Prekiel: Zrozumieć Adama Michnika

[2009-06-28 09:48:02]

W polskich mediach politycy, jak i publicyści, nawołują Polaków do świętowania pierwszych częściowo wolnych wyborów z 4 czerwca, nie bacząc na kłótnie wśród polityków.

Jednak 20 lat temu powstała również "Gazeta Wyborcza" - pierwszy wolny dziennik w Europie Środkowo-Wschodniej. Rola jaką spełniała przez te 20 lat była ogromna. Za sprawą Adama Michnika dziennik ten stał się największym i najbardziej wpływowym w Polsce, ale od początku, poprzez osobę swojego naczelnego, "Gazeta" wzbudzała ogromne kontrowersje. Kim jest Adam Michnik? Bohaterem, który narażał swoje życie w walce demokrację? Czy - jak twierdzi spora część opinii publicznej - manipulatorem?

Spór o lustrację

Pierwszym poważnym rozdźwiękiem między "Gazetą Wyborczą", która miała reprezentować ekipę "Solidarności" a dawnymi towarzyszami ze związku, była idea lustracji, popularna aż do dziś. Dawna opozycja podzieliła się na tę bardziej radykalną, chcącą drastycznych rozliczeń i tę, która podzielała wizję środowiska "Gazety", czyli tzw. "grubą kreskę", proponując byłym funkcjonariuszom aparatu represji nietykalność? w zamian za lojalność wobec nowych władz.

Adam Michnik, ku zaskoczeniu sporej części "Solidarności" i opinii publicznej, postanowił nie dopuścić do rozliczeń, słusznie twierdząc, że odwetowa histeria mogłaby zepchnąć kraj z demokratycznej drogi. "Nie chciałbym, aby w pierwszym dniu wolności wielki tłum wylegał na ulice i rozliczał wszystkich z tego, co zrobili i z tego czego nie zrobili dla Polski. Czuję w tym atmosferę ulicznego samosądu. Dlatego też rozliczenia pozostawmy lepiej historykom" – pisał jeszcze 10 lat przed Okrągłym Stołem.

Jako wzór państwa, które bez rozliczeń przystąpiło do demokratyzacji, Adam Michnik przedstawiał Hiszpanię - kraj, gdzie po śmierci faszystowskiego dyktatora "wczoraj wielcy polityczni przeciwnicy, dozorcy i więźniowie nie tracąc swej politycznej tożsamości, chcą i potrafią żyć wspólnie we wspólnym państwie". Choć jak przyznał w jednym z ostatnich wywiadów: "widzę wszystkie te słabości hiszpańskiej drogi do wolności, czyli bez lustracji i odwetu, niemniej rozpętanie wtedy lustracyjnej hecy przyniosłoby znacznie większe szkody Polsce" (...)

Jednak "Gazetę Wyborczą" również dotknęła "lustracyjna choroba", za sprawą jej pracownika Leszka Maleszki, którego w 2001 roku oskarżono o to, że przez długie lata informował SB o działalności krakowskiej opozycji, niewątpliwie szkodząc jej działalności. W tej sprawie Adam Michnik również zachował się niejednoznacznie: nie chciał zwalniać swojego pracownika, zauważając, że "wyraził skruchę, poprosił o wybaczenie". Wcześniej mówił o całej sprawie inaczej, nie padły słowa o tym, że Maleszka sam się przyznał. Przez 25 lat nikomu nigdy nie powiedział, co robił. I żył z tym przez 25 lat. Jest to świadectwo człowieka złamanego i zakłamanego, ze wszystkimi straszliwymi tego konsekwencjami. I, niestety, jest to świadectwo wymuszone – gdyby fakt współpracy z SB nie wyszedł na jaw, Maleszka prawdopodobnie sam by się nie przyznał. Pogrzebałby w sobie tę prawdę. Nie po raz pierwszy to Adam Michnik zachował się dwuznacznie.

