Diego Vargas Gaete: Chrząszcze, Pinochet i literatura

[2017-10-18 00:26:38]

Rozmawia Małgorzata Kąkiel

Chrząszcze pewnego gatunku (Ceroglossus magellanicus, znane jako peorro) w sytuacji zagrożenia wydzielają odór – tak pisze pan w swojej powieści. Powalania wroga smrodem nie uznamy za heroizm, a zatem jest to broń słabych czy odrażających?

- Istnieją sztuki walki, według których heroizm to niewinna bezmyślność, zawoalowana droga do samobójstwa, gdy istnieje nierówne rozłożenie sił pomiędzy rywalami. Stąd wspomniane sztuki uczą, jak oszacować swoje szanse i dopuszczają możliwość wycofania się, by powrócić na pole walki w bardziej sprzyjających warunkach. Ceroglossus magellanicus nie przekracza 3 centymetrów wielkości, a nieraz musi się bronić przed dużo większymi drapieżnikami. Tak przy okazji: dziś największym zagrożeniem dla niego jest ambicja człowieka, który wycina lasy i zmienia użycie gruntów według własnych zachcianek. Wydaje mi się, że biorąc pod uwagę rozmiar chrząszcza, jego mechanizm obronny jest doskonały.

Trudno we współczesnym świecie oddzielić dobro od zła? Bo pisze pan w wydanej właśnie w Polsce książce, że do wyginięcia chrząszczy przyczyniły się genetycznie modyfikowane nasiona, którymi obsiewano pola, a dzięki którym osiągnięto wyższe plony, co doprowadziło do zmniejszenia głodu w Etiopii.

- Jako pisarz lubię niedopowiedzenia i przemilczenia, przestrzenie ciszy, które ma wypełnić sam czytelnik. Dostarczam mu wskazówek, by niczym detektyw śledził każdy nowy trop, aż dotrze do własnych wniosków i ostatecznie będzie mógł spojrzeć na rzeczywistość z różnych perspektyw. Pisarz nie może domagać się dla siebie monopolu prawdy (po to mamy politykę i profetów), bo to, co dziś uważamy za absolutną prawdę, zwykle jest stworzone z nietrwałego materiału. W minionym stuleciu kobieta nie miała prawa głosu, co było zupełnie oczywiste. Przytaczano nawet serie argumentów usprawiedliwiających tę sytuację. Nie oznaczało to jednak, że wspomniana prawda była niepodważalna, i rzeczywiście nie była, jak się okazało z czasem.

Ważną rolę odgrywają w pana powieści Niemcy, którzy osiedlali się w Chile od początku XX wieku i w dużej liczbie – po II wojnie światowej (uciekający nazistowscy zbrodniarze). To metafora? Niemieccy faszyści jako symbol dyktatury, zbrodni, deprawacji w pana kraju?

- W mojej powieści przedstawiam fikcyjny obraz Temuco, miasta na południu Chile, założonego w 1881 roku. Temuco znajduje się w regionie zamieszkiwanym uprzednio przez rdzenną ludność Mapuche, znaną do dziś jako naród wojowniczy. W końcu XIX wieku w Temuco pojawili się Chilijczycy z innych części kraju oraz obcy osadnicy, w tym Niemcy, którzy przybyli, żeby rozpocząć nowe życie na terenach kojarzonych z bujną roślinnością, surowym klimatem i powszechnie znaną przemocą. Wraz z rozwojem gospodarczym zaczęły przybywać nowe fale imigrantów, również po drugiej wojnie światowej. Miasto wiele im zawdzięcza, jeśli chodzi o rozwój architektury, edukacji, wzbogacenie kulturowe. Ale nie można też zapomnieć, że do Chile przybył na przykład Walter Rauff, oficer SS, twórca mobilnych komór gazowych, jednego ze środków masowej zagłady. Później reżim gen. Augusto Pinocheta zatrudnił go jako doradcę tajnej policji politycznej DINA. Doradzał w kwestiach tortur i tworzenia więzień. Trzeba również wspomnieć o Paulu Schäfferze, członku Hitlerjugend, który w roku 1960 stworzył na południu Chile Colonia Dignidad – osadę o cechach sekty, gdzie dopuścił się molestowania niezliczonej liczby chłopców. Colonia była wykorzystywana do przetrzymywania i torturowania więźniów politycznych w okresie dyktatury Pinocheta. W ostatnich tygodniach w Niemczech został skazany na więzienie, oskarżony o pedofilię, Hartmut Hopp, zastępca Schäfera w przewodzeniu Colonią.

