Krzysztof Lubczyński: Trzeba powiedzieć: "Non possumus"

[2016-04-07 23:11:38]

„Ja nie mogę tego słuchać” – desperacko wołała w warszawskim kościele św. Anny jedna z uczestniczek demonstracji przeciwko listowi biskupów domagających się totalnego zakazu przerywania ciąży.

Chcę jej wtórować. Ja też już nie mogę tego słuchać i nie mogę o tym czytać, straciłem tolerancję i cierpliwość, choć jako publicysta „Trybuny” i kilku periodyków lewicowych wielokrotnie, na przestrzeni blisko dwudziestu lat, zabierałem publicznie głos w tej kwestii. W 1992 roku czynnie uczestniczyłem w jednym z tzw. komitetów Bujaka, zbierających podpisy przeciwko dążeniom klerykalnej prawicy do wprowadzenia nowej, radykalnie restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej i na rzecz referendum w tej kwestii. Gdy, jeszcze w okresie poprzedzającym wybory 4 czerwca 1989, pojawiły się ze strony czynników kościelnych pierwsze głośne sygnały świadczące o kwestionowaniu obowiązującej wtedy liberalnej ustawy „o ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży” z kwietnia 1956 roku, nie trzeba było wielkiej przenikliwości, by zauważyć, że wraz ze zliberalizowaniem ogólnych reguł życia politycznego pojawiły się równocześnie pierwsze oznaki zagrożenia dla niektórych podstawowych wolności społecznych w Polsce, akurat w PRL niekwestionowanych. Układ sił politycznych w Sejmie i w Senacie ukształtowany w wyniku wyborów 4 czerwca 1989 roku sprawił, że kolejne zdarzenia biegły już ku fatalnemu zwieńczeniu. Smutnym paradoksem było to, że właśnie w wyłonionym w wyniku w pełni demokratycznej ordynacji Senacie zrodził się projekt ustawy całkowicie zakazującej aborcji, a więc sui generis antydemokratycznej. Nawiasem mówiąc, tamten senacki projekt niesławnej pamięci Waleriana Piotrowskiego (tzw. „lex Piotorowski”) bardzo przypominał obecny fundamentalistyczny projekt przygotowany przez pisowski think-tank „Ordo Iuris”. Po trwającej niespełna cztery lata burzliwej debacie, która jednak w zasadzie nie przeniosła się - jak obecnie - na ulice i ograniczyła się do mediów oraz sal parlamentarnych, 7 stycznia 1993 uchwalono nową, restrykcyjną ustawę antyaborcyjną. W porównaniu z wyjściowym projektem senackim była ona nieco złagodzona przez powszechnie znane trzy wyjątki od zakazu oraz przez rezygnację z karania kobiet. Na krótko, w 1996 roku, za pierwszego rządu SLD, ustawa została zliberalizowana, ale (nomen omen) Trybunał Konstytucyjny tę liberalizację unieważnił. Nie ma potrzeby, by nazbyt drobiazgowo rozwodzić nad powszechnie znanym, dalszym biegiem zdarzeń w tej materii. Ustawa weszła w życie, ale wywołane przez nią konsekwencje spowodowały w Polsce permanentny stan podgorączkowy. Do opinii publicznej co rusz docierały za pośrednictwem mediów liczne sygnały o dramatycznych lub co najmniej radykalnie utrudniających kobietom życie konsekwencjach ustawy. Warto wspomnieć choćby casus nieletniej Agaty, której ciąża była wynikiem przestępstwa i która znalazła się pod zaciekłą presją fundamentalistów. Z artykułów prasowych dotykających różnego rodzaju przypadków można by stworzyć potężną białą księgę. Jednocześnie co pewien czas w przestrzeni publicznej pojawiały się głosy nawołujące do zaostrzenia ustawy. Dość wspomnieć zablokowaną w 2007 roku przez Jarosława Kaczyńskiego konstytucyjną próbę Marka Jurka czy ubiegłoroczną próbę fundamentalistów spod znaku „pro-life”. Fundamentalistyczny szantaż i psychiczny terror trwał w istocie permanentnie, acz z różnym natężeniem. Teraz stoimy przed kolejną próbą aborcyjnej „salwadoryzacji” Polski. Sytuacja jest najbardziej dramatyczna z dotychczasowych, bo obóz nacjonalistyczno-klerykalny dysponuje bezwzględną większością w parlamencie i bezwolnym prezydentem. Przed podzielonymi środowiskami lewicowymi stoi jednak zadanie podjęcia kontry. Masowe demonstracje przeciw projektowi, na których 3 kwietnia 2016 zgromadziły się tysiące młodych kobiet, to nowa jakość, która nie towarzyszyła nam, uczestnikom „komitetów Bujaka”, przed ćwierćwieczem. Ich dramatyczny głos na ulicy jest wielkim społecznym wzywaniem dla lewicy.

Już pojawiły się dwie inicjatywy. SLD zapowiada zebranie pół miliona podpisów za referendum na rzecz liberalizacji ustawy, krąg Barbary Nowackiej jest przeciw referendum, bo widzi w nim duże ryzyko przy niewspółmierności sił rządzących i opozycji i zamierza postawić na przygotowanie projektu liberalizującego prawo do aborcji. Mam nadzieję, że można spodziewać się też jakiejś inicjatywy Partii Razem i Komitetu Obrony Demokracji.

