Agnieszka Mrozik: Emancypacja, ale jaka?

[2015-12-04 23:20:46]

O kobietach w najnowszych serialach politycznych

Kilkanaście lat temu Agnieszka Graff nazwała polską rzeczywistość publiczną „światem bez kobiet”. Pisała, że kobiety w Polsce nie decydują, nie kierują, nie mają głosu w kluczowych sprawach politycznych. Także media i kultura popularna wyznaczały kobietom miejsce w domu. Jak pokazywały feministyczne analizy, pełniły one przede wszystkim role żon, matek i kochanek, czyli pozostawały w zgodzie z tytułem popularnego w latach 90. serialu w reżyserii Juliusza Machulskiego.

Dziś, jak się wydaje, sporo się zmieniło. Przynajmniej jeśli chodzi o sferę polityki. Na czele polskiego rządu stoi kobieta, kandydatką wysuwaną na stanowisko premiera przez największą partię opozycyjną jest kobieta, w ostatnich wyborach prezydenckich kobieta kandydowała z ramienia ugrupowania lewicowego. Nie wspominam nawet o kobietach na stanowiskach ministrów, rzeczników, szefów sztabów wyborczych, doradców i ekspertów. Świat polityczny, przynajmniej jeśli chodzi o liczby, z pewnością nie jest dziś światem bez kobiet. Nie można tego jednak wciąż powiedzieć o rzeczywistości medialnej i popkulturowej, w której kobietom nadal chętnie wyznacza się role prywatne, domowe, rodzinne, okraszone co najwyżej schematycznie aktywnością zawodową w obszarze małej i średniej przedsiębiorczości. Z wyjątkiem serialu Ekipa (2007), w którym pojawiły się aktywne w polityce postacie kobiece, nie doczekaliśmy się polskiej produkcji telewizyjnej z ciekawie nakreślonymi sylwetkami kobiet, dla których ważniejsze czy chociaż równie ważne co miłość i rodzina byłyby władza i publiczny prestiż. Można wręcz stwierdzić, że polska popkultura została w tyle za rzeczywistą sytuacją polityczną, okazała się bardziej konserwatywna.

Nie oznacza to jednak, że „wirtual” i „real” stały się zupełnie rozłączne. Wręcz przeciwnie, media i kultura popularna wciąż wpływają na nasze postrzeganie rzeczywistości, nasze wyobrażenia, zarządzając obrazami, schematami i kliszami, poprzez które odbieramy świat. Widać to na przykładzie kobiet w polityce: współczesne seriale, reality i talk show, sesje zdjęciowe i wywiady dla mniej lub bardziej ambitnej prasy i telewizji nadal kształtują nasze myślenie o kobietach aktywnych w sferze publicznej. Przykład dosłowny znajdziemy w toczonej obecnie dyskusji nad wizerunkiem Agaty Dudy, nowej pierwszej damy, stylizowanej na polską Claire Underwood – pierwszoplanową postać kobiecą w niezwykle popularnym w Polsce serialu House of Cards (emitowanym od 2013). Oczywiście relacja między rzeczywistością a światem fikcyjnym jest głębsza niż jedynie podobny wizerunek tej czy innej polityczki i bohaterki serialowej. Chodzi o budowanie i reprodukowanie przez media pewnych wyobrażeń, a co za tym idzie osłabianie bądź wzmacnianie określonych emocji, które mogą przekładać się na nasz odbiór rzeczywistych osób, kształtować nasze sympatie i antypatie, a nierzadko wpływać na nasze decyzje i wybory polityczne.

W niniejszym tekście przyglądam się najpopularniejszym zachodnim serialom politycznym ostatnich lat pod kątem kreowania w nich i poprzez nie wizerunków kobiet aktywnych w polityce. Interesujący wydaje mi się nie tylko sposób ukazania politycznej działalności kobiet, lecz także przedstawiania ich sytuacji rodzinnej, relacji z mężczyznami w domu i w pracy, podejścia do macierzyństwa i kariery, roli seksu w życiu prywatnym i publicznym bohaterek (i bohaterów). Równie ciekawy i ważny wydaje się problem samej polityki czy może raczej politycznej gry, w którą kobiety grają nie gorzej niż mężczyźni, dostosowując się do zastanych reguł, to znów próbując je nagiąć, obejść, a niekiedy zmienić. Pytanie nadrzędne, które stawiam, dotyczy jednak wzorców emancypacji lansowanych w najnowszych produkcjach telewizyjnych: jaka emancypacja jest dziś promowana i podsuwana kobietom jako atrakcyjna i warta aspiracji, a jaka przedstawiana jako groźna? I czy w ogóle we współczesnej kulturze popularnej jest miejsce na emancypację kobiet nieobciążoną poczuciem winy, moralizowaniem, oskarżeniem i ostrzeżeniem; emancypację, która nie wywołuje odruchu dyscyplinowania kobiet, przywoływania ich do porządku zarówno w świecie fikcyjnym, jak i – co ważniejsze – w rzeczywistości?

