Ziętek: W służbie liberałom

[2006-08-08 14:59:38]

Ci, którzy łudzili się, że władza braci Kaczyńskich szybko przeminie, mają nie lada problem. PiS nie tylko rządzi, nie tracąc swojej pozycji w sondażach. Oprócz prezydenta Kaczyńskiego po inną ważną funkcję - premiera - sięgnął jego zdolniejszy brat-bliźniak Jarosław.

Kaczyńscy skutecznie pacyfikują swoich koalicyjnych sojuszników z Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony. Już nie tylko ograniczają ich wpływy w tradycyjnych elektoratach obu tych partii, ale wręcz prowadzą wprost do ich wchłonięcia przez PiS. Zarówno LPR, jak i Samoobrona sprowadzone zostały do pozycji satelickich ugrupowań, których liderzy - jeśli chcą przetrwać - muszą wtopić się w formację braci Kaczyńskich.

Taki los w pierwszej kolejności czeka Romana Giertycha, a później również partię Andrzeja Leppera, którego pohukiwania i groźby na Kaczyńskich nie robią żadnego wrażenia. Leppera i Giertycha sprawnie zaprzęgnięto w rydwan bliźniaków i mają tyle swobody, co koń ciągnący wóz pod okiem sprawnego woźnicy. Sprawność Kaczyńskich w porządkowaniu „pod siebie” sceny politycznej dotyczy nie tylko prawej strony tej sceny. Już teraz Kaczyńskim udało się wepchnąć odchodzący w niebyt, roztrzaskany PSL, w objęcia liberałów z Platformy Obywatelskiej. Zmuszenie PSL do podpisania umowy z Platformą Obywatelską pokazuje stan przerażenia, jaki panuje w szeregach zarówno jednej, jak i drugiej z tych formacji, gotowych na każdy pakt, aby tylko obronić się przed ofensywą polityczną PiS-u. Wcześniej skutecznie podzielono tę chłopską partię, szczycącą się ponad 100-letnią tradycją, na część pro PiS -owską (PSL- Piast) i platformolubną (PSL-Pawlak).

Ambicją Kaczyńskich jest również wepchnięcie Sojuszu Lewicy Demokratycznej wraz z przyległościami w objęcia liberałów z PO. Trzeba przyznać, że ten kierunek wcale nie jest niemiły, także obecnym liderom SLD. Sekretarz Generalny SLD, Grzegorz Napieralski wprost oświadcza, że taka koalicja po kolejnych wyborach parlamentarnych jest wielce prawdopodobna. Pomosty miedzy PO i SLD już zostały rzucone. Takim pomostem jest wprowadzenie Partii Demokratycznej do nowo powstającej koalicji centrolewicy o socjalliberalnym charakterze. W partii tej - następczyni byłej Unii Wolności - skupili się liberałowie zarówno spod znaku Leszka Balcerowicza i Henryki Bochniarz oraz aferzystów z Kongresu Liberalno – Demokratycznego - zapomnianej partii, której dokonania liderów w rodzaju Janusz Lewandowskiego do dzisiaj budzą zainteresowanie organów ścigania - jak również byli prominentni działacze liberalnego skrzydła SLD w rodzaju Jerzego Hausnera, którzy zawsze przedkładali interesy kapitału nad interesami ludzi pracy.

Kierownictwo SLD, zawierając koalicję z Socjaldemokracją Polską Marka Borowskiego i Partią Demokratyczną, jednoznacznie pokazało, w jakim kierunku zmierza. Sojusz pod obecnym, odmłodzonym kierownictwem, kolejny już raz chce torować drogę do władzy liberałom, służąc za kwiatek do kożucha, przy realizacji i wspieraniu dalszych reform wolnorynkowych. Chce to robić wbrew interesom własnego elektoratu, wbrew interesom i opiniom własnej bazy członkowskiej. Wręcz na przekór im.

