Dyskusja redakcyjna o konflikcie na Kaukazie

[2008-08-11 09:24:49]

Ciszewski, Borejza, Martys, Zindulski i Bartolik debatują o wojnie w Osetii.

Piotr Ciszewski: Wojska gruzińskie rozpoczęły 8 sierpnia atak na Południową Osetię, która oddzieliła się od Gruzji po zwycięskiej wojnie i uzyskała w 1992 roku faktyczną niepodległość.

Czoła nacierającym wojskom gruzińskim stawiły oddziały osetyjskiej milicji i wojska, ochotników z Osetii Północnej oraz stacjonujące w regionie wojska rosyjskie.

W wyniku gruzińskiego ostrzału miasta Cchinwali o które trwają najcięższe walki miało zginąć nawet kilkuset cywilów. Lokalni ochotnicy, wspierani przez Rosjan, w tym czołgi i lotnictwo zajęli pozycje na północ od miasta. Przygotowują się prawdopodobnie do kontrataku.

Po obu stronach zginęło kilkudziesięciu żołnierzy, o wiele większe są jednak straty wśród ludności cywilnej. Według lokalnych władz mogło zginąć nawet około 1400 osób. Świadkowie mówią o ostrzeliwaniu przez Gruzinów celów cywilnych.

Tymczasem Gruzja zdecydowała o wycofaniu z Iraku tysiąca żołnierzy, aby skierować ich do walki przeciwko Południowej Osetii.

Według informacji strony osetyńskiej, podanej około 23.00 czasu polskiego, siły południowoosetyńskie odparły szturm wojsk gruzińskich i wyparły agresorów na południowe przedmieścia Cchinwali. Wojska gruzińskie miały ponieść większe straty niż obrońcy miasta.

Tomasz Borejza: Piotrze, Ty pisałeś newsa o Gruzji z Interfaxu czy bezpośrednio ze strony rosyjskiego MSZ?

Mała Gruzja atakuje Dużą Rosję. Duża Rosja "w obronie praw człowieka" - wszak jest ich znanym w świecie obrońcą - wkracza do małej Gruzji. Jako, że sama jest duża, a Gruzja mała bez większego problemu odpiera atak "agresora". Ponoć w ramach działań obronnych szykuje się nawet do szturmu na Tbilisi. W informacji napisanej przez Piotra Ciszewskiego wszystko jest jasne i proste. Dokładnie tak samo jak w informacjach serwowanych przez rosyjskie agencje.

W rzeczywistości może jednak tak prosto nie być. Ciekawa rozmowa rozegrała się wczoraj w studiu BBC. Zaproszono do niego byłego gruzińskiego polityka. Spiker zapytał - dlaczego prezydent (w domyśle Saakaszwili) postanowił zaatakować akurat w dniu otwarcia Igrzysk Olimpijskich? Gruzin odparł - Pan się pomylił, Putin jest premierem.

My oczywiście nie wiemy co dokładnie dzieje się w Gruzji. Zapewne nigdy nie dowiemy się kto tak naprawdę zaczął. Trudno jednak uwierzyć, by słabszy zadzierał z silniejszym. Do tego silniejszym, który posiada nieskrywane imperialne ambicje. I w dniu, kiedy oczy świata są skierowane gdzie indziej co daje szansę na szybkie rozwiązania konfliktu bez międzynarodowej interwencji.

Mi cała sytuacja - włącznie z rosyjską retoryką praw człowieka - przypomina Sudety w 1938 r. Tam też "broniono" ros..., przepraszam, niemieckiej mniejszości narodowej przed agresywnymi Czechami. Wszyscy wiemy jak skończyło się spełnienie "słusznych" żądań Niemców.

Ciekawe jak będzie tutaj. Zwłaszcza, że MSZ Rosji już winą za prześladowania mniejszości rosyjskiej w Osetii obarcza... Ukrainę. Czyżby była to zapowiedź powrotu Imperium?

Ciszewski: Z BBC i osetyjskiej agencji informacyjnej.

Oczywistym jest dla mnie, że to Saakaszwili wywołał wojnę, a teraz biada nad piwem, które sam sobie naważył, gdy jego wojska dostają lanie.

