Crabtree: Zadanie Evo Moralesa

[2006-02-22 22:00:18]

Pierwszy autochtoniczny prezydent Boliwii pewnie rozpoczął rządy, ale jeśli się zawaha, polityczne sępy szybko go okrążą.

Evo Morales, zaprzysiężony jako nowy prezydent Boliwii 22 stycznia 2006 roku, szybko i jasno dał do zrozumienia, jakie są jego polityczne plany. Jego pierwszy gabinet, którego skład ogłosił tego samego dnia, ma dwa zadania do wykonania: dać głos społecznemu ruchowi, który towarzyszył jego Movimento al Socialismo (MaS) w zwycięskich grudniowych wyborach oraz wytyczyć granicę pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, ukazując, że jego wybór rzeczywiście oznacza nowy start dla najbiedniejszego kraju Ameryki Łacińskiej.

Dojście do władzy Evo – jak jest on powszechnie nazywany w Boliwii – wzbudziło dużo większe zainteresowanie międzynarodowe niż zwykła zmiana rządu w Boliwii. Jego szeroko nagłośniona wizyta w Europie i w Azji na początku stycznia obejmowała spotkania z głównymi przywódcami światowymi. Dla niektórych, włączając członków wspólnoty biznesowej, wybór Moralesa na głowę państwa jest kolejnym dowodem na obecny kurs polityki Ameryki Łacińskiej w stronę lewego skrzydła. Dla innych oznacza on początek większego poszanowania autonomii narodowej w kraju, który długo podlegał zewnętrznej ingerencji. W swoim przemówieniu inauguracyjnym 22 stycznia Evo wezwał do większego poszanowania zarówno dla uciskanej krajowej większości autochtonicznej, jak i suwerenności Boliwii.

Kwestia legitymizacji

Rozmiar wygranej Moralesa – otrzymał prawie 54 proc. głosów – zapewnił mu legitymizację, jakiej nie mieli jego poprzednicy. Żaden kandydat na prezydenta nie zdobył tak absolutnej większości w wyborach, odkąd Boliwia powróciła do systemu demokratycznego w 1982. Frekwencja w tych wyborach – 85 proc. - była również nadzwyczaj wysoka. W przeciwieństwie do swoich poprzedników, Morales cieszy się teraz absolutną większością w izbie deputowanych. MaS wygrał w zachodnich górskich okręgach, ale też zdobył trzecią część głosów we wschodnim okręgu Santa Cruz.

Skala jego wygranej także ukazuje ważną zmianę w kraju, w którym w ciągu ostatnich lat, władzy brakowało społecznego poparcia. Oznacza zdecydowane odrzucenie partii politycznych, które poprzez serię układów rządziły krajem przez ostatnie dwadzieścia lat. Movimento Nacionalista Revolucionario (MNR), dominująca w Boliwii od 1940 partia, ma jedynie kilku kongresmanów, podczas gdy Movimento de la Izquierda Revolucionaria (MIR) i Acción Democrática Nacionalista (ADN) musiały zniknąć ze sceny. To osłabia możliwość zmontowania opozycji parlamentarnej przez przeciwników Moralesa.

Wybierając swój gabinet, Morales nie poszedł na żadne ustępstwa wobec swoich przeciwników w kwestii świata biznesu. Większość powołanych to ludzie reprezentujący ruch społeczny, z którego wywodzi się MaS. Tylko dwa ministerstwa (z czternastu) zostały przyznane ludziom z Santa Cruz. Zarządzanie gospodarką będzie w rękach Carlosa Villegas, lewicowego nauczyciela akademickiego z Uniwersytetu San Andrés w La Paz. Nowy minister finansów – Luis Alberto Arce – jest również nauczycielem akademickim z doświadczeniem zdobytym w pracy w centralnym banku. Bardzo ważnym ministrem do spraw rozwoju potencjału gazowego Boliwii został Andrés Soliz Rada, dziennikarz i prawnik z sympatiami lewicowymi.

Przy wyznaczaniu gabinetu politycznego, Morales starał się unikać poprzedniej tendencji do powierzania głównych zadań technokratom. Nominacje mają sprawiać wrażenie, że jego rządy będą znacznie różnić się od rządów jego poprzedników. W praktyce przyszły kierunek polityki będzie w dużej mierze zależał od ludzi nominowanych na poziomie pod-ministerialnym. W Boliwii brakuje struktury urzędniczej i prawdopodobne są duże przetasowania w nominacjach na poszczególne ministerstwa. Morales, znany ze swojej prawości, podkreślał, że administracja będzie służyć ludziom i że uniknie praktyk korupcyjnych, które przyniosły złą sławę starym partiom politycznym.

