Lula, co się bogaczom nie kłania

[2003-02-27 14:00:18]

Z satelity Ameryka Południowa przypomina ogromnego buraka. Najdorodniejszą część warzywa zajmuje Brazylia. Nad polową kontynentu i połową jego ludności powiewa zielono-żółta flaga znana wszystkim fanom futbolu na świecie.
Brasília, stolica kraju, przypomina ptaka z rozpostartymi skrzydłami. Zaplanowana od zera przez ucznia Le Corbusiera, urbanistę Lucia Costę, wyraźnie podzielona na dzielnice: urzędów, hoteli, mieszkaniową, handlową; pokłuta strzelistymi budowlami projektu Oscara Niemeyera wygląda jak fantastyczny sen pośrodku pustki. Tutaj urzęduje prezydent Luiz Inácio Lula da Silva. Typowy Brazylijczyk - uwielbia śmiech, śpiew i zabawę. Pochodzi z ludu. Jak się odnajdzie w pałacu Planalto, pośrodku rządowej dzielnicy staroświecko-futurystycznej Brasílii?

Noworoczny festyn ludowy
Początek wyglądał euforycznie. Lula zyskał poparcie 54 milionów głosujących. Tak miażdżącego zwycięstwa nie pamięta nie tylko istniejąca 114 lat republika brazylijska, ale cała historia demokracji. Niemal 200 tysięcy ludzi przybyło do stolicy w Nowy Rok 2003 wiwatować na cześć nowego prezydenta.
Dotąd takie tłumy zbierały się tu tylko z okazji protestów. Wśród gości oficjalnych znaleźli się między innymi Fidel Castro, populistyczny prezydent Wenezueli Hugo Chávez, a także odziana na czerwono pamiętna niewolnica Isaura, czyli Lucélia Santos. Lula w eskorcie kilkunastu tysięcy żołnierzy jechał pod szpalerem czerwonych sztandarów z gwiazdą i równie licznych zielono-żółtych flag narodowych.
Podczas inauguracji luksusowe hotele niemal świeciły pustkami, za to schroniska i pola biwakowe przypominały mrowiska. Piknik był tak radosny, że znany historyk brazylijski José Murilo de Carvalho określił go mianem ,orgazmu politycznego".
Nic dziwnego, jeszcze nigdy nowy prezydent nie wprowadzał do Planalto tylu nadziei.
Na Lulę liczą nie tylko jego rodacy, ale też spora część ludności krajów sąsiednich. A najbardziej znani prezydentowi od dzieciństwa mieszkańcy dzielnic nędzy wyrastających nieopodal Planalto wbrew zamysłom projektantów stolicy, bez niczyjej zgody, bez dostępu do wody czy prądu. Lula zamierza przeznaczyć milionowe sumy na uwłaszczenie ludzi ze slumsów - dzięki temu uzyskają adres pocztowy oraz formalne prawo ubiegania się o kredyt. Sprawa dotyczy, bagatela, kilkunastu milionów obywateli.
Zero głodu
Zwycięstwo Luli to fenomen w tradycyjnie konserwatywnej Brazylii, kraju ogromnych nierówności, gdzie 10 procent ludności skupia w swoich rękach prawie 50 procent bogactwa. Nie wiadomo, czy prezydent-robotnik da sobie radę - w parlamencie jego partia pozostaje w mniejszości. A co jeszcze planuje? Zapomogi dla młodych ludzi, którzy zrezygnują z handlu narkotykami. Nagrody pieniężne dla analfabetów, którzy nauczą się czytać i pisać. Program pomocowy dla drobnych rolników, reformę rolną i rozwój spółdzielczości wiejskiej. Podwojenie minimalnej płacy w ciągu czterech lat.
Na rok 2003 wyznaczył sobie realizację programu "Fome Zero" - "Zero głodu" - który ma polegać na rozdawaniu kartek na jedzenie. - Uznam, że spełniłem misję, jeśli pod koniec mojej kadencji każdego Brazylijczyka będzie stać przynajmniej na trzy regularne posiłki dziennie - powiedział nazajutrz po zwycięstwie wyborczym.
Skąd nowy prezydent weźmie pieniądze na te śmiałe zamierzenia? Brazylia pogrążona jest od dłuższego czasu w zapaści. Zapaści, której Lula - nawiasem mówiąc - zawdzięcza epokowy wynik wyborczy. Na samej popularności nie zbuduje się sprawiedliwego ustroju, jak nie da się ugotować obiadu dla tysięcy na ogniu fajerwerków.

