Społeczeństwo obywatelskie w przeddzień wyborów

[2002-08-26 15:05:44]

Szansa czy głupota?

Zbliżają się wybory samorządowe. Już w październiku lub listopadzie obwieszczenie PKW, zdeterminuje dalsze życie tysięcy działaczy samorządowych, aktywistów partyjnych i wszystkich tych, którzy brali udział w wyborach. Wielu z nich wygra, niestety większość odpadnie.

Dziś jest czas na to, aby zastanowić się jak doprowadzić do zwycięstwa. Kampania to czas wielkich nerwów i ciężkiej pracy. Związane jest z tym ogromne ryzyko, wygrana nie jest ani pewna ani łatwa do osiągnięcia. Podobnie jak w totolotku wygrywają nieliczni, jednak gra bardzo wielu. To rodzi pytanie: dlaczego tak postępują, skoro wg danych statystycznych, szanse są niewielkie. Ci, którzy grają, często mówią, że ot tak po prostu próbują szczęścia. Ci, którzy nie grają, nazywają to naiwnością i wyrzucaniem pieniędzy. Podobnie jak w dowcipie o Abramku, który modlił się do Boga pełen pretensji - Dlaczego Boże inni wygrywają mieszkania, pieniądze, samochody a ja co? Nic, dlaczego mnie nie lubisz Boże, co ja ci złego zrobiłem? Na to odzywa się Bóg: Abramek ty daj mnie szansę ty chociaż raz zagraj.

Ci, którzy dziś startują dają sobie tę szansę. Choć oczywiście nie jest wcale powiedziane, że wygrają nawet mimo usilnych modlitw. W najgorszym razie będą mogli dopisać sobie do życiorysu start w wyborach, jako kolejne doświadczenie życiowe.


Elementy kampanii wyborczej

Teraz jest właśnie czas na to aby zadać sobie pytanie co jest potrzebne aby wygrać wybory?
Zapewne niezbędne są następujące elementy:
  • program partii
  • dobre notowania ugrupowania
  • wysokie miejsce na liście
  • chwytliwe hasło
  • nazwisko łatwo wpadające w ucho
  • kontakty z mediami
  • sztab ludzi do pracy
  • program indywidualny
  • materiały propagandowe
  • pieniądze
    oraz wiele innych rzeczy. Nade wszystko jednak potrzebna jest praca, praca i jeszcze raz praca. Ciężka praca kandydata, całego ugrupowania, sztabów - na wszystkich poziomach, od indywidualnego, po szczebel krajowy.

    Mając wspaniale przygotowaną kampanię - dobre hasło wyborcze, piosenkę, którą mogą wszyscy zanucić, kandydatów przeszkolonych w zakresie technik wyborczych, program napisany przez naszych najlepszych specjalistów, może wydawać się, że to już są wszystkie elementy

    Czy już wszystko zostało uwzględnione? Otóż nie, zabrakło tam jednego elementu. Jest nim elektorat. Ludzie, którzy głosują. To oni, w grze zwanej kampanią wyborczą, są najważniejsi.


    Frekwencja - liczby czy ludzie?

    Analizując wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych oraz prezydenckich, łatwo można było zauważyć jak niska była frekwencja. Zapewne wielu politologów, sztabowców, samych kandydatów i wielu innych ślęczało nad szczegółowymi danymi ze swoich okręgów.. Tym co można dostrzec, początkowo są tylko liczby, procenty.

    Można powiedzieć, że frekwencja wyborcza wyniosłą np. 53%. Ale to oznacza, że na 100 ludzi tylko 53 poszło głosować. Co z pozostałymi 47? Odliczając kilku obłożnie chorych, których już nie interesują żadne wybory, a także ze 2 anarchistów, którzy buntują się przeciwko wszelkim formom współpracy z państwem. Odliczając także kilku staruszków, których nie ma kto zaprowadzić do urn, którzy może nawet nie wiedzą o wyborach. Zostaje 90 osób, z których 37 zostaje w domach.

