Yaqoob: Islam i lewica

[2008-08-15 09:23:45]

Moja nowa wędrówka

Dziwny to dla mnie czas, by przybyć na spotkanie. Myślałam, że będziemy świętować wspaniałe osiągnięcia ruchu antywojennego i RESPECTu w ciągu ostatniego roku. Jednak ostatnie zamachy w Londynie rzecz jasna to zmieniły.

Patrząc na rozwój wydarzeń w telewizji, przypomniałam sobie jak się czułam, patrząc na podobny rozwój wydarzeń 11 września 2001 r. I porównując własne reakcje na obie sytuacje pojęłam, jak bardzo się zmieniłem - tej zmiany nie da się oddzielić od waszego wpływu na mnie.

Po 11 września nie wiedziałam, z kim podzielić się lękiem. Z głębokim pesymizmem spoglądałam w przyszłość. Zaczęliśmy z przyjaciółmi dyskusję, czy jako muzułmanie będziemy bezpieczni pozostając w Wielkiej Brytanii. I jeśli wyjechać, to do jakiego kraju? Choć uważam, że jako psycholog, pracownik uniwersytecki, osoba mająca wielu przyjaciół-niemuzułmanów, jestem względnie zgrana, zaczęłam zadawać pytania, ilu niemuzułmanów naprawdę nas zrozumie, uwierzy, będzie nas bronić. Choć każdy opłakiwał tamte ofiary, moje muzułmańskie łzy ważyły mniej niż łzy niemuzułmańskie. Wiedziałam, że w przeciwieństwie do mych współobywateli, będę wciąż i wciąż musiała wyrażać swe potępienie.

Było wiele podobieństw między demonizacją społeczności muzułmańskiej po 11 września i po 7 lipca - lecz jedna ważna różnica. Tym razem nie czułam się samotna. Tym razem nie czułam już tego przygniatającego pesymizmu. Tym razem wiedziałam, że dziesiątki tysięcy ludzi rozumieją, że jeśli nasz rząd zrzuca bomby na głowy ludziom w innych krajach, zwiększa się prawdopodobieństwo, że w odwecie ktoś zdetonuje bomby na naszych ulicach. Świadectwem pracy działaczy antywojennych na rzecz kształtowania kultury politycznej i szerzenia w kraju informacji jest sondaż "The Guardian", zgodnie z którym, bez względu na wymówki Blaira, dwie trzecie londyńczyków dostrzegało bezpośredni związek między zamachami w Londynie a najazdem na Irak. Świadectwem pracy ruchu wojennego nad położeniem tamy rasizmowi w tym kraju było to, że rasizm po tych zamachach nie stał się tak straszny jak mógł się stać. To, i nie tylko to, jest świadectwem pracy zwykłych uczestników kampanii antywojennej w tym kraju. Dzięki współpracy lewicy ze społecznością muzułmańską przywróciliście mi nadzieję - dziękuję wam za to!

Wiele razy mówiłam o uczuciu ulgi, towarzyszącym mi, gdy znajdowałam się wśród socjalistów, prowadzących kampanię antywojenną. Znaczyło to początek mej nowej wędrówki. Wędrówki, która miała swoje wzloty i upadki.

Muzułmanie nie są reakcyjnym monolitem

Gdy tylko powstała Koalicja "Stop Wojnie", napotkałam na socjalistycznych sekciarzy, sprzeciwiających się udziałowi muzułmanów w ruchu antywojennym. Gadali, że nie można postawić na czele Salmy Yaqoob, bo na głowie nosi chustę; że sama obecność dających się rozpoznać muzułmanów na czołowych pozycjach w koalicji podkopuje jej określony, świecki charakter; że doświadczenie rewolucji irańskiej dowodzi, że muzułmanie i lewica nie mogą współpracować, a w każdym razie nie powinni. Nie mogłam tego pojąć. Myślałam, co ma do mnie Iran? Czego się tak czepiają kawałka tkaniny na mojej głowie? Czemu nie umieją spojrzeć na muzułmanów inaczej, niż jak na reakcyjny monolit?

