Gzik: Walka trwa

[2005-05-08 17:27:14]

Ze Sławomirem Gzikiem, przewodniczącym Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjnego i liderem walki pracowników byłej Fabryki Kabli w Ożarowie Mazowieckim, rozmawia Magdalena Ostrowska

Był Pan liderem głośnego protestu w Fabryce Kabli w Ożarowie Mazowieckim. Przez 306 dni okupowaliście zakład, urządzaliście manifestacje, wysyłaliście petycje. Czy warto było prowadzić ten wyjątkowy w polskich warunkach protest?
– Takich miejsc, jak Ożarów, jest w Polsce mnóstwo. Szczególnie w małych miastach, gdzie po likwidacji zakładu zostają puste budynki lub pole, a na ich miejscu powstaje np. supermarket, który zatrudnia znikomą część pracowników z tych zlikwidowanych zakładów pracy. Albo nic nie powstaje. Jestem więc przekonany, że nie tylko warto było prowadzić ten protest, ale było to konieczne. Mogę zapewnić wszystkich pracowników, że warto bronić tego, co im się w taki sposób próbuje odebrać. Ożarów funkcjonuje dziś w świadomości wielu ludzi jako pewien symbol i punkt odniesienia, jako przykład konkretnych działań, jeśli nie teraz, to w przyszłości. Wiemy, że takie udane walki pracownicze w innych krajach, np. w Argentynie, spowodowały nie tylko rozwój podobnych inicjatyw, ale zmianę świadomości, stanowiły przełom. Przede wszystkim zaś, taki udany przykład ośmiela ludzi do działania u siebie, przekonuje, że ta walka ma sens.

Twierdziliście od początku, że decyzja właściciela była przejawem tzw. wrogiego przejęcia, że nie miała uzasadnienia ekonomicznego. Czy to przekonanie, że wasza fabryka mogłaby nadal działać, zdecydowało o determinacji, z jaką walczyliście?
– Można rozumieć, że w tym systemie nie wszyscy mają szansę przetrwania, natomiast Fabryka Kabli (FKO) świetnie prosperowała, przeprowadziła wszystkie konieczne zmiany dla dobrego funkcjonowania w tym systemie. I nagle przyszła „Tele-Fonika” i skupiła holding „Elektrim Kable”. Fabryka w Ożarowie ma 75-letnią tradycję i była jedną z największych fabryk w Europie, jedną z najlepszych firm w Polsce. Tymczasem nowy właściciel „Tele-Foniki”, Bogusław Ciupał, wymyślił, że trzeba ją zamknąć. Dlatego nasz protest zaczął się tak szybko, był spontaniczny i trwał tyle czasu. Przypomnę, że rozpoczęła go niemal cała załoga, 600 osób. Miało to również wpływ na formę protestu, na świadomość, że trzeba tu być cały czas, dniem i nocą. Walczyliśmy przez 306 dni. Protest trwający niemal rok jest w Polsce ewenementem, szczególnie w takiej formie. Organizowaliśmy pikiety, marsze, okupowaliśmy budynek fabryki i biura, łącznie z bramą wjazdową. Teraz sytuacja w Ożarowie jest wyjątkowa, poza tym, że nie ma maszyn – właściciel wszystko wywiózł – i nie ma Fabryki Kabli, z którą byliśmy tak zżyci. Jednak nie udało się nas zniszczyć. Nikt nas stąd nie wyrzucił. Powstają nowe miejsca pracy.

