Siwik: Zapotrzebowanie na lewicową wrażliwość

[2009-04-03 08:28:58]

Z prof. Anną Siwik, byłym dziekanem Wydziału Nauk Społecznych Stosowanych Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie rozmawia Przemysław Prekiel.

Pani Profesor, w Pani znakomitej książce "PPS na emigracji 1945-1956" przedstawia Pani zmagania partii, której nie było dane kontynuowanie swojej działalności w kraju (legalnej działalności). Co się stało z tymi PPS-owcami, którzy byli przeciwni aliansowi z PPR?

Zanim odpowiem na pytanie warto może w kilku zdaniach powiedzieć o położeniu ruchu socjalistycznego w Polsce tuż po zakończeniu wojny. Po pierwsze, na początku nie było jeszcze jasne na ile Polska Partia Socjalistyczna będzie mogła zachować pełną niezależność. Wielu działaczy PPS-WRN z okresu wojny włączyło się do pracy w partii licząc, że nadszedł wreszcie czas realizacji lewicowego programu, a PPS właśnie, mająca ponad 50-letnią tradycję walki o prawa ludzi pracy ma tu największą szansę. W dodatku, w przeciwieństwie do PPR posiadała ważny glejt, niezależności od Moskwy. Oczywiście w nowej, czy jak się wówczas mówiło odrodzonej PPS, dla osób ze ścisłego kierownictwa PPS-WRN takich jak Kazimierz Pużak czy Zygmunt Zaremba nie było miejsca. Jednak nawet Zygmunt Zaremba w pierwszych miesiącach powojennych myślał o kontynuowaniu pracy publicystycznej w kraju. Szybko jednak okazało się, że represje się nasilają, a niezależność staje się coraz bardziej ograniczona. Wiosną 1946 roku Zaremba potajemnie opuścił kraj, w porozumieniu z Pużakiem, który w 1947 roku wraz z grupą działaczy został aresztowany.

Natomiast w kraju nasilał się proces, politycznie sterowany przez komunistów, eliminacji ze sceny politycznej wszystkich sił, które nie akceptowały radzieckiego modelu ustrojowego. W odniesieniu do PPS proces ten propagandowo nosił nazwę "jednolitego frontu" klasy robotniczej, a co w praktyce oznaczało czystki w PPS i usuwanie osób, które nie chciały połączyć się z PPR w jedną partię. Odbywało się to w atmosferze zastraszania, w której łatwo było stać się "wrogiem ludu", a to groziło już poważnymi konsekwencjami, z aresztowaniem włącznie. Skala tego zjawiska nie jest do końca przebadana i trudno jest dokładnie określić ilu pepesowców przy okazji tzw. zjednoczenia przeszło przez więzienia. Ci, którzy zdecydowali się wstąpić do PZPR mogli liczyć na kariery np. Józef Cyrankiewicz, choć generalnie trzeba powiedzieć, że dawni działacze PPR cieszyli się większym zaufaniem nowej partii. Bywało, że członkostwo w PPS służyło jako narzędzie do dyskryminacji w pracy.

Czy możemy przyjąć taką tezę, że działacze PPS po wojnie byli przez władze prześladowani?

Nie można tu generalizować. Podejście władz było zróżnicowane. Osoby zakwalifikowane jako wrogowie nowego ustroju były prześladowane, wytaczano im procesy kończące się wyrokami skazującymi na wieloletnie czy nawet dożywotnie więzienia z których nie wszyscy, by wymienić tylko Kazimierza Pużaka, wychodzili żywi. Inni ciężko schorowani po amnestii w 1956 roku z trudem wracali do normalnego życia. Rodziny działaczy PPS, którzy wybrali emigracyjną aktywność były z definicji podejrzane, a więc pozostawały pod stałym nadzorem służb bezpieczeństwa z wszelkimi przykrymi tego konsekwencjami jak rewizje, kontrola przesyłek, trudności w znalezieniu pracy, itp. Oczywiście o paszportach i wyjazdach zagranicznych nie było mowy. Niektórzy musieli się ukrywać, zwłaszcza w pierwszych latach powojennych. Bywało, że ludzie ci byli później szantażowani przez służby bezpieczeństwa i skłaniani do współpracy, co w niektórych wypadkach się udawało. Jak duża była to skala, trudno dokładnie powiedzieć, wymagałoby to dalszych badań. Nie mniej znam dokumentowane przypadki, że takie osoby przez lata współpracowały z SB i szczegółowo informowały o sytuacji w środowisku emigracyjnych socjalistów. Możliwe to było dzięki wyjazdom zagranicznym. Natomiast dla tzw. szeregowych członków, przynależność do PPS nie oznaczała automatycznie szykan. Ponad pół miliona członków tej partii wstąpiło do PZPR, co pomagało w ułożeniu sobie życia w PRL. Można by wskazać wielu prominentnych działaczy partyjno-państwowych o socjalistycznym rodowodzie jak: Henryk Jabłoński, Adam Rapacki, Andrzej Werblan czy Lucjan Motyka.

