K. Szumlewicz: Bertolt Brecht - awangardowy klasyk na czasie

[2006-08-14 13:05:53]

14 sierpnia przypada pięćdziesiąta rocznica śmierci Bertolta Brechta (ur. 10 lutego 1898 r.). Napisano o nim bardzo wiele, a jego twórczość jest tak rozległa i wielowątkowa, że nie da rady, choćby skrótowo, przedstawić jego całego dorobku artystycznego. To prawie tak, jakby pisać laurkę okolicznościową Szekspirowi. Brecht, uznawany na całym świecie za jednego z najważniejszych twórców nowoczesnego teatru, jest w Polsce przemilczany, a w najlepszym wypadku przedstawiany z wyżyn moralizatorskiego antykomunizmu. Dlatego postanowiłam napisać o nim jako artyście wyznaczającym perspektywę, z której warto spojrzeć na polską i światową współczesność. Nie zamierzam jednak za wszelką cenę szukać analogii miedzy dzisiejszą sytuacją a dramatyzmem pierwszej, drugiej i zimnej wojny, podczas których tworzył. Interesuje mnie jego nowoczesna wizja artystyczna i umiejętność dialektycznego ujęcia społecznej rzeczywistości. Warto zauważyć, że najwięcej osiągał tam, gdzie był nieprzejednanie awangardowy, nawet wbrew swoim założeniom o prymacie przystępności. Gdy zaś drapował się w szatę klasyka i sięgał po uznane, sprawdzone formy, ponosił na ogół artystyczną porażkę. Stąd tytuł. Brecht jest komunikatywnym, współczesnym klasykiem przede wszystkim w tym, w czym był nowatorski.

Jego pierwszą sztuką był ekspresjonistyczny "Baal". Bohater, zbuntowany przeciwko społecznym konwencjom, pragnie czerpać z życia pełnymi garściami, co doprowadza go do ekstatycznego samounicestwienia. Późniejszy Brecht niechętnie patrzył na zawartą w tym dramacie pochwałę pierwotnych instynktów i oddanie się chtonicznym, przedludzkim mocom, mogącym się kojarzyć z ideologią krwi i ziemi. W napisanych w tym czasie wierszach z tomu "Postylla domowa" mniej jest mrocznego mistycyzmu, dużo natomiast kultu męskiej witalności i rubasznego traktowania kobiet niczym zwierzyny łownej. Aż dziw bierze, jak można było kiedykolwiek uznawać tę postawę za antymieszczańską! Na szczęście, nigdy nie była ona u Brechta dominująca, o czym świadczy między innymi poemat "O dzieciobójczyni Marii Farrar". Bohaterka, młodziutka służąca-sierota, zachodzi w ciążę, której mimo starań nie udaje się jej usunąć. Skutecznie ją ukrywa, aż w końcu dziecko, ku jej przerażeniu, przychodzi na świat w lodowatej służbówce. Kiedy chłopiec wydaje pierwszy krzyk, "zaczęła go pięściami tłuc, na oślep, z rozpaczą / Tak długo, aż zaprzestał wrzasku. / Potem nieżywego wzięła ze sobą, naturalnie / Do łóżka i trzymała aż do brzasku (.)"[1]. Ostatnia zwrotka brzmi jak następuje:

"Maria Farrar, urodzona któregoś kwietnia

Zmarła w Miśni na terenie miejscowego więzienia

Niezamężna matka, skazana, nieletnia

Ukaże wam przywary wszelkiego stworzenia.

Wy, którym się tak dobrze rodzi w czystym łóżku,

Błogosławionym zwąc stan, gdy się brzuch rozpęka

Nie potępiajcie tych zdrożnych słabości

Bo ciężki był jej grzech, ale wielka jej męka.

