Wielgosz: Zanim Guevara został Che

[2005-05-07 01:40:57]

Od dziesięcioleci postać Ernesto Che Guevary nie przestaje fascynować. Legendarny rewolucjonista, teoretyk i praktyk partyzantki, bohater wszystkich narodów latynoameryki wciąż jest w modzie. Jego ikona, której podstawą jest słynne zdjęcie Alberto Kordy, zdobi nie tylko sztandary antykapitalistycznych kontestatorów na całym globie, ale też koszulki, znaczki, plakaty, latynoskie knajpy, okładki biurowych segregatorów i notatników. W księgarniach całego świata pojawiają się wciąż nowe książki mu poświęcone, sklepy muzyczne oferują bogaty wybór składanek pieśni na cześć El Comandante, a w kinach można już obejrzeć filmy biograficzne. Popularności Guevary nie przeszkodziła nawet fala prawicowego zaczadzenia na fali kapitalistycznej restauracji w Europie Wschodniej w początkach lat 90. Che jest nie tylko wielką postacią historii powszechnej XX wieku, ale i uniwersalnym symbolem niezgody na zastaną rzeczywistość zrozumiałym zarówno w slumsach Bogoty, na paryskich bulwarach jak i w palestyńskich obozach dla uchodźców.

O ile jednak powszechne są skojarzenia wizerunków Che z jego rolą w kubańskiej rewolucji, wyprawą do dżungli w Kongo czy epopeją boliwijską, to mało kto zna szczegóły skomplikowanej biografii argentyńskiego internacjonała, a zwłaszcza te dotyczące okresu zanim młody przedstawiciel klasy średniej z Buenos Aires trafił w szeregi guerilli dowodzonej przez Fidela Castro. Właśnie ten mniej eksponowany okres, gdy Guevara jeszcze nie był „El Che” wybrał na temat swego najnowszego filmu brazylijski reżyser Walter Salles.

Jego „Dzienniki motocyklowe” opowiadają o niezwykłej wyprawie, którą w latach 1952-53, 23-letni wówczas student medycyny odbył w towarzystwie swego starszego nieco przyjaciela - 29-letniego Alberto Granado.
Motocyklowa podróż przez cały kontynent Południowoamerykański, miała być trochę wariacką, trochę romantyczną przygodą. Stała się wydarzeniem przełomowym w życiu obydwu młodych ludzi. Przez to zaś pośrednio wpłynęła na życie milionów Latynosów. To właśnie pod wpływem doświadczeń zdobytych podczas motocyklowej wędrówki Ernesto Guevara zwrócił się ku pytaniu o możliwość konieczność zmiany nieludzkiej rzeczywistości.

Przemianę spragnionego wrażeń studencika z dobrego domu w rewolucjonistę postanowił ukazać Salles. Zrobił to naprawdę znakomicie, wychwytując wszystkie subtelności i odcienie tego skomplikowanego procesu.
Jego bohaterów poznajemy, gdy w stolicy Argentyny kończą ostatnie przygotowania do swego ryzykownego przedsięwzięcia. O tym, że było ono rzeczywiście ryzykowne świadczy nie tylko to, że odległość kilkunastu tysięcy kilometrów chcieli oni pokonać na zdezelowanym Nortonie 500 wyprodukowanym w roku 1939, ale też to, że w owych czasach na ogromnych przestrzeniach Ameryki Południowej nic nie słyszano nie tylko o ekstremalnej turystyce, ale też o drogach nadających się do użytku dla pojazdów innych niż te ciągnione przez muły i lamy. Okoliczności te, jak również kilka innych, sprawiły, że podróżnicy spędzili w drodze kilka miesięcy więcej niż sobie zaplanowali. W czasie długich ośmiu miesięcy nomadycznego życia często cierpieli głód i chłód. Mimo to jednak przejechali przez wielkie równiny Argentyny, przekroczyli Andy, przemierzyli pustynie Chile, przebili się przez góry i amazońską dżunglę w Peru, zahaczyli o Kolumbię i na koniec wylądowali w Wenezueli, gdzie Alberto zatrzymał się aby skorzystać z atrakcyjnej propozycji pracy, a skąd Ernesto powrócił do Buenos drogą lotniczą, via Miami na Florydzie. Nie powstrzymały ich nawet liczne awarie motocykla, którego w końcu nie dało się naprawić. Podróżowali statkami, zatrzymanymi ciężarówkami, tratwą a wreszcie pieszo.

