P. Szumlewicz: Antyglobalistyczna polityka rolna

[2006-11-23 10:06:13]

Istnieje jeden istotny punkt programowy, który łączy entuzjastów globalizacji ze znaczną częścią ruchu alterglobalistycznego. Oto bowiem, tak jedni, jak i drudzy wspierają liberalizację handlu produktami rolnymi, sugerując, że przyczyniłaby się ona do poprawy sytuacji Trzeciego Świata. Wielu z nich słusznie zauważa, że jedynym zliberalizowanym rynkiem jest dzisiaj rynek finansowy, a wszystkie inne sektory gospodarki podlegają restrykcyjnej kontroli wielkich koncernów i najsilniejszych mocarstw państwowych. W obliczu tej sytuacji wielu alterglobalistów, a obok nich znani ekonomiści, tacy jak Jeffrey Sachs czy Joseph Stiglitz, jak też niektórzy eksperci ONZ nawołują do pełnej globalizacji i równych zasad uczestnictwa w światowym rynku. Ich zdaniem główną przeszkodą dla rozwoju Trzeciego Świata jest protekcjonizm bogatych państw, który przejawia się w subsydiach dla rolników, jak też wysokich cłach i dotacjach, które chronią producentów krajów rozwiniętych przed zalewem tańszej żywności z Trzeciego Świata.

Za powyższą argumentacją stoją twarde dane. Szacuje się, że kraje ubogie z powodu barier wprowadzanych przez kraje bogate tracą rocznie 650 mld USD, podczas gdy ogólnoświatowa pomoc dla nich ledwo przekracza 100 mld USD. Wedle danych ONZ gdyby Afryka, Azja wschodnia, Azja południowa i Ameryka Łacińska - każda z osobna - powiększyły swój udział w eksporcie światowym tylko o 1 proc., mogłyby wydźwignąć z ubóstwa 128 milionów ludzi. Tymczasem państwa rozwinięte wydają miliard dolarów dziennie na dotacje rolne, co eliminuje rolników Trzeciego Świata z rynku światowego i pozbawia ich środków do życia.

Analiza procesów zachodzących w realnej gospodarce pokazuje jednak, że sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana, a liberalizacja handlu często prowadzi do negatywnych konsekwencji i spadku poziomu życia ludności. W latach 1980-1999 nastąpił gwałtowny wzrost obrotów handlowych krajów rozwijających się, które w ciągu 20 lat potroiły się. W latach 90-tych roczny wzrost eksportu tych państw wyniósł średnio ponad 10 proc. rocznie, czyli blisko dwukrotnie więcej niż państw rozwiniętych. Tak znacznemu zwiększaniu się dynamiki obrotów handlowych krajów ubogich towarzyszył też wzrost produkcji rolnej. W latach 1980-1999 zwiększyła się ona w Afryce o 48 proc., a w Ameryce Południowej aż o 61 proc. (przy średniej światowej 43 proc.). Jednak podstawowe wskaźniki socjalne w znacznej części biednego świata po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej uległy pogorszeniu (szczególnie w Afryce Subsaharyjskiej), podczas gdy wskaźniki jakości życia w najczęściej krytykowanej za protekcjonizm UE poprawiły się (z wyjątkiem niektórych nowych krajów członkowskich, na czele z Polską).

Z perspektywy zwolenników globalizacji i liberalizacji handlu jest to proces zdumiewający. W ich ujęciu wzrost obrotów handlowych w krajach rozwijających się, a szczególnie eksportu, powinien prowadzić do szybkiego rozwoju ekonomicznego tych regionów i poprawy warunków życia ich mieszkańców. Niestety jednak konsekwencje liberalizacji handlu wyglądają zupełnie inaczej niż go przedstawiają jego zwolennicy. Choćby doszło do pełnej liberalizacji handlu i nastąpiłby transfer 650 mld dolarów do krajów biednych, to nawet 10 proc. z tych pieniędzy nie trafiłoby do tamtejszej biedoty, ani nie byłoby przeznaczone na programy walki z głodem. Nie stałoby się tak nie ze względu na złą wolę tamtejszych rządów, tylko na warunki makroekonomiczne, które są narzucane z zewnątrz na kraje ubogie. Wzrost eksportu w Trzecim Świecie dokonuje się bowiem dzięki implantacji programów międzynarodowych organizacji finansowych, które naciskają na prywatyzację instytucji publicznych i cięcia socjalne. W wyniku tych nacisków zyski są czerpane przez filie zachodnich firm, które funkcjonują w biednych krajach, a nie przez rządy tych państw. Na dodatek koncerny zagraniczne często wymuszają na tamtejszych władzach zwolnienia podatkowe, więc lokalne budżety niekiedy nawet tracą w wyniku wzrostu eksportu. Równocześnie ekspansja zachodnich korporacji prowadzi do bankructwa wielu firm krajowych, które nie wytrzymują konkurencji z międzynarodowymi gigantami. Te natomiast oczywiście nie przejmują się sytuacją miejscowej ludności. W konsekwencji tych procesów spada produkcja na rynek wewnętrzny, rośnie bezrobocie i pogarszają się wskaźniki jakości życia. Rośnie jedynie eksport, gdyż społeczeństwa bogatych krajów ochoczo skupują towary po tańszych cenach. W tej sytuacji nie może dziwić rosnące wśród rządów krajów rozwiniętych przyzwolenie na liberalizację handlu światowego. Ostatecznie na „pomocy” Międzynarodowego Funduszu Walutowego i innych organizacji zmierzających do liberalizacji handlu na świecie korzystają głównie zachodnie koncerny.

