Michalska: Dwa zera tolerancji...

[2006-11-21 12:18:57]

...czyli list otwarty do Ministra Edukacji Narodowej

Szanowny Panie Ministrze.

Śmierć 14-letniej uczennicy gdańskiego gimnazjum wywołała we wszystkich mediach dyskusję. Nierzadko, przypadkowo dobierani, rozmówcy stają się nagle specjalistami w dziedzinie psychologii i pedagogiki. Ci wypełniacze telewizyjnych programów powodują, że dziecko staje się wygrywaczem między politykami różnych ugrupowań. I to jest bardzo niedobre zjawisko.

Podczas tych dyskusji i sporów po raz n-ty relacjonuje się zdarzenie w gdańskim gimnazjum, kładzie się nacisk na system kar, który wkrótce zacznie obowiązywać w polskich szkołach. Brakuje zaś kilku ważnych elementów, a to, co w mojej ocenie jest niedopuszczalne, to to, że dziecko w tych sporach zostało „wyjęte” z rodziny. To tak, jakby domagające się surowych kar społeczeństwo nie chciało w ogóle wiedzieć, jakie mechanizmy doprowadziły do eskalacji agresji w polskich szkołach.

Pozwoli Pan, Panie Ministrze, że „włożę” dziecko tam, gdzie jest wychowywane, czyli do rodziny, bo pierwszym i najważniejszym pedagogiem dziecka są matka i ojciec, po drugie zasygnalizuję, brakujące w dyskusji elementy, bo szczegółowe ich omówienie wykracza poza ramy tego listu.

Rodzina

Cofnę się, Panie Ministrze, na chwilę do 1990 roku. Od tego roku datuje się „rozłupywanie” społeczeństwa. Polskie rodziny zaczęły dzielić się na „wygrane” i „przegrane”.

Model I

Mamy tutaj rodzinę, w której rodzice biorą udział w tzw. „wyścigu szczurów”, a brak fizycznego, a nierzadko też psychicznego czasu, jakiego nie mają dla dziecka, zastępują prezentami. Jest mieszkanie lub dom wypełnione dobrami. Dziecko ma wszystko. Od telewizora, przez markowe ubrania, drogie gadżety, po komputer. Dziecko ma także niekontrolowany dostęp do wiedzy, o otaczającym je świecie, długie godziny spędza przed telewizorem i komputerem. Samo dobiera sobie programy, wyszukuje informacje, wykraczające nie tylko poza jego wiek rozwojowy, ale także poza pojemność jego układu nerwowego. Telewizor i komputer nie zastąpią rodzica w budowaniu prawidłowych relacji i więzi z otoczeniem. Rodzice na co dzień nawiązują przez telefon komórkowy, w pośpiechu kilkuminutową relację z dzieckiem, i są przekonani, że mają wystarczającą kontrolę nad tym, co dziecko robi. Są przekonani, że wywiązują się z rodzicielskich ról. A dziecko, mając do dyspozycji, niekontrolowany czas i pieniądze, wypełnia go coraz to nowymi rozrywkami. Alkohol dostępny jest w każdym sklepie, o dilerów narkotykowych też nie jest trudno.

Jeżeli dziecko jest wyposażone w telefon komórkowy na poziomie przedszkola, czego będzie oczekiwało w prezencie na 14-te i kolejne urodziny, może panienki z agencji towarzyskiej. Od nagrania, na telefon komórkowy, rozebranej koleżanki do gwałtu, droga nie jest aż tak daleka. Panie Ministrze, jeżeli śledzimy programy telewizyjne, to wtedy, gdy dochodzi do przestępstwa, w którym udział bierze dziecko pochodzące z opisanego przeze mnie modelu rodziny, w komentarzu słyszymy: „Jaś/Małgosia mieli wszystko. To taka dobra rodzina”.

Pytam. Czy można użyć w stosunku do takiej rodziny, gdzie poświęcany dziecku czas dozuje się, okazjonalnie w niewystarczających dawkach, określenia „dobra”? Dla mnie jest to rodzina zaniedbująca.