    Tu należałoby postawić pytanie DLACZEGO? Co jest przyczyną zjawiska, że z 90 osób posiadających prawa obywatelskie, mogących decydować o tym kto będzie sprawował w ich imieniu władzę, nie korzysta z tego przywileju?

    Nie ważne czy wybierany jest prezydent, parlament czy radni, frekwencja kształtuje się na podobnym poziomie. Stąd można wysnuć wniosek, że ludzie nie identyfikują się z władzą w kraju niezależnie od poziomu na jakim ona funkcjonuje. I ten brak identyfikacji jest kluczem do zrozumienia problemu. Ludzie w Polsce nie widzą związku pomiędzy czynnością wrzucenia głosu do urny a późniejszym kształtem państwa czy miasta. To czy związek ten widzą sami politycy, to już zupełnie odrębny temat.

    Związki te szczególnie są widoczne na szczeblach władzy lokalnej, gdzie głosy oddane na poszczególne osoby mogą w przyszłości zadecydować o tym czy w okolicy powstanie oczyszczalnia ścieków, czy przedszkole zostanie zlikwidowane czy też nie.

    Aby jeszcze bardziej zobrazować jak ważny jest głos pojedynczego człowieka w wyborach warto przypomnieć wydarzenia z ostatnich wyborów prezydenckich w Stanach zjednoczonych. Podobna sytuacja wydarzyła się w czasie ostatniej kampanii parlamentarnej w Gdańskim okręgu, numer 25. Jeden z obecnych posłów kandydował z miejsca wysokiego ryzyka. Był w I dziesiątce ale w II piątce. Wynik nie był znany do samego końca. Ostatecznie zwyciężył 12 głosami. Obecnie człowiek ten działa w sejmie na rzecz ugrupowań, związków i stowarzyszeń, które go popierały w kampanii. Mimo to wiele osób przychodzi do niego z pretensjami, żądaniami domagając się protekcji z racji wcześniej udzielonego poparcia.

    Przykład posła n, pokazuje specyfikę myślenia wyborców w naszym kraju.


    Nadzieja i własny interes

    Jak zostało powiedziane na początku, duża cześć elektoratu pozostaje bierna. Pozostają więc ci którzy zdecydowali się uczestniczyć w wyborach. Według wspomnianego wyżej schematu owe 53 osoby.

    Każde ugrupowanie partyjne posiada tzw. twardy elektorat, który zawsze, bezwzględnie głosuje na dane ugrupowanie. Zakładając, że jest to 13 osób, pozostaje jeszcze 30. Jakie są wobec powyższego najczęstsze motywy uczestnictwa w wyborach? Co mogłoby nakłonić te 30 osób do aktywnego uczestnictwa w wyborach, niezależnie od tego na jakie ugrupowanie zdecydują się zagłosować?

    W ostatnich wyborach parlamentarnych najczęstszym motywem głosowania była nadzieja na zmiany ku lepszemu. Niezależnie od ugrupowania. Wg sondaży prowadzonych przez CBOS, gdzie zadano pytanie o motywy głosowania w najbliższych wyborach parlamentarnych ponad 1/3 wyborców wiązała bezpośrednio wybór danej opcji politycznej z poprawą losu swojego i sobie podobnych. Mniej niż 1/3 wyborców wierzyła w kompetencje i przygotowanie do sprawowania władzy. Na dalszych miejscach znalazły się także doświadczenie, postawą moralna polityków.

    Motywy wyboru danego ugrupowania są z naszego punktu widzenia mniej istotne, gdyż nam zależy przede wszystkim na znalezieniu odpowiedzi na pytanie co nakłania ludzi aby poszli na wybory? Sondaże CBOS - u pokazały nam 2 ważne motywy - nadzieję i własny interes. Jakie niebezpieczeństwo niesie za sobą kierowania się takimi motywami?