Przeto się nie gniewajcie, proszę, tak szalenie

Pomocy wszystkich każde wymaga stworzenie."
[2]

Współczucie, do którego wzywa autor, należy się także młodym mężczyznom, ginącym masowo - i bez środków znieczulających, zarezerwowanych wyłącznie dla oficerów - na frontach I wojny światowej. Jest im poświęcona wspaniała "Legenda o martwym żołnierzu". Rozpoczyna ją śmierć bohatera na placu boju. Zostaje on pochowany i zapomniany, jak tyle innych ofiar wojennych. Tymczasem jednak mięsa armatniego zaczyna brakować, toteż chłopak zostaje poświęconą łopatą wykopany z grobu, a specjalnie powołana komisja lekarska dochodzi do wniosku, iż wprawdzie "dekuje się / Lecz jest w pełni zdatny do służby"[3]. Po czym następuje przysposabianie martwego żołnierza do walki:

"Gorzałki mu wlano w przegniły brzuch

Żeby zapłonął powagą

Pod rękę mu oprócz siostrzyczek dwóch

Wepchnięto dziwkę półnagą.

A przodem ksiądz potykając się szedł

Bo śmierdzi żołnierskie truchło

I kadzielnicą machał przed

Tym truchłem, by trochę mniej cuchło

Przed nimi zaś muzyka bum tara bum

Rżnie marsza dziarskie tony.

Więc żołnierz rwie nogę od tyłka wprost

I w górę! Jak był przyuczony."
[4]

Psy szczekają, tłum wiwatuje, i nikt już nie dostrzega, że tak fetowany jest trup, który po raz drugi "idzie, jak go uczono / By paść na polu chwały"[5]. Ideologicznego ogłupiania mężczyzn, mających stać się żołnierzami, dotyczy również rewelacyjna sztuka pt. "Człowiek jak człowiek". Jest to groteskowa historia dokera nazwiskiem Galy Gay. Bohater wychodzi któregoś dnia z domu w mieście Kilkoa, aby kupić rybę, jednak rozmawiając z różnymi osobami, zapomina o swoim zadaniu, aż w końcu robi się za późno. W tym samym czasie czwórka żołnierzy brytyjskiej armii kolonialnej usiłuje okraść okoliczną pagodę. Jeden z nich zatrzaskuje się tam niechcący w skrzyni, toteż jego trzej koledzy potrzebują kogoś, kto go zastąpi. Ich wybór pada na Galy Gaya, ponieważ wiadomo o nim, że jest to "człowiek, który nie umie powiedzieć 'nie'"[6]. Pochlebstwami i obietnicą dobrego interesu udaje im się zaangażować go do absurdalnej sprzedaży nieistniejącego słonia, kończącej się zainscenizowanym sądem nad bohaterem. Dający sobie wszystko wmówić bohater pada słysząc udawane strzały, zaś gdy wstaje, uważa się za zaginionego żołnierza i bez kolizji zajmuje jego miejsce. Dotąd rozlazły i dobroduszny, w błyskawicznym tempie staje się karnym i skorym do okrucieństwa żołdakiem. Brecht tak opisuje jego przemianę w intermedium sztuki:

"Pan Bertolt Brecht uważać śmie,

Że człowiek jak człowiek, o czym każdy wie.

Lecz pan Bertolt Brecht dowodzić śmie,

Że z każdego człowieka można zrobić, co tylko się chce.

Dziś wieczór pokażemy wam demontaż człowieka,

Który od dawna tylko na to czekał.

Przy czym nikt na tym nie straci,

Ani on, ani żaden z jego braci.

Po prostu poprosił go ktoś po ludzku,

Stanowczo, ale bez przymusu,

By się do biegu świata przystosował,

A swoje wątpliwości za pazuchę schował.

Przyniosły wynik uczciwe wysiłki,

W tym demontażu nie było pomyłki.