Model II

Na drugim biegunie znajdują się rodziny, w których ojciec, matka, obydwoje rodzice, stali się w kapitalizmie zbędną populacją. Utracili zdolność do pracy, mimo, że zdolność taką posiadają, bo ich praca przestała mieć w kapitalizmie wartość ekonomiczną. To są rodziny zaliczane do underclass[1]. Np. w Łodzi[2], underclass wyłoniła się ze zlikwidowanego przemysłu włókienniczego. Łódzka włókniarka nie dostała kredytu na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Nie zasiliła szeregów businesswoman. Pozostawiona sama sobie przeszła za to przez wszystkie fazy. Od buntu („jak mogło do tego dojść?”), po rozpacz, („dlaczego, to właśnie mój zakład pracy zlikwidowano?”), po zobojętnienie. Wieloletnie bezrobocie tysięcy (przecież nie tylko łódzkich) rodzin spowodowało wypchnięcie ich nie z własnej winy poza nawias życia społecznego. Te rodziny stały się klientami ośrodków pomocy społecznej. Transfery socjalne są niewystarczające, decyzje na mocy których dostaje się nierzadko 30 zł, zasiłku celowego z przeznaczeniem na zakup żywności, bo tyle mieści się w finansowych możliwościach ośrodka, bądź 17 zł na „ochronę macierzyństwa”, komentarza nie wymagają. Dziecko z takiej rodziny, na ogół jest wychowywane i wychowuje się na ulicy. W Łodzi są to ulice z poszerzających się z roku na rok enklaw biedy.

W łódzkich enklawach biedy (dane pochodzą z lat 90.) żyje blisko 44 tysiące osób, co stanowi 5,4% ogółu mieszkańców miasta i więcej niż 12% ogółu łódzkich biednych. Zatem co ósmy biedny Łodzianin i co dwudziesty mieszkaniec miasta żyje w mocno lub bardzo mocno spauperyzowanym sąsiedztwie.

Enklawy biedy są miejscami reprodukującymi zachowania patologiczne. Dzieci i młodzież wzrastają w klimacie nieposzanowania norm społecznych. Nie zawsze zdają sobie sprawę, że zachowanie, którego się dopuszczają jest niewłaściwe. Nie znają, bowiem innych wzorców.[3]

Dzieci z enklaw biedy często są już uczniami szkół specjalnych, a rodzina ma kuratora sądowego. Te dzieci nie były w stanie sprostać wymogom szkół masowych, bo wagarowały, bo rodzice nie przychodzili na zebrania, bo nie byli w stanie dokonać ustalonej przez szkołę wpłaty na konto rady rodziców bądź na ubezpieczenie...

Maltretowanie dzieci ma tutaj postać nie tylko fizycznego znęcania, często obejmuje słowną agresję i zaniedbywanie w szerokim tego słowa znaczeniu.[4]

Dziecko nie ma tutaj dostępu do reklamowanych dóbr materialnych. Chęć i pragnienie zjedzenia batonika Milky Way, popycha je często do kradzieży.

Panie Ministrze. Co łączy te dwa skrajne modele rodziny? W drugim modelu rodzina żyje w enklawie otoczona zewsząd biedą. W pierwszym, w monitorowanym, otoczonym murem, zamkniętym osiedlu, odgrodzonym od świata zewnętrznego. W takim odgrodzonym murem osiedlu, można się zatrudnić w charakterze ochroniarza za 3,50 zł za godzinę. Ale 3,50 zł za godzinę to nie jest stawka, za którą można utrzymać rodzinę. I pracuje się przy podpisanej umowie na ¼ etatu po 12-14 godzin. I tu jest jeszcze inny odcień biedy, takiej gdzie nawet, jeżeli obydwoje rodzice pracują, to posiadane środki, nie pozwalają na zapewnienie podstawowych potrzeb (jedzenie, ubranie, opłacenie świadczeń). Co łączy, ponawiam pytanie, te dwa modele rodziny? W żadnym nie poświęca się dziecku czasu, na kontrolowanie tego, co robi.

Polska rodzina potrzebuje, Panie Ministrze, programu 3x8. Osiem godzin pracy, osiem godzin wypoczynku, osiem godzin snu. Wskaźniki przestępstw zaczną wtedy spadać same.

Szkoła

Nauczyciel

Na szkołę nakłada się coraz więcej obowiązków. Nauczyciel wymyśla i zapisuje: misje, wizje, opisuje ewaluacje, wypełnia tabele i rubryki. Wkrótce zza papierów nie zobaczy już ucznia. Nauczyciel w polskiej szkole jest marnie wynagradzany. Grupa zawodowa, jaką są nauczyciele, to bieda, która ma swoją godność. Grupa zawodowa, która została zmuszona, do udziału w „wyścigu szczurów”, czyli zdobywaniu kolejnych stopni awansu zawodowego, bo tylko w ten sposób może wypracować sobie podwyżkę.

