Komentarze czytelników portalu lewica.pl Komentarze czytelników portalu lewica.pl

Przejdź do menu

Komentowany tekst

Bartłomiej Zindulski: Dzienniki motocyklowe - część 4

Komentarze czytelników

Dodaj komentarz

Część 3 i 4

1.
"Wielokulturowa Lizbona"

Zasadniczo nie mam nic przeciwko wielokulturowości, samo jednakże określenie budzi we mnie pewien sprzeciw. Tak oto bowiem jeśli za sprawą imigrantów nazwiemy wielokulturowymi miasta zachodniej Europy, to jak należałoby określić np. Wilno? Moim zdaniem wielokulturowe miejsce jest wtedy, gdy autochtonicznie żyje w nim kilka (a choćby i tylko dwie) narodowości, mniej więcej w jakoś tam zbliżonych proporcjach oraz, co może nawet ważniejsze od liczb, coś rzeczywiście istotnego wnoszącego do kulturowego pejzażu tych miejsc, obojętnie już nawet czy wkład ten dotyczy teraźniejszości, czy przeszłości. Takim miejscem jest Wilno, zarówno niegdysiejsze (Polacy, Żydzi, Rosjanie), jak i obecne (Litwini, Polacy, Rosjanie). Imigranci zaś moim zdaniem niczego istotnego nie wnoszą do kultury zachodnioeuropejskich miast. Ich wkład z reguły ogranicza się do spraw w rodzaju tanich barów z zamorska kuchnią (chyba że te właśnie sprawy stanowić mają priorytet). Wydaje mi się zatem, że należałoby jakoś rozgraniczać te dwa wzajemnie odległe zjawiska. W przypadku Lizbony, Mediolanu czy Monachium można by więc mówić o dość zwyczajnym, prozaicznym i chyba nieszczególnie interesującym multi-kulti, w przypadku Wilna zaś o Vielvölkerstadt (mimo iż w demoliberalnej propagandzie stosowane są one jako synonimy - i nie bez celu).

2.
"tyloma religiami"

No nie wiem, czy akurat w Portugalii można mówić o tylu religiach, przybysze z portugalskich kolonii są bowiem zasadniczo katolikami, podobnie jak reszta Portugalczyków. Abstrahuję tu oczywiście od różnych lokalnych kultów naturalnych (a także od ew. imigrantów z krajów muzułmańskich, jeśli takowi tam są, w czasach, kiedy ja bywałem w tamtych stronach, raczej ich tam jeszcze nie było).

3.
"dworca morskiego Cais do Sodre"

Cais do Sodre to raczej terminal promowy, skąd lokalne promy przeprawiają na drugi brzeg Tagu. Dworzec morski byłyby natomiast wtedy, gdyby wypływały zeń również promy dalekomorskie. W tym przypadku np. na Maderę (kiedyś chodziły takie, nawet stosunkowo niedrogie, choć nie pamiętam, czy akurat stamtąd, ale chyba raczej nie). Cais do Sodre to poza tym miejsce startu jednej z paru lizbońskich kolejek podmiejskich, tej akurat krajobrazowo najciekawszej, prowadzącej brzegiem morza. Przy okazji, nie wiem jak teraz, ale kiedyś przy Terreiro do Poco, oknie wystawowym Lizbony i zarazem jednym z najbardziej nastrojowych miejsc Europy, stał dworzec kolejowy, precyzyjniej mówiąc stał on trochę w bok od tego placu w stronę Dworca Św. Apolonii, na który nigdy nie wjechał ani z którego nigdy nie odjechał żaden pociąg - należący do kolei portugalskich (CP) jako terminal promowy stanowił dość ciekawe uzupełnienie wiodącego przez stolicę połączenia kolejowego z północy na południe kraju.