Obecne kierownictwo SLD prowokacyjnie afiszuje się ze swoim uwielbieniem do działaczy Partii Demokratycznej i Marka Borowskiego, który wśród szeregowych członków Sojuszu postrzegany jest jako zdrajca i osoba odpowiedzialna za podział lewicy. Tenże Borowski decyzją władz Sojuszu wskazany został na kandydata koalicji centrolewicowej na urząd prezydenta Warszawy. Jest to jednoznaczny sygnał dla szeregowych członków SLD: wasza opinia w sprawie list i kandydatów w wyborach samorządowych nie będzie brana pod uwagę. SLD oddaje swoje miejsca i szanse wyborcze w zbliżających się wyborach ludziom spoza SLD. Zwłaszcza tym z SdPl i PD, nie licząc się z opiniami i interesami dołów własnej partii. Przeciwnie - im ktoś więcej w przeszłości krytykował SLD, im bardziej dystansował się od lewicowych i socjalnych założeń programowych SLD i jego poprzedniczki SdRP, tym milej i chętniej będzie dziś widziany na prestiżowych miejscach list nowej koalicji.

W zbliżających się wyborach samorządowych nie ma przecież bardziej prestiżowego miejsca, niż ubieganie się o fotel prezydenta Warszawy. Miejsce to arbitralną decyzją krajowych władz SLD oddano Markowi Borowskiemu. Sojusz z całą świadomością prowadzi do sytuacji, w której pozbędzie się swego dotychczasowego, tradycyjnego elektoratu, zdradzając go i poświęcając po to, aby osiągnąć cel taktyczny - stworzenie nowej formacji liberalnej. Ta koalicja - być może jeszcze nie w tych wyborach samorządowych, ale na pewno już w przyszłych parlamentarnych - tworzyć będzie wspólną koalicję z liberałami z Platformy Obywatelskiej. Sojusz robi to po to, aby współrządzić jako mniejszy partner i kontynuować realizację liberalnych reform, wbrew interesom swojego dotychczasowego elektoratu. Elektoratu, który od dawna przeszkadzał kierownictwu SLD w realizacji takich pomysłów jak liberalizacja kodeksu pracy i wprowadzanie kolejnych udogodnień dla środowisk biznesowych i menadżerskich, realizacja programu służącego wąskim grupom najbogatszych, między innymi wprowadzenie podatku liniowego, którego orędownikami byli premier Hausner i Leszek Miller.

Powstająca wokół osi SLD-SdPl-PD formacja socjalliberalna nie chce mieć w przyszłości problemów z realizacją swoich pomysłów i napotykać na opór socjalnego elektoratu SLD i szeregowych działaczy Sojuszu, upominających się o lewicowy charakter partii, którą współtworzyli, niejednokrotnie wstępując do niej jeszcze w czasach SdRP. Wszystko to dzieje się pod szczytnymi hasłami przeciwstawienia się prawicowej krucjacie braci Kaczyńskich, Giertychów i Lepperów, którzy stanowią zagrożenie dla demokracji.

Jednak obrona tej demokracji ma służyć interesom elitarnych grup i środowisk, a nie milionom osób bezrobotnych, środowisk pracowniczych i emeryckich, ludzi żyjących poniżej minimum biologicznego, czego doświadcza już co ósmy z nas, czy osób żyjących poniżej minimum socjalnego, których jest w naszym społeczeństwie 60 procent.

Dla tych źle opłacanych, żyjących na skraju nędzy, pozbawionych jakiejkolwiek nadziei i szans wielomilionowych rzesz obywateli, nowo powstająca koalicja socjalliberalna - obnosząca się z hasłami obrony zagrożonej demokracji - ma ofertę kolejnych lat wyrzeczeń i poświęceń, przedkładając interesy kapitału i bogatych nad interesami ludzi niezamożnych. Kolejny raz, z ust tych samych ludzi, padać będą słowa o konieczności ograniczania świadczeń i zabezpieczeń socjalnych pracowników oraz cięć wydatków na cele społeczne. Słowa o niemożności podniesienia płac - w tym płacy minimalnej, mimo, że jest ona najniższa wśród wszystkich państw UE za wyjątkiem Estonii - ponieważ powodować będzie to wzrost bezrobocia. O tym, że budżetu nie stać na zapewnienie osobom pozostającym nie z własnej winy bez pracy zasiłków, choć ci sami ludzie, którzy tak „troszczą się” o budżet, nie widzą problemu w tym, że ten sam „biedny” budżet, stać jest na kontynuowanie naszego zaangażowanie w brudną wojnę w Iraku, wydawanie miliardów dolarów na kupowanie w USA sprzętu wojskowego i tym podobne rzeczy.