Międzynarodowe organizacje finansowe od wielu lat zresztą realizują w krajach ubogich konkretne projekty, nazywane Programami Dostosowania Strukturalnego, które mają na celu zwiększenie eksportu produktów rolnych. Zgodnie z nimi produkcja rolna krajów biednych jest przesterowywana na potrzeby produkcji eksportowej.

W wyniku procesów liberalizacji na początku lat 90-tych w niektórych krajach Ameryki Środkowej aż połowę ziemi rolnej (najczęściej tej najżyźniejszej) wykorzystywano do hodowli bydła i produkcji towarów luksusowych, do wypasu bydła lub pod uprawę zbóż przeznaczonych na eksport, chociaż olbrzymi odsetek tamtejszych społeczeństw głodował. W Meksyku, gdzie 80 proc. dzieci z obszarów rolniczych było niedożywionych, zwierzęta hodowlane, z których większość przeznaczano na eksport do USA, spożywała więcej zbóż podstawowych niż cała rolnicza ludność kraju. Przed liberalizacją rynku rolnego jednym z głównych produktów żywnościowych była kukurydza. W wyniku implantacji programów dostosowawczych Meksyk został zmuszony do eksportu co najmniej 20 proc. kukurydzy do USA, co doprowadziło do zmniejszenia konsumpcji w tym kraju, a nie przełożyło się na wzrost zysków tamtejszego państwa. Zastąpiono też produkcję produktów służących zaspokojeniu podstawowych potrzeb produktami wytwarzanymi na eksport. Wreszcie zmuszono Meksyk do zniesienia dotacji dla rolników, w wyniku czego oczywiście znacznie pogorszyła się ich sytuacja. Podobnie wyglądała sytuacja po liberalizacji handlu produktami rolnymi w Brazylii. Na początku lat 90-tych stała się ona drugim co do wielkości po Stanach Zjednoczonych eksporterem żywności, a mimo to 86 milionom ludzi brakowało jedzenia. Od tamtej pory nastąpił dalszy wzrost handlu zagranicznego krajów ubogich, a mimo to nie doszło do znaczącej poprawy warunków życia, a niektóre wręcz jeszcze pogorszyły swoją sytuację. Z drugiej strony prawie wszystkie kraje, w których istnieje na masową skalę problem głodu, mogłoby już teraz wyżywić całą swoją ludność.

Podmiotem, który najczęściej oskarża się o protekcjonizm i krytykuje za restrykcyjną politykę rolną jest Unia Europejska. UE zmierza do samowystarczalności w zakresie produkcji żywności, jak też do wyrównywania poziomu życia w regionach wiejskich. Opiera się ona na zorganizowanym systemie zbytu produktów rolnych wraz z systemem składowania oraz zuniformizowanych technikach wywozu lub przewozu towarów. Ich sprzedaż opiera się na regulacji cen, a zarazem żywność produkowana na terenie UE musi spełniać wiele wymagań ekologicznych i standardów jakości. UE stosuje również na szeroką skalę subwencje i dopłaty dla swoich producentów. Interwencja na rynku wewnętrznym, jak też ochrona zewnętrzna dotyczy takich podstawowych produktów jak zboże, cukier, masło, wołowina, wieprzowina, świeże owoce i warzywa. Innymi słowy UE prowadzi strategię mającą na celu bezpieczeństwo w polityce rolnej niezależnie od wielkości wymiany handlowej z innymi krajami.