Najważniejszym wyznacznikiem jest dla mnie to, że Osetia nigdy faktycznie nie była częścią Gruzji. Jej prawna przynależność to dziedzictwo arbitralnego wyznaczania granic w czasach ZSRR - Osetię sztucznie podzielono na dwie części i jedną włączono do Gruzji. Tak samo zresztą z Abchazją, przyłączoną do Gruzji przez Stalina.

Twój komentarz jest wynikiem całkowitego niezrozumienia historii tego regionu.

Szymon Martys: Zgadza się. Komentarz Tomka mnie naprawdę zdziwił. A już pisanie o obronie mniejszości rosyjskiej w Osetii czy Abchazji? Osetyjczycy czy Abchazowie mają masowo rosyjskie paszporty, ale etnicznie nie mają żadnych związków z Rosjanami, a mniejszość rosyjska w Osetii Południowej wynosi 2,1 proc. (w Abchazji też nie jest wielka - liczy około 20 tysięcy osób) i tym dziwniejsze wydają mi się porównania z Sudetami.

Borejza: Szymonie, zdaje się, że dla Rosjan to są jednak są "obywatele rosyjscy nękani w Gruzji" - dlatego napisałem o mniejszości rosyjskiej. Rosjanie ogrywają Osetyjczyków i Abchazów jako Rosjan. Myślisz, że przed akcesją Sudetów ilu tam było Niemców? Zwłaszcza po "niemających nic wspólnego z Rzeszą" zamieszkach Heinlena? Sam napisałeś o samostanowieniu. Myślisz, że Rosjanie mają zamiar przeprowadzić tam referendum, może nawet połączyć i zbudować niepodległą Osetię? Czy może raczej rozwalić w drzazgi rurociągi i przykładnie ukarać Gruzję za grawitowanie ku Zachodowi (rozumiem, że to się w ramach samostanowienia nie mieści)?

Piotrze, nie byłbym tego taki pewny. Właściwie nie byłbym tego w ogóle pewny, bo warto zapytać kto skorzysta. Gruzja? Saakaszwili? Wolne żarty. Jedynym wygranym będzie Rosja. Strasznie jej fajny prezent zrobili Gruzini. Trochę ciężko uwierzyć, że są aż takimi idiotami. Ale co tam. Kochający narody Putin im pokaże. Ciekawe tylko, jak się mają do tego doniesienia o nalotach w czwartek w nocy i o wejściu Rosjan już wtedy? Może jednak ziarnko prawdy w tym jest? A może nie? Ja nie wiem i raczej bym się nie podjął rozsądzać tego z Krakowa. Być może z Warszawy widać lepiej.

I tak nawiasem mówiąc. Ciekawe, co byście mówili, jakby Bush wkroczył do Gruzji, by zapewnić "samostanowienie" Osetyjczykom. Choć nie - właściwie nie jestem ciekawy. Widzałem, gdy chodziło o Kurdów w Iraku. W sumie dość podobna sytuacja. Czyli wychodzi na to, że wojna bywa dobra, choć ponoć nigdy dobra nie jest. Mi nie podobała się i historia w Iraku, i nie podoba się ta w Gruzji. I jakoś za jednym i drugim czuć mocarstwowe interesy. To jak to jest? Dobra wojna?

Ciszewski: Patrzę na to z perspektywy osoby znającej się co nieco na militariach i skutkach użycia różnych broni.

Dobra wojna to nie jest, ale próba zajęcia Osetii i ostrzeliwanie miasta z cywilami z wyrzutni rakietowych GRAD (jedna wyrzutnia kilkunastoma pociskami może zrównać do fundamentów budynki na obszarze do 1 km2) to barbarzyństwo. Dlatego bardzo dobrze, że Rosjanie wysłali samoloty i uciszyli te wyrzutnie.