Liberalny projekt ustawy powinien powstać tak czy inaczej, bo tu, w przeciwieństwie do pomysłu referendum, nie kryje się żadne ryzyko. Ważne jest jednak, by lewica wreszcie konsekwentnie, niezależnie od układu sił w parlamencie, trwała przy stanowisku, które streściłbym słowami - „tak trzymać i nie popuszczać”. W przeszłości i obecnie tak niestety nie było. Pamiętam rozmowy dziennikarskie z ważnymi postaciami SLD, które moją sugestię, by stale wracać z postulatem liberalizacji prawa antyaborcyjnego, dezawuowały argumentem, że nie ma to sensu, bo nie ma po temu odpowiedniej większości w parlamencie. Wynikało to z niezrozumienia faktu, jak ważne w życiu publicznym jest podtrzymywanie kluczowych tematów, sygnalizowanie swojego stanowiska, a przez to wpływanie na świadomość opinii publicznej. Wycofanie się i milczenie oznaczało oddanie pola przeciwnikowi, który co rusz podejmował (tak jak ostatnio) kolejne próby odebrania kobietom ich i tak okrojonych praw. Stosując taką logikę, liberalna lewica dała się zapędzić do tak głębokiego narożnika i do tak paradoksalnej sytuacji, w której musi dziś bronić drakońskiej ustawy w sprzeciwie przeciw projektowi hiperdrakońskiemu. Konsekwentne i uporczywe prezentowanie swojego stanowiska może oznacza trzy efekty. Po pierwsze, efekt demonstracji. Po drugie wpływ na opinię publiczną i ograniczenie efektu jednostronnej narracji fundamentalistów. Po trzecie – może stanowić instrument chłodzenia zapędów fundamentalistów poprzez skierowanie do nich komunikatu: „Jeśli będziecie z uporem godnym lepsze sprawy forsować swoje barbarzyńskie projekty, jeśli przeholujecie, to my w odpowiedzi ostrzegamy: przygotowujemy się na przyszłe wychylenie ideowego wahadła w Polsce w lewą stronę”. Warto zauważyć, że dostrzegają to nawet niektórzy politycy prawicy, jak choćby Jarosław Gowin. To właśnie jednak bierność lewicy spowodowała rozzuchwalenie katolickich fundamentalistów, którzy przyzwyczaili się do tego, że przeciwna strona zdolna jest tylko do słabej defensywy, a nie do ofensywy.

Mam więc nadzieję, że po niedzieli 3 kwietnia środowiska lewicowe podejmą inicjatywę zbierania podpisów pod projektem ustawy liberalizującej prawo do aborcji włącznie z prawem do aborcji na życzenie, tak jak w pozostałych krajach Unii Europejskiej. Nie ma żadnego uzasadnienia, by Polska była jedynym krajem UE mającym w tej materii uregulowanie prawne na poziomie Salwadoru. By była krajem sankcjonowanego przez prawo torturowania fizycznego i psychicznego kobiet. By miała prawa substandardowe, urągające obecnemu poziomowi praw w cywilizacji europejskiej. Groteskowy ale i groźny rząd (możliwość takiego połączenia poświadcza Alfred Jarry w farsie Ubu Król. Rzecz dzieje się w Polsce czyli nigdzie), plastikowy, marionetkowy prezydent, chora, nieformalna dyktatura za nic nieodpowiedzialnej jednostki nie potrwają wiecznie, zwłaszcza w w demokratycznej Europie, nawet wstrząsanej przez rozległy kryzys. Nie można wykluczyć, że na końcu ich politycznej drogi, Jarosława Kaczyńskiego i jego kamarylę czeka ława oskarżonych, ale nie można pozwolić, by zanim nadejdzie ich kres, biernie przyzwolić na podkładanie dodatkowego paliwa do piekła kobiet. Trzeba konsekwentnie powtarzać nasze „non possumus”. Nie powinniśmy nadal biernie uginać się przed kościelno-fundamentalistycznym szantażem i psychicznym terrorem.

Krzysztof Lubczyński


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Co po turbokapitaliźmie?
Wrocław, ul. Kołłątaja 31
27 września (czwartek), godz. 17.00
Pokaz filmu "Solidarność według kobiet" w Amsterdamie
Amsterdam, Cinema of the Dam'd, ul. Overtoom 301
29 września (sobota), godz. 19.00
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

23 września:

1900 - Rozpoczął obrady V Kongres II Międzynarodówki, który powołał Międzynarodowe Biuro Socjalistyczne. W jego skład jako polscy delegaci weszli: B. A. Jędrzejowski z PPS, H. Diamand z PPSD, C. Wojnarowska z SDKPiL

1923 - W Bułgarii wybuchło powstanie wrześniowe, zainicjowane przez Bułgarską Partię Komunistyczną w odpowiedzi na prawicowo-wojskowy zamach stanu.

1939 - Ukazał się ostatni numer "Robotnika".

1973 - Zmarł Pablo Neruda, poeta chilijski, laureat nagrody Nobla.

1976 - Komitet Obrony Robotników (KOR) ogłosił swoje powstanie. Za cel postawił sobie udzielanie pomocy prawnej, lekarskiej i finansowej represjonowanym. Wśród jego założycieli byli m.in. J.Kuroń i J.J.Lipski.

1993 - Górnicy likwidowanej kopalni "Żory" rozpoczęli okupację budynku Państwowej Agencji Węgla Kamiennego w Katowicach.

2004 - Zmarł Winston Cenac, premier Saint Lucii (Karaiby) w latach 1981-82, reprezentujący Partię Pracy.

2010 - Francja: Przeciwko planowanej przez rząd N. Sarkozy’ego tzw. reformie emerytur protestowało ok. 1 mln osób.


 
Lewica.pl na Facebooku