Jak Instytut Narutowicza promuje Grzegorza Brauna, czyli czego nie kuma Przemysław Wi
2025-12-22 11:17:57




Miałem okazję uczestniczyć w zorganizowanej przez Instytut Narutowicza uroczystości upamiętniającej rocznicę zabójstwa prezydenta Gabriela Narutowicza. Przekonałem się, że liberalni „eksperci” są bezsilni wobec rosnącego poparcia skrajnej prawicy. W debacie „Przemoc polityczna w Polsce” zaprezentowali swoją indolencję, a także bardzo wąskie horyzonty myślowe. Dowiedziałem się także czego boi się marszałek Włodzimierz Czarzasty, a przynajmniej jego otoczenie.

Debata w gmachu Zachęty była zdecydowanie najsłabszym elementem uroczystości. Rozpoczęła się od wystąpień zaproszonych gości. Widać, że to głównie dla nich, a nie dla szerszej publiczności, Instytut Narutowicza zorganizował wydarzenie. Mowę wstępną wygłosił marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Zestawił on cytaty dotyczące Gabriela Narutowicza pochodzące z prawicowej prasy ukazującej się w grudniu 1922 roku z wypowiedziami na jego temat. Włodzimierz Czarzasty jest odważny, dowiedzieliśmy się. Niemal jak Narutowicz stawia czoła hejtowi.



Nieco później dowiedziałem się, że z odwagą pana marszałka aż tak dobrze nie jest. Ludzie z jego otoczenia interweniowali, aby nie wystawiać przed wejściem do zachęty obok portretu Narutowicza wizerunku Jana Kałuszewskiego – robotnika i członka PPS, który zginął 11 grudnia 1922 roku w walce z endecką bojówką. Pan Czarzasty boi się bowiem „upolityczniania Zachęty” tak jakby upamiętnianie pierwszej głowy państwa polskiego było aktem apolitycznym. W rzeczywistości marszałka Czarzastego musiał przerazić czerwony sztandar widoczny na obrazie. „Europejski socjaldemokrata” walczy przecież ze „skrajnościami” i „radykalizmami”. Gdyby Kałuszewski był owinięty flagą unijną – o to co innego. Wtedy pewnie byłby wystawiany bez problemu.

Marszałek Czarzasty powiedział swoje, po czym nastąpiło wystąpienie Bartosza Machalicy, członka kolegium IPN z ramienia tak zwanego obozu „demokratycznego”. Na tle pozostałych mówców tego dnia wypadł korzystniej przynajmniej wspominając o udziale robotników w wydarzeniach grudnia 1922 roku. Poza tym jego przemowa była jednak nijaka i trudno coś z niej przytoczyć, podobnie zresztą jak nijakie są osiągnięcia Machalicy w zmienianiu polityki historycznej IPN od środka.

Po przemówieniach zaproszonych gości nastąpiła właściwa debata i było już tylko gorzej. Wystąpili eksperci liberalnego salonu Kacper Rękawek, Cezary Łazarewicz, Przemysław Witkowski, a prowadziła ją uwielbiana przez kluby seniora wykrzykujące „kon-sty-tuc-ja” Katarzyna Kasia.

Debata to za dużo powiedziane. Publiczność otrzymała banalne monologi medialnych „autorytetów” niewiele wnoszące do dyskusji nad przemocą w polityce. Pytań i dyskusji z publicznością nie przewidziano. Mówcy prezentowali się głównie dla zaproszonych oficjeli. A nuż marszałek Czarzasty sypnie jakimiś pieniędzmi na „walkę z przemocą w polityce”. Przemysław Witkowski z Instytutu Narutowicza próbował coś tam zrozumieć, w kilku momentach sugerując, że za wzrost popularności skrajnej prawicy odpowiada brak lewicowego głosu protestu. Nie starczyło mu jednak odwagi lub intelektu, aby temat rozwinąć. Zaczął za to rozwodzić się nad tym, że miał kiedyś bardzo dużą kolekcję neofaszystowskich zinów oraz nad ich zawartością. Temat ciekawy dla archiwisty, ale będący w tym wypadku tylko wypełniaczem czasu. Kacper Rękawek, ekspert do spraw terroryzmu, z tematu rozumiał jeszcze mniej od Witkowskiego, choć przynajmniej próbował.
Cezary Łazarewicz z kolei okazał się totalnym liberalnym dziadersem impregnowanym na rzeczywistość. Jego zdaniem w Polsce wcale nie jest tak źle, więc ruchy skrajnie prawicowe nie wyrastają z kontestacji sytuacji materialnej. Opowiadał o swoich rozmowach z Januszem Walusiem przy zbieraniu materiałów do książki biograficznej o nim. Łazarewicz kompletnie nie rozumie, że jego publikacja była jednym z elementów wprowadzania prawicowego ekstremizmu na salony.

Pytani przez Katarzynę Kasię o ruchy takie jak Konfederacja Korony Polskiej mówcy zgodzili się, ze rozwiązaniem jest zakazywać prawnie, delegalizować, karać. Łazarewicz próbował bąkać również o edukacji, ale nie rozwinął tematu. Jakaż to miałaby być bowiem edukacja. Zapewne według niego opowiastki o świętej Unii Europejskiej, kon-sty-tuc-ji oraz „praworządności”.

Wracając do tematów lewicowych Witkowski pogardliwie wspomniał jedynie, że skoro rewolucja robotnicza nam nie grozi, to lewicy radykalnej nie ma po co delegalizować. Łaskawy pan, widać, że dopiero po wzroście ruchu domagałby się jego delegalizacji. Witkowski jako post alternatywny, post lewicowiec nie widzi też nic złego w fakcie, że państwo ma monopol na przemoc. Nielegalne eksmisje osłaniane przez policję, wspieranie łamistrajków i inne przemocowe działania wobec wykluczonych w jego ograniczonym umyśle się nie mieszczą.

Cezary Łazarewicz dorzucił od niechcenia, że ruch radykalnie lewicowy w Polsce nie istnieje, bo w Polsce nie ma przemysłowej klasy robotniczej. Zapewne uważa iż wszystko jest już sprowadzane z Chin, lub po prostu krzesło na którym siedzi i mikrofon, do którego opowiada swoje bzdury, wykonały krasnoludki.

Przez godzinę gadaniny żaden z mówców nie zbliżył się nawet do diagnozy narastania ruchów skrajnej prawicy. Odbębnili swoje, a fragmenty ich wystąpień ludzie Grzegorza Brauna mogliby nagrać i wykorzystać w swojej propagandzie. Na przykład Łazarewicz przerażony, że jego znajoma, przykładna drobnomieszczanka „kiedyś zawsze głosująca na Unię Wolności”, a obecnie zbierająca podpisy pod kandydatura Grzegorza Brauna, był po prostu przekomiczny. Liberalny salonik wymieniający się bon motami i kiszący we własnym pseudointelektualnym sosie to idealny przeciwnik dla Grzegorza Brauna.

Panowie Witkowski, Łazarewicz, Rękawek – parafrazując Józefa Piłsudskiego: „Wam kury szczać prowadzać, a nie walczyć z faszyzmem”. O przepraszam, wy już z faszyzmem nie walczycie, zwalczacie „radykalizację” tudzież ględzicie o „przemocy w polityce”. Nie zdziwcie się gdy formacja Brauna będzie miała 15% poparcia, wasza głupota i niezdolność do pojęcia rzeczywistości ją napędza.

poprzedni komentarze