Po raz kolejny słyszeć będziemy o konieczności prywatyzacji wszystkiego, łącznie ze służbą zdrowia i edukacją - wszak te pomysły, to niezrealizowane ambicje tych samych ludzi, którzy dziś tworzą nową socjalliberalną koalicję SLD, SdPl, PD. Kolejny raz doświadczać będziemy doktrynerskiego niszczenia spółdzielczości i własności państwowej, która dla nich jest skażona przeszłością i nie mieści się w dogmacie liberałów o wyższości własności prywatnej nad wszelką inną własnością, nawet jeśli twierdzenie to nie ma żadnego potwierdzenia w rzeczywistości.

Koalicja socjalliberalna, która dążyć będzie do sprawowania władzy wspólnie z Platformą Demokratyczną, szermując hasłami demokracji, wolności i swobód obywatelskich niestety przyciąga w swoje szeregi także lewicowe środowiska polityczne: Unię Pracy, Unię Lewicy, Polską Partię Socjalistyczną, czy kierownictwa Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Liderzy tych ugrupowań nie widzą żadnej sprzeczności w tym, że będą współtworzyć jedną koalicję ze skrajnie antyzwiązkowymi i antypracowniczymi środowiskami byłej Unii Wolności oraz dogmatycznymi liberałami spod znaku Leszka Balcerowicza i Henryki Bochniarz. Być może dla obecnych liderów SLD i SdPl, a także wchodzących w skład tych porozumień koalicyjnych liderów UP i OPZZ, wkrótce oczywistym się stanie, także to, że w zasadzie Leszek Balcerowicz mieści się w tak pojmowanej szerokiej formule centrolewicy.

Oczywiście pierwsze efekty tego powrotu do władzy skompromitowanych liberałów z byłej Unii Wolności będą tragiczne dla tych środowisk pracowniczych, emeryckich i osób ubogich, których interesy powinny reprezentować związki zawodowe i określające się jako lewica partie polityczne. Służenie liberałom za karczowników torujących im drogę do władzy jest dokładnie wbrew interesom wszystkich, których autentyczna lewica reprezentować powinna.

Miliony ludzi, żyjących poniżej minimum socjalnego, w ubóstwie i biedzie, środowiska pracownicze, emeryckie i kombatanckie, a także ci, którzy nie znaleźli dla siebie miejsca i szans na godne życie przez ostatnie 17 lat, kolejny raz doświadczą pod ich rządami wolności od pracy i wystarczających środków do życia, swobód wolnorynkowej edukacji i służby zdrowia, a także niczym nieskrępowanego bogacenia się bogatych kosztem mniej zamożnych. Doświadczą swobody wyzysku i łamania praw pracowniczych w myśl zasady, że wolny rynek jest zgodą na to, aby silni żyli kosztem słabszych, mogąc swobodnie deptać i ograniczać ich prawa dążąc do najważniejszego celu, jakim jest coraz większy zysk, a demokracja jest dla bogatych i zaradnych - nie zaś dla biednych i słabych. Dla nich w demokracji pozostają jałmużna i akcje charytatywne, organizowane od czasu do czasu przez tych pierwszych.

Smutna to wizja przyszłości, w której chce nam się zafundować „wybór” pomiędzy szowinistycznym i prawicowym liberalizmem prezentowanym przez Kaczyńskich, Gierychów i im podobnych, a elitarnym, zwierzęcym liberalizmem Tusków, Olejniczaków i Borowskich. W obu tych przypadkach socjalne potrzeby i postulaty społeczeństwa są co najwyżej nic nie znaczącym przypudrowaniem, pozwalającym na sprawniejsze oszukiwanie społeczeństwa dla realizowania rzeczywistych liberalnych celów.