Nie ma sensu opisywać szczegółów tej wielkiej włóczęgi. Zdarzały się w jej trakcie zarówno epizody zabawne jak i dramatyczne. Ważne jest to, że nie była ona tylko oryginalną formą zwiedzania kontynentu. Dwójka motocyklistów zanurzyła się podczas wędrówki w nieznanym sobie wcześniej świecie. Poznali wyzute z nadziei życie małych osad i miasteczek rozrzuconych w górach i stepach gdzie wizyta niedorobionego lekarza była prawdziwym wydarzeniem, stanęli wobec tragedii Indian – zepchniętych na margines społeczeństwa prawdziwych gospodarzy Ameryki, stanęli wobec nędzy chłopów przepędzanych z ziemi i wobec spontanicznego oporu robotników skazanych na łaskę i niełaskę strażników z wielkich koncernów made in USA.

Przygody dwóch przyjaciół to dla twórcy „Dzienników motocyklowych” pretekst do skreślenia skrótowego portretu Ameryki Łacińskiej. Zadanie, jakie postawił sobie Salles było tak ryzykowne, jak wyprawa Guevary i Granado. Na szczęście brazylijski reżyser okazał się godny sławy, którą cieszy się za sprawą „Dworca nadziei”. Obrazy wyłaniające się z „Dzienników motocyklowych” są doprawdy wspaniałe . Ekipa Sallesa dosłownie odtworzyła marszrutę śmiałków sprzed pół wieku. Zarazem jednak rozmach wspaniale fotografowanych plenerów ani przez chwilę nie popada w hollywoodzkie efekciarstwo. Szerokie plany, przypominające kino z lat 60., ukazują ogrom i surowe piękno niezmierzonych i na poły dziewiczych przestrzeni bez osuwania się w widokówkowość. Nawet malownicze ruiny Machu Picchu zyskały w obiektywie Sellasa utraconą przez turystyczną eksploatację tajemniczość. Stonowana kolorystyka i zamierzony ascetyzm zdjęć odsłaniają ten rodzaj bogactwa krajobrazu, który bywa pomijany lub przytłaczany przez konstruowane na użytek komercyjny widoczki. Tak sfotografowana Ameryka chwilami bardzo przypomina Europę, bywa nawet dość swojska, ale zarazem jawi się jako osobne i samowystarczalne uniwersum, w którym już sama skala tworzących je zjawisk jest absolutnie nieporównywalna. Jednocześnie zaś powściągliwe ujęcia wysuwają na pierwszy plan ludzi napotykanych przez bohaterów w różnych zakątkach. W miarę jak rozwija się akcja filmu ich pełne bólu i przedwczesnych zmarszczek oblicza wypierają zapierające dech w piersiach krajobrazy, coraz bardziej przykuwają uwagę, powoli stają się prawdziwą treścią pojęcia Ameryki Południowej. Tak widzi to młody Guevara i tak prezentuje to Salles, najwyraźniej zgodny ze swym bohaterem.

„Dzienniki motocyklowe” określa się często mianem latynoskiej wersji kina drogi. Całkiem słusznie. Tyle, że droga jaką przebywają dwaj młodzi przyjaciele z filmu Sallesa nie biegnie wyłącznie w przestrzeni. To nade wszystko droga do zrozumienia świata, w którym, przyszło im żyć. To droga, na której odnajduje się siebie takiego, od którego nie można już uciec. Wbrew pozorom nie ma w niej nic z fatalistycznego przeznaczenia, a jest wszystko z trudnej wolności nadawania sensu. Sensu, który nie racjonalizuje istniejącego zła, ale wzywa do radykalnej zmiany.

Przemysław Wielgosz


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

2 czerwca:

1882 - Zmarł Giuseppe Garibaldi, włoski rewolucjonista, żołnierz i polityk, działacz i bojownik na rzecz zjednoczenia Włoch.

1916 - Zakończył się strajk warszawskich tramwajarzy, złamany represjami policji.

1941 - W odwecie za opór stawiany przez miejscową ludność niemieckim spadochroniarzom podczas desantu na Kretę rozstrzelali oni kilkudziesięciu mężczyzn z wioski Kondomari.

1946 - Włosi opowiedzieli się w referendum za zniesieniem monarchii i ustanowieniem republiki.

1967 - Jedna osoba zginęła, a 60 zostało rannych w wyniku starć lewicowej młodzieży z policją w trakcie demonstracji przeciwko wizycie szacha Iranu Rezy Pahlawiego w Berlinie Zachodnim.

2007 - W Rostocku (płn. Niemcy) 80 tys. alterglobalistów demonstrowało przeciwko szczytowi G8. Doszło do gwałtownych starć z policją.

2018 - Pedro Sánchez (PSOE) został premierem Hiszpanii.


 
Lewica.pl na Facebooku