Można z niego zrobić, jak z tej sztuki wynika,

Jeśli go przed tym nie ustrzeżemy, nieludzkiego rzeźnika."
[7]

Upiorność owego procesu podkreślana jest przez to, że postacie żołnierzy i Galy Gaya w miarę rozwoju akcji przemieniają się stopniowo w ogromne ni to roboty, ni to potwory, których poszczególne części ciała zastępowane są przez kawałki drewna, gipsu lub zmiętej bibuły. W ten sposób odzwierciedlony zostaje fakt, iż nie mają oparcia ani w sobie samych - ponieważ nie stanowią świadomych siebie indywiduów - ani w racjonalnie ugruntowanym kolektywie. Ów brak sprawia, że nie tylko łatwo manipulować ich poglądami, ale ze samą ich tożsamość można bez trudu kształtować tak, by dobrze służyła czyimś interesom. Sztuka ukazuje tę niebezpieczną tendencję zarówno przebiegu akcji, jak i awangardowej - a przy tym prostej i zrozumiałej - formie.

Największą sławę przyniosła Brechtowi "Opera za trzy grosze", będąca luźną przeróbka "Opery żebraczej" Johna Gaya. Udało mu się w niej połączyć eksperymentalne techniki teatralne z komercyjną atrakcyjnością, wynikająca z umiejętnego wplecenia elementów popkultury. Sukces u publiczności sztuka zawdzięczała też w ogromnej mierze muzyce Kurta Weilla. Zachęcony powodzeniem swojego dzieła, Brecht stworzył podobny utwór pt. "Happy End", który z kolei poniósł całkowitą klapę. Z wyrokami publiczności trudno polemizować, niemniej to dzieło zasługuje na żarliwą obronę. Protagonistami są dwie grupy, którym przewodzą charyzmatyczne kobiece postacie. Tajemnicza Osa kieruje bandą przestępców, a za natchnioną porucznik Lilian Holiday podąża oddział Armii Zbawienia. Między organizacjami nawiązuje się szereg interakcji, które prowadzą do ich połączenia. Mają bowiem, jak się okazuje, podobne interesy: jedna wytwarza nędzarzy, by druga mogła z nich żyć. Czyż nie to właśnie jest podstawą kapitalistycznej moralności? "Czymże jest okraść bank w porównaniu z założeniem banku?" - pointuje Brecht. Szkoda, że Tadeusz Bradecki, który niedawno reżyserował "Happy End" w Teatrze Narodowym w Warszawie, swoiście "przystroił" bohaterki, wygłaszające te słowa: jedna z nich miała narysowany hitlerowski wąsik, twarz drugiej pomalowana była na czerwono. Antykapitalizm grozi totalitaryzmem, wiadomo. Antykomunizm natomiast ośmiesza nadgorliwych piewców.

Armia Zbawienia jako symbol obłudy lub co najwyżej bezradnych dobrych intencji w niedobrym świecie występuje także w sztuce "Święta Joanna szlachtuzów". Bohaterka, wzorowana na Joannie d'Arc członkini tej organizacji, stara się pośredniczyć w pertraktacjach pomiędzy Maulerem, przedsiębiorcą z branży mięsnej, a jego głodującymi robotnikami. Wielki kapitalista, posługujący się piękną mową Hoelderlina i Goethego, stara się udowodnić wrażliwej dziewczynie, że ci, których broni, nie zasługują na nic lepszego niż ich opłakany los. W tym celu przeprowadza eksperyment: wdowie po robotniku, który zginął przy produkcji konserw, zapewne lądując w części z nich, stawia przez tydzień sute obiady pod warunkiem, że przestanie dociekać prawdy o śmierci męża. Zgodnie z przewidywaniami Maulera, wygłodzona kobieta już po pierwszym posiłku rezygnuje ze śledztwa, na co jednak Joanna reaguje mówiąc:

"Jeśli zepsucie ich jest tak bezmierne,

Bezmierna również ich nędza. Nędzarzy

zepsucia tyś mi nie pokazał, lecz

Nędzę nędzarzy."
[8]

A zatem: nic nie pomoże umoralnianie ludzi, gdy niemoralny jest ustrój oparty na wyzysku. Inaczej jednak uważają jej byli towarzysze z Armii Zbawienia, którzy śpiewają:

"Bogatym oddaj bogactwo! Hosanna!

