Michał Siermiński: Sama przeciw nadchodzącej rzezi

[2015-01-28 18:47:17]

Życie Róży Luksemburg upłynęło w cieniu politycznych i społecznych procesów, prowadzących wprost do wielkich wojen pierwszej połowy XX wieku. Polska marksistka urodziła się kilka tygodni przed podpisaniem we Frankfurcie nad Menem traktatu pokojowego, który kończył krwawy konflikt francusko-pruski z lat 1870–1871. Ustalenia frankfurckie nie tylko przypieczętowały upadek monarchii we Francji, lecz także przyczyniły się do ostatecznego zjednoczenia Niemiec oraz – co okazało się najbardziej brzemienne w skutki – włączenia do Rzeszy bogatych krain Alzacji i Lotaryngii połączonego z nałożeniem olbrzymich reparacji wojennych na przegraną stronę francuską. W rezultacie Europa trwale podzieliła się na dwa wrogie obozy: Francja wylądowała w objęciach carskiej Rosji, zaś Niemcy Bismarcka związały się sojuszem z Austrią.

Niedługo później, na przełomie XIX i XX wieku, bezprecedensowy rozkwit kapitalizmu skłonił europejskie mocarstwa do przyspieszenia w wyścigu o dominację nad resztą świata. Wskażemy tylko kilka najważniejszych konfliktów imperialistycznych tamtego okresu. Francja spierała się z Włochami o panowanie nad północną Afryką oraz z Anglią o dominację nad Egiptem. Rosja wystąpiła przeciwko Anglii w sporze o Azję środkową, a przeciwko Japonii w konflikcie o Azję wschodnią. Wyspy Pacyfiku stały się obszarem rywalizacji Stanów Zjednoczonych i Japonii. Ten ostatni kraj próbował też przełamać dominację Anglików w Chinach. Co jednak najważniejsze, na światową scenę wkroczył nieobecny dotąd i szczególnie żądny zysków imperializm niemiecki, który szybko zderzył się z ambicjami Anglii broniącej swoich wpływów w Turcji. Równocześnie dawna wrogość Berlina i Paryża znacznie się pogłębiła w wyniku siedmioletniego kryzysu marokańskiego. Wkrótce, w rezultacie sprzecznych interesów Austrii i Rosji, doszło do dwóch wojen bałkańskich. Zarysowane już wcześniej linie sojuszniczych podziałów w Europie stały się dużo wyraźniejsze, wielkie mocarstwa stanęły u progu światowej pożogi.

Imperialne spory o dominację nad światem szły w parze z agresywną polityką militarną. Rozpoczął się wyścig zbrojeń, który zmusił rywalizujące kraje do astronomicznych wydatków na cele wojskowe. Widać to szczególnie wyraźnie na przykładzie Niemiec, gdzie w ramach rywalizacji z brytyjską potęgą morską w ostatnich latach XIX wieku doszło do podwojenia floty wojennej. W tym samym czasie inne mocarstwa gorączkowo powiększały siły lądowe, wprowadzając specjalne ustawy wojenne oraz inwestując w stałe armie i pierwsze rodzaje broni pancernej. Wszystkie europejskie imperia dumnie prężyły muskuły i coraz bardziej wrogo patrzyły na sąsiadów. Przez centra europejskich stolic przetaczały się wielkie defilady wojskowe, a filozofowie tworzyli najpierwsze zręby legitymizującej to wszystko ideologii.

Co znamienne, imperializmu nie napędzała wyłącznie zachłanność władców i elit. Początek XX wieku to okres paroksyzmów militaryzmu oraz eskalacji nastrojów nacjonalistycznych udzielających się przedstawicielom wszystkich klas społecznych. Wojenne pobudzenie w dużym stopniu dotyczyło również tych, dla których przyszły konflikt okazał się najbardziej dramatyczny, czyli „klas pracujących” i ich partii.