    Przytoczona została wyżej historia posła n, który został wybrany 12 głosami, jest w 100% prawdziwa. Prawdą jest też, że człowiek ten stara się wywiązywać ze swoich zobowiązań zaciągniętych wobec wyborców. Spotyka się z nimi, lobbuje w sejmie na ich korzyść, jednak na owych spotkaniach wciąż spotykają go zarzuty "Panie! Głosowałem na pana i co? Nadal jest jak jest? Gdzie moje ulgi, dopłaty, przywileje?" etc. Tutaj pojawia się nam kolejny problem - postaw roszczeniowych.

    Zaistniała więc sytuacja, w której potencjalni wyborcy albo nie chodzą na wybory, albo owszem głosują ale w zamian za to domagają się załatwienia ich indywidualnych interesów. Swój głos traktują jak towar i handlują nim. Ich problemy, które mają nadzieję załatwić przy pomocy posła czy radnego nierzadko są niemożliwe do rozwiązania. Zdarzają się petycje stojące w sprzeczności z obowiązującym prawem, lub też całkowicie niedorzeczne np. problem zbyt wczesnego zapalania latarni ulicznych.

    Problemy z jakimi ludzie zwracają się do swoich przedstawicieli ukazują bezradność ludzką w zetknięciu z aparatem państwa.

    Posługując się znów przypadkiem posła n, wystarczy nadmienić z jakimi problemami zwracają się doń ludzie. Są to zarówno prośby o pomoc w znalezieniu pracy, skargi na hałaśliwych sąsiadów, interpretacja przepisów prawnych, propozycje uzdrowienia gospodarki tzw. cudowne recepty, czasami przychodzą po prostu się wyżalić. Wiele spraw, z którymi zwracają się do posła n nie należy do jego zadań czy kompetencji, albo też leży poza jego możliwościami. Natomiast cieszy się on sporym lokalnym autorytetem aktualnie wzmocnionym mandatem poselskim, co sprawia, że ludzie przychodzą do niego jak do maharadży.

    Wynika z tego, iż większa część społeczeństwa nie potrafi niestety poruszać się w państwie.

    To oznacza umiejętność czytania pism urzędowych, znajomość najprostszych przepisów - choćby moich praw i obowiązków wynikających z tytułu bycia obywatelem państwa Polskiego, ogólne rozeznanie w kompetencjach samorządu lokalnego, władzy centralnej etc. Wiedza na te tematy jest zatrważająco mała.

    W dziedzinie wychowania obywatelskiego bo o tym jest teraz mowa, prym wiodą Amerykanie, gdzie nie sposób dostać obywatelstwa bez ukończenia odpowiedniego kursu dotyczącego podstawowej wiedzy, jaką powinien posiadać każdy obywatel tego państwa. W Europie duży nacisk na kształcenie w tym duchu kładzie Francja, co po części wynika z jej uwarunkowań historycznych. W Polsce wiedza obywatelska kuleje, choć jest to jeden z obowiązkowych szkolnych przedmiotów.

    Na podstawie tego wszystkiego co zostało wyżej powiedziane odnośnie dużej absencji wyborczej, traktowania głosu wyborczego jak towaru wymiany handlowej oraz bezradności w obliczu zetknięcia z państwem można stwierdzić, że w Polsce brak jest społeczeństwa obywatelskiego.


    Społeczeństwo obywatelskie

    Stawiając taką tezę należy również opowiedzieć na następujące pytania: Co to jest społeczeństwo obywatelskie? Czym się wyróżnia spośród innych społeczeństw? Czym się charakteryzuje?

    Dla uściślenia owych terminów warto posłużyć się definicją zaczerpniętą ze słownika:

    Społeczeństwo obywatelskie, społeczeństwo, w którym działalność niezależnych od państwa różnego typu instytucji, organizacji, związków i stowarzyszeń jest podstawą samodzielnego rozwoju obywateli oraz stanowi wyraz ich osobistej aktywności.