Czyli Chrząszcze na wyginięciu to powieść realistyczna?

- Nie, to metafora; chwilami flirtuję nawet z gatunkiem fantasy, stawiając w centrum wielką tajemnicę ukrytą w piwnicy przez wiele pokoleń. W kraju, w którym wciąż poszukuje się detenidos desaparecidos…

Czyli?

- To osoby zaginione, ofiary prześladowań politycznych w czasach dyktatur wojskowych w Chile i Argentynie, których los jest nieznany. Więc w kraju, w którym w wielu kwestiach panuje bezkarność, pisarz musi posłużyć się fikcją, by móc opisać wszelkie przemilczenia i odpowiedzieć na wątpliwości, jakie wciąż unoszą się w powietrzu. A jeszcze co do Niemców w Chile – głęboko wierzę, że wspomniani wyżej zbrodniarze są wyjątkiem w grupie ludzi, którzy bezsprzecznie przyczynili się do rozwoju chilijskiego społeczeństwa.

Najbardziej znani w świecie chilijscy pisarze byli zaangażowani w politykę, opowiadali się po stronie prezydenta Allende – jego krewna Isabel Allende, Luis Sepulveda (współpracownik obalonego prezydenta), Roberto Bolaño, którego zatrzymano, gdy 11 września 1973 r. jechał z pomocą lewicowemu prezydentowi. A pan, rocznik 1975, też tkwi w polityce? Czy już z dystansem odnosi się pan do niedawnej przeszłości swojego kraju i do spraw bieżących?

- Dyktatura była ścieżką dźwiękową mojego dzieciństwa. Ledwie słyszalna z oddali melodia, która czasem docierała do mych uszu. Niby bezgłośna a makabryczna. Była jak tchnienie smoka – żeby pozostać w konwencji baśni, wpisanych w dziecięcy świat – nagle zionęła ogniem i zniszczył całą wieś. Wyrastałem w czasach, w których nie wolno było mówić o polityce, w mieście o silnie prawicowej tendencji, gdzie wszystko odbywało się pod pokrywką złowieszczej ciszy. Moje pierwsze zetknięcie z tym, co działo się poza moim wygodnym kloszem nieświadomości, w jakim żyłem, odbyło się poprzez lekturę zabronionych czasopism, ukrywanych przez moich rodziców w szafie w łazience. Nagle zacząłem jako młody chłopak czytać o losach studentów palonych żywcem podczas manifestacji lub o na pozór zwyczajnych domach, w których w piwnicach torturowano i mordowano ludzi. Moja babcia ze strony matki z powodu naruszenia zasad i przeciwstawienia się władzy została usunięta ze stanowiska sędziego i w ramach sankcji skazana na ponadroczne zamieszkanie na wsi. Wydarzyło się to, nim się jeszcze urodziłem. Babcia czasami pojawiała się u nas w domu, by zburzyć nasz spokój. Swoim wyjątkowo imponującym i pozbawionym nutki strachu głosem snuła opowiadania o przyjaciołach, którzy zostali aresztowani, po czym ślad po nich zaginął. Część mojej rodziny żyła na wygnaniu, od czasu do czasu docierały do nas pocztówki lub prezenty, przypominające mi o tym, że mam kuzynów i wujków mieszkających w innych częściach świata.

A panu jak się żyło?

- Byłem na swój sposób szczęśliwy. Miałem przyjaciół, kundla i kaczkę – maskotki. Na przerwach w szkole bawiliśmy się w ujmowanie terrorystów. Jako że byłem wysoki i silny, świetnie nadawałem się do roli policjanta chwytającego swoich kolegów. Nigdy nie chciałem być terrorystą, bo bałem się, że mogłoby to zdradzić poglądy polityczne moich rodziców. Mając takie doświadczenie, człowiek uczy się sztuki przemilczania, tak wartościowej w pisaniu. Dziś nie należę do żadnej partii politycznej, ale jestem przekonany, że pisarz, jako artysta, odgrywa ważną rolę w społeczeństwie, ponieważ zajmuje się przestrzeniami, na które nie ma miejsca w oficjalnej debacie. Jest odpowiedzialny za naświetlenie nieuwidocznionych obszarów, na co oczywiście rzutuje jego biografia, doświadczenia, sposób postrzegania świata. Jest to, moim zdaniem, bez wątpienia akt polityczny.