Czy byliście zdani wyłącznie na samych siebie?
– W 2002 r. w Polsce była duża fala protestów, manifestowali i strajkowali pracownicy w wielu miejscach, z różnych branż, z dużych i małych zakładów. Ożarów jest jednym z nielicznych przykładów protestu, który przyniósł efekty. Przyjeżdżali do nas stoczniowcy ze Szczecina, aby wziąć kasety wideo i pokazać kolegom, jak powinien wyglądać protest. Mówiłem wielokrotnie, że gdyby takiej determinacji, jaka była u nas, starczyło w innych miejscach choćby w połowie, pewnie wszyscy bylibyśmy teraz w innym miejscu. Na fali tych protestów, 13 lipca 2002 r. w Stoczni Szczecińskiej powstał Ogólnopolski Komitet Protestacyjny, skupiający pracowników upadających zakładów, lub zagrożonych upadkiem. Dołączali do nas pracownicy z wielu branż, np. współtwórczynią OKP była Bożena Banachowicz, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. W pierwszym momencie powstanie OKP zostało odebrane przez rząd jako zagrożenie, ponieważ władza zawsze boi się zwykłych ludzi, boi się ruchów społecznych, w których ludzie organizują się sami, oddolnie i spontanicznie. OKP został odebrany jako zagrożenie również przez związki zawodowe. Od września 2002 r., gdy zostałem wybrany przewodniczącym OKP, siedzibą Komitetu jest dawna Fabryka Kabli w Ożarowie Mazowieckim. W momencie powstania, OKP skupiał około 100 zakładów zagrożonych likwidacją, bądź znajdujących się już w likwidacji. Nie funkcjonowaliśmy jako formalna struktura, OKP był ruchem społecznym i może dlatego w ostatnim czasie jego rola zmalała. Natomiast ja sam, do dnia dzisiejszego, dostaję mnóstwo telefonów z prośbą o pomoc i radę, jak bronić swoich praw, godności, jak prowadzić protest. Ludzie pytają, czy warto? Zawsze odpowiadam, że warto, mimo wszystko. Chodzi też o przedstawienie takich namacalnych sukcesów, jak w Ożarowie, w Stoczni Szczecińskiej, Bison-Bialu, w zakładach im. H. Cegielskiego w Poznaniu. W tej chwili niewiele jest w Polsce protestów, a przynajmniej niewiele się o nich mówi. Nie oznacza to, że sytuacja jest dobra, że nie ma powodów do buntu, że nie ma potencjału społecznego. W 2002 r. była realna szansa, aby zmienić sytuację.

Jednak się nie udało.
– Gdyby wówczas ktoś nam pomógł, to zapewne zakład zostałby uratowany. Może nie w takiej samej formie, w jakiej istniał przedtem, ale halę fabryczną udałoby się uratować. Nie mogliśmy liczyć na pomoc związków zawodowych. To pracownicy FKO oraz grupa wspierających nas osób – a byli wśród nich m.in. mieszkańcy Ożarowa nie związani bezpośrednio z fabryką, ale rozumiejący nasz dramat – okupowali bramę zakładu, aby zapobiec wywiezieniu majątku fabryki. Atak prywatnej firmy ochroniarskiej zakończony brutalną pacyfikacją bezbronnych ludzi sprawił, że byliśmy zmuszeni ustąpić. Maszyny zostały wywiezione pod eskortą policji nocą, z 25 na 26 listopada 2002 r.

Niewiele się dziś słyszy o OKP, można wręcz odnieść wrażenie, że przestaliście istnieć.
– Ostatnie spotkanie OKP miało miejsce w październiku ubiegłego roku. Zła sytuacja OKP, mimo tak wielkiego odzewu i wyrazów poparcia z całej Polski, spowodowana jest brakiem środków na bieżącą działalność, trudnościami z przebiciem się w mediach. W sierpniu 2003 r. powołaliśmy do życia Stowarzyszenie na Rzecz Obrony Praw i Godności Pracownika, którego zadaniem była m.in. techniczna pomoc w naszej działalności na rzecz świata pracy. Stowarzyszenie założyło konto bankowe, na które miały spływać niewielkie, ale zdeklarowane składki na działalność statutową. Mogliśmy liczyć jedynie na pracowników i nie dziwimy się, że nie mają pieniędzy, bo taka jest sytuacja. Od początku mieliśmy też świadomość, że nie możemy liczyć na pomoc finansową np. firm czy organizacji dysponujących pieniędzmi, ponieważ te dobrze prosperujące instytucje utrzymują się dzięki wspieraniu panującego systemu, który, naszym zdaniem, odpowiada za krzywdę ludzi pracy. Szybko okazało się więc, że nie mamy środków nawet na opłacenie tak podstawowych spraw, jak fax i telefon, które dzisiaj – w miarę możliwości – finansujemy z własnych kieszeni wiedząc, jak bardzo to jest potrzebne.

Cele OKP pozostały aktualne, mieliście jednoczyć ludzi i koordynować protesty. Można więc uważać, że taka struktura nadal jest pracownikom potrzebna?
– Działanie w pojedynkę jest błędem, czy jest to obrona upadającego zakładu czy łamanych praw pracowniczych. W Warszawie było już tysiące protestów, ale nic z tego nie wynika. Przyjadą, pokrzyczą i odjadą. Jesienią 2002 r., gdy przewodniczącym „Solidarności” został Janusz Śniadek, Związek przywiózł do Warszawy 20 tys. ludzi, w większości górników. Protest trwał 40 minut. Przyszli pod Kancelarię Premiera, było trochę petard i tyle. Ludzie byli wściekli, pytali: po co tu przyjechaliśmy? Gdy centrale związkowe organizują protest, związkowcy mają dzień wolny, dostają różne gadżety, mają opłacony przejazd. To kosztuje mnóstwo pieniędzy, ale nic z tego nie wynika. Tymczasem 20 tys. ludzi to na polskie warunki jest siła niesamowita. Gdyby do Ożarowa, gdy prowadziliśmy protest, przyjechało tysiąc osób, uratowalibyśmy fabrykę. Wtedy stało się jasne, że centrala „S” nie zamierza nam pomóc, i wkrótce „S” wycofała się z naszego protestu. Zostaliśmy sami, kilku niezależnych działaczy, pracowników FKO, w komitecie protestacyjnym.