Zdecydowana większość członków PPS była przeciwna połączeniu z PPR w jedna partię, jednak byli też i tacy, którzy uwierzyli w górnolotne zapewnienia władz w demokratyzację życia w Polsce, jak np. Józef Cyrankiewicz - przedwojenny PPS-owiec, późniejszy premier. Czy to była naiwność polityczna czy może wierzyli oni w ten sukces?

To jest złożony problem i trudno w kilku zdaniach odpowiedzieć. Pytanie dotyczy przecież nie tylko wyborów socjalistycznych działaczy, ale szerzej tych wszystkich, którzy zdecydowali się współpracować z władzami PRL. Ciekawe tu są zwłaszcza postawy inteligencji. Myślę, że zawsze, gdy mamy do czynienia z jednostkowymi wyborami motywy będą bardzo zróżnicowane. Trzeba też uwzględnić międzynarodowy kontekst. Polska w tym czasie znalazła się w układzie zależności od ZSRR, gdy żelazna kurtyna dzieliła Europę na dwa światy i gdy z perspektywy jednego pokolenia stan taki miał cechy trwałości. Całe społeczeństwo nie mogło przecież emigrować. Wracając do tego konkretnego przykładu. Oczywiście nie potrafię odpowiedzieć jakimi motywami kierował się Józef Cyrankiewicz. Z pewnością trudno byłoby go posądzić o polityczną naiwność. Był wykształcony, politycznie zaangażowany, od początku wojny w konspiracji pepesowskiej i Związku Walki Zbrojnej, jesienią 1940 roku był przewidziany na stanowisko zastępcy Delegata Rządu na Kraj, w 1942 roku został aresztowany i osadzony w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, gdzie przebywał do końca wojny. Nie wiem czy to doświadczenie nie wywarło wpływu na późniejsze decyzje, w których pragmatyzm brał górę.

Chciałbym zapytać o Józefa Piłsudskiego. Jak to się stało, że tak radykalnie wziął on rozwód z lewicą, z PPS? Na procesie brzeskim większość oskarżonych to działacze PPS-u.

Tak to prawda, na 11 oskarżonych w procesie brzeskim sześciu było działaczami PPS. Nie da się ukryć, że cała akcja była wykonywana na wyraźne polecenie Józefa Piłsudskiego, kiedyś aktywnego działacza tej partii, członka CKW i redaktora naczelnego "Robotnika". Pamiętajmy jednak, że w partii Piłsudski był bardziej skoncentrowany na działalności bojowej, która ostatecznie doprowadziło go do Komendanta Głównego Związku Strzeleckiego, a później - Legionów. Dla Piłsudskiego niepodległość Polski była sprawą nadrzędną. Kiedy w 1918 roku został Naczelnikiem Państwa powołał rząd kierowany przez socjalistę Jędrzeja Moraczewskiego - notabene zawdzięczamy mu bardzo postępowe ustawodawstwo pracy (m.in. 8 godzinny dzień pracy i 46 godzinny tydzień pracy). Piłsudski wysiadł na przystanku niepodległość, co z punktu widzenia politycznego, było uzasadnione gdyż dawało mu to jako głowie państwa większe możliwości pozyskania szerszego poparcia społecznego. Trzeba pamiętać, że przez kręgi prawicowe Piłsudski był ciągle postrzegany jako socjalistyczny awanturnik, który napadał na pociągi (nawiązanie do akcji pod Bezdanami). Z czasem, jak się wydaje, Piłsudski także ideowo oddalał się od socjalizmu, choć jak pamiętamy jeszcze w zamachu majowym miał poparcie PPS. Potem już było coraz gorzej. Centrolew - z głównym udziałem PPS - został powołany w 1929 roku w celu zwalczania obozu Piłsudskiego i rządów sanacji. To już była twarda walka polityczna po przeciwnych stronach barykady. Nie pierwszy to i nie ostatni przypadek w historii, kiedy politycy zmieniają całkowicie polityczne barwy.