Z roku na rok świat zbliżał się do wielkiej katastrofy. To szczególne polityczne tło życia Róży Luksemburg – epoka ciągłego napięcia w oczekiwaniu na konflikt światowy – bardzo silnie zaznaczyło się w książkach i artykułach tej działaczki, napisanych przed 1914 rokiem. Aż do ostatnich dni pokoju Róża, wierna lewicowym ideałom, konsekwentnie zwalczała wszelkie przejawy imperializmu, militaryzmu czy międzynarodowej agresji. Twierdziła, że tylko zdjęcie z przemocy zdobnego płaszcza burżuazyjnej ideologii oraz ujawnienie rzeczywistych przyczyn i konsekwencji wojen może doprowadzić do trwałego pokoju.

Ogromnym wkładem Róży Luksemburg w teorię marksistowską jest wypracowanie prekursorskiej koncepcji imperializmu. Już w 1911 roku, jeszcze przed Imperializmem jako najwyższym stadium kapitalizmu Lenina, polska rewolucjonistka pisała: „najgłębszą istotą, jądrem, całym sensem i treścią polityki imperialistycznej państw kapitalistycznych jest rozwijająca się i nieustająca praktyka rozszarpywania wszystkich niekapitalistycznych krajów i ludów na strzępy, które kapitalizm stopniowo połyka i przetrawia”1. Zdaniem Luksemburg okres wojennych napięć był wynikiem inicjowanej i podtrzymywanej przez europejską burżuazję rywalizacji europejskich mocarstw o dominację nad coraz bardziej kurczącą się niekapitalistyczną częścią świata. Świat kapitalizmu w najnowszym wcieleniu, by przetrwać, potrzebuje swojego zewnętrza – w postaci rynków zbytu, obszarów do korzystnych inwestycji czy wreszcie niewyczerpanych źródeł surowców. Bez walki o panowanie nad tym zewnętrzem akumulacja kapitału w Europie i Stanach Zjednoczonych nie jest możliwa.

Prowadzenie polityki imperialistycznej wymaga oczywiście utrzymywania i ciągłego rozbudowywania floty, unowocześniania sprzętu wojskowego, w szczególności zaś powiększania armii. Z tego punktu widzenia zrozumiałe jest, że militaryzm – jako konieczny warunek zewnętrznej ekspansji oraz główne narzędzie walki z wrogimi mocarstwami kolonialnymi – stanowi kluczowy element polityki kapitalistycznych państw Zachodu. Jednak wbrew pozorom taki stan rzeczy nie jest niczym nowym. Jak dowiadujemy się z ostatniego rozdziału Akumulacji kapitału – dzieła w całości poświęconego interesującym nas tu zagadnieniom – „w okresie tzw. akumulacji pierwotnej, (…) [u początków – M.S.] kapitału europejskiego, militaryzm odegrał decydującą rolę w podboju Nowego Świata i indyjskich krajów korzennych, potem w zdobywaniu współczesnych kolonii, niszczeniu więzi socjalnych pierwotnych społeczeństw i zawłaszczaniu ich środków produkcji, w narzucaniu handlu towarowego krajom, których struktura stanowi przeszkodę dla gospodarki towarowej, w przymusowej proletaryzacji tubylców i wprowadzeniu na drodze przemocy pracy najemnej w koloniach, [jak również – M.S.] w tworzeniu i rozszerzaniu sfer interesów kapitału europejskiego na obszarach pozaeuropejskich”2. Widzimy, że polityka militarystyczna odgrywała ważną rolę już u początków kapitalizmu, a na przełomie XIX i XX wieku – w momencie nasilenia konfliktów między kolonialnymi mocarstwami – zyskała rangę priorytetu i skutkowała bezprecedensowym wyścigiem zbrojeń.