Panie Ministrze. Do czego ten system wynagradzania zmusza nauczyciela, najlepiej zilustruje dowcip. „Ulicą idą dwie nauczycielki. Jedna z nich podnosi leżący na chodniku papier i go ogląda. – Co robisz? – pyta druga. – Wezmę, bo może przyda się do awansu.” Śmieszne? Byłoby śmieszne, gdyby w bolesny sposób nie odzwierciedlało rzeczywistości polskiej oświaty. Nauczyciel musi najpierw zainwestować w kursy, szkolenia, studia podyplomowe. W szkołach powołuje się zespoły, (bo przecież na papierze trzeba się czymś wykazać), których praca, nierzadko, przypomina teatr komedii. Przykład - nauczyciel matematyki uczy psychologa jak rozmawiać z rodzicami. Na takich zespołach, w pośpiechu, odczytuje się referaty, żeby jeszcze szybciej zapełnić teczkę z napisem „Awans”. Często dezorganizowany jest proces wychowawczy i edukacyjny. Dziecko, np. na poziomie nauczania początkowego, powinno być wdrażane do obowiązków i przyuczane do roli ucznia. Nauczyciel na siłę „integruje je” ze środowiskiem, wywleka je ze szkoły na wycieczki itp., itd. I działania te potem mozolnie opisuje.

Moja opinia na temat realizacji i sposobów dochodzenia do kolejnego stopnia awansu nie spodoba się, być może niektórym nauczycielom. W mojej ocenie nauczyciel dyplomowany to powinien być primus inter pares[5], ktoś wyróżniający się, znacząca osobowość. No, cóż… Do walki o 300 zł ruszyła cała armia nauczycieli. Żeby dostać wreszcie te upragnione pieniądze, nauczyciel siada czasami po zajęciach lekcyjnych „na kasie” w hipermarkecie. Jest zmęczony, przepracowany, bo mile jest widziane także przyjmowanie przez nauczyciela postawy pokojówki obskakującej lokalnych businessmanów, celem pozyskania dla szkoły sponsora, bo szkoła jest biedna i nie ma na nic pieniędzy.

Z każdym rokiem z polskich szkół ubywa nauczycieli-wychowawców. Ich miejsca zajmują, nierzadko, niedouczeni absolwenci prywatnych uczelni, którzy skończyli pedagogikę, bo nie dostali się na inny kierunek studiów. Niektórzy z nich, nie chcą nawet odbywać praktyk w szkołach. Szukają dojść, by zdobyć wpis w dzienniczku praktyk. Nie wykazują żadnej motywacji, by zapoznać się z problemami szkoły. Ściągają, przepisują prace bez zrozumienia, licencjaty piszą pod kierunkiem magistrów, a prace magisterskie kupują. Nie przeczę, że wśród absolwentów pedagogiki znajdują się też pasjonaci, ale gdzieś giną w tym tłumie absolwentów, nie przygotowanych do pełnienia ról wychowawcy. A może w konfrontacji z rzeczywistością, nie wytrzymują i uciekają ze szkół.

Uczeń (wzorce)

Ograniczmy się tutaj tylko do ucznia gimnazjum. Ma on do opanowania duże ilości materiału. Zmuszany jest do wyklepywania formułek. Ci słabsi, dawniej, stawali się uczniami zasadniczych szkół zawodowych. Teraz nie nadążają z opanowaniem przeładowanego materiału. Nie mogąc pokonać trudności, skazani są na porażki, podlegają ciągłej frustracji, na podłożu której rodzi się agresja. Czas gimnazjum przypada na wiek, w którym łatwo zburzyć poczucie własnej wartości, obniżyć samoocenę dziecka. A jak nie można być dobrym uczniem, chce się zaistnieć w inny sposób. Każdy ma, bowiem potrzebę uznania. Młody człowiek często, wchodzi, zatem na drogę przestępstwa, bo chce komuś zaimponować i gdzieś zaistnieć.

To także wiek pytań. Młodzież jest wnikliwym obserwatorem, wyciąga wnioski i pyta:, „Dlaczego poseł Bestry, za zarzucane mu przestępstwa, nadal siedzi w poselskiej ławie, a ich koledzy z gdańskiego gimnazjum <> za molestowanie koleżanki zasiedli w ławach sądowych?”, „Dlaczego goście posła Kurskiego, którzy obrzucili epitetami dziennikarkę, a sam poseł nie lepiej się zachował, nie przeprosili za swoje zachowanie. Czy takie zachowanie osób publicznych nie powinno być ukarane?”

Refleksje po gdańskim wydarzeniu

Panie Ministrze. Nauczyciele (i nie tylko nauczyciele) starali się wypełnić Pana polecenie o przeprowadzenie apeli i rozmów uczniami, i zrobili to jak umieli. A, że nie wszyscy potrafili…

Przykład I

Zdarzenie zostało omówione z uczniami zerówki w szkole prywatnej. 6-latka po tej rozmowie przejawia stany lękowe, wielokrotnie ponawia pytanie:, „Dlaczego dziewczynka, którą rozebrały dzieci – umarła? Mamusiu, przecież ty mnie rozbierasz i ja żyję.” Dziecko zostało postraszone i tyle zrozumiało, że rozebranie się grozi śmiercią.