Mimo częstej krytyki, jaka spotyka UE, jej rozwiązania odnośnie produkcji żywności mogłyby stać się wzorcem dla innych kontynentów i bloków międzynarodowych. Zacieśnienie współpracy pomiędzy krajami poszczególnych kontynentów i nakreślenie przez nie wspólnej, niezależnej od nacisków zewnętrznych polityki rolnej mogłoby pozwolić na realizację programów walki z nędzą i głodem. Kraje rozwinięte najbardziej przyczyniłyby się do pomocy biednym regionom, gdyby dały im swobodę w polityce rolnej i zarazem zwiększyły pomoc finansową. Taka sytuacja miała miejsce w latach 60-tych i 70-tych i był to okres, gdy główne wskaźniki jakości życia w Trzecim Świecie ulegały stopniowej, ale ciągłej poprawie. Od tamtej pory Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy wymusiły liberalizację handlu i doprowadziły do ograniczenia autonomii biednych regionów, a kraje bogate zmniejszyły zakres swojej pomocy finansowej. Skutki tych posunięć okazały się opłakane. W tej sytuacji może pocieszać, że coraz częściej pojawiają się głosy sprzeciwu wobec liberalizacji handlu i po raz pierwszy od kilkunastu lat zaczęła wzrastać pomoc gospodarcza państw rozwiniętych. UE, na czele z Francją, która najsilniej broni unijnej polityki rolnej, mogłaby w tym zwrocie odgrywać decydującą rolę, tym bardziej, że pomoc rozwojowa krajów UE jest znacznie większa i lepiej adresowana od pomocy amerykańskiej czy japońskiej.

Z drugiej strony europejska polityka rolna mogłaby stać się pozytywnym wzorcem dla krajów biednych. Warto zauważyć, że wielu polityków Ameryki Łacińskiej czy Afryki z aprobatą odnosi się do organizacji instytucjonalnej UE, chcąc w analogiczny sposób budować sojusze na własnym kontynencie (takie inspiracje są obecne np. w Mercosurze i Unii Afrykańskiej). W tym kontekście niezwykle istotne jest też pozytywne podejście Unii Europejskiej do procesów integracyjnych w skali kontynentalnej. Unia Europejska prowadzi zupełnie inną strategię od amerykańskiej. Polityka USA opiera się na podpisywaniu wzajemnych układów z poszczególnymi państwami z pominięciem sojuszy regionalnych. Tymczasem UE negocjuje z Mercosurem i Unią Afrykańską jako blokami, wspierając ich dalszą integrację. Przykładowo Rada Unii Europejskiej 14 maja 2001 r. przyjęła stanowisko, które kładzie nacisk na poparcie dla wzmocnienia politycznej i gospodarczej współpracy między państwami Unii Afrykańskiej. W obliczu rosnącej siły międzynarodowych koncernów oraz nacisków Banku Światowego czy Międzynarodowego Funduszu Walutowego na prywatyzację, liberalizację i deregulację, wzrost integracji między ubogimi krajami jest jedyną drogą do odzyskania przez nie względnej autonomii i prowadzenia bardziej prosocjalnej, demokratycznej polityki. Unia Europejska nie powinna rezygnować ze swojej polityki rolnej. Wręcz przeciwnie - to inne bloki regionalne powinny się na niej wzorować.

Piotr Szumlewicz


Artykuł ukazał się w kwartalniku "Bez Dogmatu".

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Weekend z Dąbrowszczakami we Wrocławiu
Wrocław, Possitive Day, ul. Bogusławkiego 41
23-25.08.2019
Lewica na Śląsku
Siemianowice Śl., ul. Topolowa 1a
20 sierpnia (wtorek), godz. 18.00
Cieszyn: Polska mniejszych i średnich miast
Świetlica Krytyki Politycznej "Na Granicy" w Cieszynie, ul. Przykopa 20
30 sierpnia (piątek), godz. 18.00-20.00
Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

22 sierpnia:

1974 - W Krakowie zmarł Eugeniusz Kwiatkowski, działacz gospodarczy, polityk, inż. chemik. Przyczynił się do rozwoju polskiego przemysłu i gospodarki morskiej.

1994 - Holandia: Socjaldemokrata Wim Kok (PvdA) został premierem.

2007 - Zmarła Grace Paley, amerykańska pisarka, poetka i działaczka pacyfistyczna. Potępiała interwencję wojsk amerykańskich w Wietnamie oraz militaryzację USA i rozwój broni atomowej.

2011 - Zmarł Jack Layton, lider socjaldemokratycznej Nowej Demokratycznej Partii Kanady (NDP).


 
Lewica.pl na Facebooku