Czy społeczeństwo Chile jest dziś jeszcze podzielone w ocenie przeszłości? Wciąż budzi emocje konflikt: Allende – Pinochet, wartości lewicowe – dyktatura i kapitalizm?

- Dyktatura wojskowa Augusto Pinocheta zaczęła się we wrześniu 1973 roku, a skończyła w marcu 1990, gdy do władzy doszedł prezydent Aylwin, wybrany w demokratycznych wyborach. Jednak Pinochet wciąż znajdował się u władzy, jako że pozostał szefem sztabu armii Chile aż do 1998 roku, kiedy został aresztowany w Londynie i otrzymał dożywotni fotel senatora. Do dziś korzystamy ze spadku po nim, bo system gospodarczy i aktualna konstytucja zostały stworzone podczas dyktatury, a po niej jedynie trochę załatane. Radykalna zmiana wymagałaby znaczącej większości parlamentarnej. W takich warunkach nietrudno o to, by pewne sektory społeczne wciąż cierpiały na syndrom sztokholmski, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że środki masowego przekazu skłaniają się ku prawicy, a ta pochwala system gospodarczy stworzony przez Pinocheta i próbuje minimalizować wyrządzone narodowi zło, zachęca, by zapomnieć o łamaniu praw człowieka w czasach dyktatury i o grubych kontach dyktatora w rajach podatkowych. Dziś w Chile żywe są światowe tendencje – tu również odżył klimat zimnej wojny i rodzi się poczucie zagrożenia światowym konfliktem zbrojnym, zderzenia ideologicznego, które po raz kolejny niesie groźbę użycia broni nuklearnych. W takich okolicznościach Allende jest jedynie dalekim wspomnieniem, przedstawicielem utopii, która trwała zaledwie trzy lata, po czym została wyrwana z korzeniami, twórcą epizodu w historii Chile zakończonego cierpieniem. Na całym pokoleniu pozostawiło to wrażenie przygnębiającej porażki.

Jaka jest ocena Augusta Pinocheta? Kilkanaście lat temu, gdy generał przebywał w Londynie, dwóch naszych polityków i dziennikarz (Michał Kamiński, Marek Jurek oraz Tomasz Wołek) udało się do niego z wyrazami poparcia i ryngrafem Matki Boskiej (bo Pinochet uchronił Chile od losu Kuby). Znaleźliby u większości Chilijczyków zrozumienie?

-Historia już rozliczyła się z Pinochetem, uznając go za dyktatora, który systematycznie łamał prawa człowieka, nielegalnie się wzbogacił i podstępem uchylił od wyroku sądowego, przedstawiając dokumenty lekarskie, stwierdzające u niego brak pełnej sprawności umysłowej. Był podręcznikowym przykładem dyktatora. W Chile nie ma wielu osób, które publicznie by go chwaliły. Ale jak już wspomniałem, jego cień wciąż jest obecny w formie sieci instytucji rządzących, a pewien sektor społeczny wciąż go popiera. Co zaś do podarowania mu ryngrafu Matki Boskiej w Londynie… Widzę tę scenę. Wyobrażam sobie zmęczonego Pinocheta, rozumiejącego tyle co nic z tego, co mówią do niego ci trzej mężczyźni, trochę po polsku, trochę po angielsku. Przyjmuje ryngraf, usiłując przy tym od razu ustalić jego wartość, i myśli, że już jest stary, że byłoby dużo lepiej wyjechać na wakacje, na jakąś ciepłą plażę, zamiast przyjeżdżać do Europy, gdzie z winy światowego spisku przeciwko niemu – jak mniemał – skończył w areszcie domowym w takim zimnym, deszczowym mieście.


Podobno prowadzi pan warsztaty kreatywnego pisania w placówkach edukacyjnych dla młodzieży dotkniętej ubóstwem i zagrożonej społecznym wykluczeniem. Skąd taki pomysł? W jakim zakresie może pomóc tym ludziom literatura?