Przełamano to - lecz szkoda pozostała. Wielu muzułmanów, którzy przybyli na pierwsze spotkania antywojenne, opuściło je, gdy zobaczyli ludzi powstających by obwieścić, że nie chcą pracować z muzułmanami. Powiedzieli: nie chcecie współpracy z muzułmanami - my nie chcemy współpracy z wami. Było to potężne sprzężenie zwrotne, i ciągle w społecznościach muzułmańskich usłyszeć można, co znaczy współpraca z lewicą.

To doświadczenie przypomniało mi się dosłownie tydzień temu - gdy natknęłam się na Tariqa Ramadana. Zaczął mi opowiadać, co dzieje się z muzułmanami i lewicą we Francji - po prostu nie mogłam w to uwierzyć. Ludzie, którzy nie są marginesem, lecz znajdują się w samym centrum naszego globalnego ruchu, wysuwają argumenty ideologiczne. Na przykład Bernard Cassen, jeden z szefów "Le Monde Diplomatique", honorowy przewodniczący ATTAC-u. Przypuścił atak na Socjalistyczną Partię Robotniczą i RESPECT, mówiąc, że lewica zaprzedaje swe fundamentalne zasady, pracując z muzułmanami tak jak w Wielkiej Brytanii. Nade wszystko mówiąc: nie zanieczyścić ruchu w Europie doświadczeniem brytyjskim.

Chcę odnieść się do tego, gdyż to ważne, że jesteśmy żywi w europejskich debatach. Trzeba zmierzyć się z jednowymiarowym portretowaniem muzułmanów jako reakcyjnego monolitu. Społeczność muzułmańska - tak jak każda inna - stanowi mozaikę różnych społeczności, doświadczeń, poglądów politycznych. Gdy na przykład kandydowałam do władz RESPECTu w Birmingham w ostatnich wyborach powszechnych, miałam masę muzułmańskich kontrkandydatów. Był wśród nich muzułmański liberalny demokrata, niezależny kandydat-muzułmanin, muzułmanin-konserwatysta. Byłam też głównym obiektem ataków ekstremistów muzułmańskich, chodzących z ulotkami po meczetach czy jeżdżących furgonetkami i oznajmiających przez megafon, że nie jestem już muzułmanką, skoro współpracuję z ateistami, co jest haram [zakazane]. Byłam zresztą też obiektem ataku ze strony innej grupy muzułmanów, którzy - pewnie dlatego, że byli wystraszeni, czując się wystawieni na ataki, co jest zrozumiałe w rzeczywistości, w której żyjemy - rozpaczliwie szukali dróg ku akceptacji przez mainstream. Szukają wielkiego płaszcza ochronnego w rodzaju Partii Pracy, mówiąc, że tacy jak ja zwiększają niebezpieczeństwa dla muzułmanów, wypowiadając się w taki a nie inny sposób.

Polityka to nie arytmetyka

Na przykład tego samego dnia, gdy spotkałam Tariqa, byłam wśród mówców na spotkaniu na Uniwersytecie w Oksfordzie. Wśród mówców, głównie muzułmanów, trafiali się tacy, którzy mnie zniesławiali - nie publiczność, która wykazywała sympatię, lecz ważni mówcy z Partii Pracy i Liberalnych Demokratów, bez wyjątku muzułmanie, mówiący, że wciągam muzułmanów w pułapkę. Tym, co powinni teraz robić muzułmanie, nie jest współpraca z lewicową "ekstremą". I tak dość mamy kłopotów. Nie powinniśmy więc się wiązać z innym marginesem. Odpowiedziałam, że owszem, w rozumieniu konwencjonalnej polityki jesteśmy marginesem i oni są marginesem, lecz nie są nim nasze wartości. Nasze wartości pokoju i sprawiedliwości społecznej podziela większość ludzi - i możemy się jednoczyć na bazie tych wartości. I w ogóle wszystkie główne stanowiska polityczne bez wyjątku rodziły się jako margines nim zyskały szerszą akceptację. Opozycja wobec "wojny z terroryzmem" Busha zaczęła się od opozycji wobec jego planów ataku na Afganistan, będąc niezwykle marginalna. Nie była to modna etykietka! Lecz na tej zasadniczej opozycji politycznej zasadziliśmy potężny, globalny ruch antywojenny.