Pierwsza Dama

Amerykański serial House of Cards, podobnie jak jego brytyjski pierwowzór z 1990 roku, można spuentować stwierdzeniem: za każdym wielkim czy ważnym mężczyzną stoi kobieta, która go popycha do działania, ale sama zostaje na lodzie. Doskonale oddaje ono układ sił w związku Franka i Claire Underwoodów, bohaterów amerykańskiej produkcji, a także do pewnego stopnia w relacji Brytyjczyków Francisa i Elizabeth Urquhartów, choć tu rola kobiety jest w sensie dosłownym drugoplanowa, by nie powiedzieć epizodyczna.

Gdy poznajemy małżeństwo Underwoodów, on jest whipem, czyli liderem Partii Demokratycznej w Izbie Reprezentantów, ona zaś prowadzi organizację pozarządową o nazwie Inicjatywa na rzecz Czystej Wody, której celem jest dostarczanie wody pitnej krajom borykającym się z jej niedostatkami. Claire jest ambitna, konsekwentna i zdeterminowana do osiągnięcia własnych celów, ale dość szybko orientujemy się, że jej plany, marzenia, zamiary są na drugim miejscu, w tyle za wielkim celem jej męża, którym jest polityczna kariera na najwyższym szczeblu. Tę przedstawia się zresztą jako wspólny cel pary, choć im bliżej jego urzeczywistnienia, tym wyraźniej widać, że głównym beneficjentem nowej sytuacji będzie Frank. Choć przez długi czas małżonkowie, prowadzący swoją nieczystą, a od pewnego momentu zbrodniczą polityczną grę, starają się sprawiać wrażenie, że są drużyną, grającą do jednej bramki, a na realizacji nadrzędnego celu zyskają oboje, Claire ewidentnie traci więcej, niż zyskuje. Szybciej, niż zamierzała rezygnuje z kierowania własną fundacją, przeobraża się stopniowo w żonę swojego męża: kiedy Frank, pnący się po szczeblach politycznej kariery, zostaje najpierw wiceprezydentem, a następnie prezydentem USA, Claire trwa u jego boku jako druga, a następnie pierwsza dama, pełniąca przede wszystkim funkcje reprezentacyjne. Claire rezygnuje też z przyjacielsko-miłosnej relacji z Adamem Gallowayem – fotografem, członkiem nowojorskiego środowiska artystycznego – która przynajmniej do pewnego momentu wydawała się komplementarna względem małżeństwa z Frankiem. To jej prywatne życie – fakt, że była molestowana na studiach przez człowieka, który później pełnił odpowiedzialne funkcje w wojsku, oraz poddanie się zabiegowi usunięcia ciąży – zostaje prześwietlone publicznie. I chociaż Claire i Frank potrafią wyciekające w sposób mniej lub bardziej kontrolowany informacje intymne wykorzystać do własnych celów i wzmocnić swoją pozycję, nie da się ukryć, że prywatne życie mężczyzny jest dużo lepiej chronione i dużo rzadziej wykorzystywane w charakterze broni politycznej niż prywatne życie kobiety. Można wręcz odnieść wrażenie, że o ile Frank dość sprawnie rozdziela sprawy prywatne i publiczne, o tyle Claire, która kreowana jest przecież na jego żeński odpowiednik, ma z tym większy problem: w jej przypadku prywatne wciąż przenika się z publicznym i niekiedy owo przenikanie zdaje się wymykać spod kontroli Claire.