Wielki wkład w powojennym ruchu socjalistycznym wnieśli polityczni emigranci, mam tu na myśli zwłaszcza działalność Adama i Lidii Ciołkoszów. Lidia Ciołkoszowa mówiła kiedyś, że PRL ukradł jej socjalizm. Jak PPS-owcy na emigracji podchodzili do ustroju stworzonego po wojnie w Polsce? Byli jego ostrymi krytykami?

Miałam przyjemność osobiście jeszcze poznać Lidię Ciołkoszową w jej domu w Londynie, gdzie prowadziłam kwerendę archiwaliów tam zgromadzonych przez Adama i Lidię Ciołkoszów. Spędziłam wiele godzin na rozmowach przy herbacie. To nie była tylko opinia Lidii Ciołkoszowej. W wielu dokumentach można znaleźć rozważania na temat zawłaszczenia przez propagandę komunistyczną w Polsce pojęć z języka socjalistów. Budowano przecież "ustrój socjalistyczny", "demokracja" była "socjalistyczna", istniało "socjalistyczne współzawodnictwo pracy", "system wychowania", etc. W języku propagandy nie posługiwano się przymiotnikiem "komunistyczny". Istniało zagrożenie - i jak się później okazało słuszne - pewnego chaosu pojęciowego. Przeciętny obywatel utożsamiał "socjalizm" z "systemem socjalistycznym w wersji radzieckiej", który z socjalizmem demokratycznym, w wersji zachodnioeuropejskiej nie miał prawie nic wspólnego. Emigracyjni socjaliści obawiali się, że doświadczenia realnego socjalizmu skutecznie zniechęcą społeczeństwo do wszystkiego co z socjalizmem się kojarzy, a nawet dalej - z lewicą. Doświadczenia po 1989 w dużym stopniu te obawy potwierdziły. Na marginesie należy wspomnieć, że pod tytułem "Skradzione sztandary PPS" ukazała się jeszcze w wydawnictwie KOS w 1987 roku książka Edmunda Reńskiego.

Wracając jednak do pytania. Trzeba powiedzieć, że PPS na emigracji popierała program socjaldemokracji zachodniej, której ideowe podstawy wyrażał dokument: "Cele i zadania socjalizmu demokratycznego" przyjęty na kongresie założycielskim Międzynarodówki Socjalistycznej we Frankfurcie nad Menem w 1951 roku. Dodam, że Adam Ciołkosz był członkiem zespołu opracowującego tezy programowe, co niewątpliwe świadczyło o pozycji polskiego socjalisty w międzynarodowym ruchu socjaldemokratycznym. Emigracyjna PPS bardzo krytycznie odnosiła się do systemu, który został w Polsce po wojnie wprowadzony. Krytykowano przede wszystkim jego niedemokratyczny charakter, brak swobód obywatelskich, represyjność, zależność od ZSRR. Oczywiście zdawano sobie sprawę z międzynarodowych uwarunkowań, dlatego dostrzegano różnice między okresem stalinowskim, a pewną liberalizacją okresu Gomułki. W niczym to jednak nie podważało istoty systemu jakim były rządy monopartyjne.

Dla socjalistów warunkiem wstępnym było odzyskanie przez Polskę pełnej suwerenności i demokratyczne przemiany, w których widzieli ogromną rolę dla socjalistycznej partii. Oceniano bowiem, że społeczeństwo w wolnych wyborach poprze program socjaldemokracji z jej ofertą socjalną, ideą wyrównywania różnic społecznych, bezpłatną edukacją, itd., ale także z wizją gospodarki opartej na regułach ekonomicznych. W tym kontekście nie krytykowano przekształceń dokonanych po wojnie, jakimi była nacjonalizacja wielkiego przemysłu czy program bezpłatnego dostępu do szkolnictwa wszystkich szczebli. Nie krytykowano procesu industrializacji, jako drogi wyjścia Polski z cywilizacyjnego zapóźnienia, socjaliści krytykowali natomiast sposób realizacji. W polityce międzynarodowej opowiadali się za pełną niezależnością od Moskwy, ale popierali dążenia rządu w Warszawie do ostatecznego uznania granicy na Odrze i Nysie; tu zresztą trzeba przyznać głos całej emigracji był jednoznaczny. W sprawie granicy wschodniej, pogląd socjalistów odbiegał od tembru całej emigracji. Uważali, że kwestia granicy na Bugu winna być rozstrzygnięta w duchu porozumienia z bezpośrednio zainteresowanymi stronami tj. Litwinami, Ukraińcami i Białorusinami.

Zmarła w ubiegłym roku Irena Sendlerowa, oprócz pięknej karty w walce z antysemityzmem, niosąc pomoc Żydom, była również działaczką PPS. Ten okres jej działalności jej jednak pomijany. Co wiemy o jej działalności w PPS?