Gdy budujesz silny ruch społeczny i alternatywę polityczną, nie możemy stracić z oczu tego co nas łączy - sądzę, że ludzie tacy jak Cassen i paru innych na lewicy francuskiej ma łuski na oczach. Nasz ruch w Europie wzmocni się, nie zaś osłabnie, tym bardziej, im bardziej lewica porzuci parę stereotypów dotyczących muzułmanów i wzniesie się ku politycznej jasności i odwadze, by współdziałać z muzułmanami. Myślę, że w Wielkiej Brytanii mamy parę osiągnięć, dzięki którym inni mogą się uczyć. Myślę, że takie a nie inne postępowanie była jedną z najważniejszych przyczyn tragicznej porażki lewicy francuskiej, tego, że francuski ruch antywojenny nie osiągnął skali, jaką osiągnął w Wielkiej Brytanii, we Włoszech, w Hiszpanii czy Grecji. Nie biorę za dobrą monetę argumentu, że przeszkodą dla francuskiego ruchu antywojennego było to, że Francja nie wysłała oddziałów - to samo można rzec o Grecji, gdzie ruch antywojenny jest jednym z najjaśniejszych w Europie. Jedną z kluczowych przyczyn był za to brak jasności politycznej co do tego, jak budować fundamentalne sojusze z muzułmanami.

Rozmawiając z muzułmanami mam jasną świadomość, że muszę pociągnąć ludzi za sobą. By uczynić to skutecznie, musisz trafić w to, co dla ludzi najważniejsze. Musisz znaleźć taki wzorzec: to punkt odniesienia dla mnie i dla ciebie. To oznacza zanurzenie się w źródła koraniczne, w życie Proroka, i w solidarność, w sprawiedliwość, gdyż znajdziesz je tam. Jak w każdej ideologii czy religii znajdziesz różne schizmy czy interpretacje - jeśli dobrze rozumiem, tak samo jest z lewicą!

Dostrzeżenie centralnej roli walki o światło sprawiedliwości - dzięki mej wierze było to głównym motywem zaangażowania w szerszą walkę polityczną. Im więcej czytam Koran, tym bardziej jestem przekonana, że to coś, co nie tylko chciałam robić politycznie, lecz mój obowiązek jako muzułmanki. Taka praca z niemuzułmanami nie jest kompromisem wobec mych zasad, lecz odzwierciedleniem mych zasad. Najważniejszą linią podziału jest linia między walczącymi z opresją a ciemiężycielami - w naszej rodzinie, naszej społeczności, w całym społeczeństwie. Albo jesteś po jednej, albo po drugiej stronie.

Ku internacjonalistycznemu braterstwu

Jak na ironię, ci, którzy mają się za tak czystych muzułmanów, że nie mogą współdziałać z ateistami, mają de facto wiele wspólnego z tymi lewicowcami, którzy są tak czysto świeccy, że nie chcą, by dotykali ich nieczyści wierzący. Myślę zatem, że bycie dogmatykiem nie jest przywilejem ludzi religijnych.

Niebezpieczeństwo polega na tym, że jeśli zachowamy w umysłach te bariery, staniemy się ideologicznymi purytanami, stracimy z oczu cel. Gdyż właśnie teraz, w sercu neoliberalnego porządku, jedną z rzeczy, które pozwalają posuwać im się naprzód, jest atak na muzułmanów i usprawiedliwiająca go islamofobia.

Nie możemy lekceważyć rzeczywistości. Jeśli lewica wpadnie w tę pułapkę i zacznie debatować, czy możemy współpracować z ludźmi nie-świeckimi - którzy są w rzeczywistości dzisiejszymi uciskanymi - poniesie klęskę. Jeśli chcemy silnego ruchu, stworzyć największą możliwą siłę do walki z prawdziwym wrogiem tu i teraz - musimy stworzyć zjednoczoną bazę. To oznacza wspólne działanie na jasnej platformie politycznej wierzących i niewierzących - i nie mówię o głupotach w stylu "chwyćmy się za ręce".