Na początku jednak związki zawodowe popierały walkę pracowników Ożarowa.
– Pod koniec sierpnia 2002 r. „Solidarność” zrobiła pod Kancelarią Premiera duży wiec wspierający walkę pracowników Ożarowa. Zapytałem wtedy przewodniczącego Śniadka, czy chce nam pomóc. Odpowiedział, że musi zapytać prawników. Jeżeli tak mówi przewodniczący „Solidarności” po proteście trwającym cztery miesiące, znanym już w Polsce, umotywowanym prawnie, że zakład jest zamykany niezgodnie z prawem, to jest bezsens i dowód na to, że nie chcieli nam pomóc. Takich przykładów jest w Polsce bardzo dużo. Z kolei ze strony OPZZ nie mieliśmy żadnego odzewu, mimo że prosiliśmy ich o pomoc. Nawet wtedy, gdy odeszła od nas „Solidarność”, OPZZ nie było zainteresowane naszym protestem. Nie wiem, czy w Polsce byłaby możliwa taka sytuacja, jak np. we Francji czy we Włoszech, gdzie na ulice wychodzi jednego dnia milion osób, protestują solidarnie pracownicy różnych branż i regionów. Tylko połączenie sił może dać efekt. W latach 80. były strajki solidarnościowe, poczucie wspólnoty interesów. Wyrażenie poparcia dla walki innych było niemal odruchem. Teraz tego nie ma.

Miewaliśmy sporadyczne przykłady solidaryzowania się pracowników różnych branż, gdy np. do Elbląga przyjechali szczecińscy stoczniowcy, by wspomóc protestujące szwaczki z „Odry”, do Ożarowa też stoczniowcy przyjeżdżali, protest pielęgniarek wspomagali m.in. górnicy.
– Oczywiście, takie gesty bardzo pomagają. Dowodem może być to, że „Odra” nadal istnieje, że „nagle” znalazły się pieniądze, aby wypłacić zaległe pensje. Duże znaczenie ma jednak pomoc związków zawodowych, ponieważ ludzie sami nie są w stanie się zorganizować, nie mają pieniędzy, żeby przyjechać. A tylko takie masowe organizowanie się, na przykład szeroki ruch społeczny, ma szanse coś zdziałać. OKP miał być takim ośrodkiem, ale nie mogliśmy przebić się do opinii publicznej. Duża w tym wina mediów, ponieważ niemal wszystkie prezentują jedną linię polityczną. Nigdy nie byłem zwolennikiem telewizji „Trwam” czy Radia Maryja, ale faktem jest, że obecnie jest to jedyna „tuba”, w której możemy się wypowiadać, przedstawiać swoje postulaty. Może taki ruch powstanie, gdy przyjdzie moment krytyczny i ludziom będzie już wszystko jedno.

W historii Polski było wiele takich momentów krytycznych, gdy ludzie nie tylko pragnęli zmiany, ale mogli mieć realną nadzieję, że ona nastąpi.
– Nadzieja na autentyczną zmianę była w 1989 r., ale szybko została zaprzepaszczona. Późniejsze zmiany nie były po myśli większości z nas, a wręcz były nam przeciwne. Zdaję sobie sprawę, że diametralne odejście od dotychczasowej polityki gospodarczej może być bardzo trudne, o ile w ogóle byłoby możliwe. Widać też coraz wyraźniej, że światowy system gospodarczy jest zły, że jest wbrew woli większości społeczeństwa. Pokładam nadzieję w mechanizmach demokratycznych, dzięki którym mamy możliwość wybrania innych ludzi. Jestem jednak świadomy, że to może być trudne, ponieważ ta niesamowita propaganda, przypominająca lata 50., ma decydujący wpływ na decyzje społeczeństwa. Pora to zmienić.