Wybaczenie to główne, zdawałoby się, przesłanie Adama Michnika w sporze o lustrację. Jednak ludzi dziwić może, a wręcz i powinno, że bronienie ludzi, którzy wczoraj byli katami jest zastanawiające. Nawet o sędziach w czasach stalinowskich Michnik potrafił powiedzieć coś zaskakującego: "Kiedy zapadały najgorsze wyroki, Stefan był dwudziestoparoletnim człowiekiem, który niewiele rozumiał z tego, co się działo. Naturalnie to go nie usprawiedliwia, ale nie uzasadnia też aż takiego eksponowania jego roli w stalinowskich zbrodniach sądowych" - mówił o swoim bracie Stefanie, który orzekał na rzecz stalinowskiego terroru, skazując działaczy podziemia. Jak to się stało, że człowiek walczący z systemem dyktatorskim, jego ofiara dziś staje w obronie wczorajszych prześladowców? Poniekąd odpowiedź na to pytanie, padła w "Pamiętnikach" gen. Jaruzelskiego, w posłowiu Adam Michnik tłumaczył, że mylił się atakując generała, że zmienił zdanie. Po tym Adam Michnik po raz kolejny naraził się dawnym opozycjonistom, którzy nie mogli zrozumieć jego zbliżeniu z dawną elitą. Nie po raz pierwszy to Michnik zmieniał zdanie zaskakując niemal wszystkich.

Czy społeczeństwo, mając w pamięci rzezie na Wybrzeżu, pamiętając traumę stanu wojennego, było w stanie zapomnieć i wybaczyć? Walka Adama Michnika była poniekąd słuszna, bo czy można wrzucać wszystkich do jednego worka?

Michnik a lewica

Największe nieporozumienie dotyczące Adama Michnika budzą jego lewicowe "sympatie". Sam w przeszłości przyznawał, że był "lewicowym laikiem" czy "przeciwnikiem kapitalizmu". Ewolucja, jaką przeszedł przez te lata, również jest zaskakująca, choć - jak mówi przysłowie - tylko krowa nie zmienia poglądów. Obecnie skrajna prawica nadal zarzuca Michnikowi i środowisku "Gazety" lewicowość, co jest dla tego środowiska raczej uwłaczające. Trafne wydaje się tu porównanie Michnika z Piłsudskim, który również zerwał radykalnie swoje związki z lewicą, o ile sam w te ideały rzeczywiście wierzył.

Opozycja demokratyczna w PRL była w większości bardziej lub mniej bliska ideałom lewicy. Taki był wówczas trend. Nie tylko zresztą w Polsce, również na Zachodzie pojawiła się "moda" na lewicowość, tak jak kilkanaście lat później moda na liberalizm w ekonomii.

Adam Michnik w swoich tekstach jawił się jako człowiek lewicy, której nieobce były ideały demokratycznego socjalizmu. Ba! Jeszcze w 1989 roku określał się jako przeciwnik prywatyzacji! Jego ewolucja ideowa była bezsporna: wczorajszy przeciwnik kapitalizmu, dziś - zwolennik jego skrajnej, neoliberalnej formy.

Jakim człowiekiem lewicy był ówczesny Michnik? Swoją przynależność widział w lewicy, która "głosi wolność i tolerancję, niezależność od osoby ludzkiej, sprawiedliwy podział między wszystkich, która zwalcza szowinizm i nacjonalistyczną opresję, obskurantyzm i ksenofobię, nierówność i niesprawiedliwość społeczną - jest to program antytotalitarnego socjalizmu. Jako socjalista jestem przeciwnikiem kapitalizmu". Analogia z Piłsudskim jest tu jak najbardziej na miejscu. Jeden w czasach, gdy nie było państwa polskiego głosił piękne hasła socjalistyczne, a gdy ta Polska powstała natychmiast się od nich odwrócił, zwalczając je wręcz siłą. Podobnie zachował się Michnik. Gdy po Okrągłym Stole hasła równości społecznej rzeczywiście były oczekiwane (pamiętne Postulaty Sierpniowe) Michnik zdecydował się wspierać ekipę Tadeusza Mazowieckiego i drastyczne plany Leszka Balcerowicza. Najlepszym zdaniem podsumowującym związki między lewicą a Michnikiem wygłosił sam naczelny mówiąc w wywiadzie dla "Gazety" z 8-9.3.2008 mówiąc "Serce wciąż mam po lewej stronie, ale porfel po prawej". Jak mówiła prof. Anna Siwik: "Nie pierwszy to i nie ostatni przypadek w historii, kiedy politycy zmieniają całkowicie polityczne barwy".