Do czterech razy sztuka
Lula wcześniej trzykrotnie startował po prezydenturę. Najpierw w roku 1989 przegrał z "człowiekiem znikąd" Fernandem Collorem de Melo, który został po jakimś czasie zmuszony do odejścia pod zarzutem łapówkarstwa.
Potem dwa razy (1994 i 1998) bezskutecznie konkurował z socjaldemokratą Fernandem Henrique Cardoso. Kiedy w październiku 1998 roku w deszczowy, pieski dzień po wyborach pojawił się w siedzibie swojej Partii Robotniczej z podłą miną, wszyscy myśleli, że to koniec, że więcej nie wystartuje.
Jednak już rok później stanął na czele "Marszu stu tysięcy" na Brasílię. Wielu uczestników nosiło koszulki z napisem "Precz z Fernandem Henrique Cardoso i Międzynarodowym Funduszem Walutowym". Nic dziwnego - końcówka ośmiu lat prezydentury Cardoso nie należała do chwalebnych. Wprawdzie Brazylia nie osiągnęła takiego dna jak sąsiednia Argentyna, ale bezrobocie i ceny poszły w górę, w przeciwieństwie do tempa wzrostu.
"Marsz stu tysięcy" niektórzy nazwali wprawdzie uliczną operetką, ale Lula pokazał się znów w mediach i mógł zapowiedzieć, że będzie kandydował po raz czwarty.

Syn ziemi biednej
W dniu decydującej drugiej tury wyborów przypadały jego 57. urodziny. Luíz Inácio Lula da Silva urodził się 27 października 1945 r. w głębi biednego stanu Pernambuco na północnym wschodzie Brazylii. Miał siedmioro rodzeństwa.
- Czuję się uprzywilejowany - lubi powtarzać - bo w moich stronach wiele dzieci umiera przed ukończeniem pierwszego roku życia.
W domu się nie przelewało. - Pamiętam, miałem chyba sześć lat, moja siostra trzy. Raz zobaczyła, że ojciec je kromkę chleba, i poprosiła, żeby się z nią podzielił. On jednak wolał rzucić okruchy psom, niż nakarmić własną córkę. To była prawdziwa studnia ignorancji - tak Lula wspomina ojca. Stary da Silva zresztą wcześnie porzucił rodzinę i wyjechał na południe szukać pracy.
Brazylia miała się wówczas trochę lepiej. Świat w związku z wojną w Korei potrzebował surowców, których kraj miał pod dostatkiem. Koniunktura nie zawitała jednak do Pernambuco, więc w roku 1952 matka zapakowała dzieci do rozklekotanej ciężarówki. Po 13 dniach dotarli na przedmieścia bogatego Sao Paulo.

Rodzi się polityk
Lula nauczył się czytać i pisać w wieku 10 lat. Pracował wtedy jako czyścibut. Kraj ogarnęła tymczasem nadzieja na powrót demokracji. Prezydent Juscelino Kubitschek zainicjował budowę nowej stolicy kraju - Brasílii. Kiedy Brazylia zdobyła pierwszy raz mistrzostwo świata w piłce nożnej, Luiz był już pomocnikiem w farbiarni. Gdy prezydent uroczyście inaugurował nową stolicę, 14-letni Lula zarabiał jako robotnik w zakładach metalowych. Pracował 12 godzin dziennie, a mimo to zdołał ukończyć kurs na mechanika.
Niebawem Pelé poprowadził brazylijskich piłkarzy po drugi tytuł mistrzów świata, zaczęła święcić międzynarodowe triumfy bossa nova i jej młoda gwiazda Astrud Gilberto. Wkrótce jednak nadszedł czarny rok 1964. Czarny nie tyle dlatego, że Lula w wyniku wypadku przy pracy stracił mały palec lewej dłoni - 1 kwietnia armia dokonała zamachu stanu, na 21 lat hibernując Brazylię w systemie autorytarnym.
To był trudny czas. Lula się ożenił, ale żona i dziecko zmarli w czasie porodu. Za namową brata komunisty Freia Chico da Silvy wstąpił do związku zawodowego, co mogło ściągnąć na niego represje: związkowcy albo ściśle współpracowali z administracją, albo szli do więzienia. Niebawem trafił tam Frei Chico. Był torturowany. To wydarzenie podziałało na Lulę jak iskra na lont. Przejęty marksistowskimi ideami poważnie zajął się polityką. Był w tym czasie już ojcem dziewczynki, któr± urodziła mu pewna pielęgniarka, właśnie też związał się z Marisą Letícią. Są małżeństwem do dziś.