Mimo że oboje państwo Underwoodowie – z racji popełnianych mniejszych bądź większych przewinień czy, co tu dużo mówić, zbrodni – nie budzą zaufania i/lub sympatii widzów, Claire ma jej chyba jeszcze mniej niż Frank. Wyrachowana i zimna – ów chłód potęguje lodowata uroda aktorki Robin Wright, a także brak bezpośrednich zwrotów do widzów, z których znamy Franka – Claire jawi się jako ucieleśnienie wszystkich demonicznych postaci kobiecych w zachodniej kulturze: łączy cechy Królowej Śniegu, szekspirowskiej lady Makbet, „zimnej suki” i kobiety cyborga, która steruje mężczyzną, motywuje go do zbrodniczego działania i jest gotowa poświęcić dla obranego celu tradycyjną rolę kobiety jako wiernej żony i kochającej matki. Faktycznie, im więcej tajemnic Underwoodów wychodzi na jaw, tym bardziej przekonujemy się, jak daleko Claire do ideału matki (już na początku małżeństwa uległa argumentowi Franka, że okrucieństwem byłoby sprowadzanie dzieci na świat pełen cierpienia, dlatego trzykrotnie poddała się zabiegowi aborcji), a także wiernej i oczekującej wierności żony (zarówno Claire, jak i Frank wdają się w pozamałżeńskie romanse, o których szczerze sobie opowiadają, zwierzają się, udzielają porad). Małżeństwo z Frankiem traktuje jak układ, kontrakt, w którym obie strony mają równe prawa, są partnerami. Fundament tego układu to wzajemny szacunek i bezwzględna lojalność, a także – co może umykać nam w pierwszej chwili – emocjonalna praca Claire, która w chwilach zwątpienia Franka jest przy nim, by go pocieszać, rozgrzeszać, podnosić mu poprzeczkę. Claire dotrzymuje zobowiązań wobec męża, poświęca dla niego swoją prywatność i karierę, a w zamian oczekuje tego samego. I przez długi czas związek tych dwojga faktycznie zdaje się funkcjonować jako monstrualny, ale perfekcyjnie zgrany zespół. Dzieje się tak do czasu, gdy Claire domaga się dla siebie stanowiska ambasadora Stanów Zjednoczonych przy ONZ. Frank niechętnie, bo wbrew senatowi, który odrzucił kandydaturę Claire, nominuje żonę. Jednak jej zbyt samodzielna, bezkompromisowa polityka obrończyni praw osób homoseksualnych wpędza go – już jako prezydenta USA – w konflikt z prezydentem Rosji, znajdujący odwzorowanie na arenie międzynarodowej. Ostatecznie Frank decyduje się poświęcić ambicje żony na rzecz załagodzenia napięć w relacjach z Rosją i odbiera jej funkcję ambasadora, w nadziei, że Claire – przynajmniej do czasu – wejdzie w tradycyjną kobiecą rolę pierwszej damy i wesprze go w kampanii wyborczej. W bardzo ostrej rozmowie, do której dochodzi między małżonkami pod koniec trzeciego sezonu, Claire rzuca Frankowi w twarz, że na nią nie zasługuje, na co on odpowiada bezwzględnie: beze mnie byłabyś nikim.

Ta rozmowa, w której małżonkowie wyraźnie starają się zranić siebie nawzajem, w znacznej mierze oddaje brutalną prawdę o roli kobiet w świecie amerykańskiej polityki, a przynajmniej w świecie serialowym. Jest to ostatecznie rola drugoplanowa, rola żony przy mężu, doradczyni, ekspertki, wspólniczki, ale zawsze postępującej z tyłu, krok za mężczyzną. Podobnie jak w House of Cards, także i w serialu Skandal (emitowanym od 2012), którego głównymi bohaterami są dość nijaki prezydent USA i troszczące się o jego polityczną karierę ambitna żona oraz równie ambitna kochanka, dominuje obraz kobiety kierującej mężczyzną, motywującej go, wspierającej i poświęcającej się dla niego, a w zamian otrzymującej figę z makiem. Mimo układu, pisanej bądź niepisanej umowy o partnerstwie i równości w związku, gdy w grę wchodzi realna władza, kontrakt zostaje przedefiniowany, co oznacza, że kobiecie wskazuje się tradycyjną rolę żony i/lub matki i/lub kochanki. Zarówno Claire Underwood, jak i bohaterki Skandalu – Mellie Grant (żona) oraz Olivia Pope (kochanka) – tuż po ujawnieniu swoich ambicji, wyartykułowaniu żądania samodzielnego działania, zostają sprowadzone do parteru: przekupuje się je albo obraża, a niekiedy przemocą ucisza. Przemoc wobec kobiet jest bowiem rewersem brutalnej politycznej gry, w którą kobiety wchodzą, bo liczą, że funkcjonowanie na „męskich zasadach” (bezkompromisowość, wyrachowanie, bezwzględność, cynizm) albo korzystanie z „kobiecych sztuczek” (sterowanie mężczyzną jako narzędziem do realizacji własnych pragnień) doprowadzi je do celu, czyli zdobycia władzy, niezależności, sprawczości. Najbrutalniej przekonuje się o tym bohaterka House of Cards Zoe Barnes, dziennikarka The Washington Herald, która po tym, jak zaczęła się buntować przeciw Frankowi, a tym samym zagrażać jego planom, zostaje przez niego zamordowana. Oczywiście można powiedzieć, że ofiary ego Franka Underwooda nie mają płci, z takim samym bowiem zapamiętaniem likwiduje on kobiety i mężczyzn, którzy mu się sprzeciwiają. Jednak śmierć Zoe, kochanki Franka i jego „wtyczki” w mediach, a także upokorzenie Claire, żony i wspólniczki, mają ze sobą coś wspólnego: są częścią przekazu, który głosi, że kobiety „flirtujące z diabłem”, czyli wymykające się tradycyjnym kobiecym rolom, zostaną ukarane. Tym samym emancypacja z wierzchu uniwersalistyczna, bo zakładająca, że kobieta ma takie same jak mężczyzna prawa, ale w głębi opierająca się na różnicy płci, bo wykorzystująca tradycyjny model kobiety jako szyi kręcącej mężowską głową, okazuje się fiaskiem. W tym sensie takie seriale jak House of Cards czy Skandal można odbierać nie tyle jako feministyczne opowieści o kobiecej sile, ambicji, determinacji itd., ile raczej jako reakcyjne opowieści ku przestrodze. Claire, Zoe, Mellie, Olivia zostają na lodzie – upokorzone i skrzywdzone – nie tylko dlatego, że nadmiernie zawierzyły bliskim sobie mężczyznom, poświęciły się, napompowały męskie ego itd., lecz także ze względu na uczynienie owych mężczyzn swoim jedynym punktem odniesienia. Samotne, pozbawione wsparcia czy po prostu towarzystwa innych kobiet stały się łatwym celem męskiej władzy, którą zapragnęły jednocześnie oswoić, rozbroić i przejąć.