Duża siła bojowa państwa gwarantuje rodzimej burżuazji coś więcej niż tylko korzystną pozycję w walce o pozaeuropejskie rynki zbytu. Dla kapitalistów wyścig zbrojeń to doskonała okazja do powiększania zysków również na rynku wewnętrznym, państwo zainteresowane zakupem broni jest bowiem lepszym klientem niż rozproszeni prywatni nabywcy. Jak pisała Róża Luksemburg: „Popyt ze strony państwa odznacza się pewnością, masowością i korzystnymi, w większości wypadków prawie monopolistycznymi cenami, a wszystko to czyni z państwa najkorzystniejszego odbiorcę, a z dostaw na rzecz państwa szczególnie świetny interes dla kapitału”3. Co więcej, w dziedzinie wojskowych technologii dochodzi do nieustannych rewolucji, a to powoduje, że armie, aby sprostać międzynarodowej konkurencji, często muszą być uzbrajane od nowa, podczas gdy przestarzały sprzęt trafia na wysypiska. Epoka zbrojeń i militarnego napięcia sprawiła, że burżuazja europejska czuła się jak pączek w maśle. Na przykład w Niemczech „z ciężkiego przemysłu, tzn. właśnie z tej gałęzi kapitału, która jest bezpośrednio zainteresowana w dostawach rządowych, zbrojeniach wojskowych i tego rodzaju przedsiębiorstwach imperialistycznych, jak koleje, kopalnie rud itp., [świeżo powstałe – M.S] kartele uczyniły najbardziej wpływowy czynnik w państwie”4.

Można wskazać jeszcze jeden powód, dla którego wyścig zbrojeń okazuje się zbieżny z interesami kapitału. Stała armia stanowi dla klasy kapitalistów nie tylko źródło niewyobrażalnych zysków pod względem ekonomicznym, lecz także – jako narzędzie zapobiegania rewolucji społecznej – ostoję klasowego panowania. Jak pokazuje historia, represyjne państwa narodowe w chwili strajku, nielegalnego zgromadzenia lub powszechnych zamieszek nigdy nie wahały się wykorzystywać zawodowej armii do pacyfikacji proletariatu.

Zdaniem polskiej socjaldemokratki kluczowa dla militarystów stała armia, choć stanowi niewątpliwy postęp względem dawnych armii zaciężnych, jest w istocie proletariackim mięsem armatnim posyłanym na krwawe wojny klas panujących i musi zostać zniesiona. Stanie się to możliwe tylko na drodze politycznej walki o zastąpienie jej systemem milicyjnym – w którym to nie elita, lecz wolny lud decyduje o wojnie i pokoju. Zwalczanie militaryzmu i jego zasadniczego składnika – czyli stałej zawodowej armii – to według Luksemburg pierwsze zadanie lewicy: „Wyrzeczenie się walki z systemem militarnym oznacza w praktyce wyrzeczenie się w ogóle walki z obecnym ustrojem społecznym”5.

Pomimo tego nacjonalistyczna ideologia burżuazyjna, dzięki reprodukcji narodowych antagonizmów, znajdowała zwolenników także na lewicy. Dobrym przykładem jest tu Max Schippel, niemiecki socjaldemokrata, który już pod koniec XIX wieku wystąpił jako zwolennik polityki militarystycznej. Schippel twierdził, że militaryzm uwalnia całe społeczeństwo od kłopotów ekonomicznych, bo zdejmuje z nich ciężar nadmiaru sił wytwórczych (sic!), i dlatego jest korzystny dla wszystkich klas społecznych. Zyskuje na nim również klasa robotnicza, gdyż stała armia daje szansę obniżenia podaży na rynku pracy, co wpływa na wzrost płac i poprawę warunków zatrudnienia. Takie rozumowanie – ze względu na to, że zakłada fikcyjną harmonię interesów wszystkich klas społecznych – było zaciekle zwalczane przez Różę Luksemburg. Autorka Kryzysu socjaldemokracji już w 1898 roku zauważała, że rozumowanie Schippela i innych oportunistów prowadzi do niedorzeczności: „By zmniejszyć podaż na rynku pracy, by ograniczyć konkurencję, robotnik daje, po pierwsze, część swojego zarobku w postaci podatków pośrednich na utrzymanie swojego konkurenta jako żołnierza; po drugie, przekształca swego konkurenta w narzędzie, za pomocą którego państwo kapitalistyczne może zdławić, a w razie potrzeby utopić we krwi każde najmniejsze dążenie robotnika do poprawy swego położenia (strajki, zrzeszenia, itp.)”6. Zdaniem Luksemburg utrzymywanie stałej armii, choć w krótkim okresie może spowodować podwyższenie płac klasy robotniczej, nie powinno być brane pod uwagę, gdyż służy petryfikacji kapitalistycznych stosunków klasowych, a tym samym uniemożliwia walkę o trwałą poprawę sytuacji ludzi pracy.

