Piotr Ciszewski: Ogólnopolski konkurs straszenia i jęczenia

[2016-02-10 02:36:27]

Hegel powiada gdzieś, że wszystkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, rzec można, dwukrotnie. Zapomniał dodać: za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa - napisał Karol Marks. Prawdziwość tej tezy postanowili udowodnić polscy „obrońcy demokracji” straszący narastającym w kraju faszyzmem, a raczej kaczyzmem.

Redaktorzy „Gazety Wyborczej”, dziennikarz wyklęty Tomasz Lis, który nie zarabia już kilkudziesięciu tysięcy złotych za godzinę pracy, politycy neoliberalnych partii oraz różnorodne „autorytety” prześcigają się w snuciu katastroficznych wizji. Działacze demokratycznych organizacji idą na wojnę porzucając pracę, kobiety, dzieci i alimenty. Nie czas dbać o rodziny, gdy wojna wyrokuje Jacek Żakowski komentując zaległości alimentacyjne lidera Komitetu Obrony Demokracji Mateusza Kijowskiego [1]. 13 grudnia pod domem Jarosława Kaczyńskiego dochodzi do sceny tragikomicznej. Zwolennicy i przeciwnicy PiS przekrzykują się hasłem „Precz z komuną!” pokazując, że choroba antykomunizmu zatacza w Polsce coraz szersze kręgi oraz staje się epidemią odbierającą zdolność trzeźwego myślenia. Wojownicy „walki z układem” wypominają „demokratom” pochodzenie od SBków i bycie resortowymi dziećmi. Ci drudzy nie pozostają dłużni. Przywołują swoje drzewa genealogiczne udowadniając, że ich przodkowie to najbardziej patriotyczni z patriotów.

„Gazeta Wyborcza” aspirująca do bycia „najbardziej opiniotwórczym” medium w kraju poświęca cały cykl artykułów... trollom internetowym oraz temu która grupa KOD na jednym z portali społecznościowych jest prawdziwa, a która fałszywa. W innym tekście opisuje z kolei świństwa, które robią sobie polityczne trolle oskarżające się o bycie pedofilami, rosyjską V kolumną w Polsce itp.[2] Wreszcie zamieszcza artykuł będący instrukcją usuwania ze znajomych w portalach społecznościowych osób o innych poglądach politycznych.

Z kolei TVP po „dobrych zmianach” kadrowych zajmuje się relacjonowaniem demonstracji KOD bez względu na to czy miały miejsce. Wiadomości raczą widzów newsem, że „w tym tygodniu nie odbyła się demonstracja obrońców demokracji”, który to temat staje się niemal wiadomością dnia.

Cyrk na polskiej scenie politycznej decydowanie domaga się porządnego obśmiania. Te żałosne wojny to nic innego jak próba wmanewrowania biednych w grę, w którą bawią się bogaci. Społeczeństwo ma się fascynować obrzucaniem błotem między KODem, a atyKODem, między PiSem oraz populistami z ruchu Kukiz15, a neoliberałami. W takim show nie ma miejsca ani na sensowną krytykę, ani zauważenie realnych problemów społecznych. Nawet rządowy program 500 zł na drugie i kolejne dziecko jest chwalony lub krytykowany zwykle bez poważnej analizy jego społecznych skutków. Tematy takie jak bezrobocie, bieda, wykluczenie społeczne, niemal zupełnie zniknęły z mediów „walczących z układem” lub „broniących demokracji”.

Tym dziwniejsza jest postawa niektórych publicystów związanych z lewicą. Niektórzy, tak jak Jacek Żakowski, czy Sławomir Sierakowski już dawno zatracili się w udziale w „wojnie o demokrację”. Dla nich kwestie instytucjonalne, czy po prostu środowiskowe, są ważniejsze niż „nieistotne” tematy społeczne. „Nie przeszkadzajcie nam walczyć o Trybunał Konstytucyjny” zdają się mówić bezrobotnym, czy pracownikom represjonowanym za przynależność do związków zawodowych.