Znajduję się zatem we frapującej sytuacji, gdy mam więcej wspólnego z ateistycznymi działaczami socjalistycznymi niż częścią mych muzułmańskich braci i sióstr. Nie jest to jednak dla mnie kompromis - to dla mnie wyraz tego, jak rozumiem islamską wykładnię sprawiedliwości. Nie dbam o to, czy nazwiecie to socjalistycznym internacjonalizmem czy islamską wykładnią braterstwa i siostrzeństwa - tak długo, jak oznacza to solidarność z ciemiężonymi na całym świecie.

I wiecie, że gdy stoję tu i mówię, że wierzę w możliwość innego świata, nie opowiadam wam tylko o raju, lecz mówię o świecie tu i teraz.

Z dumą wspominam, że należę do grona założycieli RESPECTu - to interesujący eksperyment. Nie wiedziałam, dokąd zajdę - czułam tylko, że musimy zrobić coś w tym stylu. Wiedziałam, że więcej mam wspólnego ze związkowcami, ludźmi walczącymi o czyste środowisko, powstającymi w imię praw pracowniczych, z ludźmi uczestniczącymi w kampaniach antywojennych, niż z tymi, którzy przemawiali w imieniu torysów, labourzystowskiego rządu czy chwiejnych liberalnych demokratów. To stąd RESPECT. Ma służyć alternatywie dla polityki imperializmu i neoliberalizmu. Było jasne, że to nasza społeczność, i że bardzo świadomie rezygnujemy z tego, z czego rezygnujemy.

Czuję, że to owocny eksperyment. Czasem oznacza pójście w nieznane, bo tworzymy coś, co nie do końca znane. Nie powiem dokładnie, co się z tego upiecze. Lecz nie możemy mówić, że socjalistyczny ideał państwa i islamski ideał państwa nigdy nie zadziałają razem, więc muzułmanie i socjaliści nie współpracują. Nie uważam takiego podejścia za właściwe. Sądzę natomiast, że pójście w nieznane w oparciu o jasny fundament, określenie tego, co nas łączy, pozwoli nam zacząć budować prawdziwe relacje i iść naprzód, wykuwając prawdziwą alternatywę polityczną dla polityki wojny i prywatyzacji. Na tej bazie działamy w RESPECT, i sądzę, że stworzyliśmy ważny model zaangażowania politycznego.

Zakończę cytatem z Koranu - mówi on: "Powstań w imię sprawiedliwości, choćbyś miał powstać przeciw własnej rodzinie, bogatej czy biednej."

Tak odczytuję ten wers: łatwo pozostać z podobnymi tobie. Prawdziwym sprawdzianem jest powstanie w imię ludzi, którzy różnią się od ciebie i niekoniecznie wierzą w to, w co ty wierzysz. I słyszę echo tego nastroju w słowach Lenina, który powiedział w 1902 r., że jeśli ludzie powstają o podwyżkę płac są dobrymi związkowcami, ale jeśli powstają, by bronić przed pogromami Żydów, wtedy są prawdziwymi socjalistami.

Solidarność naszą bronią!

Dziękuję bardzo.

Salma Yaqoob
tłumaczenie: Paweł Michał Bartolik


Tłumaczenie ukazało się na stronie Viva Palestyna (viva-palestyna.pl). Śródtytuły pochodzą od tłumacza.

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

1 czerwca:

1906 - W Wielkim Księstwie Finlandii wprowadzono prawo wyborcze dla kobiet.

1934 - W odwecie za ostrzelanie lokalu PPS na Woli młodzi socjaliści zaatakowali grupę członków ONR, zrywając im odznaki organizacyjne - tzw. szczerbce.

1983 - W Berlinie zmarła Anna Seghers, niemiecka pisarka, komunistka.

2014 - Były lewicowy partyzant z FMLN Salvador Sánchez Cerén został prezydentem Salwadoru.

2015 - Ameenah Gurib-Fakim jako pierwsza kobieta została wybrana na urząd prezydenta Mauritiusa.

2018 - Giuseppe Conte został premierem Włoch.


 
Lewica.pl na Facebooku