Do ostatnich godzin przed wybuchem wojny w 1914 roku Róża Luksemburg prowadziła gwałtowną agitację antywojenną. Przekonywała, że żadne działania zbrojne nie są usprawiedliwione, a w warunkach światowego imperializmu wojny o charakterze obronnym w ogóle nie istnieją. W odniesieniu do wielu faktów historycznych, z rewolucją francuską na czele, przyszła założycielka Związku Spartakusa twierdziła, że obca inwazja zawsze jest tylko wypróbowanym i skutecznym środkiem, przy pomocy którego rodzima burżuazja pacyfikuje wewnętrzne walki klasowe. Również pytania takie jak „kto zaczął” czy „kto jest winien”, są zupełnie bezprzedmiotowe. Wynika to z faktu, że: „imperialistyczna polityka nie jest dziełem jednego lub kilku państw, lecz wytworem określonego stopnia dojrzałości światowego rozwoju kapitalizmu, jest z istoty swej zjawiskiem międzynarodowym, niepodzielną całością, którą poznać można jedynie we wszystkich wzajemnych zależnościach i od której żadne pojedyncze państwo nie może się uchylić”7.

Także socjalistyczne prawo narodów do samostanowienia nie powinno być traktowane jako argument za działaniami zbrojnymi. „To prawda: socjalizm przyznaje każdemu narodowi prawo do niepodległości i wolności, do samodzielnego rozstrzygania o swych losach, prawdziwą kpiną jednak z socjalizmu jest przedstawianie dzisiejszych państw kapitalistycznych jako wyrazu tego samostanowienia narodów; w którym bowiem z tych państw naród decydował dotąd o formach i warunkach swego narodowego, politycznego czy też społecznego bytu?”8. Proletariat nie ma po co bronić kapitalistycznych państw narodowych, które stanowią machinę jego ucisku.

20 lutego 1914 roku Luksemburg została skazana za „wzywanie do nieposłuszeństwa obowiązującym prawom” na ciężkie więzienie, tymczasem nastroje nacjonalistyczne w Europie powoli sięgały zenitu. Kilka miesięcy później w Sarajewie doszło do zamachu na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. O powstrzymaniu zbliżającego się piekła nie mogło być już mowy. Na początku sierpnia niemiecka socjaldemokracja, w pełni wprzęgnięta w rozpędzony rydwan imperializmu, zagłosowała w Reichstagu za przyznaniem kredytów wojennych, a tym samym za rozpoczęciem wielkiej wojny. „Socjaldemokratyczna frakcja parlamentarna przystroiła [świeżo wypowiedzianą – M.S. ] wojnę w cechy obrony narodu niemieckiego i niemieckiej kultury, po czym z kolei prasa socjaldemokratyczna uzupełniła te brednie, nadając nawet wojnie rolę wyzwolicielki obcych narodów. Hindenburg stał się wykonawcą testamentu Marksa i Engelsa”9 – filozofów, którzy jeszcze pół wieku wcześniej twierdzili, że imperializm pruski „trzeba zwalczać do ostatniego tchnienia żołnierza i konia”. Masy opanowane przez nastoje nacjonalistyczne tuż przed wybuchem wojny i na początku jej trwania skłonne były uwierzyć we wszystko. „Wierzono, że kobiety belgijskie wykłuwają rannym żołnierzom niemieckim oczy, że kozacy jedzą świece stearynowe, chwytają niemowlęta za nóżki i rozrywają je, wierzono także, że celem wojennym Rosji jest aneksja Niemiec, zniszczenie niemieckiej kultury i zaprowadzenie absolutyzmu od Warty po Ren, od Kilonii do Monachium”10. 4 sierpnia 1914 roku proletariusze wszystkich krajów ruszyli na pola bitewne Europy, by wzajemnie się mordować.