Mąż swojej żony

Za reakcyjną wariację można także uznać brytyjski miniserial The Politician’s Husband (2013). Jego wymowa streszcza się w zdaniu: za kobietą odnoszącą sukcesy w polityce stoi mężczyzna, który traktuje ją jako narzędzie w walce z innymi mężczyznami.

Bohaterami tej historii – stanowiącej odpowiedź na brytyjskie seriale House of Cards (1990) oraz The Politician’s Wife (1995) – są Aiden Hoynes i Freya Gardner: para ambitnych polityków, szybko robiących karierę. On jest ministrem, ona wiceministrem, co w połączeniu z faktem, że są małżeństwem i rodzicami dwójki dzieci, zyskuje im przydomek „złotej pary” brytyjskiej polityki. Jakkolwiek budują wizerunek duetu, zgranego zespołu, który świetnie radzi sobie w życiu prywatnym i bezwzględnie wspiera się w życiu publicznym, z miejsca widać, że to Aiden gra w tym małżeństwie pierwsze skrzypce. Jego kariera jest do tego stopnia ważna, że Freya odsuwa na bok swoje ambicje i poprzestaje na niższych stanowiskach, skupia się na domu i dzieciach: przy pomocy niani oraz teścia zajmuje się córką oraz chorym na zespół Aspergera synem.

Sytuacja zmienia się, gdy pewnego dnia Aiden postanawia zaatakować premiera i zawalczyć o przywództwo w partii, co mu się nie udaje z powodu zdrady najlepszego przyjaciela – również polityka, który w ostatniej chwili udziela wsparcia premierowi. Po ustąpieniu Aidena ze stanowiska ministra rozpoczyna się gra, w której w roli narzędzia zostaje wykorzystana Freya. Zarówno Bruce Babbish (były przyjaciel Aidena), jak i sam Aiden, realizujący plan pognębienia przeciwnika i zdobycia władzy, skłaniają Freyę do przyjęcia teki ministra w resorcie, któremu kiedyś szefował jej mąż. Babbish chce upokorzyć byłego przyjaciela nie tylko w życiu publicznym, poprzez marginalizację jego politycznej roli, lecz także prywatnie: podejmuje próbę nawiązania romansu z jego żoną. Z kolei Aiden ma nadzieję, że dzięki sterowaniu Freyą będzie w stanie odegrać się na konkurentach i powrócić w wielkim stylu na polityczną scenę. Plan ten nie udaje się (a przynajmniej nie do końca), bo dosyć zahukana i zwykle pozostająca w cieniu męża kobieta po wejściu do świata wielkiej polityki i rozeznaniu się w regułach gry, której stała się częścią, wywraca szachownicę, krzyżuje plany rozgrywających polityczną partyjkę mężczyzn. Freya staje się samodzielną i niezależną polityczką, która w finale sięga po najwyższy urząd w państwie.

The Politician’s Husband to z jednej strony opowieść o emancypacji kobiety w życiu publicznym – emancypacji okupionej jednak klęską w życiu rodzinnym – z drugiej zaś historia męskości w kryzysie. Te dwa elementy, w połączeniu z motywem ostrej, wyniszczającej wojny płci, którą małżonkowie toczą w domu i w parlamencie, nadają serialowi rys klasycznej narracji reakcyjnej.

