Odlot salonów
2020-03-02 07:59:18
Adam Michnik nie ma dziś w Polsce dobrej publicity. I to zarówno u znacznej części swoich etosowo-styropianowych towarzyszy walki, jak i po tej stronie lewicy, która szanuje dokonania honorowego Redaktora Naczelnego GAZETY WYBORCZEJ, choć bez „pomnikowości” i bezkrytycznej, religijnej w swym wymiarze, apologii jego osoby jak to ma miejsce w wielu przypadkach. Trzeba tu zauważyć, że uwielbienie osoby i dokonań Adama Michnika ze strony części jego najzagorzalszych akolitów jest analogiczne w swym źródle do zachowań „wyznawców” Jarosława Kaczyńskiego. W obu przypadkach geneza zasadza się na quasi-religijnych potrzebach i takiej też mentalności, odartej z krytycznej refleksji, racjonalności oraz pozbawiona dystansu immanentnego realizmowi epistemologicznemu. Emocje, afekty i jeszcze raz emocje.

W polityce są partie i ludzie, którzy opierają swoje
działanie na wykorzystywaniu niechęci, nienawiści
i strachu. I te fale populizmu, które przechodzą
przez Europę, biorą się z takiej właśnie koncepcji polityki.

Bronisław GEREMEK

W Internecie natknąłem się onegdaj na informacje jakoby podczas rozmowy jeden z niemieckich dziennikarz zapytał Adama Michnika czy on (i jego zwolennicy, którzy w zasadzie doprowadzili swoją działalnością w Polsce do rewolucji AD’1989 i tego wszystkiego co jest jej efektem) rozumie, że to transformacyjna bieda zrodziła w jakimś sensie populizm Prawa i Sprawiedliwości z jakim współcześnie się zmaga nasz kraj. Guru polskich salonów i niewątpliwie znacząca postać polskiej polityki ostatnich dekad miał zakrzyknąć: „Tak sądzą jedynie agenci Putina”.
Podobną konfrontację poglądów możemy ekstrapolować kiedy zestawimy stwierdzenie Haliny Bortnowskiej (TYGODNIK POWSZECHNY) która uważa, że „….Dzieci nie powinny szpanować kasą w liceach by nie ranić uboższych, klasa to wspólnota". I Adam Michnik od razu odpowiada pytaniem: „Czy chce Pani powrotu komuny ?”.
Po tych słowach czołowego polskiego intelektualisty, stanowiącego dla demo-liberałów znad Wisły, Odry i Bugu pomnikową postać (coś na kształt metra z Sevres) można tylko ze smutkiem pokiwać głową: nic żeście drodzy reprezentanci demo-liberalnego mainstreamu nie zrozumieli i nie rozumiecie z wyników wyborów AD’2015 i 2019 oraz trendów jakie idą niczym tajfun przez Europę i świat Zachodu.
Czy gremia o których mówił cytowany wyżej prof. Geremek też są w takim razie – od zawsze (bo chyba tak zawsze było) – agenturą Kremla ? I czy nie jest to po prostu zjawisko ponadczasowe i powtarzające się regularnie, zwłaszcza w historii Europy ? I czy nie jest ono kompatybilne z falami (które z kolei są związane z określonymi ideami i procesami społecznymi im towarzyszącymi) pychy, rosnącej fanfaronady, ekskluzywizmem i kolosalną, nie do zaakceptowania megalomanią w jakie wspomniane elity co jakiś czas popadają ? Zwłaszcza w dobie masowych środków komunikacji społecznej oraz zaklęć wypełniających przekaz medialny o demokracji, wolności, prawach człowieka czy swobodach obywatelskich. Bo jest tu jak z królową Marią Antoniną, żona Ludwika XVI, która na wiadomość, iż lud przymiera głodem, nie mając pieniędzy na chleb miała serio i poważnie odrzec: „To niech je ciasteczka”. Po kilkunastu miesiącach od tego stwierdzenia głowa Madame Deficite (jaką ją nazywano w kręgach rewolucyjnych i kursujących po kraju pamfletach) 16.10.1793 r. o godz. 12.15 potoczyła się spod gilotyny ……
Potwierdzałoby to spostrzeżenie Georga F.W. Hegla iż „……Historia uczy, że ludzkość niczego się z niej nie nauczyła”.
No ale tu mamy do czynienia z elitami, które są niejako predestynowane do wyciągania racjonalnych i realistycznych wniosków z narodowego i społecznego doświadczenia historycznego. W Polsce rządzonej przez elity post-solidarnościowe jest to predestynacja szczególna i silnie etycznie umocowana, którą społeczeństwu wszem i wobec powszechnie się wmawiało i wmawia. Elity rządzące od 30 bez mała lat w Polsce, prowadzące tzw. transformację ustrojową od początku uważały siebie za Mojżesza i Proroków (jak to ma miejsce we wczesnym judaizmie i co opisuje Pięcioksiąg), prowadzących naród do krainy wiecznej szczęśliwości. Uwagi i tezy - chodzi o tych polityków którzy permanentnie odwołują się do tradycji Solidarności (cokolwiek by to miało znaczyć, choć dziś to jest wydmuszka i humbug) - cały czas dotyczyły podziałów politycznych, kulturowych, społecznych etc. z czasów Polski Ludowej co jest kompletnym nieporozumieniem i logiczno-racjonalną aberracją. Do tej pory wszelkie próby ustawienia narracji i zarysowania problematyki społeczeństwa nadwiślańskiego w innej, klasowej optyce i relacji wobec dominacji kapitału nad pracą, kwitowano obraźliwymi inwektywami. Stygmatyzowano stawiając stemple komunizmu, marksizmu, agentury Kremla i sierot po CCCP. Przydzielając klauzulę gorszości i wykluczenia tym którzy śmieli patrzeć na świat i ludzi inaczej niż chcą salony „przy-michnikowe”. Czyniła to również wielokrotnie Platforma Obywatelska, jej medialni akolici i usłużni totumfaccy w mediach społecznościowych, choć nie w tak prostackim i prymitywnym tonie jak robi to PiS. Clou takiego myślenia jest powiedzenie że „lewicy w Polsce mniej wolno” wybrzmiałe na łamach cywilizowanej i demokratycznej GAZETY WYBORCZEJ w roku 2001 po drugim zwycięstwie SLD wyborczym w III RP.
PO i PiS obrzucają się wyzwiskami, inwektywami, obelgami kto jest większym i bardziej oddanym agentem Putina, kto działa (czy działał) na szkodę Polski „grając” w drużynie Kremla, kto bardziej kultywuje tradycje i praktyki rodem z Polski Ludowej i jest zwolennikiem komunizmu etc. etc. Po prostu – paranoja. I taką jawi się polityka uprawiana nad Wisłą, Odrą i Bugiem od prawie 3 dekad. Efekty są widoczne gołym okiem: gorszące podziały, powszechny jad i nienawiść, groźby i zastraszania (na razie – jak będzie dalej to się zobaczy) przeciwników politycznych traktowanych jako wróg, społeczeństwo funkcjonujące na kształt dwóch wrażych plemion.

poprzedni komentarze