Jednak jeszcze zanim padł pierwszy robotniczy trup, wojna przyniosła dwie bardzo reakcyjne konsekwencje. Po pierwsze, wybuch światowego konfliktu przyczynił się do opóźnienia antycarskiej rewolucji w Rosji, która miała ogromną szansę wybuchnąć już w 1914 roku. Zdaniem Róży Luksemburg kolby niemieckich karabinów, wbrew propagandzie socjaldemokracji, zamiast caratu szybko roztrzaskały jego przeciwników, a niemieccy żołnierze przynieśli na wschód nie wyzwolenie, lecz najgorszą reakcję. Po drugie, wydarzenia 4 sierpnia doprowadziły do zawarcia korzystnego z punktu widzenia burżuazji „pokoju klasowego” w Cesarstwie Niemieckim. „Z pierwszym grzmotem armat Kruppa w Belgii Niemcy przekształciły się w cudowny kraj solidarności klasowej i społecznej harmonii”11. Oczywiście „pokój” ten był całkowicie jednostronny: burżuazja nawet na chwilę nie wyrzekła się kapitalistycznego wyzysku. W ten sposób socjaldemokracja niemiecka, zabezpieczywszy imperializmowi pokój „na tyłach”, pozbawiła się wpływu na długość oraz losy wojny i całkowicie oddała się pod władanie burżuazji.

Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. W 1915 roku odsiadująca wyrok Luksemburg opisywała piekło ówczesnych wydarzeń: „Marsz do Paryża, mający trwać sześć tygodni, przekształcił się w dramat na skalę światową. Masowa rzeź stała się nużącą jednostajną sprawą dnia codziennego, nie przyśpieszając rozstrzygnięcia ani w jednym, ani w drugim kierunku. (…) Miasta stają się rumowiskami, wsie cmentarzami, całe połacie kraju pustynią, ludność zbiorowiskiem żebraków, kościoły stajniami dla koni; prawo narodów, układy międzynarodowe, sojusze, najświętsze słowa, najwyższe autorytety podarto w strzępy, (…) rozruchy głodowe wybuchają w Wenecji, w Lizbonie, w Moskwie, w Singapurze, zaraza szerzy się w Rosji, a nędza i rozpacz wszędzie.”12

Zgodnie z przedwojennymi przewidywaniami, w czasie gdy masy proletariackie brodziły we krwi wylanej pod Marną, Sommą i Verdun, burżuazja walczących krajów pomnażała swoje zyski, bijąc rekordy z czasów przedwojennego wyścigu zbrojeń. Tak opisywała to Róża Luksemburg w słynnej Broszurze Juniusa z kwietnia 1915 roku: „Załadowane w sierpniu czy we wrześniu i hura-patriotyczne mięso armatnie gnije w Belgii, w Wogezach, na Mazurach, na polach śmierci, z których wyrastają bujne kłosy zysków wojennych. (…) Zza oceanu wyciągają się tysiące chciwych rąk, by także zgarnąć, ile się tylko da”13. W tej wojnie nie chodziło o obronę kultury. Nie chodziło nawet o ambicje niemieckiego cesarza: „to nie Hohenzollern rozpętał wojnę światową, podpalił świat ze wszystkich stron i doprowadził Niemcy do skraju przepaści. Monarchia była, podobnie jak każdy rząd burżuazyjny, administratorką klas panujących.”14 Prawdziwą przyczyną wojny była chęć zysku, chciwość Deutsche Banku, Friedrich Krupp AG i innych. Majątek drugiej z tych firm zwiększył się od rozpoczęcia wojny czterokrotnie. „Imperialistyczna burżuazja, kapitalistyczne panowanie klasowe – oto zbrodniarz, który musi ponieść odpowiedzialność za ludobójstwo”15.