4.
"Krajobrazy stawały się coraz bardziej księżycowo-pustynne"

Moim zdaniem Hiszpania w ogóle nie jest specjalnie ładna. W środku przytłaczająca wyżynnością, wyschnięta, wysuszona i wyludniona, na północnym wybrzeżu mokra, dżdżysta i deszczowa, z kolei na południowym turystycznie zabudowana betonem (z wyjątkiem właśnie m.in. okolic Gibraltaru, ale i one przez to piękne nie są, wręcz odwrotnie), w Andaluzji z historycznymi budowlami o cechach mauretańskich - nie wiem, innym może się to podobać, mnie nieszczególnie. Poza tym dość rozmyta i jakby rozłażąca się kulturowo. W pewnym sensie Hiszpanie jest więc jakby przeciwieństwem Italii. Ta, obserwowana z zewnątrz, mimo wszystko, tj. mimo różnic między Północą a Południem, mimo różnic między poszczególnym regionami, wreszcie mimo różnic wynikających z odrębnej przeszłości (np. Państwo Kościelne w samym środku), jest jednak jednolita kulturowo. A dla mnie to raczej plus. PS. w moim odczuciu podobnie jest z jęz. hiszpańskim. Dla przykładu tam, gdzie we włoskim mamy dźwięczne i wyraziste "czi", w hiszpańskim (kastylijskim) pojawia się mdłe i sepleniące "s".

5.
"Gibraltar to przepiękne miejsce"

Bez przesady. Co prawda o gustach ponoć nie należy rozprawiać, ale w basenie M. Śródziemnego jest wiele miejsc znacznie ładniejszych od wspomnianego. Jak dla mnie obraz Gibraltaru dobitnie zresztą psują tamtejsi Angole, swą postawą i swymi obyczajami niekompatybilni z tymi stronami Europy. Patrząc na nich nie sposób uniknąć myśli o wszechogarniającym anglosaskim imperializmie.

6.
"bardzo daleką od sztywniactwa z jakim kojarzyłem Szwajcarię"

No to chyba źle kojarzyłeś, bo nie ma czegoś takiego jak jednolita Szwajcaria. Jest Szwajcaria Niemiecka, jest Szwajcaria Francuska, jest Szwajcaria Włoska. Każda z nich różna dokładnie tak, jak różne są Niemcy, Francja, Włochy (a przy tym też różna od swych państwowych sąsiadów, np. Szwajcaria Włoska od Włoch). Na te rozbieżności nakładają się oczywiste różnice wynikające z tożsamości kulturowej, czyli w tym przypadku protestantyzm (kalwinizm) verso katolicyzm. Skojarzenie sztywności prawdopodobnie opierasz na wizycie w Szwajcarii Niemieckiej i w jej obrębie protestanckiej. Rzucam w ciemno, że jeśli było to duże (ponad 100 tys.) miasto, był to Zurych. Berno, choć z ducha arcyprotestanckie, a w przeszłości, powodowane typową dla protestantów misją (manią prześladowczą) "oswabadzania" katolików spod władzy Rzymu, co rusz wywołujące wojny religijne na tym terenie, dziś, za sprawą bliskości Szwajcarii Francuskiej, jest bardziej ogładzone i mniej sztywniackie niż Zurych. Z kolei Bazylea to jeszcze inna rzecz, tam np. jadąc do Berna czy Zurychu czasami mawia się - jadę do Szwajcarii.

7.
"Rozłożyliśmy karimaty na asfalcie za stacją"

Na przyszłość raczej uważaj z tym. Jest to nielegalne, a część pracowników stacji benzynowych, np. we Włoszech, ma obyczaj donoszenia na policję (i to wtedy, gdy już się smacznie śpi).

8.
"na stacjach benzynowych gdzie się zatrzymywaliśmy, ceny były skandaliczne"

W takich miejscach wszędzie jest drogo. Najlepiej zjechać z autostrady do pierwszej z brzegu miejscowości, gdzie może nie tylko dokonać tanich zakupów a w markecie, ale tanio spożyć przyzwoity posiłek w barze czy restauracji. A najlepiej w ogóle jeździć nie autostradami, lecz krajówkami (chyba że goni czas lub odległość).

9.
"Monako kojarzy się z bogactwem i wysokim standardem życia"

Któryś z rosyjskich pisarzy, zdaje się Czechow, powiedział o Monako, że to luksusowa toaleta (ubikacja). Widok tego miejsca z góry (np. linii kolejowej do Nicei) jest rzeczywiście dość imponujący, w środku jednak niemal szkło i beton.

10.
"Camping pod specjalnym nadzorem"

Wbrew temu, co się zwykle twierdzi na temat Włoch, czyli że chaos, bałagan, brud itp., jest to kraj uporządkowany i porządnicki (oczywiście z punktu widzenia, którego dotyczy ten tekst).

autor: motyl, data nadania: 2014-03-23 15:34:55, suma postów tego autora: 1026

Dodaj komentarz