Przykład II

W Dzień Zaduszny gimnazjaliści poszli na zajęcia do kościoła. Przez 3 godziny lekcyjne ksiądz kazał się modlić za Anię, za chłopca, który leży w szpitalu ze zmiażdżonymi jądrami. Intencje księdza były dobre, ale 3 godziny stania, w przepełnionym, niedogrzanym kościele, to dla gimnazjalisty zbyt długo. Po wyjściu z kościoła, uczniowie rozgrzewali się bójkami i tylko interwencja dorosłych zapobiegła kolejnej tragedii.

Panie Ministrze. Polska szkoła nie potrzebuje programów profilaktycznych, kopiowanych z amerykańskich poradników, typu „12 kroków do szczęśliwości”. Polska szkoła potrzebuje długofalowego, programu profilaktycznego, powrotu do podstaw i przywrócenia wyeliminowanych słów: PROSZĘ, PRZEPRASZAM, DZIĘKUJĘ.

Na „tu i teraz” polska szkoła jak nigdy dotąd potrzebuje kształtowania u dzieci i młodzieży, otwartości i mądrego programu tolerancji.

Panie Ministrze. W polskiej szkole już jest zero tolerancji, na wszystko. Na odmienny wygląd, na niepełnosprawność, pochodzenie, inną kulturę, status materialny, inny kolor skóry czy religię. I o tym trzeba rozmawiać.

W wielu sprawach, jak zakaz rewii mody w szkołach, zakaz przynoszenia drogich gadżetów, wychowanie przez pracę, czy też wskazanie, że kara jest nieodzownym elementem w procesie wychowania, zgadzam się z panem Ministrem.

Dzisiaj, Panie Ministrze, społeczeństwo w większości popiera program „Zero tolerancji”. W mojej ocenie, ośrodki wychowawcze dla młodzieży, to fabryki przestępców. Uczeń, kiedyś taki ośrodek będzie musiał opuścić, a ofiara szybko staje się katem. Nie chodzi przecież, Panie Ministrze, o grę w „moje lepsze”. Chodzi o to, co najlepsze dla ucznia, a w konsekwencji dla społeczeństwa. Dyskusje na ten temat powinny odbywać się wśród specjalistów w atmosferze merytorycznej rozmowy.

Dziecko, Panie Ministrze, to delikatny i wrażliwy materiał. I proszę wybaczyć, ale wychowanie (i procesy z nim związane) jest bardziej skomplikowane niż myślą o tym politycy.

Przypisy:
[1] Wg O’Connora (1973), ludzie niewykwalifikowani, którzy przestali funkcjonować we współczesnym kapitalizmie, jako przemysłowa rezerwowa armia pracy i stali się uzależnioną, zbędną populacją. (Na podstawie „Żyć i pracować w enklawach biedy [klimaty łódzkie]” pod red. W. Warzywody-Kruszyńskiej, Łódź 2001).
[2] Łódź należała do największych obok Warszawy miejskich ośrodków przemysłowych pod względem liczby zatrudnionych. W czasie największego rozkwitu było to 204,9 tys., w tym 118 tys. – czyli 57,4% zatrudnionych w przemyśle włókienniczym.
[3] „Żyć i pracować w enklawach biedy [klimaty łódzkie]” pod red. W. Warzywody-Kruszyńskiej, Łódź 2001
[4] Tamże
[5] Lepszy wśród równych (łac.)

Małgorzata Michalska


Autorka jest działaczką Nowej Lewicy. Od 1991 roku pracuje w łódzkich enklawach biedy.

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

11 grudnia:

1856 - W Gudałowce urodził Gieorgij Plechanow, rosyjski rewolucjonista i teoretyk marksizmu.

1917 - Litwa ogłosiła niepodległość.

1922 - Urodziła się Grace Paley, amerykańska pisarka, poetka i działaczka pacyfistyczna. Potępiała interwencję wojsk amerykańskich w Wietnamie oraz militaryzację USA i rozwój broni atomowej.

1936 - Rząd RP wydał oficjalny zakaz wywozu broni i wyjazdu ochotników do Hiszpanii.

1946 - Powstał UNICEF.

1981 - Salwador: Około 900 osób zginęło podczas dokonanej przez żołnierzy prawicowej junty masakry w El Mozote.

1996 - Japonia: Zakończono negocjacje ws. traktatu nt. zmian klimatycznych (protokół z Kioto).


 
Lewica.pl na Facebooku