Gdy czteroletni koszmar dobiegł końca, w listopadzie 1918 roku w swojej odezwie do proletariuszy wszystkich krajów zrozpaczona Luksemburg opisywała skutki pierwszej wojny światowej: „Europa została zrujnowana przez to haniebne ludobójstwo. Dwanaście milionów trupów zasłało pełne grozy miejsca imperialistycznej zbrodni. Jak ścięty kosą padł kwiat młodzieży, padły miliony mężczyzn w sile wieku. Niezliczone moce produkcyjne zostały zniszczone. Ludzkość jest bliska całkowitego wykrwawienia po tym bezprzykładnym w historii upuście krwi. Zwycięzcy i zwyciężeni znajdują się na skraju przepaści. Ludzkości grozi najstraszniejsza klęska głodowa, zahamowanie całego mechanizmu produkcji, epidemie i degeneracja. Główni winowajcy tej straszliwej anarchii, tego rozpętanego chaosu – klasy panujące – nie potrafią opanować swojego własnego dzieła. Bestia kapitału, która sprowadziła piekło wojny światowej, nie jest w stanie go poskromić, zaprowadzić rzeczywistego porządku, zapewnić udręczonej ludzkości chleb i pracę, pokój i kulturę, prawo i wolność”16.

Nawet proletariusze zwycięskich krajów nie mieli podstaw do optymizmu, ponieważ „dla całości proletariatu europejskiego – z jego klasowego punktu widzenia – jednakowo fatalne jest zwycięstwo lub klęska któregokolwiek z prowadzących wojnę obozów”17. W wojnach możliwe są tylko chwilowe zwycięstwa. Nawet jeśli triumfator sam nie popadnie w ruinę, a wpędzi w nią wroga, trudno nazwać to sukcesem, gdyż pokonany natychmiast rozpocznie przygotowania do odwetu. Polska marksistka retorycznie pytała: czy w przypadku pobicia pewnych państw ich klasa robotnicza nie zostanie skrępowana gospodarczym upadkiem? Czy nie osłabi to międzynarodowego ruchu robotniczego?

Róża Luksemburg zdawała sobie sprawę, że traktaty wojskowe zawierane przez rządy walczących stron nie zagwarantują trwałego pokoju, sytuacja międzynarodowa jest bowiem odwrotną stroną rozwoju światowego kapitalizmu i w związku z tym znajduje się zawsze w stanie ruchu. Jedyną siłą zdolną do zaprowadzenia trwałego pokoju jest tedy międzynarodowy proletariat, a jedynym do tego środkiem – światowa rewolucja socjalistyczna. Zadaniem socjaldemokracji jest zerwanie pokoju klasowego z rodzimą burżuazją i zaostrzanie walki klasowej przy wykorzystaniu kryzysu wywołanego wojną oraz politycznego wzburzenia ludu. Tylko światowy „socjalizm jest w stanie stworzyć wielkie dzieło trwałego pokoju, uleczyć tysiące krwawiących ran ludzkości, zmienić pola europejskie, zdeptane przez apokaliptycznych jeźdźców wojny, w kwitnące ogrody, wyczarować na miejscu ziszczonych sił produkcyjnych nowe, udziesięciokrotnione siły, obudzić całą fizyczną i moralną energię ludzkości, a nienawiść i waśnie zastąpić braterską solidarnością, zgodą i szacunkiem dla wszystkiego, co posiada ludzkie oblicze. Jeżeli przedstawiciele proletariuszy wszystkich krajów podadzą sobie dłonie pod sztandarem socjalizmu, aby ustanowić pokój, wtedy zostanie on zawarty w ciągu kilku godzin. […] Będzie wtedy tylko jeden naród – pracująca ludzkość wszystkich ras i języków. Wtedy powstanie tylko jedno prawo – równość wszystkich ludzi. Będzie wtedy tylko jeden cel – dobrobyt i postęp dla wszystkich”18.

Róża Luksemburg pokazała nam, że główną przyczyną konfliktów zbrojnych oraz polityki imperialnej pojedynczych krajów jest światowy system kapitalistyczny. Jeśli chcemy zrozumieć istotę współczesnych wojen, powinniśmy wykorzystywać analizę w duchu marksistowskim, której centralnymi elementami pozostają klasowa analiza społeczeństw oraz procesy akumulacji kapitału. Polska marksistka podkreślała również, że lewica, która flirtuje z imperializmem, przestaje być siłą postępową. Jakiekolwiek ustępstwa na rzecz militaryzmu czy nacjonalizmu zawsze mają reakcyjne konsekwencje. Obserwacje te wydają się szczególnie aktualne w przypadku trwającego obecnie konfliktu ukraińskiego.