Rok 1989 był ogromym przełomem, faktyczną rewolucją, bo zmieniono zarówno konstytucyne podstawy ustroju państwa, ale przede wszystkim ustrój gospodarczy, stosunki pracy. Zmienił się system, wprowadzono mechanizmy demokracji politycznej i wolny rynek. W latach 80. należał Pan do „Solidarności”, która walczyła o godność ludzi pracy. Jak wobec tego ustosunkowuje się Pan do tych zmian?
– W 1992 r. Donald Tusk, w numerze 23 „Życia Gospodarczego”, wygłosił znamienne zdanie: „zadaniem elit jest zmiana ustroju gospodarczego, a to wymaga siły, bo ta przemiana godzi w interesy większości społeczeństwa”. I to się sprawdziło. Gdy słyszę ostatnio, że wszystkiemu winny jest SLD, to jest dla mnie wielka bzdura. Nie można zapominać o tych, którzy 15 lat temu wprowadzali obecny system. Teraz jest jeszcze większe „bagno” niż przed rokiem 1989. Nie ma szacunku ani dla pracy, ani dla człowieka. Żadna praca wykonywana w sposób uczciwy nie jest tak mało warta, żeby nie można było za nią przeżyć, a obecnie tak się traktuje pracowników. Nawet w XIX-wieczny kapitalista dbał o to, aby mu robotnicy nie powymierali z głodu.

Pamięta Pan czasy Polski Ludowej. Jak wtedy wyglądała sytuacja człowieka pracy? Na czym polega różnica?
– Fabryka Kabli w 1979 r., gdy zaczynałem pracę, zatrudniała blisko 3 tys. osób.. Przed 1989 r. zakład był w stanie wybudować osiedle, zapewnić ochronę socjalną, przedszkole, wyjazdy na wczasy… I to wszystko było wtedy za darmo. Teraz pracodawcy mówią, że będą przenosić produkcję do Chin, ponieważ tam siła robocza jest tańsza.

Delegacja OKP uczestniczyła w Europejskim Forum Społecznym, które odbyło się w Paryżu w listopadzie 2003 r. W przesłaniu do uczestników Forum, napisaliście: „tylko nasze wspólne i radykalne działanie może położyć kres bezmiarowi wyzysku i nieszczęść fundowanych światowej społeczności przez garstkę fanatyków pieniądza i władzy”. Czy przykład ruchu na rzecz sprawiedliwego świata pokazuje nam, jak należy działać?
– Obawiam się, że u nas brakuje tradycji masowych protestów. Ruch alterglobalistów jest dowodem na to, że zmienia się sposób myślenia na Zachodzie. To jest jakaś szansa, ale w Polsce musi dojść do punktu krytycznego, może takiego, jak podczas kryzysu w Argentynie. Musimy zmienić podejście do systemu gospodarczego, ponieważ ten system się nie sprawdza, ani w Polsce, ani na świecie. Walka pracowników dawnej Fabryki Kabli w Ożarowie miała dać przykład pracownikom w całej Polsce, miała pokazać, że należy walczyć i jak to robić. Powstanie OKP było szansą na stworzenie koniecznej jedności i solidarności pracowników oraz na umożliwienie wymiany doświadczeń. Ożarów mógł i nadal może stać się takim centrum oporu.

Wywiad ukazał się w "Impulsie", dodatku dziennika "Trybuna".

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:



Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki

Więcej ogłoszeń...


21 października:

1868 - W Kucharach urodził się Stanisław (Salomon) Posner, działacz socjalistyczny i publicysta; wicemarszałek Senatu i wiceprzewodniczący TUR.

1869 - Zmarł Leon Rzewuski, polski magnat, uczestnik powstania listopadowego, socjalista.

1918 - Po opuszczeniu więzienia Karol Liebknecht stanął na czele Związku Spartakusa.

1920 - W Czechosłowacji ukazał się pierwszy numer dziennika "Rudé Právo", centralnego organu KPCz.

1934 - Rada Naczelna PPS warunkowo uznała możliwość współpracy z KPP.

1940 - W Vágur urodziła się Marita Petersen, nauczycielka, premier Wysp Owczych w latach 1993-94, działająca z ramienia Partii Socjaldemokratycznej (Javnaðarflokkurin).

1941 - W Londynie zmarł Herman Lieberman, polityk PPS, skazany w procesie brzeskim, minister sprawiedliwości w rządzie Wł. Sikorskiego.

1945 - Wybory we Francji: kobiety po raz pierwszy głosują; zwycięstwo wyborcze komunistów (26 proc. głosów).

1956 - Władysław Gomułka został I sekretarzem KC PZPR i rozpoczął cześciową reformę systemu.

1961 - W Belmont w USA zmarł Karl Korsch, wybitny filozof marksistowski, działacz ruchu robotniczego, atakował zarówno leninizm jak i centryzm i rewizjonizm.

1967 - Sto tysięcy demonstrantów protestowało w Waszyngtonie przeciwko wojnie w Wietnamie; doszło do starć z wojskiem.

1998 - Socjaldemokrata Massimo D'Alema został premierem Włoch.


?
Lewica.pl na Facebooku