    Za społeczeństwo obywatelskie uznaje się takie, w którym:
    a) suwerenem władzy jest naród sprawujący ją przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio,
    b) władza działa w granicach i na podstawie prawa,
    c) system źródeł prawa uwzględnia interesy obywateli,
    d) istnieje prawny system ochrony praw i wolności obywateli,
    e) funkcjonują instytucje gwarantujące przestrzeganie praw (np. Trybunał Konstytucyjny, Rzecznik Praw Obywatelskich),
    f) zapewnia się obywatelom możliwość uczestniczenia w życiu społecznym, istnieją prawne gwarancje tworzenia organizacji wyrażających interesy obywateli.

    Czy na podstawie tego co został napisane w powyższej definicji - można w Polsce mówić o społeczeństwie obywatelskim czy też nie?

    Pozornie wydaje się wszystko zgadzać? Nie ma obecnie w Polsce zakazu zakładania i funkcjonowania stowarzyszeń, chyba ze ich działanie stoi w sprzeczności z interesem publicznym np. organizacje profaszystowskie. Wszystkie wymienione punkty od a do f zdają się mniej lub bardziej idealnie odzwierciedlać polską rzeczywistość. Jeśli więc wyżej została postawiona teza, że w Polsce nie ma wykształconego społeczeństwa obywatelskiego, oznacza to, że wymienione wyżej elementy społeczeństwa obywatelskiego, muszą zostać czymś uzupełnione, aby ją obronić.

    Przedstawione wyżej punkty dotyczą formalnych warunków jakie muszą zostać spełnione dla zaistnienia społeczeństwa obywatelskiego. Dopóty, dopóki wśród samych Polaków nie ma potrzeby istnienia społeczeństwa obywatelskiego stan taki nie zaistnieje. Struktury formalne w postaci instytucji, ustawodawstwa, całego aparatu państwowego muszą zostać wypełnione treścią w postaci oddolnych, samodzielnych inicjatyw ludzkich podejmowanych w imieniu wspólnoty.


    Dwutożsamość - braki z przeszłości

    To, że wśród Polaków nie została wygenerowana potrzeba istnienia i funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego ma swoje uwarunkowania historyczne.

    Patrząc na dotychczasowe relacje państwo - ludność można zauważyć przede wszystkim brak komunikacji między tymi dwoma bytami. Niezależnie od tego jaka to byłaby władza, obok niej funkcjonowało nieformalnie społeczeństwo. Nie byłoby nic w tym dziwnego, przecież istnienie niezależnych od państwa stowarzyszeń jest jedną z podstaw społeczeństwa obywatelskiego, lecz bardzo często istnienie i funkcjonowanie tych grup czy struktur było wymierzone przeciwko państwu, a ich celem zasadniczym było zwalczanie państwa a w najlepszym razie ignorowania aparatu państwowego i wszystkiego co z nim związane.

    Polacy chwalą tradycjami demokratycznymi sięgającymi XVI wieku, ale jest to demokracja typu roszczeniowego tzn. korzystanie z praw obywatelskich polega na wysuwaniu żądań wobec państwa, zapewnianiu sobie przywilejów oraz wysuwaniu gróźb pod adresem państwa i jego przedstawicieli w razie nie zrealizowania tychże życzeń, które częstokroć stoją w sprzeczności z interesem państwa, a stanowią wyraz interesów jednostek. Analogie z aktualną sytuacja państwa są zadziwiające.

    W tym ujęciu, państwo traktowane jest jako coś nadrzędnego, narzuconego jako ciemiężyciel, przeciwko któremu trzeba się buntować. Spore zasługi w takim rozumieniu państwa ma kościół katolicki.

