K. Szumlewicz: Druga wojna Doroty Masłowskiej

[2009-03-31 15:41:31]

"Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną" była wielkim triumfem młodej autorki. Czytelników i czytelniczki oczarowała jej zręczność w posługiwaniu się słowem i rewelacyjny słuch na to, co i jak się mówi. Obrazu literackiego objawienia dopełniały drapieżność i okrucieństwo jej prozy. Właściwie "Wojna..." ma tylko jedną wadę: zakończenie. Przygody Silnego, który pod wpływem rosnących dawek amfetaminy doznaje objawienia, że pod pozorami codziennej rzeczywistości kipi nieustająca wojna polsko-ruska, zostają uwieńczonej kolejnym odkryciem, iż on sam, podobnie jak jego dziewczyny, przyjaciele, realia życia oraz halucynacje, są w całości wymysłem pojawiającej się w powieści autorki. Tym samym Masłowska pomniejsza wagę swojego osiągnięcia. To już bowiem nie przyłapanie rzeczywistości na gorącym uczynku, lecz fantasmagoria, zręczna gra tekstem w miejsce wnikliwej obserwacji społecznej.

Tymczasem to, co odkrywa Silny, nie jest wcale jednostkową wizją wymyślonej postaci. Dociera on ni mniej ni więcej, tylko do kluczowych wyobrażeń organizujących polskie życie społeczne. "Wojna polsko-ruska" - czyli mieszanina antykomunizmu, kultu zachodniej konsumpcji i pogardy wobec wytworów podróbkowego kapitalizmu zza wschodniej granicy, na które rodaków było stać, ale których posiadania się wstydzili – była od początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku wiodącym dyskursem transformacji. Ukazanie wroga – nie tylko "Ruskich", ale przede wszystkim "ruskości" w nas samych, której należało się wstydzić i za wszelką cenę pozbyć – dławić miało w zarodku wszelką krytykę transformacji ustrojowej. Masłowska z ogromną inwencją (i niezwykle śmiesznie) opisuje jak "antyruskość" organizuje społeczną wyobraźnię. Festyn "Dzień bez Ruska", patrole policyjne sprawdzające, kto kolaboruje z "Ruskimi" czy zrzucanie na nich winy za wszystko poczynając od zanieczyszczenia polskich rzek a na wyzionięciu ducha przez suczkę bohatera kończąc, odbywa się pod flaga biało-czerwoną, czyli w atmosferze narastającego patriotyzmu. Dochodzi do tego, że całe domy – pełne podrabianych towarów, zakupionych u "Ruskich" - zaczynają być przemalowywane na barwy narodowe, a kto tego nie robi, oskarżany jest o sprzyjanie wrogowi. Mnożą się donosy, antyruski gniew zatacza coraz szersze kręgi i już nikt nie pamięta o swoich codziennych, "polskich" frustracjach.

Podobną problematykę Masłowska porusza w znakomitym dramacie "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku". Tutaj również mamy do czynienia z wielką dawką humoru, śmiech jednak zamiera w gardle gdy to, co miało być wygłupem, osacza jako najprawdziwsza prawda. Aktor telenowelowy i dopiero co poznana przez niego dziewczyna postanawiają poudawać biednych Rumunów, co jest tym łatwiejsze, że właśnie wyszli kompletnie naćpani z przebieranej imprezy pt. "nędza, szczury i choroby". Mają więc zęby pomalowane na czarno, brudne ubrania, a ona udaje ciążę. Image okazuje się na tyle przekonujący, że sieją przerażenie i obrzydzenie. W pewnym momencie jednak maski zaczynają zastępować twarze i nikt już nie chce uwierzyć w przynależność dwójki bohaterów do stołecznej klasy średniej. Odkrywają wówczas, czym jest zamknięcie w roli odstręczającego innego, w opozycji do którego jest tworzona społeczna "normalność". Bad trip okazuje się przebudzeniem ze snu o uniwersalności społecznego uprzywilejowania.

Dramat "Między nami dobrze jest" w pewnym sensie podąża dalej w kierunku wyznaczonym przez "Dwoje biednych Rumunów...". W odstręczająco brudnym pokoju mieszkają razem Osowiała Staruszka, jej córka Halina oraz Mała Metalowa Dziewczynka, będąca wnuczką jednej i córką drugiej z nich. Halina musi "wstawać wcześniej niż się położy", wszelkie wakacyjne wspomnienia ma z tłocznego nigdzie, a wygrzebane przez nią ze sterty makulatury zeszłoroczne pismo kolorowe nosi tytuł "Nie dla Ciebie". Wiosenne porady w nim zawarte brzmią dla niej następująco: "Chętniej nie wybierasz się na dotleniający spacer, do łask nie wraca też rower, którego nie posiadasz" i "Chętniej nie wkładasz (...) tych lekkich sukienek, których nie masz i cienkich rajstop, których również nie masz". Zamiast nich Halina prezentuje przyozdobioną plamą tłuszczu spódnicę z Tesco za 28 złotych, buty ze skaju, skarpety ze Stadionu Dziesięciolecia i poprzecieraną podkoszulki. Jak mówi, "Nasz trick" polega na tym, że rzeczy same brudzą się i starzeją, a przecież "Szarości, brązy i urynowa żółć, tłuste plamy i przecierki, to hity tego sezonu jak i każdego innego sezonu".