Wałęsa, ale czerwony
W 1975 skończył się brazylijski cud gospodarczy. Lula został przewodniczącym krajowego związku metalowców, który przekształcił z kontrolowanej przez rząd fikcji w prężną, niezależną organizację. Najdłuższy z kierowanych przez Lulę strajków, wiosną 1980, trwał 41 dni. Wzięło w nim udział 270 tysięcy robotników regionu Sao Paulo. Dzisiejszy prezydent zasłużył na miesi±c aresztu.
Rok 1980, podobnie jak w Polsce, okazał się przełomowy. Junta zezwoliła na zakładanie ograniczonej liczby partii politycznych. Lula - wspólnie z innymi działaczami świata pracy i Kościoła, trockistami i intelektualistami - powołał do życia Partię Robotniczą. Trzy lata później zainicjował kampanię "Diretas-Já" (Bezpośrednie - Natychmiast) za przywróceniem powszechnych wyborów prezydenta. I wygrał. Wprawdzie jeszcze w styczniu 1985 pierwszy od 21 lat cywilny prezydent kraju Tancredo Neves został wybrany przez kolegium elektorskie, ale już cztery lata później to obywatele wskazali mieszkańca pałacu Planalto. Lula kandydował - i był drugi, za Collorem.
Realizm zobowiązuje
Lula chętnie porównuje swoją Partię Robotniczą do drzewa o socjalistycznych korzeniach i giętkich gałęziach, które pozwalaj± przyjmować w szeregi ludzi o różnych poglądach: od zielonych po zwolenników teologii wyzwolenia. W ostatnich wyborach zatryumfował, bo zrezygnował z radykalnych haseł.
Złagodził program, nawiązał kontakty z prawicą. Występował pod hasłem "Miłość i pokój". Wiceprezydenta wybrał z centroprawicowej Partii Liberalnej. Swój wizerunek powierzył specjaliście od marketingu politycznego. Przywódca robotniczy paradował teraz w garniturach od Armaniego i wysławiał się w sposób mocno wyważony. O ile wcześniej zarzucano mu brak wykształcenia i uliczny język, tym razem wzdychano z nostalgią, że już nie jest taki jak dawniej. Nerwy puściły mu tylko kilka razy. Dość niewybrednie zaatakował urzędującego prezydenta Cardoso, zaś s±siedni± Argentynę nazwał pogardliwie "republiczką", z czego póżniej się musiał wycofywać.