Niedawno do tego grona dołączył Stefan Zgliczyński z „Le Monde Diplomatique” dodając solidną dawkę charakterystycznego dla siebie jęczenia i narzekactwa. W artykule „Jajo węża” [3] najpierw próbuje przekonać czytelnika, że w Polsce rodzi się faszyzm, a później... atakuje lewicę za to, że pozwoliła iż jedyną alternatywą jawią się neoliberałowie z Nowoczesnej. Ta straszna lewica nie słucha wezwań redaktora Zgliczyńskiego aby włączyła się do frontu obrony demokracji, w którym dyrektor powinien stanąć obok bezrobotnego, celebryta obok eksmitowanego lokatora, a szef korporacji podać sobie rękę z matką samotnie wychowującą dziecko (chyba że to samotna matka męcząca o alimenty jakiegoś „obrońcę demokracji”). Ci którzy wcześniej popierali prawo ułatwiające inwigilację, a teraz po zmianie rządu się oburzają, powinni demonstrować razem z konsekwentnymi obrońcami demokracji. Dostało się przy tym od redaktora LMD także lewica.pl, bo publicyści portalu nie dość, że nie wyrażają wymaganego entuzjazmu, to jeszcze... chwalą ich publicyści związani z PiSem. Nagimnastykował się redaktor udowadniając tę tezę i odwołując się do pochwały przez „Gazetę Polską” mojego tekstu dotyczącego jednak nie KOD tylko krytykującego niektóre aspekty Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy [4]. Mam nadzieję, że do pożytecznych idiotów PiS-u nie dadzą się zapisać członkowie partii Razem, na którą głosowało wielu czytelników LMD, dziś zapewne rozczarowanych jej powyborczą absencją - grozi palcem Zgliczyński. W swej wnikliwej analizie przypomina, że umiarkowani socjaldemokraci z Razem zniknęli z sondaży oraz świadomości społecznej. Oczywiście zarówno w sondażach jak i świadomości by istnieli, gdyby grzecznie ustawili się w tle za “demokratą” Ryszardem Petru. Na sondaże nie ma bowiem wpływu skala obecności w mediach, ale zainteresowanie demonstracjami, które w niemal 40 milionowym kraju po obu stronach zainteresowały „masy”, czyli po kilkanaście tysięcy osób.

Panu redaktorowi warto odpowiedzieć. Dla lewicy słuchanie takich rad jest najlepszą drogą do całkowitego zniknięcia na wiele lat. Rolą ruchów prospołecznych nie jest dzisiaj zajmowanie się walką z PiS o instytucje lecz mozolna praca na rzecz budowania społecznego zaplecza. Możemy albo włączyć się do chóru narzekaczy z redaktorem Zgliczyńskim, albo walczyć o realne zmiany – wspomagać zakładanie związków zawodowych, zmieniać zasady gospodarowania mieszkaniami komunalnymi, ale także wychodzić na ulice, gdy zaczną się protesty społeczne. Wątpliwe jest aby PiS był w stanie zrealizować swoje socjalne postulaty. Już obecnie widać, że w rządzie nie brakuje neoliberałów. To będzie rodziło opór, nie „obrońców demokracji”, lecz związków zawodowych czy po prostu zwykłych, wykluczonych ludzi. Ich nie poprowadzi Ryszard Petru. Gdy rozczarują się do PiSu mogą trafić albo do prawdziwych faszystów, albo do ruchów społecznych. Od zachowania lewicy w dużej mierze zależy który scenariusz się sprawdzi.

Przypisy:
[1] http://www.fakt.pl/politycy/jacek-zakowski- tlumaczy-kijowskiego-dzieci-musza-cierpiec-gdy -mezczyzni-ida-na-wojne,artykuly,600206.html
[2] http://wyborcza.pl/duzyformat/1,150178,19576327,ruskie-trolle-miedzy-zmiana-falanga-a-facebookiem.html?disableRedirects=true(1)
[3] http://www.monde-diplomatique.pl/index.php?id=1_1
[4] http://lewica.pl/index.php?id=30141

Piotr Ciszewski


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

BYDGOSKA DEBATA O IPN-ie
Bydgoszcz, ul. Jaworowa 5
22 lipca (niedziela), 9.15-16.00
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-
Szukam" Metody interpretacji historii Argentyny" N.Morano

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

16 lipca:

1896 - Urodził się Trygve Lie, norweski polityk lewicowy, jeden z liderów Partii Pracy. W latach 1946-1952 pełnił funkcję Sekretarza Generalnego ONZ.

1978 - Została założona Partia Socjalistów Katalonii.


 
Lewica.pl na Facebooku