Kościół, lewica, dialog

Książka, która Adam Michnik napisał w 1977 roku, stanowi jedno z najważniejszych jego dzieł. Publikację wznowiła ostatnio "Gazeta Wyborcza". Stanowi ona swoisty rachunek sumienia "laickiej lewicy" wobec Kościoła w Polsce.

Przesłanie tej książki było jasne: wystąpić wspólnie z Kościołem przeciw totalitarnej władzy, gdyż zarówno laicka inteligencja, jak i Kościół, mimo wzajemnych niechęci, są przez tę władzę zwalczani. Michnik argumentował: "Czy my - ludzie lewicy laickiej - nie powinniśmy wreszcie pojąć, że w obliczu totalitarnej dyktatury tradycyjne pojęcie "postępu" i "wstecznictwa" czy też podziały na "prawicę" i "lewice" stają się mniej istotne od zasadniczej linii podziału, która dzieli zwolenników totalitaryzmu od jego przeciwników?"

Książka wywołała ogromne poruszenie, zarówno wśród laickiej lewicy, jak i w kręgach katolickich. Michnik, będący pod dużym wpływem Antoniego Słonimskiego, zauważał jak zmieniało się podejście ludzi laickiej lewicy, którzy nie atakowali już Kościoła, broniąc "urzędowego ateizmu". Jak zmieniało się to podejście wyjaśnia sam Słonimski: "W latach mojej młodości spór między Kościołem katolickim a postępową inteligencją polską przybierał nieraz charakter otwartego konfliktu. Kościół uważany był za podporę kapitalizmu i nieraz, przypomnieć mi to wypada, dawałem wyraz moim poglądom laicystycznym, zwłaszcza w dyskusjach obyczajowych i społecznych. Watykan jak bastion zamknięty bramą spiżową separował się całkowicie od zmieniającego się świata (...) niemal do połowy dwudziestego wieku bronił się przed otwarciem swojej bramy spiżowej".

Dlaczego dwa dotąd niechętne wobec siebie środowiska powinny się do siebie zbliżyć? I dlaczego, tak rewolucyjne jak na ówczesne czasy stwierdzenia, że lewica powinna bronić praw religii, postulował Michnik? Zapewne doskonale zdawał sobie sprawę, że Kościół, nie pozbawiony wad, jest największą siłą opozycji, bez której nie ma większych szans na walkę z dyktatura.

Kościół - zdaniem Michnika - nie był już ta samą skostniałą instytucją jak jeszcze przed wojną, dlatego jego zdaniem ludzie lewicy laickiej powinni bronić Kościoła: "Ludziom lewicy laickiej - raz jeszcze to powtórzmy - powinno zależeć na obronie Kościoła. (...) od wielu lat Kościół katolicki w Polsce nie uzasadnia żadnych racji możnych tego świata, stojąc uporczywie po stronie prześladowanych i bitych. Rzeczywistym wrogiem lewicy laickiej nie jest Kościół, lecz totalitaryzm". Adam Michnik, mając w pamięci przedwojenną postawę Kościoła, sprzyjającą postawom nacjonalistycznym, zdawał sobie sprawę, że nie zawsze powinno się wspierać Kościół, gdyż: "Niebezpieczny dla dążeń lewicy laickiej, jest tylko Kościół, który - w myśl recepty Janusza Zabłockiego- wyrzeka się oporu i ducha Ewangelii, który będzie prowadził życzliwy dialog z rządem, który z ambon będzie nauczał, że trzeba słuchać i służyć władzy nawet komunistycznej, bo wszelka władza od Boga pochodzi. Dopiero wtedy postawa antyklerykalna (choć nie antyreligijna!) panowanie będzie miała uzasadnienie".

Adam Michnik poniósł jednak klęskę, zakładając, że w wolnej Polsce Kościół ograniczy się do bycia sumieniem narodu, że nie będzie zabiegał o wpływy polityczne.