I cnotę temuż bractwu! Hosanna!

Daj temu, co ma! Hosanna!

Państwo i miasto mu daj! Hosanna!

Bogatym daj zmiłowanie, hosanna!

Ramiona rozewrzyj, Panie, hosanna!

Człekowi, co ma, hosanna!

Niech Bóg swoją łaskę da, hosanna!

Sytym niech da zmiłowanie, hosanna!"
[9]

Kiedy wybuchła II wojna światowa, Brecht musiał uciekać z hitlerowskich Niemiec. Tułając się po niegościnnej Szwecji, napisał wspaniałe "Rozmowy uchodźców". Ich bohaterowie, fizyk Ziffel i robotnik Kalle są jak on przymusowymi emigrantami, którzy spotkawszy się przypadkiem w dworcowym bufecie, prowadzą pogawędki na temat opuszczonego kraju i nieprzyjaznej obczyzny. Wyłania się z nich znakomita analiza tego, co się stało i jak do tego doszło. Zamiast naukowych terminów, używają potocznego języka, w którym opowiadają o wyłanianiu się grozy z pozornie niewinnych zjawisk. Jednym z nich była autorytarna szkoła. Oto jak Kalle opowiada o swoim pierwszym dniu w tej instytucji: "Kiedy weszliśmy do klasy, umyci, z tornistrami na plecach i kiedy odeszli już rodzice, postawiono nas pod ścianą, a potem nauczyciel zakomenderował: 'Każdy niech szuka sobie miejsca', po czym rzuciliśmy się w stronę ławek. Ponieważ w klasie było o jedno miejsce za mało, jeden uczeń nie znalazł dla siebie miejsca i stanął w przejściu między ławkami, kiedy wszyscy już siedzieli. Tak złapał go nauczyciel i dał mu w pysk. Było to dla nas bardzo dobrą nauczką, że nie wolno mieć pecha"[10]. Ziffel dostrzega w tej scence całe społeczeństwo w pomniejszeniu i genialne wprowadzenie w logikę świata dorosłych, gdzie ciągłej rywalizacji towarzyszy pogarda dla "nieudaczników".

Brecht starał się jak mógł rozwiewać złudzenia o tym, że w niesprawiedliwym porządku da się wieść godną egzystencję. Opowiada o tym słynna sztuka pt. "Matka Courage i jej dzieci". Jej akcja rozgrywa się podczas wojny trzydziestoletniej, a bohaterką jest obrotna markietanka, sceptyczna wobec sloganów o bohaterstwie i patriotyzmie. Kobieta łudzi się jednak sądząc, że tacy jak ona mogą wyjść z wojny bez szwanku, a nawet na niej zarobić. Spryt okazuje się nie dość silną bronią w walce z przeciwnościami. Matka Courage traci dzieci, dla których dobra wyruszyła za wojskiem. Z kolei w powojennej, powstałej już w NRD sztuce pt. "Turandot, albo Kongres Wybielaczy" Brecht formułuje podobną przestrogę pod adresem intelektualistów. Akcja rozgrywa się w umownych Chinach, gdzie uczeni nazywani są "tui" (skrót od "telekt - ualista - in"). W związku z wielkim urodzajem, cesarz gromadzi bawełnę w swoich składach, by część z niej spalić, a resztę sprzedać za wygórowaną cenę. Lud się jednak burzy i coraz głośniej zadaje pytanie, co się stało z bawełną. Odpowiedzi mają udzielić właśnie tui; komu uda się uspokoić masy, ten otrzyma w nagrodę rękę cesarskiej córki Turandot. Tych, którym się nie powiedzie, czeka ścięcie głowy.