Na skutek intryg męża i Babbisha oraz gierek innych mężczyzn w partii Freya wykorzystuje swoją szansę i wybija się na niezależność w polityce, ale też w domu. Role jej i męża odwracają się: teraz to ona jeździ do pracy limuzyną z własnym kierowcą, instaluje się w dotychczasowym gabinecie Aidena, podczas gdy on zawozi dzieci do szkoły, a polityczne plany snuje w domku dla gości, gdzie po awansie Frei organizuje swoje biuro. Ta feministyczna z pozoru opowieść o odwróceniu ról płciowych ma jednak – jak przystało na konwencję reakcyjną – swoje drugie dno: udane dotychczas małżeństwo „złotej pary” zaczyna szwankować. Kłótniom przeplatanym z cichymi dniami zaczyna towarzyszyć przemoc: kiedy Freya nie popiera publicznie ataku Aidena na premiera, mąż odbywa z nią niezwykle brutalny stosunek, karząc ją w ten sposób za nielojalność. Podobnie jak w House of Cards, także i tu seks okazuje się jednym z narzędzi politycznej walki, w tym między płciami, z której kobiety wciąż wychodzą bardziej pokiereszowane. W obydwu serialach sypialnia – podobnie jak mównica, studio telewizyjne, korytarze parlamentu, pokoje w domu brytyjskiego premiera czy w Białym Domu – stanowi przestrzeń rywalizacji, ale też miejsce testowania władzy, przede wszystkim nad kobietami. Być wpływowym politykiem znaczy tu bowiem być mężczyzną, czyli kimś sprawnym seksualnie. Kiedy Freya awansuje, Aiden zaczyna mieć problemy z potencją. Gdy traci w polityce, traci także jako mężczyzna. Brutalne współżycie z Freyą jest więc nie tylko karą dla niej za nielojalność, lecz także jego sprawdzianem męskości.

Przesłanie serialu jest dość ponure. Mimo że Freya osiąga sukces, jej zwycięstwo zostaje drogo okupione. Nie chodzi tylko o to, że jej małżeństwo z Aidenem rozpada się, co stanowi memento narracji reakcyjnych: oto sukces kobiety w sferze zawodowej nie idzie w parze z udanym życiem rodzinnym, zatem kobiety wciąż szantażowane są koniecznością właściwego ustawiania priorytetów. Chodzi też o to, że podobnie jak Claire Underwood Freya wchodzi do wielkiej polityki sama, bez towarzystwa i wsparcia innych kobiet. Oznacza to, że zdana jest wyłącznie na siebie: samotne lawirowanie między mężczyznami, którzy, chwilowo skłóceni, w każdej chwili mogą znów zewrzeć szyki i usunąć ją ze stanowiska. Trudno pozbyć się wrażenia, że w The Politician’s Husband kobieta jest przede wszystkim pionkiem w męskich rozgrywkach o władzę i jedyne, co może zrobić, to raczej dostosować się do reguł tych rozgrywek, niż je zmienić.

Podobnie jak brytyjski House of Cards, także i The Politician’s Husband warto jednak odczytywać przede wszystkim jako opowieść o męskości w kryzysie oraz o próbach przezwyciężenia owego kryzysu po traumatycznym, jak się okazuje, doświadczeniu rządów Margaret Thatcher. Akcja serialu z 1990 roku rozpoczynała się w momencie odejścia z urzędu „Żelaznej Damy”, której według Francisa Urquharta żaden męski polityk – z wyjątkiem niego samego – nie był w stanie dorównać. Intrygi, knucia, a wreszcie zbrodnie Urquharta – w tym zamordowanie młodej dziennikarki Mattie Storin – można odbierać jako brutalne gesty restytucji zachwianego przez kobiety porządku patriarchalnego. W The Politician’s Husband widać jednak, że kryzys męskości nie tylko nie został opanowany, lecz z czasem pogłębił się. Aiden walczy na wielu frontach jednocześnie: w polityce nie dość, że ściera się z innymi mężczyznami, to dodatkowo toczy boje z wybijającą się na niezależność żoną; w domu stara się sprostać roli opiekuńczego męża, wyrafinowanego kochanka, dobrego ojca chorego syna i syna nadrabiającego po latach niezbyt dobre relacje ze swoim ojcem. Owo zatroskanie o męskość – o to, jaka ma być, by mogła podołać wyzwaniom zmienionego po feminizmie świata – jest głęboko wpisane w serialową opowieść. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że historia emancypującej się żony jest tu jedynie pretekstem do zmierzenia się z problemem kurczącej się męskiej władzy. Zachwianie naturalnego porządku płci musi budzić niepokój do tego stopnia, że twórcy serialu, konstruujący postać przebiegłego, manipulacyjnego Aidena, dbają o to, by nie stracił on sympatii widzów, a nawet – jako ofiara przeoranej przez feminizm zachodniej kultury – zyskał ich współczucie. Stąd scena finałowa, w której milczący, chłodno patrzący sobie w oczy małżonkowie zasiadają naprzeciwko siebie w gabinecie premiera, wywołuje dreszcz emocji: nie dlatego jednak, że kobieta osiągnęła sukces i stanęła na czele rządu, lecz dlatego, że walka płci nie dobiegła jeszcze końca. Mężczyźni wciąż nie powiedzieli ostatniego słowa i gra o władzę może toczyć się nadal.

