiwalu eksperymentalnej muzyki współczesnej. Członkinie zespołu mieszkają obecnie w różnych miastach Polski, ale pochodzą z Głogowa i nie mają formalnego wykształcenia muzycznego: śpiewać nauczyły się same, a występ zadedykowały swoim babciom.

Na koniec zostawiłam Nagrodę Specjalną im. Czesława Niemena, którą otrzymał zespół Hańba! za „odważną ideę artystyczną i ekspresję”, co przełożyło się też na drugie miejsce w plebiscycie publiczności. Bo tutaj właśnie dochodzimy do owego radykalnego przekazu politycznego. Otóż Hańba! to antysanacyjna kapela podwórkowa z lat 30. zeszłego wieku. Śpiewają o biedzie, imperialistycznych zbrojeniach, represjach policyjnych, nacjonalistycznych polowaniach na żydokomunę i o zamordowaniu Narutowicza, a wśród autorów tekstów są między innymi Tuwim, Broniewski i Brzechwa. A ekspresja, trudno tutaj nie zgodzić się z jurorami, rzeczywiście jest punkowo wybuchowa, a przy tym w pomysłowy sposób czerpiąca z przedwojennego miejskiego folkloru.

Tak, i to właśnie jest ta tradycyjna Polska – pomyśleliby Państwo? I do tego jeszcze polka-żydówka. Czyli po prostu polka oparta na żydowskim motywie muzycznym, którą można znaleźć w wielu regionach Polski. Zaznaczmy, że polka pochodzi z Czech i słowo to nie ma nic wspólnego z Polką czy Polską. Jednak taniec ten zadomowił się w polskiej muzyce ludowej, a istnienie jego polsko-żydowskiej wersji jest dobitnym świadectwem przenikania się tych dwóch kultur i ich nierozerwalnego związku. Jak kiedyś pisałam, w tym kraju żadne dziecko nie jest w stanie dorosnąć nie zapoznawszy się z wierszami Żydów Brzechwy i Tuwima. Nie chcę oczywiście w ten sposób idealizować wielowiekowej koegzystencji tych dwóch narodów, która w żadnym wypadku nie była sielanką. Ale pamiętajmy, że to wszystko też jest Polska.

Dlatego na koniec zapraszam do obejrzenia wyjątkowego nagrania polki-żydówki, które pochodzi z zeszłorocznego Taboru Domu Tańca w Sędku na Kielecczyźnie. To taka letnia, intensywna szkoła kultury tradycyjnej, a w filmie zmontowano fragmenty nagrań różnych grup warsztatowych z końcowym występem wielkiej Taborowej Orkiestry. To naprawdę fantastyczne przeżycie, gdy tak dużo osób – w tym wiele o niespecjalnie zaawansowanych umiejętnościach – gra razem i o dziwo wszystko brzmi świetnie. Wiem, bo tam byłam i sekcję barabanów zasiliłam. Czego i Państwu kiedyś w tej czy innej postaci życzę.

Bo z całą pewnością krytyka uprzedzeń i wskazywanie na dyskryminację różnych grup społecznych jest bardzo ważne. Ale twierdzenie, że to właśnie jest Polska, bez pokazywania alternatyw, które przecież także jak najbardziej istnieją, uniemożliwia owej Polsce stawanie się otwartą ideą. Właśnie taką, z którą chcielibyśmy się identyfikować.

Małgorzata Anna Maciejewska

Nz. 14. Tabor Domu Tańca / Sędek 2013; fot. Piotr Baczewski


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Spotkania z kandydatami na prezydenta Warszawy: Andrzej Rozenek
Warszawa, ul. Kopernika 36/40 (OPZZ, II piętro, sala im. Wiadernego)
20 września (czwartek), godz. 16.30
Co po turbokapitaliźmie?
Wrocław, ul. Kołłątaja 31
27 września (czwartek), godz. 17.00
Pokaz filmu "Solidarność według kobiet" w Amsterdamie
Amsterdam, Cinema of the Dam'd, ul. Overtoom 301
29 września (sobota), godz. 19.00
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

21 września:

1909 - Urodził się Kwame Nkrumah, polityk ghański, działacz ruchu panafrykańskiego w Europie i USA. Jeden z inicjatorów utworzenia OJA. 1957-60 premier, 1960-66 prezydent Ghany. Realizował koncepcję tzw. socjalizmu afrykańskiego. Obalony przez wojskowych.

1928 - Czterodniowy strajk 10 tysięcy włókniarzy łódzkich przeciwko nowemu regulaminowi pracy; zakończony zwycięstwem.

1976 - USA: Orlando Letelier, minister w rządzie Salvadora Allende, został zabity w Waszyngtonie przez bombę podłożoną przez tajnych agentów Pinocheta.

1997 - W wyborach parlamentarnych w Polsce zwyciężyła AWS - 33,8% (201 mandatów), przed SLD - 27,1% (164), UW - 13,4% (60), PSL - 7,3% (27) i ROP - 5,6% (6). UP, zdobywając 4,74 %, nie weszła do sejmu.


 
Lewica.pl na Facebooku