Przeciwieństwem Haliny jest skłonna do wzruszeń Edyta, w przypadku której wspomniane pismo nosi tytuł "Dla Ciebie". Obejrzenie filmu o "Polsce F", przy opisie którego Masłowska wyśmiewa pseudokrytyczne ujęcia społecznej niedoli, skłania ją do refleksji, że "Życie jest jednak takie prawdziwe, niesprawiedliwość jest taka niesprawiedliwa, ci wykluczeni są całkowicie wykluczeni, a wrażliwość społeczna jest taka wrażliwa!". Na widok kasjerki w supermarkecie doznaje strachu, "że można się było tak zaniedbać (...), że przecież wystarczyłoby tylko parę drobnych zmian, dobry fryzjer, dyskretny makijaż i przynajmniej pięć godzin snu zamiast dwóch, i wyglądałaby jak normalny człowiek". Boi się jednak panicznie, "że to by wcale jednak może nie wystarczyło (...), że niezbędny byłby jednak przeszczep włosów i może jeszcze twarzy, względnie całego ciała i całej osoby, wymiana wszystkich przodków do czwartego pokolenia wstecz i całej garderoby, zmiana daty a przede wszystkim kraju urodzenia na inny, a wyglądałaby zupełnie jak normalny człowiek".

Mała Metalowa Dziewczynka o tyle należy do świata Haliny, że w jej rękach pismo kolorowe także nosi tytuł "Nie dla Ciebie". W przeciwieństwie do matki nie godzi się jednak ze społecznym napiętnowaniem. Nie chciałaby go zniwelować, ale zrzucić je na czyjeś barki, sama pragnąc przekształcić się w kogoś innego. W monologu pod koniec dramatu wykrzykuje: "Ja to już od dawna zdecydowałam, że nie jestem żadną Polką, tylko Europejką, a polskiego nauczyłam się z płyt i kaset, które zostały mi po polskiej sprzątaczce. Nie jesteśmy żadnymi Polakami, tylko Europejczykami, normalnymi ludźmi! To właśnie nie jest moja mama, tylko nasza prywatna sprzedawczyni z Tesco. Przywozi nam na wózku widłowym Tesco do domu, a my tylko pokazujemy, czego nie chcemy i ona odwozi to z powrotem, a jak się ślizga na zakrętach! (...) A to właśnie nie jest moja babcia, tylko nasza sprzątaczka. Jest taka stara i przezroczysta bo przyjechała dziś tym wózkiem z Ukrainy. I między nami dobrze jest. I między nami dobrze jest!".

Widać stąd, że Małą Metalową Dziewczynkę można zinterpretować po prostu jako Polskę: rozdartą między kompleksami i aspiracjami, histerycznie wołająca o jakiś rodzaj wspólnoty, niemożliwej przy tak głębokich podziałach. A jaką funkcję pełni w tym wszystkim Osowiała Staruszka? Żyje wspomnieniami, wciąż przywołuje jeden obraz: wybuchu wojny gdy wracała ze spaceru nad Wisłą. To, co mówi, pobrzmiewa czytankowym kiczem idealizującym przedwojnie. Jeśli wierzyć jej słowom, nie kłopotała się codzienną egzystencją ani tym bardziej pracą, tylko spacerowała nad Wisłą wpatrując się "w jej senną, chłodną, mydlaną, czystą taflę" aż jej oczy stawały się "całkiem zbłękitniałe". Wnuczka wyśmiewa ten pretensjonalny dyskurs, ale nie umie mu nic przeciwstawić, bo nie dysponuje świadomością historyczną. Za karę przenosi się na fali babcinych wspomnień w dzień wybuchu wojny i odkrywa, czym jest utrata w jednej chwili wszystkiego, co się posiadało. W porównaniu z tą traumą bledną powody do narzekań na życie tu i teraz.

Na pozór jest to podobne rozwiązanie jak w "Dwojgu biednych Rumunów...". Jednak podczas gdy tam bohaterowie dochodzą do realnych obszarów społecznej krzywdy, tu tylko się apeluje o przywrócenie pamięci historycznej, zresztą daremnie, bo z narracji Osowiałej Staruszki usunięte zostało wszelkie realne doświadczenie sprzed bombardowania. Nie ma w niej nic, w czym córka i wnuczka mogłyby odnaleźć ciągłość. Dlaczego zatem Mała Metalowa Dziewczynka mimo początkowych szyderstw daje się przekonać babcinym tyradom? Wydaje mi się, że jest to nie tyle wzięcie na siebie odpowiedzialności za teraźniejszość z całym bagażem nawarstwień historycznych, lecz przeciwnie, dalszy ciąg wyrażonego w monologu eskapizmu, tym razem odniesionego do przeszłości. Skupienie na jednym traumatycznym momencie także sprzyja niezrozumieniu skomplikowanych procesów i co za tym idzie maskowaniu realnie istniejącej opresji. Pytanie tylko, czy Masłowska tę postawę demaskuje czy legitymizuje?

Dorota Masłowska, "Między nami dobrze jest",
Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2008, 86 s.

Katarzyna Szumlewicz


Recenzja ukazała się w miesięczniku "Le Monde Diplomatique - edycja polska".

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

6 kwietnia:

1812 - Urodził się Aleksander Hercen, rosyjski pisarz, radykalny myśliciel społeczny i działacz polityczny.

1992 - Nepalscy komuniści ogłosili strajk generalny.

2008 - Urzędujący prezydent Filip Vujanović (Demokratyczna Partia Socjalistów Czarnogóry) został wybrany na drugą kadencję.


 
Lewica.pl na Facebooku