Niestety na ten temat niewiele mogę powiedzieć. Pochodziła z rodziny o patriotycznych tradycjach, pradziadek za udział w powstaniu styczniowym został zesłany na Sybir, ojciec, lekarz był w PPS, więc tradycje socjalistyczne wyniosła z domu. Jak większość socjalistów była niezwykle wrażliwa na wszelkie przejawy dyskryminacji, dlatego już jako studentka protestowała przeciwko upokarzającemu gettu ławkowemu na uczelniach. Myślę, że jej zaangażowanie w ratunek dzieci żydowskich w czasie wojny było naturalną konsekwencją tej postawy - niezgody na krzywdę.

Ostatnie pytanie dotyczy przyszłości PPS. Partia ta popadła w polityczny niebyt. Czy jedynym reprezentantem polskiej lewicy ma być partia postkomunistyczna, o poglądach sprzecznych niekiedy z lewicowymi ideałami? (Mam na myśli oczywiście SLD).

Nieco moralizując można byłoby powiedzieć, że to jest ironia historii. Partia o pięknych historycznych tradycjach walki o niepodległość i społeczną sprawiedliwość (wiem jak to niemodnie brzmi) nie znalazła swojego miejsca na politycznej scenie w niepodległej Polsce. Prawdę powiedziawszy nie bardzo widzę szanse na powrót. Moim zdaniem kiedy po 1989 roku budowano scenę polityczną w Polsce został popełniony błąd, ponieważ nie nastąpiło połączenie wszystkich lewicowych nurtów, bliskich idei socjaldemokratyzmu, które były obecne zarówno w "Solidarności" jak i w innych mniejszych ugrupowaniach. Zarówno Unia Pracy, jak i połączona pod auspicjami Jana Józefa Lipskiego PPS należały do tego nurtu. Gdyby wtedy wykazano się większą polityczną wyobraźnią istniała szansa na stworzenie alternatywnej wobec postkomunistów partii socjaldemokratycznej o niekomunistycznym rodowodzie. Ale to już przeszłość, trudno dziś na ten temat deliberować, w dodatku z perspektywy czasu łatwiej jest krytykować. Jedno jest pewne, że w Polsce istnieje społeczne zapotrzebowanie na lewicową wrażliwość, a powrót na scenę partii postkomunistycznej był tylko wyrazem tych tendencji. Inna kwestia, że SLD nie spełnił tych oczekiwań czemu trudno się dziwić gdy za lewicową frazeologią krył się całkiem liberalny program.

Na polskiej scenie politycznej istnieje miejsce dla prawdziwie socjaldemokratycznej partii, pytanie kto i kiedy ją stworzy? To są procesy długotrwałe, myślę, że rolę główną odegra młode pokolenie, które jest zawsze bardziej wrażliwe społecznie. Wasz portal jest tego dowodem. Obecny kryzys doktryny neoliberalnej będzie także jak sądzę takim katalizatorem.

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:



Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki

Więcej ogłoszeń...


22 października:

1887 - W Portland urodził się John Reed amerykański dziennikarz i pisarz, autor książki "Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem", opisującej wydarzenia rewolucji październikowej, w oparciu o którą powstał film Sergiusza Eisensteina "Październik".

1923 - Początek kilkunastudniowego strajku kolejarzy krakowskich.

1923 - W Hamburgu wybuchło powstanie robotnicze pod przywództwem KPD.

1929 - James Scullin został premierem laburzystowskiego rządu Australii.

1936 - W Hiszpanii utworzono Brygady Międzynarodowe.

1964 - Jean-Paul Sartre uhonorowany literacką Nagrodę Nobla.

1971 - W Holandii powstała Partia Socjalistyczna (SP).

1983 - W RFN ponad milion osób wzięło udział w protestach przeciwko zbrojeniom atomowym.

1990 - W Paryżu zmarł Louis Althusser, francuski filozof marksistowski, jeden z głównych przedstawicieli marksizmu strukturalistycznego.

1993 - Powstała Partia Komunistów Republiki Mołdawii.

2000 - Tunezja zerwała stosunki dyplomatyczne z Izraelem w proteście przeciw stosowaniu przemocy wobec Palestyńczyków.

2011 - Założono centrolewicową partię polityczną Pozytywna Słowenia.

2017 - Słowenia: I tura wyborów prezydenckich. Do II tury przeszli: ubiegający się o reelekcję Borut Pahor i Marjan Šarec.


?
Lewica.pl na Facebooku