Stabilizator Czarzasty
2025-12-15 20:08:07
Włodzimierz Czarzasty został nowym-starym przewodniczącym Nowej Lewicy. Był jedynym kandydatem na to stanowisko. To z pewnością dobra decyzja dla rządzącej koalicji – stabilizuje bowiem jej ważną część składową. Dla samej Nowej Lewicy to zapowiedź twardego pragmatyzmu, z którego znany jest marszałek Sejmu.

Czarzasty zapowiadał, że nie będzie kandydował na szefa partii, ale znając jego charakter, mało kto traktował te deklaracje poważnie. Jego pozycja wyraźnie wzrosła po objęciu funkcji drugiej osoby w państwie. Obserwując poczynania swojego poprzednika, Szymona Hołowni, który skoncentrował się na kreowaniu własnego wizerunku oratora i sejmowego showmana, zaniedbując przy tym własną formację, Czarzasty wyciągnął wnioski.

Jako pragmatyczny gracz doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że tylko będąc liderem partii, może realnie rozdawać karty, kształtować jej oblicze i sprawować podmiotową władzę. Oddanie sterów Krzysztofowi Gawkowskiemu lub Agnieszce Dziemianowicz-Bąk niemal na pewno doprowadziłoby do wewnętrznego chaosu, który współrządzącej formacji nie byłby na rękę. Czarzasty potrafi – jak niewielu młodszych działaczy – zadbać o stabilność organizacyjną, co w czasach permanentnych napięć politycznych ma kluczowe znaczenie. Udowodnił to, wyciągając partię z pozaparlamentarnej opozycji do ław rządowych.

Z nowego-starego lidera zadowolony może być również premier Donald Tusk – i to z kilku powodów. Po pierwsze, znajduje on w Czarzastym swoje polityczne odbicie: potrafi wstrząsnąć partią, trzymać w ryzach niesfornych działaczy, eliminować konkurencję, by następnie przyjmować ją z powrotem, kreując się na dobrodusznego lidera. Podczas obejmowania funkcji marszałka Sejmu Czarzasty złożył Tuskowi swoisty hołd lenny, co zapewne zrobiło na premierze duże wrażenie – zwłaszcza w kontraście do jego poprzednika, skłonnego do samodzielności i niesubordynacji.

Nowa Lewica w obecnym kształcie jest Tuskowi niezbędna. Bez niej nie byłby w stanie rządzić, ani znaleźć twardego sojusznika w rozliczaniu PiS. To lewicowi wyborcy stanowią jądro antypisowskiego elektoratu, a Czarzasty jest jego najbardziej zdeterminowanym rzecznikiem. Bez tej determinacji oczekiwane przez wyborców obu formacji rozliczenia rządów Zjednoczonej Prawicy mogą nie dojść do skutku.

To właśnie Czarzasty w 2024 roku wyciągnął rękę do Tuska, proponując wspólne listy w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Premier propozycję odrzucił, pamiętając niespodziewaną wygraną PiS sprzed pięciu lat. Tak może wyglądać ich relacja przez najbliższe dwa lata: Tusk zyskuje stabilnego partnera, który – po politycznym rozwodzie Władysława Kosiniaka-Kamysza z Szymonem Hołownią – wyrasta na jego najbliższego współpracownika, a Czarzasty demonstruje swoją sprawczość.

To zła wiadomość dla obecnej opozycji, liczącej na rozpad koalicji pod ciężarem ego jej liderów. Zarówno Tusk, jak i Czarzasty zdają sobie sprawę, że ich ewentualny konflikt zakończyłby się powrotem do władzy obozu Kaczyński–Mentzena–Brauna. Nie wszyscy politycy koalicji jeszcze dostrzegają to zagrożenie.

Czarzasty, jako najbardziej bezkompromisowy „walczak” z PiS, może zyskiwać również wyborców Koalicji Obywatelskiej, rozczarowanych opieszałością i niezdecydowaniem obozu Tuska w kwestii rozliczeń poprzedniej władzy.

Największym dotychczasowym błędem lidera Nowej Lewicy pozostaje jednak brak wyciągania wniosków z porażek wyborczych. Elektorat partii systematycznie topnieje, a jej przekaz niemal w ogóle nie trafia do młodych wyborców, którzy coraz częściej popierają Mentzena i Brauna lub – po lewej stronie – Adriana Zandberga. Po fatalnych wynikach w wyborach do Parlamentu Europejskiego i samorządowych nie doszło do pogłębionej refleksji, wewnętrznej debaty ani korekty strategii. Nie przeprowadzono również zmian personalnych – szefowie sztabów pozostali na stanowiskach.

Katarzyna Kotula, szefowa sztabu w wyborach europejskich, po najgorszym w historii wyniku Lewicy, pozostała w rządzie, kontynuując forsowanie kwestii kulturowych, których i tak nie jest w stanie przeforsować. To fatalnie świadczy o formacji aspirującej do miana poważnego partnera koalicyjnego.

W ostatnich wyborach samorządowych Czarzasty był zwolennikiem wspólnego startu Nowej Lewicy z PO. Ostatecznie do tego nie doszło, ponieważ Tusk nie chciał być utożsamiany z lewicową agendą. Może to jednak zapowiadać przyszłą strategię Czarzastego wobec premiera: albo wspólna lista, albo ryzyko rządów bloku Kaczyński–Mentzena–Brauna. Decyzja Tuska będzie zależeć przede wszystkim od pozycji sondażowej Nowej Lewicy. Konsekwentne przejmowanie elektoratu dawnego SLD może sprawić, że wspólna lista przestanie być dla KO koniecznością. Wszystko zależy od politycznej koniunktury, która obecnie sprzyja skrajnej prawicy.

Przed Włodzimierzem Czarzastym stoi ogromna odpowiedzialność. Konieczna jest głęboka korekta przekazu. Walka o prawa kobiet i hasła w rodzaju „Lewica jest kobietą” okazały się pustymi frazesami, co dobitnie pokazały wybory regionalnych władz partii – wszyscy szefowie struktur wojewódzkich to mężczyźni, podczas gdy kobiety masowo głosują na prawicę.

Na dziś Nowa Lewica funkcjonuje gdzieś pomiędzy Komitetem Centralnym a Paradą Równości. Taki rozkrok nie daje większych szans na poszerzenie elektoratu – tym bardziej, że oba te środowiska toczą ze sobą zażartą walkę, co najmniej od czasów „Akcji Hiacynt”.


poprzedni komentarze