Jest to perspektywa, której już dziś musimy się przeciwstawić, jednocząc się wokół prospołecznego programu autentycznej lewicy, która chce służyć ludziom po to, aby rozwiązywać ich najważniejsze problemy społeczne, polityczne i ekonomiczne.

Chcąc to osiągnąć, Polska Partia Pracy w zbliżających się wyborach samorządowych wystawi własną listę wyborczą proponując zarówno alternatywę programową jak i personalną. Do współpracy i udziału w wyborach z list Polskiej Partii Pracy zaproszone zostały lewicowe środowiska, organizacje społeczne, partie polityczne i związki zawodowe, które zainteresowane są budowaniem autentycznej lewicy społecznej. Z list Polskiej Partii Pracy startować będą ludzie zaangażowani i aktywnie działający w organizacjach osób bezrobotnych, stowarzyszeniach skupiających środowiska emerytów i kombatantów oraz organizacjach spółdzielczych i lokatorskich, których prawa i interesy są zagrożone.

Zbliżające się wybory samorządowe są doskonałą okazją do nawiązania stałej współpracy programowej i organizacyjnej, która będzie kontynuowana w przyszłości. Z inicjatywy Polskiej Partii Pracy jesienią powstanie nowy tygodnik społeczno polityczny - o lewicowym charakterze - który będzie skierowany do ludzi stanowiącą naturalne zaplecze lewicy. Obecnie brak jest pisma zajmującego sie problemami środowisk pracowniczych, osób bezrobotnych, wykluczonych i wyzyskiwanych, które nie tylko nie mają swojej, wystarczającej reprezentacji politycznej, ale nawet środków przekazu, wokół których może skupiać się walka o ich prawa i interesy.

Polska nie może już dłużej bezkrytycznie realizować liberalnych przemian, z których korzyści odnoszą nieliczni, a większość społeczeństwa ponosi tylko ich koszty. Najważniejsi są ludzie i ich potrzeby. Koniecznością jest budowa nowej lewicowej formacji politycznej, która w oparciu o lewicowy program socjalny nastawiona będzie na spełnianie szerokich oczekiwań społecznych. Taki jest cel, który przed sobą stawiamy.

Bogusław Ziętek


Autor jest przewodniczącym Polskiej Partii Pracy i Wolnego Zwiazku Zawodowego "Sierpień`80". Tekst ukaże się w "Kurierze Związkowym".

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Spotkania z kandydatami na prezydenta Warszawy: Andrzej Rozenek
Warszawa, ul. Kopernika 36/40 (OPZZ, II piętro, sala im. Wiadernego)
20 września (czwartek), godz. 16.30
Co po turbokapitaliźmie?
Wrocław, ul. Kołłątaja 31
27 września (czwartek), godz. 17.00
Pokaz filmu "Solidarność według kobiet" w Amsterdamie
Amsterdam, Cinema of the Dam'd, ul. Overtoom 301
29 września (sobota), godz. 19.00
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

20 września:

1835 - Rozpoczęło się tzw. powstanie Farrapos – zryw społeczny farmerów i biedoty przeciwko władzom Cesarstwa Brazylii.

1870 - Wojska włoskie zajęły Rzym, stolicę Państwa Kościelnego.

1878 - Urodził się Upton Sinclair, pisarz amerykański o lewicowych poglądach. Autor wstrząsającej powieści "The Jungle" (w Polsce wydana pt. "Grzęzawisko").

1923 - 38 górników zginęło w pożarze w Kopalni Węgla Kamiennego Reden w Dąbrowie Górniczej.

1984 - Argentyna: Zakończyła pracę Narodowa Komisja ds. Osób Zaginionych (CONADEP). Badała gwałcenie praw człowieka w czasach prawicowej dyktatury wojskowej w latach 1976-83. Udokumentowała 8.960 przypadków "zaginięć".

2008 - RPA: Prezydent Thabo Mbeki ogłosił rezygnację ze stanowiska.


 
Lewica.pl na Facebooku