Neo-Lula
Niegdyś stał na czele strajków, które paraliżowały przemysłowe dzielnice Sao Paulo, dziś znalazł się po drugiej stronie. Czy zdoła przekonać wyborców, a zwłaszcza towarzyszy walki, że trzeba inaczej?
Niełatwo mu pożegnać ideały, na których zbudował swoją karierę. Dziś Lula da Silva oficjalnie dystansuje się od Fidela:
- Rewolucja kubańska miała swoje wielkie dni, ale ja jestem zdecydowanie za swobodą religijna, wolnością słowa i zakładania związków zawodowych.
Nie wszyscy wierzą w szczerosć podobnych słów. Wszak 13 lat temu Lula wspólnie z Fidelem Castro założył Forum Sao Paulo, koalicję latynoskich ruchów rewolucyjnych dla podtrzymania ducha wśród lewicy sfrustrowanej upadkiem imperium sowieckiego. Zaś w grudniu 2001 w Hawanie podczas zjazdu Forum wołał: - Fidel, twoje oblicze pokrywają zmarszczki, ale dusza twoja jest czysta, ponieważ nigdy nie zdradziłeś ludu pracującego! Dzięki, że żyjesz i dajesz nam przykład!
Lula wezwał lewicę latynoamerykańską do zdecydowanej obrony komunistycznej Kuby przed atakami wrogów. Całkiem niedawno strzelał też powitalne "niedźwiedzie" z przywódcami Komunistycznej Partii Chin.
We wrześniu 2002 roku podczas spotkania wyborczego wyraził nadzieję, że jego zwycięstwo wywoła efekt domina na kontynencie: "Jeden triumf zaowocuje następnymi, w Argentynie, Paragwaju, Urugwaju, w Kolumbii". Kolega Luli z Partii Robotniczej José Dirceu zapowiada: - Naszym celem jest tak rządzić Brazylią, by odmienić cały świat.

Ameryka Łacińska na lewo?
Prezydent chce go odmieniać, konstruując między innymi koalicję "krajów z marginesu", do których poza Brazylią zalicza Chiny, Rosję, Indie, Irak i Iran. Otwarcie sprzeciwia się inspirowanej przez Stany Zjednoczone wojnie z terroryzmem oraz z kartelami narkotykowymi. Nie chce zaprząc swojego kraju do amerykańskiej karocy. Sprzyjają mu demonstracje antyprywatyzacyjne nie tylko w ojczyźnie, lecz także w Peru i Paragwaju. W Boliwii w ostatnich wyborach prezydenckich 20 procent głosów zdobył Evo Morales, ludowy przywódca ruchu producentów koki.
Niewykluczone, że zwycięstwo Luli może oznaczać początek fali zmian na kontynencie. Inni podejrzewaj±, że rynek zwycięży. Wielu ma jednak nadzieję, że populistyczna partia Luli przekształci się w socjaldemokrację na wzór europejski, co też mogłoby być dobrym wzorem dla kontynentu.
Brazylia, jak oceniają ekonomiści, ma środki, by zapewnić wszystkim mieszkańcom regularne posiłki, a to na pewno nie uszczupli kapitału popularności prezydenta. Tylko czy on sam wytrzyma? Będzie musiał walczyć nie tylko z głodem brazylijskiej biedoty, lecz również własnym. Kardiolog zalecił mu radykalne schudnięcie. Po wieloletniej walce musi odpocz±ć. Ale Brazylia to nie jest kraj, gdzie wszystko funkcjonuje, nawet gdy prezydent ma sjestę.

Filip Łobodziński

Tekst ukazał się w numerze 6/2003 tygodnika "Przekrój"

Waldemar Chamala


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

PPS dlaczego się nie udało, kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-
Szukam" Metody interpretacji historii Argentyny" N.Morano

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

16 grudnia:

1918 - Z połączenia SDKPiL i i PPS Lewica powstała Komunistyczna Partia Robotnicza Polski (od 1925 Komunistyczna Partia Polski, KPP).

1922 - Nacjonalista E. Niewiadomski zastrzelił Prezydenta RP Gabriela Narutowicza.

1937 - W całej Polsce odbyły się zorganizowane przez PPS demonstracje, wiece i strajki przeciwko faszyzmowi i endecji, nawiązujące do rocznicy zamordowania pierwszego prezydenta RP Gabriela Narutowicza.

1943 - W Wygodzie pod Częstochową 20 partyzantów AL i AK zostało rozstrzelanych przez hitlerowców za sabotaż w hucie "Raków".

1946 - Léon Blum został przewodniczącym tymczasowego rządu francuskiego.

1948 - Ukazał się pierwszy numer "Trybuny Ludu".

1998 - Rozpoczęły się amerykańsko-brytyjskie naloty na Irak (operacja „Pustynny Lis”).

2011 - Kazachstan: W Żanaozen trakcie tłumienia zamieszek siły porządkowe użyły ostrej amunicji, w wyniku czego zginęło od 14 do kilkudziesięciu osób.


 
Lewica.pl na Facebooku