Jakoś w doniesieniach o bombardowaniach (należy bardzo dokładnie oglądać migawki, wiele można wyczytać "między wierszami") i ogromnych stratach cywilnych w Gruzji można zauważyć, że większość rannych to jednak żołnierze. W TVN24 pokazano też zbombardowane samochody, jednak nie umieli pokazać tego tak, aby nie dało się zauważyć, że to wojskowe jeepy i ciężarówki, a zabici byli w mundurach. Ilustracją do materiału o nalocie na Gori były natomiast wraki spalonych czołgów (prawdopodobnie celem były więc konwoje wojskowe zmierzające do Osetii). Oczywiście nie neguję tego, że są ofiary cywilne po stronie Gruzji, ale gdyby Rosja rzeczywiście chciała rzucić ją na kolana, to posłałaby bombowce, a nie samoloty szturmowe. Oczywiście nie mam całkowitej pewności, ale prawdopodobnie większość ofiar gruzińskich to jednak żołnierze, a osetyńskich - cywile.

Bartłomiej Zindulski: W sprawie konfliktu wokół Osetii Południowej lewica nie powinna stawać ani po stronie Rosji, ani "demokratycznego" Zachodu. To jest tak naprawdę starcie interesów dwóch imperializmów. Z jednej strony wielkoruski, z drugiej jankesko-europejski. Jeden bardziej cyniczny i agresywny od drugiego.

Nie liczą się tu zwykli ludzie lecz wielkie interesy, w szczególności interesy Zachodu zainteresowanego gazociągiem umożliwiającym dostarczanie ropy do Europy Zachodniej z ominięciem Rosji oraz perspektywy przybliżenia baz NATO do granic Rosji w celu zwiększenia kontroli amerykańskiej w tym regionie. Tylko z tego powodu Gruzja cieszy się takim poparciem USA i Europy. Elementem tej samej strategicznej układanki były "rewolucje demokratyczne" na Ukrainie i w Gruzji wspierane i współorganizowane przez Zachód, a obecnie jest próba instalacji amerykańskich baz w Polsce i Czechach. Z drugiej strony mamy państwo rosyjskie, kierujące się chęcią pokrzyżowania planów USA i Unii Europejskiej, prowadzące politykę zgodną z racją stanu Federacji Rosyjskiej. W tym sensie to nie jest nasza wojna.

Jest zupełnym przypadkiem, że Rosja stanęła tu po stronie słabszego, uciskanego narodu osetyjskiego, którego większość chce odłączenia się od Gruzji. Przy okazji udało się Rosji pokazać podwójne standardy Zachodu dokładnie w czasie, gdy w kontekście Igrzysk Olimpijskich w Pekinie cały "demokratyczny" Zachód krzyczy w sprawie niepodległości Tybetu, ale w tym samym czasie nie chce uznać niepodległościowych dążeń innego narodu. Najbardziej obrzydliwa jest według mnie postawa George'a Busha, który w innych sytuacjach mało się nie zakrztusi mówiąc o prawach narodów do samostanowienia. Ale tylko tam, gdzie jest to na rękę Haliburtonowi i ESSO, czyli już nie w stosunku do mieszkańców Południowej Osetii. Tutaj nagle nabiera szczególnej wartości "integralność terytorialna", zupełnie inaczej niż w przypadku Kosowa, Czeczenii czy Tybetu. Tak samo obłudni są liderzy Unii Europejskiej ze swoim fałszywym "demokratyzmem", który jednak obowiązuje tak długo, jak długo nie kłóci się z interesem finansowym.

Nie dziwi mnie, że wszystkie burżuazyjne mass-media Zachodu odwracają dzisiaj kota ogonem - oskarżając Rosję o najechanie terytorium Gruzji (w Polsce nie zwraca się uwagi na to, że chodzi tu wyłącznie o terytorium Osetii Południowej) - nie wspominają, że agresorem pierwotnie jest tu Gruzja w stosunku do narodu osetyjskiego. Nie dziwi mnie, że polska prawica z różnymi Kaczorami na czele organizuje antyrosyjskie zadymy, ale lewica powinna być bardziej krytyczna.