Tui ściągają z całych Chin, by sprostać ambitnemu zadaniu. Niestety, okazują się kiepscy w kłamaniu. Nie zachowa życia ani ten, kto wskazuje na błogosławione działanie słońca na nieodzianą skórę, ani ów, który twierdzi, że to nie bawełna jest ważna, tylko wolność głoszenia poglądów. Także tui proponujący, aby ubierać się w papierowe stroje, nie zyskuje specjalnego poklasku. Inny sugeruje, że brak wyrobów bawełnianych wynika z. rosnących aspiracji wykupujących je biedaków - on jednak także zostaje ścięty. Jednocześnie, wszyscy tui są zgodni co do tego, że głoszenie prawdy o cesarskich składach oraz żądanie, by bawełna należała do jej producentów, stanowią przejawy bezczelnego populizmu. Jak się okazuje, taka postawa inteligencji sprzyja pojawieniu się prawdziwego populizmu, który pod pozorem oddolnej krytyki i reakcji na nieudolne kłamstwa wprowadza porządki jawnie barbarzyńskie. Przestępca Gogher Gog zdobywa przychylność Turandot wskazując kozła ofiarnego - jest nim brat cesarza - po czym przystępuje do palenia bawełny i spekulowania nią przy jednoczesnym wprowadzeniu dyktatury. I jak tu uważać dramaturgię Brechta za oderwaną od życia awangardę?

Przypisy:
[1] O dzieciobójczyni Marii Farrar, przeł. Robert Stiller, w: Bertolt Brecht, Postylla domowa, PIW, Warszawa 1988.
[2] Tamże.
[3] Legenda o martwym żołnierzu, tłum. R. Stiller, tamże.
[4] Tamże.
[5] Tamże.
[6] Człowiek jak człowiek, przeł. Roman Szydłowski, w: B. Brecht, Dramaty, PIW, Warszawa 1970, s. 17.
[7] Tamże, s. 47.
[8] Święta Joanna sztachtuzów, przeł. Witold Wirpsza, w: B. Brecht, Dramaty, PIW, Warszawa 1970, s. 119.
[9] Tamże, s. 196-197.
[10] B. Brecht, Rozmowy uchodźców, przeł. R. Szydłowski, PIW, Warszawa 1969, s. 36.

Katarzyna Szumlewicz


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Dlaczego młodziez nie głosuje na lewicę ?
Wrocław, ul Kołłątaja 31
28 marca (czwartek), godz. 18.00.
” Świat 10 lat po kryzysie. Co dalej?” -dyskusja
Warszawa, Centrum Konferencyjne Zielna, ul. Zielna 37
26 marca (wtorek), godz. 18.00
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

26 marca:

1794 - W manufakturze Rehana w Warszawie wybuchł bunt przymusowo umieszczonych w niej robotników, spowodowany potwornymi warunkami bytowymi. Stłumiono go siłą.

1807 - W Lisowie urodził się Bogdan Jański, pierwszy chronologicznie polski socjalista, saintsimonista.

1905 - Zamach bombowy bojowca PPS Stefana Okrzei na cyrkuł policyjny w Warszawie, dokonany w celu zwabienia i zamordowania oberpolicmajstra Nolkena. W toku walki Okrzeja został ranny i aresztowany

1936 - W Częstochowie policja zaatakowała protestujących bezrobotnych, zabijając jedną osobę i raniąc kilka.

1942 - W Nowym Jorku urodziła się Erica Jong, amerykańska poetka, powieściopisarka, eseistka, przedstawicielka nurtu feministycznego w literaturze.

1995 - Zakończenie XXX Kongresu PPS - przyjęcie uchwały o zjednoczeniu PPS Mulaka i Ikonowicza.

2004 - Doszło do rozłamu w SLD. 26 byłych działaczy Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy powołało nową partię – Socjaldemokrację Polską (SDPL).

2005 - Zmarł James Callaghan, brytyjski polityk, 1976-79 premier W. Brytanii z ramienia Partii Pracy.


 
Lewica.pl na Facebooku