Program

W związku ze swoimi wyborczymi zobowiązaniami, nowy rząd będzie kontynuować swój program w czterech głównych zagadnieniach: konstytucyjnym, regionalnym, gospodarczym i narkotykowym.

Pierwsze z nich będzie oznaczało początek reform konstytucyjnych poprzez przeprowadzenie wyborów do zgromadzenia konstytucyjnego. Wybory te są obecnie wyznaczone na 2 czerwca, zaś nowe zgromadzenie ma rozpocząć obrady 6 sierpnia. Morales chce przeprowadzić te wybory dopóki nadal cieszy się poparciem wyborców. Zgromadzenie ma za zadanie obdarzyć większym wpływem populację boliwijskich autochtonów, która pomimo swojej wielkości – 60 proc. społeczeństwa – odczuwa systematyczne wykluczenie z podejmowania decyzji od chwili przybycia Hiszpanów w XVI wieku. Pomimo symbolicznego uznania „wielonarodowej” i „wieloetnicznej” natury państwa, jakie miało miejsce w ostatnich latach, władza polityczna i gospodarcza pozostała w rękach nielicznej elity metysów.

Drugie zagadnienie oznaczać będzie, że zgromadzenie będzie musiało stawić czoła żądaniom większej autonomii regionalnej. To zapewni środki, jakimi okręgi takie jak Santa Cruz miały nadzieję uwolnić się od kurateli z La Paz. Ruben Costa, nowo wybrany prefekt Santa Cruz, należy do zwolenników regionalnej autonomii. Morales będzie się miał na baczności przed niebezpieczeństwami, jakie niesie obdarzenie zbyt dużą władzą elity cruceño, dlatego istnieje duże prawdopodobieństwo konfliktu.

Trzecia kwestia oznacza reformę zobowiązań kontraktowych wobec zagranicznych przedsiębiorstw (głównie z ważnego sektora gazowego) inwestujących w Boliwii. Stanowisko Moralesa zakłada potwierdzenie boliwijskich narodowych praw własności wobec wszystkich zasobów węglowodorowych, ale jednocześnie zaproszenie zagranicznych przedsiębiorstw do inwestowania w rafinowanie i transport. Może starać się skłonić przedsiębiorstwa do wyjścia poza warunki już ustalone przez obecne prawo, przegłosowane przez administrację Carlosa Mesy (2003-05). Może być przekonany, że rozmiary zasobów Boliwii oraz wzrost popytu międzynarodowego (zwłaszcza w Brazylii, Argentynie i Chile) przekona przedsiębiorstwa naftowe do podpisania nowych kontraktów.

Czwarte zagadnienie dotyczy koki. Morales oświadczył, że chce zalegalizować uprawy koki, jednocześnie podkreślając, że nie oznacza to legalizacji produkcji kokainy. Problem polega na tym, że w Boliwii uprawiane jest więcej koki niż wymaga tego popyt wewnętrzny i większość upraw przeznacza się do wyrobu kokainy. Prawo międzynarodowe zabrania Boliwii eksportowania produktów powstałych z koki (nie kokainy) do innych krajów. Od wczesnych lat 80-tych Stany Zjednoczone wykorzystały wszystkie dostępne wpływy, aby skłonić kolejne rządy boliwijskie do pozbycia się koki. To właśnie program likwidacji plantacji koki w rodzinnym Chapare wsparł Moralesa w lokalnej polityce i może on źle znieść utratę swojego lokalnego poparcia poprzez politykę likwidacji plantacji.

Sprawdzian z przywództwa

Pomimo silnego zaplecza wyborczego i poparcia w kongresie Morales będzie musiał kroczyć po cienkiej linie pomiędzy realizacją swoich wyborczych obietnic, a stawieniem czoła realiom prezydentury w ubogim i zależnym kraju. Będzie musiał także udowodnić, że umie przejść od roli lidera opozycyjnego ruchu społecznego do roli przywódcy rządu. W przeszłości, zwłaszcza w okresie rządów Mesy, dawał się poznać jako pragmatyk, odpowiadający na sprzeczne naciski z pewną dozą elastyczności. Jednakże brak mu wprawy i ekipy doświadczonych administratorów.

Do tych wyzwań dochodzi jeszcze potencjalny sprzeciw ze strony trzech głównych grup politycznych.