Nie należy oczywiście wierzyć w żadną szlachetność i dobrą wolę rządu Rosji. Osetia jest tu tylko pretekstem do pokazu siły z wykorzystaniem okoliczności, że duża część mieszkańców Osetii Południowej ma obywatelstwo rosyjskie, i w tym sensie lewica nie powinna stawać bezkrytycznie po stronie Rosji, szczególnie jeśli prawdziwe okażą się doniesienia o ofiarach cywilnych i rzekomych groźbach Rosji o zbombardowaniu Tbilisi. Ale to wszystko nie zmienia faktu, że to arogancki reżim prawicowego kacyka Saakaszwilego kazał na ślepo ostrzelać Osetię Południową, czego skutkiem jest 2 tysiące ofiar cywilnych. I od tego dziennikarze głównych mass-mediów powinni rozpoczynać swoje moralizowanie o rosyjskiej agresji. Tragedią Gruzinów jest to, że lider ich państwa jest lokajem interesów USA i zrobi, co mu każe Departament Stanu USA, łącznie z wpędzeniem w śmiertelną pułapkę niewinnych obywateli swojego kraju. Na marginesie, to powinno być przestrogą i nauczką dla polskich władz bezkrytycznie pchających się w objęcia Ameryki, że w pewnym momencie wielki brat złoży ofiarę z polskiej krwi na ołtarzu swoich interesów.

Stawanie z prawicą i zachodnimi moralizatorami w jednym szeregu w protestach przeciwko Rosji oznacza poparcie dla innych zbrodni, o których jednak zachodnia prasa pisze innym tonem i językiem i rozgrzesza je. Dlatego postawą, którą powinna zająć tu lewica jest poparcie dla mieszkańców Osetii Południowej, czyli w tym konkretnym przypadku dla działań Rosji, mających na celu ratowanie ich przed agresją państwa gruzińskiego. Nie znaczy to, żeby popierać Rosję w innych aspektach jej polityki i w żadnym razie nie może oznaczać poparcia dla Rosji, jeśli lufy jej dział zostaną skierowane przeciwko cywilnym Gruzinom. W obecnym stadium konfliktu jednak, jak się zdaje, Rosja atakuje tylko cele militarne, takie jak wokół miasta Gori i tym samym chroni cywilów Osetii ostrzeliwanych z tamtych miejsc. Lewica musi też podejmować starania o przełamanie jednostronnej propagandy mass-mediów w Polsce i prowadzić niezależną akcję informacyjną na temat tego konfliktu.

Martys: Pisanie o rosyjskiej mniejszości, Tomku, to nawet nie jest uproszczenie. To zwykła bzdura. Skoro masz o Rosjanach tak złe mniemanie, że nie rozróżniają swoich etnicznych ziomków od osób mających po prostu paszporty Federacji Rosyjskiej, to nic nie poradzę.

Nie zgadzam się z tym, że lewica nie powinna stawać po żadnej ze stron. Faktem jest, że Rosja jest krajem imperialistycznym (podobnie jak USA) i choćby jej działania w Czeczeni każą być ostrożnym. Tyle że w tym konflikcie jest trochę inaczej. Dla Osetyjczyków i Abchazów Rosjanie to wyzwoliciele, nastroje prorosyjskie, ba! - nawet chęć włączenia tych terenów do Federacji jest po prostu ogromna. Co też ciekawe, i tak dla Rosji bardzo rzadkie, wojska tego kraju zachowują się bardzo powściągliwie. Przypomnę tylko, że żadne wojska lądowe poza teren Osetii Południowej i Abchazji nie wyjechały, nie ma żadnych bombadowań Tbilisi, wbrew alarmistycznym tezom władz Gruzji.

Władze Gruzji, do czego już teraz same się przyznają, rozpoczęły bombardowania Osetii Południowej, licząc na to, że Igrzyska Olimpijskie trochę uspokoją sytuację. Poza tym myśleli, że akurat Osetii - niemającej większego znaczenia z punktu widzenia staregicznego - Rosjanie bronić nie będą, albo ograniczą się do dyplomatycznych protestów. Fakty są jednak proste - to Gruzja naruszyła rozejm z 1992 roku i doskonale wiedziała, jakiego protektora posiadają Osetyjczycy.

Borejza: Nazywaj to jak chcesz. Bzdurą, nie bzdurą. Jak Ci się podoba, naprawdę. Tylko widzisz, mało istotne jest to, czy oni ich rozróżniają, czy nie. Ważne jest, czy chcą ich rozróżniać, a ewidentnie nie chcą i wykorzystują jako pretekst dla interwencji. Ale Putin z całą pewnością chce dobrze. Zaufajmy Putinowi. To nie jest bzdura?