[1] R. Luksemburg, Drobnomieszczańska czy proletariacka polityka światowa?, [w:] Wybór pism Róży Luksemburg, t. II, Warszawa 1959, s. 216.

[2] R. Luksemburg, Akumulacja kapitału, przeł. J. Maliniak, Z. Kluza-Wołosiewicz, J. Nowacki, Warszawa 2011, s. 555.

[3] R. Luksemburg, Milicja i militaryzm, [w:] Wybór pism Róży Luksemburg, t. I, Warszawa 1959, s. 123.

[4] R. Luksemburg, Kryzys Socjaldemokracji, Warszawa 2005, s. 151.

[5] R. Luksemburg, Reforma socjalna czy rewolucja, [w:] Wybór pism Róży Luksemburg, t. I, Warszawa 1959, s. 229.

[6] R. Luksemburg, Milicja i militaryzm, [w:] Wybór pism Róży Luksemburg, t. I, Warszawa 1959, s. 121

[7] R. Luksemburg, Kryzys socjaldemokracji, Warszawa 2005, s. 214.

[8] Tamże, s. 211.

[9] Tamże, s. 188.

[10] Tamże, s. 169.

[11] Tamże, s. 199.

[12] Tamże, s. 123-124.

[13] Tamże, s. 124.

[14] R. Luksemburg, Początek, [w:] Wybór pism Róży Luksemburg, t. II, Warszawa 1959, s. 441.

[15] Tamże.

[16] Tamże, s. 461.

[17] R. Luksemburg, Kryzys socjaldemokracji, Warszawa 2005, s. 236.

[18] R. Luksemburg, Do proletariuszy wszystkich krajów, [w:] Wybór pism Róży Luksemburg, t. II, Warszawa 1959, s. 461-462.

Michał Siermiński



Tekst pochodzi z najnowszego numeru kwartalnika "Bez Dogmatu".

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Czy jest lewica w Polsce ?
Wrocław, ul. Bogusławskiego 41
29 października (niedziela), godz. 17.00
DZIEŃ SPOTKAŃ Z OKAZJI 100. ROCZNICY REWOLUCJI PAŹDZIERNIKOWEJ
Warszawa, ul. Długa, 29, I piętro, sala 115
4 listopada (sobota), godz. 15.00 - 19.00
Konferencja "Żydzi a rewolucja październikowa"
Warszawa, Instytut Historyczny UW, Sala Kolumnowa (parter)
19 października, godz. 11.15-19.00
Gender Studies IBL PAN - rekrutacja
Warszawa, ul. Nowy Świat 72
do 20.10.2017
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Najnowszy numer "Dalej! pismo socjalistyczne"
www.dalej.org
wiosna-lato 2017
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

22 października:

1887 - W Portland urodził się John Reed amerykański dziennikarz i pisarz, autor książki "Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem", opisującej wydarzenia rewolucji październikowej, w oparciu o którą powstał film Sergiusza Eisensteina "Październik".

1923 - Początek kilkunastudniowego strajku kolejarzy krakowskich.

1923 - W Hamburgu wybuchło powstanie robotnicze pod przywództwem KPD.

1929 - James Scullin został premierem laburzystowskiego rządu Australii.

1936 - W Hiszpanii utworzono Brygady Międzynarodowe.

1964 - Jean-Paul Sartre uhonorowany literacką Nagrodę Nobla.

1971 - W Holandii powstała Partia Socjalistyczna (SP).

1983 - W RFN ponad milion osób wzięło udział w protestach przeciwko zbrojeniom atomowym.

1990 - W Paryżu zmarł Louis Althusser, francuski filozof marksistowski, jeden z głównych przedstawicieli marksizmu strukturalistycznego.

1993 - Powstała Partia Komunistów Republiki Mołdawii.

2000 - Tunezja zerwała stosunki dyplomatyczne z Izraelem w proteście przeciw stosowaniu przemocy wobec Palestyńczyków.

2011 - Założono centrolewicową partię polityczną Pozytywna Słowenia.


 
Lewica.pl na Facebooku