Śmiech na sali
2010-08-30 20:14:23
Dzisiejsze wydarzenia w Gdyni są najlepszym podsumowaniem trzydziestoletniego dorobku "Solidarności".

Oto bowiem przedstawiciele PO i PiSu zjechali się do Gdyni, aby obłudnie świętować wydarzenia sprzed 30 lat, i aby zapewnić wyborców, że są wierni ideałom pierwszej "Solidarności". Premier Tusk w typowym dla siebie słodkim tonie usiłował sprzedać widowni kilka miłych dla ucha frazesów, za co spotkały go gwizdy jego politycznych przeciwników. Jarosław Kaczyński natomiast, najwyraźniej naśladując najlepszych XX-wiecznych mistrzów, usiłował sprawiać wrażenie wielce charyzmatycznego i pewnego siebie przywódcy, i odwołał się do kilku socjalnych postulatów swojej partii, za co spotkała go burza oklasków. Odważył się nawet na użycie wielce egzotycznego w polskiej debacie wyrażenia "Prawa Pracownicze", jednak z niewiadomych nikomu przyczyn od razu po tym zaczął mówić o "wielkich osiągnięciach kapitalizmu", co miało być chyba znakiem dla bogatszej części wyborców, że o tych prawach pracowniczych to tylko taki okolicznościowy żart.
Prawdziwą gwiazdą uroczystości stała się jednak Henryka Krzywonos, która powiedziała, co miała do powiedzenia i stwierdziła, że słowa Jarosława Kaczyńskiego "obrażają godność Lecha", a także "buntują ludzi", i zaapelowała, aby szanować wszystkich bez względu na poglądy polityczne.

Wydarzenia te pokazały, że w naszym kraju ta "Solidarność", którą żyła cała Polska 30 lat temu, jest już tylko wspomnieniem. Gwizdy, pokrzykiwania w stronę przemawiających, sa najlepszym dowodem tego, że 2500 ludzi, którzy obecni byli na Zjeździe "Solidarności" mają niewiele wspólnego z 10 milionami ludzi, którzy 30 lat temu walczyli o wyleczenie Socjalizmu z wypaczeń. Rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych stała się uroczystością obchodzoną przez partyjniaków, którzy gdy mówi ich przeciwnik, gwiżdżą, a kiedy mówi ich przywódca, klaszczą. Opowiadają o przyjemnych dla ucha frazesach, dobrze wiedząc, że przyczyna tego zjazdu jest iluzoryczna. Nie ma czego świętować. Nie ma czego świętować, bo gdyby było co świętować, świętowało by dziesięć milionów ludzi, którzy pamiętają wydarzenia sprzed 30 lat, a nie garstka partyjniaków, śmiejąca się w twarz ludziom, którzy tworzyli tamtą "Solidarność", gwiżdżąc i krzycząc.

Rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych po raz kolejny pokazała, że pomimo masy frazesów, politycy z obu, pozornie przeciwnych obozów przywiązują niewielką wagę do rzeczywistych ideałów "Solidarności", ale również przypomniała, że głównymi przegranymi transformacji ustrojowej, do której doprowadziło powstanie "Solidarności" są zwykli obywatele, w tym członkowie tego związku. Co znamiennite, chyba nikt podczas uroczystości nie wspomniał o transformacji ustrojowej, bez której mówienie o "Solidarności" nabiera niepełnego wymiaru.

Zaś co do dzisiejszej, jednoznacznie prawicowej i pro-PiSowskiej "Solidarności", na koniec powiedzieć mogę tylko jedno: po dzisiejszych wydarzeniach nareszcie zrozumiałem, dlaczego nazwę tego związku zawodowego pisze się w cudzysłowie..!

poprzedninastępny komentarze