Mówisz: nie wjeżdżają do Gruzji. Doniesienia są takie, że chyba jednak wjeżdżają, ale cholera wie - ja stąd nie ocenię. Do tego Putin otwarcie mówi, że jedną z przyczyn wkroczenia była chęć wejścia Gruzji do NATO. Lubi ktoś NATO, czy nie lubi - to nieważne. Ważnym jest, jak to się ma do samostanowienia, o którym tyle mówisz. Wolno Gruzji, czy nie wolno? Ewidentnie nie wolno. Poza tym to w końcu jak: Gruzini zaczęli, czy chcą do NATO?

Uzasadnianie tego, że Gruzini zaatakowali, bo Igrzyska odwracają uwagę "to po prostu bzdura". W ich interesie jest jak największe zainteresowanie świata. Sami mają bowiem marne szanse.

Mówisz: fakty są oczywiste. Otóż nie są - co zupełnie oczywiste, obie strony chcą przedstawić przeciwnika jako agresora. Gruzini twierdzą, że Rosjanie przekroczyli granicę pierwsi. Rosjanie - że Gruzini. My się tego nie dowiemy. Nikt się pewnie nie dowie, bo nie było tam wtedy jeszcze tysięcy korespondentów. I przypominam Ci także, że II wojnę światową rozpoczęli Polacy pod Gliwicami. Jak ktoś chciał w to uwierzyć, to mógł. Tak jak mógł długo wierzyć, że III Rzesza zaspokaja swoje "słuszne" żądania. Zawsze były uzasadnione, zawsze ktoś inny był winny.

I wiesz, Szymonie, ja rozumiem Twoje racje. Nawet rozumiem to uczepienie się "mniejszości rosyjskiej" - choć to, czy to narodowość, czy obywatelstwo nie ma w tym wypadku żadnego znaczenia. Tylko uważam, że wiara w Rosję Putina (czym sobie na to zasłużył? Czeczenią?) i jej dobre intencje to gruba naiwność. Taka mniej więcej jak to, że Bush bronił praw człowieka w Iraku. Rosjanie mają tam swoje ważne interesy i doprawdy nie obchodzą ich Osetyńcy i Abchazowie. Obchodzi ich interes - mającej imperialne ambicje - Rosji. I wiesz, po pierwsze serce nakazuje - może nawet nie stanąć po stronie - ale bronić słabszego, a inną zupełnie sprawą jest, że jak Rosjanie zrobią w Gruzji, co będą chcieli, to kolejne interwencje "w obronie praw Rosjan" są kwestią czasu. Miejsc nie brakuje. A że gdzieniegdzie może to wyglądać jak w Czeczenii (swoją drogą, czyich praw bronią Rosjanie tam?), to chyba jednak dość istotne.

Martys: Tomku, ja nie mam ambicji Cię do niczego przekonywać. Jeżeli wierzysz, że mająca poparcie Amerykanów Gruzja, łamiąc zawieszenie broni z 1992 roku (dziś już nikt nie zaprzecza, mówią o tym dość otwarcie media, że początek wojny to atak Gruzji na Cchinwali; wcześniej były oczywiście incydenty, takie jak wzajemne ostrzeliwanie się wojsk gruzińskich i osetyjskich, tyle że tego typu incydenty zdarzają się od lat) jest w tym sporze tym słabszym, to wierz sobie w to nadal.

Doniesienia są takie, że żadne lądowe wojska Rosji nie wjechały do Gruzji - nazwijmy to - etnicznej. Był tylko ostrzał z ziemi i powietrza. Co by o Rosji nie mówić, nie sądzę, żeby władze tego kraju były tak głupie, aby na przykład wkroczyć do Tbilisi. Mieliby przeciwko sobie naprawdę cały świat.