    Od początków istnienia instytucji kościoła istniał spór pomiędzy władzą świecką a kościelną o prymat władzy. Po wykształceniu państw narodowych spór ten przeniósł się także na grunty poszczególnych państw. Decyzja czy zostać lennikiem cesarza niemieckiego czy papieża była decyzją polityczną. Od czasów wczesnego średniowiecza Polska jest lennikiem papiestwa i stan ten nie uległ zmianie nawet w XXI wieku. Dla społeczeństwa obywatelskiego ma to dość istotne znaczenie.

    W sytuacji, gdzie 90% obywateli deklaruje swoją przynależność wyznaniową do kościoła katolickiego państwo nie jest jedynym wyrazicielem interesów obywateli. A głowa państwa nie jest jedynym zwierzchnikiem. Współcześnie nie jest to tak jaskrawo widoczne, ale wystarczy przypomnieć sobie przypadki ekskomuniki władców i konsekwencje z tego płynące.

    Obywatel ma zawsze możliwość ucieczki spod jednych skrzydeł pod drugie, w zależności, która strona lepiej reprezentuje w nadym momencie jego interesy. Większość Polaków preferuje śluby kościelne, ale rozwody wystarczają już tylko cywilne.

    Szczególnym okresem dla kształtowania dwutożsamości Polaków był czas zaborów. W tym okresie kościół pełnił rolę ostoi Polskości, stał na straży tożsamości polskiej jako narodu. W państwach, w których można mówić o silnym społeczeństwem obywatelskim, rola kościoła jest niewielka. A stało się tak albo z powodu Reformacji, jak w przypadku krajów Beneluksu, lub też za przyczyną Rewolucji jak we Francji, czy też mocą arbitralnej decyzji władcy, jak w Anglii. Niezależnie od przyczyn, dla których ów rozdział nastąpił skutki odczuwalne są po dzień dzisiejszy.

    Podobną jak podczas zaborów rolę, kościół chciał pełnić w okresie PRL-u. A jego obecne działania zmierzają ku społecznemu utrwaleniu mitu, jakoby to właśnie religia katolicka była podstawą tożsamości polskiej, tej narodowej a zarazem jedynej prawdziwej w opozycji do tożsamości państwowej, narzuconej więc nie - polskiej.

    Kościół ma wielkie zasługi w budowaniu mentalności opozycyjnej Polaków, która to stanowi wielką przeszkodę w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Bazą, na której kościół budował polską tożsamość było pojęcie narodu rozumianego jako wspólnoty duchowej.

    Dla usprawiedliwienia należy oddać fakt, iż przez okres zaborów nie było innego wspólnego mianownika dla narodu, który znajdował się we władaniu 3 odrębnych systemów państwowych. To spowodowało wykształcenie się bardzo silnej więzi narodowej, którą możemy nazwać patriotyzmem typu narodowego. Można go przeciwstawić patriotyzmowi typu obywatelskiego. Cechy obydwu najłatwiej jest przedstawić na zasadzie kontrastu, co można zobrazować tabelką

    Patriotyzm narodowyPatriotyzm obywatelski
    - wspólnota ducha
    - pojawia się spontanicznie
    - zryw
    - intensywny w momencie trwania
    - trwa krótko, lub z przerwami
    - nie toleruje inności
    - budowany "przeciw czemuś"
    - charakter negatywny
    - oddziałuje silnie na emocje
    - dominacja symboli nad treścią
    - operuje terminem jedność
    - wspólnota mająca materialny wymiar
    - budowany powoli
    - pozwala na tworzenie trwałych więzi
    - tolerancyjny wobec innych wspólnot
    - budowany dla czegoś
    - charakter pozytywny
    - oparty na rozumie
    - symbol jest skrótem materialnej wymiernej treści
    - operuje terminem wspólność


    Patriotyzm typu narodowego rozwinął się przede wszystkim w państwach, gdzie z różnych powodów o wspólnocie narodowej można było mówić tylko jak sferze duchowej a więc w Polsce ale także i w Niemczech, które zostały zjednoczone z szeregu małych państewek dopiero w 1848 roku. Budowa więzi patriotycznych przez Bismarcka odbywała się na zasadzie negacji. Niemcy mogli mówić o swojej tożsamości jak kontraście wobec innych narodów. Podobnie Polacy, których sytuacja była jeszcze bardziej skomplikowana.

