Reagan wylazł z grobu
2011-11-09 17:30:49
Warszawska "Solidarność" wspięła się na wyżyny absurdu. Związkowcy pracujący w PLL LOT wyrazili ustami swojego przewodniczącego, na łamach stołecznej GW, żądanie zmiany nazwy ulicy z 17 stycznia na Ronalda Reagana. Przy 17 stycznia znajduje się bowiem biurowiec LOTu, w którym ma nieprzyjemność urzędować "Solidarność".

W wypowiedzi dla GW wspomniany przewodniczący zauważa, że nagannym jest fakt sąsiadowania ulicy upamiętniającej wejście Armii Czerwonej do Warszawy z siedzibą "Solidarności". I nawet nie chodzi mi o to, że chcą zmieniać tę nazwę. Tylko dlaczego na Reagana? Tu właśnie ukryte leży sedno absurdu.

Zdaniem "Solidarności" komunizm obaliły trzy mityczne siły - Jan Paweł II, Lech Wałęsa (dziwię się, że go wymieniono, wszak to podobno persona non grata w swoim dawnym związku) i właśnie Ronald Reagan. Amerykanom za demokracje związkowcy niech podziękują lepiej przy okazji kolejnego strajku w zakładzie z amerykańskimi właścicielami. Można też w czasie redukcji spowodowanych kryzysem.

Najlepsze jest jednak to, że Reagan wyrzucił na zbity pysk 12 tysięcy kontrolerów lotu w Stanach, za nieprzerwanie strajku. Mogli chociaż notkę na wikipedii przeczytać. "Solidarność" nie zadeklarowała pokrycia ze swoich składek wszelkich kosztów wobec mieszkańców, budżetu miasta i firm, a właśnie te podmioty zapłacą za widzimisię związkowców. Zważywszy na międzynarodową działalność LOTu koszty te są niemałe, pewnie mniejsze od możliwych trzynastek albo czternastek. Ale to przecież nie chodzi o płace, premie czy warunki pracy. Gra toczy się o symbol!

Nie mam nic przeciwko postulatom zmian nazwy, ale jeśli związek zawodowy chce uhonorować w ten sposób przeciwnika tych samych związków na drugiej półkuli, to oznacza, że coś nie gra. Rozumiem pewne zaniepokojenie w PiS i chęć wyrażenia swojego zaangażowania w trudnych chwilach, ale chyba nie trzeba od razu obrażać całej historii ruchu robotniczego i związkowego swoją ignorancją.

17 stycznia to także rocznica rozpoczęcia akcji "Pustynna Burza". Idąc do pracy pracownicy zrzeszeni w "Solidarności" mogą bez problemu kontemplować amerykański imperializm, plusy wolnego rynku i zachwycać się wspaniałością największego sojusznika Polski na arenie międzynarodowej. Dlatego za cholerę nie rozumiem o co im chodzi.

Cała sytuacja sprowadza nas do konkluzji o słabości polskiego ruchu związkowego, który pozwolił wyhodować takiego raka jakim jest "Solidarność", a właściwie jej prawicowe szefostwo zaprzedane Prawu i Sprawiedliwości. Należy o tym pamiętać w swoim miejscu pracy i jak najszybciej zapisać się do jakiegokolwiek związku, lub założyć nowy, co samo w sobie jest przejawem lewicowości i pozwala w jakimś ograniczonym stopniu kształtować nie tylko warunki pracy, ale również scenę związkową (która w każdym cywilizowanym kraju pokrywa się ze środowiskiem lewicowym). Lekarstwa na raka jeszcze nie wynaleziono, to na władze "Solidarność" też zapewne nie pojawi się szybko, ale próbować trzeba.

poprzedninastępny komentarze