Premierka

Duński serial Borgen (2010–2013) w wielu wymiarach różni się od omówionych wyżej produkcji anglosaskich. Przede wszystkim już w pierwszym odcinku kobieta, liderka Partii Umiarkowanej (wzorowanej na Duńskiej Partii Socjalliberalnej), zostaje w wyniku rozmów koalicyjnych nominowana na szefową nowego rządu. Mimo że wysoko postawione kobiety nie są ewenementem w duńskim życiu publicznym, nominacja Birgitte Nyborg stanowi dość zaskakujące wydarzenie: zostaje ona pierwszą w historii Danii kobietą premierem (ciekawe, że serial – budowany w oparciu o odwołania do realnie działających partii i ich liderów – spełnił funkcję profetyczną: oto w wyborach parlamentarnych w 2011 roku na czele duńskiego rządu po raz pierwszy rzeczywiście stanęła kobieta – Helle Thorning-Schmidt, liderka Socjaldemokracji, czyli serialowej Partii Pracy). Inaczej jednak niż w serialach anglosaskich, w Borgen płeć nie jest (lub jest niezwykle rzadko) wykorzystywana jako argument w rozgrywkach politycznych: Nyborg na zmianę chwalona jest za skuteczność i ganiona za chaotyczne zarządzanie krajem, a nie za to, że jest kobietą; obwinianie jej natomiast przez prasę brukową za problemy rodzinne – rozwód z mężem i rozwijające się napady paniki u córki – uchodzi dość powszechnie za chwyt poniżej pasa.

W odróżnieniu od House of Cards oraz The Politician’s Husband skandynawska produkcja nie przedstawia Nyborg jako samotnicy, jedynej kobiety w życiu publicznym, która musi walczyć o swoje miejsce w „męskim klubie”. W serialu pojawia się sporo kobiet – sprawnych polityczek oraz wybijających się dziennikarek (jako że jednym z ważniejszych wątków jest tu przecinanie się świata mediów i polityki) – które walczą ze sobą, ale też potrafią się wspierać. Jeśli w pierwszym i drugim sezonie Borgen w roli spin doctora Nyborg występuje Kasper Juul – młody, drapieżny mężczyzna, który nie waha się grać nieczysto – to w sezonie trzecim, kiedy Nyborg nie jest już premierką, lecz liderką nowo powstałej partii Nowi Demokraci (wzorowanej na Sojuszu Liberalnym), w komunikacji z mediami wspiera ją była dziennikarka Katrine Fønsmark – młoda kobieta, która stara się wprowadzić nowe standardy etyczne w polityce. Z kolei Katrine współpracuje i przyjaźni się z reporterką Hanne Holm, która stanowi dla niej wzór profesjonalnego dziennikarstwa sprzed ery tabloidyzacji.

Nie oznacza to jednak, że serial idealizuje kobiety aktywne w życiu publicznym: owszem, może starają się one działać bardziej etycznie, ale nie ze względu na swoją płeć, lecz z uwagi na wyznawany światopogląd, który znajduje odzwierciedlenie w określonej przynależności partyjnej czy medialnej (choć tak się składa, że budzące sympatię postacie polityków oraz dziennikarzy istotnie są kobietami kojarzonymi z lewicą i centrum, a w mediach z telewizją publiczną, niechęcią zaś napawają głównie mężczyźni z partii konserwatywnych oraz szefowie prasy brukowej i technokraci komercjalizujący media publiczne). Ostatecznie serialowe bohaterki nie stanowią w życiu publicznym innej jakości niż mężczyźni: władza kusi je i zmienia tak samo jak ich kolegów, potrafią też grać równie twardo. Inaczej niż w przypadku seriali anglosaskich, o bohaterce duńskiej produkcji z całą pewnością nie powiemy, że stanowi marionetkę w męskich rękach; nie realizuje też swoich ambicji politycznych zakulisowo, przy wykorzystaniu bliskich sobie mężczyzn. Owszem, Nyborg ma męskich doradców, rywalizuje z mężczyznami w swojej partii i ściera się z męskimi liderami partii opozycyjnych (podobnie jak z kobietami), ale stara się podejmować decyzje na tyle samodzielnie i niezależnie, na ile pozwalają jej na to wewnątrzpartyjne i koalicyjne układy. Jest też kobietą, która dość otwarcie formułuje swoje cele i nie musi się krygować ani chować za męskimi plecami. Dzieje się tak zaś dlatego, że w duńskiej polityce może być traktowana równie poważnie co mężczyźni.