    Można mówić o pewnego rodzaju próbach kształtowania więzi społecznych w przypadku Polaków, w organizacjach konspiracyjnych. Jednak była to działalność utrwalająca schemat ludność kontra władza.

    Współcześnie zaś warto zastanowić się nad połączeniem tych 2 struktur społeczeństwa i państwa. Patriotyzm typu obywatelskiego możliwy jest dopiero wówczas, gdy na pytanie "czy państwo w którym żyję ja, moi bliscy, znajomi jest moim państwem?", odpowiedź zabrzmi: "tak, to jest moje państwo". I tą mojość każdy będzie rozumiał właśnie po obywatelsku, jako więź z państwem i współmieszkańcami.

    Na zakończenie tego historycznego wywodu należy dodać, że w Polsce miała miejsce jedna próba budowania społeczeństw obywatelskiego w oparciu o organizm państwowy. Miało to miejsce w okresie międzywojennym.

    Co ciekawsze potrzeba ta wypływała rzeczywiście ze społeczeństwa a przynajmniej z jego części. Owocem tego entuzjazmu budowania państwa jest Gdynia, której istnienie jest żywym dowodem na to, że Polacy potrafią nie tylko konspirować, walczyć i spiskować. Niestety najpierw przewrót majowy a następnie wybuch II wojny światowej przerwały ten proces. Obecnie po 50 latach mamy znów możliwość budowania społeczeństwa obywatelskiego. Powstaje pytanie o ten materialny czynnik jednoczący. W okresie międzywojennym była to odbudowa państwa jako jedności, budowa CEP-u oraz Gdyni.


    Stwórzmy Wreszcie Obywateli Tutaj

    Podsumowując to co zostało w niniejszym tekście przedstawione na temat funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego w Polsce, można pokusić się o postawienie takiej oto diagnozy:

    Po pierwsze: ponad wszelką wątpliwość istnieją w Polsce struktury formalne pozwalające na rozpoczęcie pracy nad tworzeniem społeczeństwa obywatelskiego.
    Po drugie: Polacy mają również tradycje obywatelskie, do których warto się odwoływać.
    Po trzecie: to na czym należy się skupić to oddolne aktywizowanie społeczności. Zachęcanie do działania na rzecz najbliższego otoczenia, skupione wokół łatwo identyfikowalnego materialnego symbolu.
    Po czwarte: tym co blokuje funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego w Polsce to: usankcjonowane tradycją i religią katolicka rozumienie tożsamości Polskiej jako opozycyjnej wobec państwa.
    Po piąte: aktywność obywatelska możliwa jest tylko przy zapewnieniu względnego dobrobytu obywatelom. Tylko wówczas gdy obywatele nie będą musieli poświęcać całego dostępnego im czasu na aktywność zawodową, dzięki której zapewnią podstawowe potrzeby życiowe sobie i swoim najbliższym, nadwyżki czasowe będą mogli poświęcić na działanie na rzecz lokalnej społeczności.


    Obywatelstwo to przywilej

    Trudności jakie piętrzą się przed tymi, którzy chcą budować społeczeństwo obywatelskie w Polsce nakazują nam postawić pytanie o sens podejmowania trudu tworzenia tegoż. Czy jest w ogóle o co kruszyć kopie? Może lepiej pozostać przy stanie obecnym.?

    Polska jest niewątpliwie demokratycznym państwem, czego wyrazem są min. wolne wybory. Każdy obywatel ma prawo do informacji i kontaktu z władzą. Przedstawiciele władzy zapraszają na spotkania, na które ku ich radości na przychodzi zbyt wiele osób, albo w ogóle nikt. Prawie połowa uprawnionych do głosowania wśród 38 milionowego narodu, nie bierze w tym udziału. Może tak jest lepiej i należałoby po prostu zaakceptować ten stan, jeśli ktoś nie chce być obywatelem to może nie należy go zmuszać?