- Nie mam dobrego doświadczenia, jeśli chodzi o tradycyjny system edukacyjny, który nie ceni wyobraźni i kreatywności, a raczej stawia na natychmiastowe wyniki. Literatura rozwija się w innej przestrzeni, pełni funkcję zapisu pamięci i zachęca do znalezienia rozwiązań, które, być może, w rzeczywistości nie istnieją. Stąd kreatywne pisanie odgrywa ważną rolę w emocjonalnym kształtowaniu młodych ludzi, ucząc ich stawiania czoła swym obawom i wyrażania własnych frustracji. Literatura miesza w głowach (pozytywnie), bo dowodzi, że nie wszystko można jednoznacznie kategoryzować jako złe lub dobre. Zwykle na zakończenie warsztatów powstaje zrobiona ręcznie książka w oprawie z tektury, zbiór tekstów stworzonych w ciągu całego roku w sali lekcyjnej. To wspaniałe uczucie widzieć tych młodych ludzi, do których nagle dociera, że napisali książkę i stali się pisarzami.

Jaką rolę widzi pan dla swojej literatury?

- Literatura zajmuje się tym, co swoje, codzienne, tajemnicze i zapomniane, i traktując to jako punkt wyjścia, z pomocą fikcji tworzy historie uniwersalne, mające na celu poruszyć czytelnika, zasiewając w jego sercu pytania, które wcześniej nie istniały.

A jakie książki, którzy pisarze są dla pana najważniejsi?

- To się, oczywiście, zmieniało w zależności od wieku. W dzieciństwie: „Papelucho” Marceli Paz, „Serce” Amicisa. W młodości: „Mgła” Stephena Kinga, „Buszujący w zbożu” Salingera. A czasy uniwersyteckie: „Grona gniewu” Steinbecka, „Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater” Kurta Vonneguta, „Ten zwariowany wszechświat“ Fredrica Browna, „Świat dla Juliusza“ Alfreda Bryce Echenique. Dorosłość przyniosła mi nowe fascynacje: „Wszystko za życie“ Jona Krakauera, „Bractwo winnego grona“ Johna Fante’a. To tytuły, które od razu przyszły mi na myśl.

Diego Vargas Gaete – chilijski pisarz, stypendysta chilijskiego Ministerstwa Kultury oraz Fundacji Pabla Nerudy. Na naszym rynku niedawno ukazała się wydana przez „Czytelnika” powieść „Chrząszcze na wyginięciu”. Stowarzyszenie Krytyków Sztuki w Chile uznało ją za najlepszą powieść 2016 r.

Tekst pochodzi z tygodnika "Przegląd".

fot. Wikimedia Commons


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

DLACZEGO POLACY SIĘ NIENAWIDZĄ?
premiera 22 listopada (środa)
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Najnowszy numer "Dalej! pismo socjalistyczne"
www.dalej.org
wiosna-lato 2017
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-
Szukam" Metody interpretacji historii Argentyny" N.Morano

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

18 grudnia:

1865 - USA: Po ratyfikowaniu przez stan Georgia XIII Poprawki do Konstytucji formalnie doszło do likwidacji niewolnictwa.

1913 - W Lubece urodził się Willy Brandt (właściwie Karl Herbert Frahm), polityk SPD, kanclerz RFN.

1932 - W Berlinie zmarł Eduard Bernstein, działacz ruchu robotniczego, ideolog niemieckiej socjaldemokracji, twórca rewizjonizmu w ruchu robotniczym.

1933 - Bolesław Bierut został skazany na 7 lat więzienia.

1936 - Zwycięstwem zakończył się strajk okupacyjny w obronie 220 górników katowickiej kopalni "Eminencja" zagrożonych zwolnieniem.

1946 - Urodził się Steve Biko, działacz ruchu przeciw apartheidowi w Republice Południowej Afryki.

1972 - Kolejne wznowienie nalotów amerykańskich w Wietnamie.

1991 - W Dżibuti wojsko otworzyło ogień do zgromadzonego tłumu, w wyniku czego zginęło 59 osób.

1994 - Opozycyjna Bułgarska Partia Socjalistyczna Żana Widenowa wygrała zdecydowanie wybory parlamentarne.

1998 - Kolumbjskie lotnictwo i śmigłowce bojowe prywatnej fimy wojskowej AirScan zaatakowały wioskę Santo Domingo, zabijając jej 18 mieszkanców, w tym siedmioro dzieci.

2005 - W Boliwii Evo Morales wygrał wybory prezydenckie, zdobywając 53,7% głosów.


 
Lewica.pl na Facebooku