Tu dochodzimy do najważniejszej różnicy między Borgen a serialami anglosaskimi: sprowadza się ona do definicji samej polityki oraz roli osób ją tworzących. W House of Cards oraz w The Politician’s Husband polityka rozumiana jest wyłącznie jako gra – najczęściej brudna, podstępna, zakulisowa, bywa, że zbrodnicza – o władzę stanowiącą cel sam w sobie. Władza jest najsilniejszym afrodyzjakiem, najbardziej pożądanym dobrem, które jednak zamiast obywatelom służy osobom ubiegającym się o jej zdobycie i utrzymanie. W serialach anglosaskich polityka nie tylko nie jest ideowa, lecz także nie jest pracą w elementarnym sensie tego słowa. Konstytucyjne zadania władzy, takie jak troska o bezpieczeństwo, ład publiczny, dobrostan obywateli – to wszystko albo się we wspomnianych produkcjach nie pojawia, albo jest zaledwie funkcją rozgrywek poszczególnych osób, bardziej nawet niż partii politycznych, stowarzyszeń, organizacji pozarządowych. Polityka w serialach anglosaskich rozumiana jest bowiem jako przestrzeń walk jednostek, pojedynczych postaci wyizolowanych z większych społeczności. Jest to świat podtrzymywany przez podział na publiczne i prywatne oraz sankcjonującą go różnicę płci: choćby nie wiem jak wyniszczali się prywatnie, bohaterowie publicznie pielęgnują obraz szczęśliwych heteroseksualnych małżeństw, w których mąż i żona znają swoje miejsce i pilnują, by rodzinne sekrety nie ujrzały światła dziennego. Owo misterne sklejanie rozpadającej się tradycyjnej rodziny jawi się tu jako warunek zdobycia i utrzymania władzy, a ta z kolei – w swym tradycyjnym wydaniu – umacnia status quo.

W Borgen polityka oczywiście również jest grą, ale chodzi w niej, jak się wydaje, o coś więcej niż o samo zdobycie i utrzymanie władzy. Przy okazji rozgrywek wewnątrzpartyjnych czy koalicyjnych widzowie mogą się czegoś dowiedzieć o problemach duńskiego społeczeństwa, a także o programach poszczególnych partii i poglądach ich liderów oraz liderek. Równouprawnienie kobiet i mężczyzn, prawa imigrantów, ochrona środowiska, rozwój profilaktyki zdrowotnej, planowanie budżetu i ustawianie priorytetów w wydatkach publicznych, finansowanie partii politycznych oraz mediów – te wszystkie kwestie pojawiają się albo jako samodzielne tematy, albo przy okazji naświetlania personalnych konfliktów i osobistych problemów bohaterów. Serial – podobnie jak duńska telewizja publiczna, której pracy poświęca się w Borgen sporo miejsca – pełni funkcję edukacyjną: pozwala rozeznać się w funkcjonowaniu demokracji, poznać jej najważniejsze ciała i mechanizmy ich działania. Ponieważ wiele mówi się tu o etyce, misji, standardom politycznej i medialnej aktywności, daje się odczuć, że twórcom serialu zależy na wzbudzeniu czy przywróceniu wiary widzów w sens pracy polityków i dziennikarzy, a tym samym w sens angażowania się obywateli w działalność publiczną, choćby miała ona polegać wyłącznie na patrzeniu władzy na ręce.

Na koniec warto zwrócić uwagę, że w Borgen jedną z zasad nadrzędnych, organizujących fabułę i strukturę serialu, jest kategoria równości, w tym szczególnie równości płci. Nie chodzi przy tym tylko o równość rozumianą ilościowo, czyli o jednakową liczbę kobiet i mężczyzn na eksponowanych stanowiskach. Równość, co ważniejsze w kontekście omówionych wyżej strategii reakcyjnych, dotyczy też porównywalnej dla obydwu płci dystrybucji sukcesów i porażek w życiu zawodowym i prywatnym. Wprawdzie Birgitte Nyborg rozwodzi się z mężem, boryka z chorobą córki i własną (nowotwór piersi), ale twórcy serialu nie zostawiają nas z obrazem sfrustrowanej kobiety, której nie czeka w życiu nic poza całodobową pracą (co ważne, podane do wiadomości publicznej informacje o prywatnych problemach pani premier nie nadwerężają jej władzy, a wręcz przeciwnie – transparentność sprzyja wiarygodności polityczki). Odwrotnie, Nyborg dochodzi do zdrowia, pogłębia swoją więź z dziećmi, utrzymuje dobre relacje z byłym mężem, z którym dzieli opiekę nad synem i córką, a także znajduje nową miłość. W tym samym czasie jej poprzednik na stanowisku premiera boryka się z zakupoholizmem żony, której prywatne wydatki finansowane z pieniędzy publicznych kosztują go stanowisko. Z przeciwnościami losu zmagają się też inni bohaterowie i bohaterki serialu: robiąca karierę Katrine Fønsmark zostaje porzucona przez Kaspera Juula, który, jak się dowiadujemy, był w dzieciństwie molestowany przez ojca. Ich związku nie udaje się uratować, ale nie znaczy to, że nie mogą w przyjaźni sprawować opieki nad wspólnym dzieckiem; dodatkowo Katrine zakochuje się z wzajemnością w sporo starszym od niej mężczyźnie. Także problemy Hanne Holm z córką i nałogiem alkoholowym udaje się rozwiązać, podobnie jak kryzys małżeński Torbena Friisa – redaktora naczelnego stacji TV1.