    Odpowiadając na zadane pytania dobrze jest pomyśleć przez chwilę o losie emigrantów i wszystkich uciekinierów. Dla tej grupy status prawny jaki daje bycie obywatelem jest marzeniem, nadzieją na lepsze życie. Tak dziwnie dzieje się na tym świecie że ludzie uciekają z państw, które praw obywatelskich nie respektują, do tych, które biorą je pod uwagę. Obywatelstwo jest przywilejem, nie zaś przykrym obowiązkiem. Widać to jednak dopiero z perspektywy tych, którzy obywatelami nie są.

    Budowanie społeczeństwa obywatelskiego to długi i trudny proces, który jak sądzę został już w Polsce rozpoczęty. Osiągnięcie pewnego etapu, jakim niewątpliwie jest funkcjonowanie struktur państwa demokratycznego, rodzi potrzebę kształtowania etapu kolejnego, jakim jest wypełnianie owych struktur treścią.

    Kluczem do tego, jak należy to zrobić jest zrozumienie wolności. Należałoby tym samym wrócić do starożytnego rozumienia tego pojęcia. W starożytnej Grecji wolnym był ten, który mógł przemawiać na agorze, decydować o wydatkach i wojnach jakie prowadziło polis, brać udział w wyborach. Wolność zatem należała do tzw. sfery publicznej. Obywatel, człowiek nabywał wolność dopiero w kontakcie ze wspólnotą. Był to także ceniony przywilej, pojęcie obywatela dotyczyło bardzo wąskiej grupy osób, która spełniała ściśle określone kryteria. Proces rozszerzania się pojęcia obywatel na inne grupy spowodował owo poczucie powszechności i oczywistości bycia nim. A tym samym przewartościowanie rozumienia wolności, która przestała być realizowana publicznie.

    Współcześnie wolność ograniczana jest do sfery prywatnej, obejmującej moje "ja" i najbliższych. Bronimy się przed wpuszczeniem państwa, polityki w życie osobiste. Prawdziwa wolność jest współodpowiedzialnością za miejsce w którym mieszkamy. Doskonale zdawali sobie z tego sprawę Grecy, dlatego utworzyli termin idiota, który wg greckiego źródłosłowu oznacza tego, który nie zajmuje się polityką.

    Michalina Szczepańska



    Jest to streszczenie referatu wygłoszonego podczas seminarium poświęconego demokracji lokalnej zorganizowanego w dniach 15-18 sierpnia br. przez Fundację Edukacji Europejskiej w Oleśnicy

  • drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


    lewica.pl w telefonie

    Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:



    Discord Sejm RP
    Polska
    Teraz
    Szukam książki
    Poszukuję książek
    "PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
    Lca
    Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
    https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
    Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
    wszędzie
    zawsze
    Petycja o opodatkowaniu księży
    Nowy Lewicowy Vlog
    Warszawa
    Zapraszamy do współpracy
    Polska
    cały czas
    "Czerwony katechizm" - F. Czacki

    Więcej ogłoszeń...


    3 lipca:

    1942 - W Warszawie aresztowany został kierownik Wydziału Sabotażu Polskich Socjalistów Tadeusz Koral.

    1962 - Algieria: Zakończyła się wojna o niepodległość.

    1988 - Amerykański krążownik USS Vincennes zestrzelił nad Zatoką Perską irański samolot pasażerski. Zginęło 290 pasażerów.

    2005 - Hiszpania: Weszła w życie ustawa legalizujaca małżeństwa homoseksualne i przyznająca parom homoseksualnym identyczne prawa jak parom heteroseksualnym. Prawo to przyznało również nieograniczoną możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne.

    2005 - Powstało stowarzyszenie Młodzi Socjaliści.


    ?
    Lewica.pl na Facebooku