Ja w Rosję Putina, wbrew temu, co sobie ubzdurałeś, nie wierzę (podobnie jak i w USA Busha). Dobrze wiem, że Rosjanie mają tam swoje interesy i pewnie przy okazji będą chcieli je załatwić. Nie zmienia to jednak faktów. Pierwszoplanowym celem Rosji jest obrona ich obywateli (i to Gruzini dali Rosji taki pretekst). Wytłumacz mi może, czemu traktujesz Osetyjczyków, jak jakiś gorszy gatunek ludzi. Dlaczego prawo do wyboru mają Gruzini (kwestia NATO), a Osetyjczycy (włączenie do Rosji) już nie?

Chcesz, to płacz sobie nad biednymi Gruzinami (rządzonymi zresztą przez nacjonalistyczną prawicę z autorytarnymi ciągotami, brutalnie rozprawiającymi się z opozycją), albo - wspólnie z rządzącą Szwecją centroprawicą - porównuj Rosję do hitlerowskich Niemiec. Nie oczekuj jednak z mojej strony jakiegokolwiek zrozumienia dla takiej postawy.

Borejza: Ja nie wierzę w kryształowe intencje Saakaszwiliego. Nie odbieram też Osetii prawa do samostanowienia. Tyle że jakoś słabo widzę to "samostanowienie" zapewnione przez rosyjskie czołgi. A ostrzał to - rozumiem - takie przyjacielskie przywitanie? Nalot na rurociągi to natomiast - rozumiem - pomyłka pilotów?

I uwielbiam ten argument. Słyszałem go tyle razy. "Rządzona przez prawicę", "razem z centroprawicą". Pal licho Gruzję - a co jak prawica ma czasem rację? Czy to niemożliwe? Ale nie - pobawmy się w prawdziwą lewicę.

Ostatnio to chyba słyszałem przy okazji wstrzymywania poboru. Ponoć, wiesz, prawica odbiera narodowi broń.

Paweł Bartolik: Pozwolę sobie włączyć się do dyskusji. Wojna ta stanowi - to oczywiste - wynik sprzeczności i konkurencji między dwoma imperializmami. To podstawowa kwestia. Dotychczasowa wymiana zdań wykazuje, jak trudne jest rozwiązanie owego problemu, jak złożone i spiętrzone są to sprzeczności, i że nie sposób ich rozwiązać nie mając na oku cynicznej realpolitik dwóch imperializmów.

Zadam pytanie: czy czynnikiem sprzyjającym wybuchowi owej wojny nie była awantura kosowska, i niedawne uznanie owego "państwa" (de facto skazanego na niesamodzielność sztucznego tworu) przez większość metropolii kapitalistycznych? Dobrze wiadomo, że imperializm amerykański znalazł tam swój przyczółek, a w przyszłości - kto wie - może bazę wypadową dla dalszych rozgrywek z konkurencyjnym imperializmem rosyjskim. Uznanie Kosowa stworzyło precedens i otworzyło puszkę Pandory, czego skutki właśnie obserwujemy. Bardzo możliwe, że bez owego precedensu ta wojna pozostałaby niemożliwa, a bez cienia wątpliwości Rosja w swych rozgrywkach z konkurencyjnym imperializmem znajdzie dzięki niemu dobrą legitymację dla swych działań.

Jasne jest przy tym, że Gruzini dopuścili się w Cchinwali wyjątkowo przerażających zbrodni wojennych - taka intensywność bombardowań zdumiewa nawet gdy pamięta się wyczyny Amerykanów w Iraku i Afganistanie, Izraelczyków w Palestynie i Libanie, a także Rosjan w Czeczenii. Z drugiej strony, jasne jest również, że formalna niepodległość Abchazji czy Osetii Południowej, nawet gdyby została uznana przez większość państw świata, i tak kryłaby za sobą istnienie marionetkowych państewek, faktycznie głęboko zależnych od Rosji. Rosja ma tam po prostu swe Kosowa - i nic dziwnego, że o nie "dba", skoro ich istnienie osłabia wasalną wobec (konkurencyjnego) imperializmu północnoamerykańskiego Gruzję. Dba o to tak, jak Amerykanie zadbali o osłabienie Serbii, którą postrzegali jako znajdującą się w orbicie wpływów rosyjskich. To, że imperializm rosyjski jest znacząco słabszy i nie stanowi głównego zagrożenia dla świata (którym są USA i Izrael), nic w tej mierze nie zmienia. Zauważmy, że mimo ograniczoności rosyjskich bombardowań Gruzji znaleźć można było doniesienia, świadczące o tym, że starano się zbombardować przebiegający przez Gruzję rurociąg, umożliwiający eksport płynnych kopalin z pominięciem terytorium rosyjskiego (W czym jest Gazprom lepszy od Halliburtona? Moim zdaniem to dwie monopolistyczne korporacje imperializmu światowego i nie ma sensu się licytować, która jest bardziej wredna).