Pierwszą z grup stanowi pewna liczba przywódców lewicy, którzy już ostrzegli nowy rząd, że może spodziewać się problemów w razie niepowodzenia w realizacji swoich obietnic. MaS nie jest partią w prawdziwym tego słowa znaczeniu, zaś ruch społeczny, który przywiódł Moralesa do władzy, to podzielona i luźna koalicja. Przywódcy tacy jak Roberto de la Cruz - ważna figura polityczna w El Alto, dzielnicy nędzy przylegającej do La Paz - to radykałowie mający swoje własne plany. Należy do nich też Felipe Quispe, który, pomimo swoich słabych wyników w wyborach, nie zawaha się zmobilizować indian Aymara z Altiplano przeciwko Moralesowi, jeśli poczuje, że jego sprawy są zaniedbywane przez nowy rząd.

Kolejne źródło opozycji opiera się na wrogości elit z Santa Cruz, gdzie kwitnie biały rasizm wymierzony w autochtonów, połączony z pragnieniem autonomii. Klasa wyższa rodzin cruceño wiele razy demonstrowała swoją zdolność do wykorzystywania groźby secesji do podtrzymywania swojej wysokiej pozycji i nie ma zamiaru błagać o zaszczyty wobec nowego prezydenta. Morales obiecał zainicjowanie reformy rolnej na wschodnich nizinach, mającej na celu nadanie ziemi bezrolnym. Odbędzie się to jednak kosztem wielkich farmerów. Nowy minister rolnictwa - Hugo Salvatierra - jest społecznym aktywistą z Santa Cruz, który jasno dał do zrozumienia, że kwestia ziemi będzie jego priorytetem. Spór o własność ziemi może stanowić iskrę, która wywoła poważny konflikt.

Trzecią siłę opozycji stanowi nieukrywana wrogość Waszyngtonu, gdzie po obu stronach politycznego podziału, Morales jest postrzegany jako beneficjent handlu narkotykami i przyjaciel takich „antyamerykańskich” przywódców jak Fidel Castro z Kuby czy Hugo Chávez z Wenezueli. Pomimo że może on liczyć na przyjaźń ze strony Luli w Brazylii i Néstora Kirchnera w Argentynie, może to nie wystarczyć wobec „jastrzębi” administracji Busha. W znaczącym geście na początku tego roku, Donald Rumsfeld, sekretarz obrony USA, odbył podróż do Paragwaju w celu odwiedzenia amerykańskiej bazy wojskowej w pobliżu boliwijskiej granicy.

Jak zawsze w przypadku Boliwii, głównym obiektem zainteresowania USA są narkotyki. Pierwszy test stanu relacji między Boliwią a USA będzie miał miejsce pod koniec lutego, kiedy administracja Busha zadecyduje, czy „zanegować autentyczność” Boliwii za niepowodzenie współpracy w „wojnie z narkotykami”. Negacja ta może przynieść zawieszenie amerykańskiej pomocy gospodarczej lub, co dla Boliwii będzie miało znacznie poważniejsze konsekwencje, naciski USA na wielostronne banki, aby zawiesiły swoje programy kredytowe. Boliwia jest bardzo zależna od Banku Światowego i od Międzyamerykańskiego Banku Rozwoju, od których zależy utrzymanie jej budżet socjalny.

Wybór Evo Moralesa jest wielkim osiągnięciem osobistym i politycznym, punktem kulminacyjnym długiej walki i historyczną chwilą w polityce boliwijskiej. Nowy prezydent pewnie rozpoczął swoje urzędowanie. W najbliższym czasie on i jego ruch zostaną poddani niełatwym próbom.

John Crabtree
tłumaczenie: Ewa Raczyńska


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

PPS dlaczego się nie udało, kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-
Szukam" Metody interpretacji historii Argentyny" N.Morano

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

16 grudnia:

1918 - Z połączenia SDKPiL i i PPS Lewica powstała Komunistyczna Partia Robotnicza Polski (od 1925 Komunistyczna Partia Polski, KPP).

1922 - Nacjonalista E. Niewiadomski zastrzelił Prezydenta RP Gabriela Narutowicza.

1937 - W całej Polsce odbyły się zorganizowane przez PPS demonstracje, wiece i strajki przeciwko faszyzmowi i endecji, nawiązujące do rocznicy zamordowania pierwszego prezydenta RP Gabriela Narutowicza.

1943 - W Wygodzie pod Częstochową 20 partyzantów AL i AK zostało rozstrzelanych przez hitlerowców za sabotaż w hucie "Raków".

1946 - Léon Blum został przewodniczącym tymczasowego rządu francuskiego.

1948 - Ukazał się pierwszy numer "Trybuny Ludu".

1998 - Rozpoczęły się amerykańsko-brytyjskie naloty na Irak (operacja „Pustynny Lis”).

2011 - Kazachstan: W Żanaozen trakcie tłumienia zamieszek siły porządkowe użyły ostrej amunicji, w wyniku czego zginęło od 14 do kilkudziesięciu osób.


 
Lewica.pl na Facebooku