Jarosław Klebaniuk: Mieszkanie po cioci

[2015-05-18 01:06:17]

Za każdym razem, gdy powstaje nowy film o relacjach polsko-żydowskich w czasie II wojny i we wczesnym PRL-u, gwarantowane są kontrowersje. Pokazywanie antysemityzmu Polaków przestało już bulwersować, lecz wciąż jeszcze niepokoi środowiska nacjonalistyczne. Często zapomina się zresztą, że film to tylko film, a więc zmyślona historia, oparta na wyobraźni i subiektywnej selekcji materiałów literackich i historycznych. Nie ma więc nic wspólnego z rzetelnym pokazaniem faktów, w tym przypadku skali zjawiska, jakim było zabijanie Żydów w czasie wojny i przejmowanie ich majątków. Wyciąganie wniosków na temat tego, jacy byli Polacy w ogóle, czy jakie były ich typowe zachowania wobec Żydów, jest bezpodstawne i nie ma żadnego sensu.

Oczywiście przesłanie filmu może się podobać, choćby tym, którzy chcą odzyskiwać mienie pożydowskie. We współczesnej Polsce proceder rozdawania naszej wspólnej własności potomkom dawnych właścicieli ma jednak szerszy charakter. Własność, o którą troszczyło się państwo, którą zagospodarowało na cele ogólnospołeczne, którą utrzymywało i remontowało, teraz lekką ręką oddaje się chciwym indywiduom. Zapomina się, że przecież na nią nie zapracowali ani w żaden inny sposób nie zasłużyli. Nacjonalizacja nastąpiła zgodnie z prawem, a jedynym powodem reprywatyzacji jest absurdalna ideologia stawiająca na piedestale własność prywatną i jej dziedziczenie, a nie na przykład społeczną, spółdzielczą czy pracowniczą.

Jeżeli przekaz Idy miał być taki, że Polacy pomordowali skrycie Żydów, aby zabrać ich mienie, to oczywiście moralny wydźwięk filmu jest jednoznaczny: krzywdę należy w miarę możliwości naprawić, najlepiej przez przywrócenie własności potomkom ocalałych dawnych właścicieli. O tym, że potomkowie tacy mogą istnieć, na poziome filmowej sugestii świadczyć miały postaci Idy i jej ciotki w 1962 roku. Nawet jeśli one – nie tylko dlatego, że są postaciami fikcyjnymi – nie zostawiły potomków, to ktoś inny mógł pozostawić. O tym, że potomkowie ocalonych (i ograbionych) rzeczywiście żyją świadczy nie tylko istnienie państwa Izrael i silnej diaspory. Byłoby jednak krzywdzące stwierdzenie, że film Pawlikowskiego dostał Oscara ze względów propagandowych, politycznych czy ekonomicznych.

Artystycznie Ida jest rzeczywiście dobrym filmem: ładnym, wyciszonym, nie przegadanym, oszczędnym w środkach wyrazu i z przyjemnymi zdjęciami. Czarno-białe kolory, paradoksalnie, chyba jednak maskują zgrzebną rzeczywistość wczesnych lat 60. w Polsce. Podkreślają też profesjonalny kunszt aktorek. Agata Kulesza zagrała bardzo dobrze swoją rolę, zaś Agata Trzebuchowska została trafnie obsadzona w swojej.

Akcji w tym filmie za dużo nie ma, lecz ta, która się toczy jest czytelna, a poszczególne sceny i kwestie okazały się zrozumiałe nawet dla niezbyt bystrych z reguły członków Amerykańskiej Akademii Filmowej, dla których zagraniczne kino inne niż rodzajowe zazwyczaj okazuje się zbyt wielkim wyzwaniem. Przyjemnie się to ogląda, choć chwilami nachalna propagandowość nieco razi. Jednak czegóż spodziewać się po obrazie antykomunistycznym, rozrachunkowym, wpisującym się w modny trend?

Perełkami w filmie Pawlikowskiego są dialogi, czasem wręcz pojedyncze zdania. „A co będzie, jeśli tam pojedziesz i się okaże, że nie ma Boga? – pyta ciocia zakonnicę szukającą swoich rodzinnych korzeni. „Ten twój Jezus nie siedział w jaskini z książkami, tylko wychodził do ludzi” – próbuje ją wyciągnąć na potańcówkę. „Cała Róża: kolorowe szkiełka obok krowiego gówna” – komentuje malunki w oknach obory. „Krwawa Wanda to ja” – wyznaje. A podczas prowadzonego przez nią przed laty procesu oskarżyciel argumentuje, że podsądny „wraz z szablą dziadka piłsudczyka odziedziczył poglądy antysocjalistyczne”.

Smakowita wymiana:
„– Miewasz czasem grzeszne myśli.
– Tak.
– O miłości cielesnej?
– Nie.
– Szkoda. Powinnaś spróbować. Inaczej co to za poświęcenie – te twoje śluby?”
ma w filmie dalszy ciąg, ale nie będę go zdradzał, bo może nie wszyscy jeszcze oglądali.

Zamiast tego zapytajmy współczesną młodą kobietę, na co by się zdecydowała, mając do wyboru z jednej strony „ubóstwo, czystość i posłuszeństwo”, w tym leżenie krzyżem na zimnej kościelnej posadce i kąpiele (by uniknąć nieprzyzwoitości) w ubraniu, a z drugiej – mieszkanie po cioci, przystojnego męża, dzieci, psa i związane z tym kłopoty?

Albo inne pytanie, na które w filmie znaleźć można podpowiedź: Czy wygrzebalibyście kości rodziców z miejsca, w którym spoczywały przez kilkanaście lat, aby pochować je własnoręcznie na cmentarzu? Czy taki symboliczny akt – na ogólniejszym poziomie wpisujący się w polską kulturę martyrologii, celebrowanych ekshumacji i większej estymy dla pomordowanych niż dla żywych – wydaje wam się wart zachodu?

Ida to nie tylko artystycznie zrobiony film propagandowo-rozliczeniowy. To również moralitet. Kobieta, która stanęła po stronie systemu komunistycznego i miała na sumieniu śmierć niewinnych ludzi została przykładnie ukarana. Mało tego, że rozczarowała się do idei, to jeszcze popadła w alkoholizm, rozwiązłość i samobójstwo.

W kontekście tragicznego końca apologetyki niesprawiedliwego systemu niechaj będzie Ida – choćby wbrew intencjom reżysera – także przestrogą dla współczesnych entuzjastek i entuzjastów kapitalizmu, którzy uważają, że w jego imię można poświęcać życie ludzkie.

Ida, reż. Paweł Pawlikowski. Film fabularny produkcji polsko-duńskiej, 2013 rok.

Recenzja ukazała się także na blogu Autora w serwisie NaTemat.pl.

Jarosław Klebaniuk


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

PPS dlaczego się nie udało, kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-
Szukam" Metody interpretacji historii Argentyny" N.Morano

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

14 grudnia:

1852 - Na Curaçao urodził się Daniel De Leon, amerykański socjalista, działacz II Międzynarodówki, przywódca Socjalistycznej Partii Pracy.

1870 - Urodził się Karl Renner, austriacki polityk, socjolog prawa, jeden z teoretyków austromarksizmu; 1918-20 pierwszy kanclerz, 1945-50 prezydent Austrii.

1913 - W Samborze urodził się Artur Sandauer, krytyk literacki, eseista, tłumacz i profesor Uniwersytetu Warszawskiego.


 
Lewica.pl na Facebooku