Można zaryzykować stwierdzenie, że jak w bajce przeszkody, które ostatecznie zostają pokonane, piętrzą się w Borgen jedynie po to, by przetestować bohaterów, wydobyć z nich najgorsze i najlepsze cechy, ukazać ich człowieczeństwo. Istotne jest jednak to, że morał, jeśli się pojawia, nie jest zróżnicowany płciowo. Borgen nie rozczarowuje, bo nie piętnuje ambitnych kobiet, nie sprowadza ich brutalnie na ziemię. Przynosi raczej nadzieję, że na ziemi jest dla nich miejsce. To miejsce nazywa się Skandynawia.

Pożytki z seriali

Wróćmy na polskie podwórko. Jedna rzecz wydaje mi się warta podkreślenia: nawet jeśli w Polsce rzeczywistość polityczna ostatnich miesięcy z wierzchu przypomina Borgen, to głębsze spojrzenie na kulturę naszej demokracji, w tym politykę płci, pozwala zrozumieć, dlaczego większą popularnością cieszą się u nas seriale anglosaskie, a zwłaszcza amerykański House of Cards – masowo ściągany nielegalnie z Internetu, a zarazem stanowiący punkt odniesienia dla komentatorów sceny publicznej, specjalistów od marketingu politycznego i wizerunku. Serial ten nie tylko wpisuje się w postrzeganie polityki w Polsce jako brudnej gry o władzę dla władzy samej w sobie (które to spostrzeżenie sprawnie umacnia i konserwuje tym samym apolityczność Polaków), lecz także kojąco wpływa na nasze wciąż tradycyjne myślenie o relacjach między płciami, w tym szczególnie w przestrzeni publicznej. Jak żaden inny może on jednocześnie podbijać bębenka neoliberalnym feministkom spod znaku Kongresu Kobiet, kiedy propaguje obraz twardych, bezkompromisowych, zdanych na siebie polityczek (co z grubsza wpisuje się w etos dzielnej Polki), oraz łagodzić nerwy konserwatystów, gdy reprodukuje opowieść o tym, że kobiety są w polityce na chwilę, w zastępstwie mężczyzn, że można je odesłać do domu, a jeśli będą się opierać – wymierzyć im karę.

Cóż, dobrze by było, gdyby najważniejsi gracze w Polsce zamiast budować polityczny „domek z kart”, oddali się studiowaniu konstrukcji „zamku” [w dosłownym tłumaczeniu borgen oznacza „zamek” i jest potocznym określeniem Christiansborgu, czyli zamku w Kopenhadze będącego siedzibą trzech instytucji kluczowych dla duńskiej polityki: parlamentu, kancelarii premiera oraz sądu najwyższego; to synonim skandynawskiej polityki – jej kształtu i jakości]. Rozsypanie opartego na manipulacji oraz braku zaufania „domku z kart” i budowa egalitarnego „zamku” to jedno z wyzwań dla postępowych środowisk na polskiej scenie publicznej.

Agnieszka Mrozik




Artykuł ukazał się w kwartalniku „Bez Dogmatu”, nr 105/2015.

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Czy jest lewica w Polsce ?
Wrocław, ul. Bogusławskiego 41
29 października (niedziela), godz. 17.00
DZIEŃ SPOTKAŃ Z OKAZJI 100. ROCZNICY REWOLUCJI PAŹDZIERNIKOWEJ
Warszawa, ul. Długa, 29, I piętro, sala 115
4 listopada (sobota), godz. 15.00 - 19.00
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Najnowszy numer "Dalej! pismo socjalistyczne"
www.dalej.org
wiosna-lato 2017
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

23 października:

1915 - 25 tysięcy kobiet na ulicach Nowego Jorku domagało się przyznania praw wyborczych.

1943 - Oddział Gwardii Ludowej dokonał zamachu na Bar Podlaski w Warszawie, zabijając 18 hitlerowców.

1944 - Założono Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

1956 - Początek powstania na Węgrzech.


 
Lewica.pl na Facebooku