"Gazeta" przejęła linię ostrożną wobec Kościoła, nie chcąc zbytnio eksponować podziałów wśród społeczeństwa. Zdecydowała się nawet jako pierwsza na rubrykę poświęconą sprawom religii. Ostrożność wobec tej tej instytucji była tak silna, że Michnik nie zgodził się na publikację artykułu Barbary Labudy, która opisywała nieprawidłowości i patologie, które towarzyszyły odzyskiwaniu przez Kościół majątku zagarniętego przez komunistyczne władze i kler, który nie baczył przy tym na eksmisje ludzi ubogich, oraz nie atakować abp Paetza za jego skłonności ...ton tekstów bym bardzo łagodny.

Kilkanaście lat później Komisja Majątkowa, w której zasiada dwanaście osób (po sześć ze strony rządu i episkopatu), której zadaniem jest odzyskiwanie nieruchomości zabranych z naruszeniem prawa przez władze PRL, poddana zostanie ostrej krytyce, gdyż coraz częściej kler sięgać będzie po znacznie więcej niż w rzeczywistości stracił, a co budzi duże zdumienie - możliwości odwołania od decyzji komisji nie ma! Na łamach "Gazety" również pojawią się krytyczne teksty odnośnie Komisji. Wiara Michnika w Kościół okazała się więc płonna, gdyż w 2005 roku nacjonalistyczno-katolicka prawica miała silne poparcie w łonie episkopatu.

Jeden z głównych ideologów ruchu narodowego, Jędrzej Giertych, oceniając książkę Michnika napisał: "Obawiam się, iż dojście tego obozu do władzy nie byłoby zmianą na lepsze, ale zmianą na gorsze. Bo miejsce biurokratów, a więc trochę oportunistów, zajęliby fanatycy (...) Byłby to system wcielony w życie z całą bezwzględnością. A co więcej, byłby to system, w którym kierowniczą rolę odgrywaliby Żydzi, a więc ludzie naszemu narodowi obcy i ducha naszego narodu z gruntu nie uznający i szczerze nie cierpiący".

Trzeba było dużo odwagi, aby wyciągnąć rękę do Kościoła, narażając się własnemu środowisku, a nie zyskując - jak się okazało za sprawą Giertycha - niczego poza wzgardą.

Opinie naczelnego

Powstaniu "Gazety Wyborczej" towarzyszyły wielkie emocje. Za sprawą obrad Okrągłego Stołu, strona rządowa zgodziła się na dziennik, który miał reprezentować stronę opozycji.

Redagowaniem pierwszego wolnego dziennika w Europie Środkowej zajęli się Michnik i Helena Łuczywo, wcześniej związana z opozycyjnym "Tygodnikiem Mazowsze".

Ewolucja, jaką przeszedł Michnik, sprawiła, że odwrócił się od swoich lewicowych haseł. Czy one były one więc głoszone przez niego na serio? "Gazeta Wyborcza" przez cała transformację wspierała bowiem drastyczne reformy. Dziennik zaangażował się z cała mocą w popieranie neoliberalnych rozwiązań w stylu Jeffreya Sachsa, którego - jak się okazało - pilnym uczniem był Leszek Balcerowicz. Można się było łudzić jeszcze w roku 1989, wówczas to Michnik deklarował: "Niekiedy słyszy się opinie, że powinien to być system kapitalistyczny. Dla mnie jest to absurdalne. Obecnie w niektórych kołach w Polsce powstał kult słowa "prywatyzacja". Co to znaczy? Co prywatyzować? Koleje, samoloty? Przecież to bajki, absurd". Jakże zmienił poglądy już kilka miesięcy później.

Michnik, który protestował podczas agresji wojsk Układu Warszawskiego: "chcę zaznaczyć, że gdybym nie siedział w więzieniu, na pewno manifestowałbym przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację". Podczas agresji USA na Irak, zdecydowanie poparł tę wojnę tłumacząc: "Rzecz jasna nie zgadzam się z kłamstwem. Lecz dziwi mnie, że ludzi na Zachodzie bardziej niepokoją kłamstwa George'a Busha i Tony'ego Blaira niż kłamstwa Saddama Husajna, który kłamał nawet wtedy gdy spał". Zadziwiające, że gdy temperatura wojny o ropę opadła, w "Gazecie" pojawił się szereg artykułów potępiających wojnę. Jeden z dziennikarzy napisał, że "Gazeta" popełniła błąd. Szkoda,że jak zwykle po fakcie.