Lecz faktem jest, że to Gruzini wszczęli ową krwawą awanturę. Nie wiadomo, na co liczyli, tak czy siak Saakaszwili obudził się z ręką w nocniku. Oczywiście, ten fakt będzie starannie maskowany przez propagandę pronatowską, jak też z drugiej strony podnoszony przez propagandę Kremla. Imperializmy stosują starą, rzymską zasadę "dziel i rządź", szczując na siebie małe narody, czy to na Bałkanach, czy na Kaukazie, czy - choć tu sytuacja jest jednak inna - na Bliskim Wschodzie. Widać też przy tym, że służy ich rozgrywkom jak największe rozdrobnienie owego "narodowego planktonu". Dwudziestowieczne wielkie projekty federacji wielonarodowych - przede wszystkim Związek Radziecki, a także Jugosławia - miały rzecz jasna wiele wad, ich rozpad okazał się jednak potworną katastrofą geopolityczną. Sądzę, że rozwiązanie konfliktów narodowościowych takich jak m.in. ten, który przez ostatnie kilka dni obserwujemy na Kaukazie, znajduje się w powrocie do projektów wielonarodowych federacji, z pewnością w modelu wyraźnie odbiegającym od tych dwudziestowiecznych - jednak na pewno nie w mikropaństewkach narodowych, konserwujących tylko szowinizm i trybalizm oraz skazanych na zależność od tego czy innego wielkomocarstwowego dzierżymordy. Małe narody muszą się jednoczyć, by zdołały oprzeć się imperializmowi światowemu i jego składowym, by nie zostały starte na proch jako ofiary jego sprzeczności.

Ciszewski: Oczywiście, że część działań Rosji to bandytyzm i prawdziwym motywem nie jest obrona Osetii, ale trudno też liczyć, że Osetia Południowa, mająca 70 tysięcy mieszkańców i mogąca zmobilizować w najlepszym wypadku kilka tysięcy żołnierzy, może z kilkunastoma bojowymi wozami piechoty i czołgami, będzie w stanie sama oprzeć się atakowi gruzińskich sił pancernych i komandosów. Dlatego interwencja rosyjska była jedyną szansą na obronę Osetii i rozbicie agresora (które się udało, najprawdopodobniej zadając mu spore straty)

Naloty na terytorium Gruzji to głównie naloty na instalacje istotne dla prowadzenia wojny w Osetii - lotniska, magazyny, drogi, koszary, porty.

redakcja: BKP


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Konferencja "Kto zagraża pokojowi?"
Wrocław
29 września (sobota)
Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

20 września:

1835 - Rozpoczęło się tzw. powstanie Farrapos – zryw społeczny farmerów i biedoty przeciwko władzom Cesarstwa Brazylii.

1870 - Wojska włoskie zajęły Rzym, stolicę Państwa Kościelnego.

1878 - Urodził się Upton Sinclair, pisarz amerykański o lewicowych poglądach. Autor wstrząsającej powieści "The Jungle" (w Polsce wydana pt. "Grzęzawisko").

1923 - 38 górników zginęło w pożarze w Kopalni Węgla Kamiennego Reden w Dąbrowie Górniczej.

1984 - Argentyna: Zakończyła pracę Narodowa Komisja ds. Osób Zaginionych (CONADEP). Badała gwałcenie praw człowieka w czasach prawicowej dyktatury wojskowej w latach 1976-83. Udokumentowała 8.960 przypadków "zaginięć".

2008 - RPA: Prezydent Thabo Mbeki ogłosił rezygnację ze stanowiska.


 
Lewica.pl na Facebooku