Wielki przyjaciel Michnika z czasów opozycji demokratycznej, oceniając 10-lecie transformacji stwierdzał, że popełniano błędy, przedkładano reformy nad sprawiedliwość społeczną, szerząca się korupcję. Michnik, czując się wezwany do tablicy, tłumaczył, że nie było innego wyjścia dla tego procesu, co dziś kwestionują profesorowie Tadeusz Kowalik czy Zdzisław Sadowski, twierdząc, że polskie przemiany były najgorsze z możliwych. Po latach ekonomicznym guru środowiska gazety, będzie nadal Leszek Balcerowicz.

Swoistym zimnym prysznicem była rola Kościoła po przemianach ustrojowych. Michnika, który tak zabiegał o zbliżenie go z lewicą, musiał srogo zawieść w 2005 roku zwycięstwo partii, która dzięki radiomaryjnemu elektoratowi stała się - jak mówił - zagrożeniem dla demokracji. W tej sprawie również możemy zauważyć ewolucję środowiska "Gazety". Po zwycięstwie wspomnianej prawicowej partii "Gazeta" nie szczędziła gorzkich słów prawdy biskupom i tej części episkopatu, która podzielała argumenty Radia Maryja, choć nigdy nie była to krytyka masowa. Michnik zawsze starał się popierać te bardziej liberalne skrzydło w łonie episkopatu.

Świetnie określił Michnika Sławomir Sierakowski mówiąc, że chce on być jednocześnie "katolikiem z lewicy, narodowym kosmopolitą, zdeklarowanym antykomunistą, który walczy z innymi antykomunistami, euroentuzjastą i zwolennikiem traktatu nicejskiego, krytykiem i obrońcą Kościoła", dodając: "w latach 90-tych Adam Michnik posługiwał się często manichejską figura retoryczną, przeciwstawiając sobie siła zła i siły mroku - demokrację i dyktaturę. Zwolennik dekomunizacji natychmiast stawał się bolszewikiem, zwolennik państwa laickiego był określany mianem antyklerykała z tramwaju, każdą osobę zajmującą krytyczne stanowisko wobec wolnego rynku podejrzewano o to, iż jest reprezentantem gatunku homo sovieticus".

Trudno o lepszą puentę podsumowująca charakterystykę Michnika, człowieka, który już od ponad 40 lat odgrywa wielką role. Pytanie tylko czy pozytywną? W życiu publicznym jest on - według "Financial Times" - jednym z dwudziestu najbardziej wpływowych dziennikarzy świata. Na pewno nie raz nas jeszcze zaskoczy.

Przemysław Prekiel


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

2 czerwca:

1882 - Zmarł Giuseppe Garibaldi, włoski rewolucjonista, żołnierz i polityk, działacz i bojownik na rzecz zjednoczenia Włoch.

1916 - Zakończył się strajk warszawskich tramwajarzy, złamany represjami policji.

1941 - W odwecie za opór stawiany przez miejscową ludność niemieckim spadochroniarzom podczas desantu na Kretę rozstrzelali oni kilkudziesięciu mężczyzn z wioski Kondomari.

1946 - Włosi opowiedzieli się w referendum za zniesieniem monarchii i ustanowieniem republiki.

1967 - Jedna osoba zginęła, a 60 zostało rannych w wyniku starć lewicowej młodzieży z policją w trakcie demonstracji przeciwko wizycie szacha Iranu Rezy Pahlawiego w Berlinie Zachodnim.

2007 - W Rostocku (płn. Niemcy) 80 tys. alterglobalistów demonstrowało przeciwko szczytowi G8. Doszło do gwałtownych starć z policją.

2018 - Pedro Sánchez (PSOE) został premierem Hiszpanii.


 
Lewica.pl na Facebooku